Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fronczewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fronczewski. Pokaż wszystkie posty

Kiedy lekarz się pomyli - Janczarski - Zembaty


Piotr Fronczewski
Kiedy lekarz się pomyli

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Gdy tapicer błędnie skroi ci pokrowiec
Kiedy chatę ktoś ci sprzeda zamiast willi
Nic wielkiego - przemyśl sobie to i powiedz
Że jest gorzej, kiedy lekarz się pomyli

Gdy na skutek roztrzepania
Zasiadając do śniadania
Nagle stwierdzi w pewnej chwili
Że to stół operacyjny
Gdy dentysta pasją jęty
Ci wyrwawszy wszystkie zęby
Dojdzie do słusznego wniosku
Że ten boli, co ci został

Gdy się zdarzy chirurgowi
To ci wyciąć, co cię zdobi
Lub rzec głośno, też się zdarza
"Siostro, nosze do grabarza"
Albo sprawić - to dość rzadko
Że ten pan nie będzie matką
Albo się odwrotnie stanie
Ojcem jest ta pani

Gdy samolot wyląduje w Kilkuszowej
A proszono cię na pogrzeb w mieście Gdyni
Nic wielkiego - przemyśl sobie to i powiedz
Że jest gorzej, kiedy lekarz się pomyli...

Ale kryzys - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Ale kryzys

Jacek Janczarski


Ale kryzys, ale kryzys, kapitalizm, nędza, wyzysk
Białe plamy, czarne plamy, dziś nie mamy, jutro mamy
Dolar leci na sam pysk, demokracja, strata, zysk

Ale kryzys, ale kryzys, tajemnice Mony Lisy
Policjanci i złodzieje, tamten szlocha, ta się śmieje
Na morderców czeka stryk, chcesz zarobić? Kup se dźwig

Ale kryzys, ale kryzys, obligacje, piwko, pyzy
Przemytnicy, firmy, spółki, puste półki, pełne półki
Pluralizmu słodki wiew, tylko beton psuje krew

Ale kryzys, ale kryzys, szmaty, złoto i dewizy
Dżinsy, akcje, Marriott, Pewex, na śmietniku się ubierzesz
Hossa, bessa, Superman, kupa marek z RFN

Ale kryzys, ale kryzys, kondensacja ważnych wizyt
Ten strajkuje, tamten czeka, Michnik, Kuroń i bezpieka
Oszukaństwo, draństwo, blef, gaża, marża, płyn FF

Ale kryzys, ale kryzys, dodatkowe ekspertyzy
Ale kryzys, ale kryzys, kapitalizm, nędza, wyzysk
Ale kryzys, ale dno, pierestrojka - to jest to

1990

No i zostań - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
No i zostań

Jacek Janczarski

Patrz, po kieliszkach dwóch
Szampana spływa biało-złota żyła
Wypijmy, ukochana już
Choć jeszcze nie wiem, jak ty się nazywasz
Lecz jesteś piękna, nawet bez imienia
To, kochanie, bez znaczenia

Zamkniemy drzwi na klucz
I niech ucichną wszystkie telefony
W tej szafie, ukochana, spójrz
To są sukienki mojej mądrej żony
Jeżeli chcesz to możesz je przymierzyć
Mnie kochana nie zależy

Tę fotografię tam to zrobił gość
Co był na naszym ślubie
A klatkę z czterech białych ścian
Dziś lubię, bardzo lubię
Zawsze gdy w delegację wyjeżdżała
Zostawałem, moja mała

Ukołysz mnie do snu
Opowiem ci jak życie mnie przygniotło
Szlafrok masz tam, łazienkę tu
Tylko nie żartuj, proszę cię, nie odchodź
Są takie co z mężczyzny robią chłopca
Jesteś tu? Zostań

I nie opuszczaj mnie
Już noc wędruje po zaspanym mieście
Wiedziałem, że nie będzie źle
I że to stanie się nareszcie
Rano na dworcu żonie dam bukiecik
Pięć po szóstej, peron trzeci...

Kochani - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Kochani jeateśmy na bani

Jacek Janczarski


Kochani, jesteśmy naprani
Naćpani i nieco na bani
Kołysze się wszystko dokoła
Łeb w ciasnym berecie, dupa goła

Kochani, my z wami, ja z wami
Niech zima się od nas odchrzani
Niech lato nie spiecze nam pleców
Jest jeszcze łyk tlenu w powietrzu

Kochani, jesteśmy dość cwani
Choć śmierdzi, lecz jest woda w kranie
Ja wiem, w sercu kłuje, to boli
Jest chleb i go można posolić

Kochani, rodacy, chojracy
Jesteśmy na bani, jest cacy
Kołysze się wszystko, być może
Nie chodźmy z walizką na dworzec

Kochani, wytrzeźwieć możemy
I stanąć nogami na ziemi
I tępić i gnębić tych drani
Co robią nas w konia, kochani

A może my sami, kochani
Coś mamy z tych gnojów, z tych drani
I dusza nam świństwem porosła
Co wokół zaraża jak ospa

Na razie, kochani, w łazience
Umyjmy i uszy i ręce
Umyjta się baby i chłopy
To przyjmą nas do Europy

Naprani, naćpani, na bani
Kochani, kochani, kochani
Kołysze się wszystko dokoła
A dupa jak goła, tak goła

Są kraje - widziałem je w kinie
Gdzie ludzie są czyści
I trzeźwi jak świnie ❗❗❗

P. Fronczewski (1, 3) - Fot. Tomasz Urbanek
J. Janczarski (2)

Nie spinaj się tak - Jacek Janczarski

Piotr Fronczewski
Nie spinaj się tak

Jacek Janczarski

Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Bo porwie cię wiatr
Dopadnie cię strach
Co jesteś dziś wart
Wie Pan Bóg i czart
Że żyjesz, to fart
A życie to żart

Ten żart chwilkę trwa
Momencik, po kres
Uśmiechów sto dwa
I litr słonych łez
Jest miłość i ból
I rozpacz i śmiech
To żebrak, to król
To cnota, to grzech

Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Bo porwie cię wiatr
Co hula przy drzwiach
Dostaniesz i tak
Co przyzna ci los
Zakwitniesz jak mak
I zwiędniesz od trosk

Huśtawką jest to
Co życiem się zwie
Do góry i w dół
Na wierzchu, na dnie
I tylko z tym tchem
Że mało kto wie
Dlaczego wciąż nam
Tak bujać się chce

To w górę, to w dół
To uśmiech, to łza
Nie spinaj się tak
Nie dmuchaj się tak
Pokochaj bez słów
W bezsensie tym sens
Mój świecie, bądź zdrów
To fajne, żeś jest

Nie pokłóćmy się - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Nie pokłóćmy się

Jacek Janczarski

Mamy to, o czym marzyliśmy we snach
Ani duzi nie jesteśmy, ani mali
Ale temu, kto przez lata zginał kark
Do wolności tak się trudno przyzwyczaić

Prawie każdy z nas ma w sobie takie coś
W jednym Stalin drzemie, w drugim tylko Urban
I jak psy wciąż dogryzamy starą kość
Nowy burdel, gdzie bryluje stara kurwa

Z niejednego pieca każdy zjadał chleb
Każdy wierzył w cud i dał się zwieść oszustom
Dotąd trzeba pukać się w ten głupi łeb
Aż dźwięk czysty wyda, aż w nim będzie pusto

Wtedy zważmy powolutku każdy krok
Nasze piekło niech nie będzie naszym stylem
Wszystkim życzę przez okrągły Nowy Rok
Nie pokłóćmy się jak kretyn z imbecylem

Przez żołądek do serca - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Przez żołądek do serca

Jacek Janczarski


Przez żołądek do serca, do żołądka przez serce
Przez śledzionę do nerek, przez wątrobę do płuc
Do przełyku przez gardło, arteriami do tętnic
Bo wiadomo - z mężczyzną trzeba chcieć, żeby móc

Chyba każdy mi to przyzna
Tyle spraw się tutaj piętrzy
Bardzo trudny jest mężczyzna
Ze skomplikowanym wnętrzem
Wygra ta, co anatomię zna, co anatomię zna

Co, co pan śpiewa, co pan śpiewa, panie Piotrze?...

Przez żołądek do serca, do wątroby przez nerki
Jelitami do mięśni, przez tchawicę do żył
Przez woreczek żółciowy, szpikiem kostnym do nerwów
Dotrzeć wprost do wyrostka, gdyby tam jeszcze był

Ta gruntowna analiza
Tyle spraw przed nami piętrzy
Bardzo trudny jest mężczyzna
Ze skomplikowanym wnętrzem
Wygra ta, co anatomię zna, co anatomię zna

Zupa - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski - Zupa

Jacek Janczarski


Umówiłem się z nią na dziewiątą
Szef splajtował, więc nie dał akonto
Nie będziemy szaleli do rana
W grę nie wchodzi kieliszek szampana
Trochę przeto ogarnę chałupę
I zaproszę cię, miła, na zupę
Mam zup zapas po cenach poprzednich
W dawny czas tylko biedni je jedli
Puszczę płytę, siądziemy vis-a-vis
I wiosłując w talerzach łyżkami
Będziesz gwiazdką mą, ja twoim niebem
Nierozłączni jak ta zupa z chlebem
Telewizor zapalę następnie
Posłuchamy, co tam mówią w Sejmie
Nie wierz, miła, i oku, i uchu
Jest mi dobrze, choć burczy mi w brzuchu
Zamiast kwiatów, co zbędne są całkiem
Podaruję ci, miła, zapałki
Przyjmij mego oddania perełkę
Podzielimy się całym pudełkiem
Uciekł tramwaj ostatni, no trudno
Odprowadzę cię pieszo na Bródno
Nasza miłość trwać będzie do czasu
Wyczerpania zup moich zapasów
Wtedy inny cię weźmie do siebie
Inny poda ci swą zupę z chlebem
Od mej klęski silniejszy jest smutek
Że cię, miła, mieć można za zupę
Wtedy inny cię weźmie do siebie
Inny poda ci swą zupę z chlebem
Od mej klęski silniejszy jest smutek
Że się puszczasz za zupę, za zupę

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Kobietę trzeba trzymać krótko - Jacek Janczarski

Piotr Fronczewski
Kobietę trzeba trzymać krótko

Jacek Janczarski

Kobietę trzeba trzymać krótko
A krótko to nie znaczy długo
One to nawet dosyć lubią
A jeśli nie, to jakiś cud - o

Kobietę krótko trzymać trzeba
Poić ją winem lub szampanem
A potem warknąć coś nad ranem
Wieczorem zaś przychylić nieba

Kobiety krótko trzymać trzeba
Namiętnym szeptom ich nie ulec
Latem je zmieniać, jak koszule
Na stałe mieć, gdy przyjdzie zima

Poza tym jestem przekonany
Że wszystkie znane dotąd damy
Są tak jak kwiaty cięte w maju
Szalenie krótko się trzymają

Inteligencja - Jacek Janczarski



Piotr Fronczewski
Inteligencja

Jacek Janczarski

Jak powieki opadają w oknach story
To nadciąga koniec kolejnego dnia
Jedne okna umierają wieczorem
Inne żyją do białego dnia
A kiedy szyny tramwajowe
Posrebrzy punktualny świt
W gąszczu zbudzonych ludzkich mrowisk
Inteligencja jeszcze śpi...

Jednym księżyc, innym znowu więcej słońca
I wśród twarzy ogorzałych bladość lic
Mówią o niej tak ładnie - pracująca
Życie płynie , nie zmienia się nic
Zaświecisz pustką wśród statystyk
Przyszłość twą widzę bardzo źle
Ten życia tryb niehigieniczny
Wykończy cię, wykończy cię...

Więcej chleba, więcej aut, wszystkiego więcej
Wypisuje na sztandarach ten i ów
Łatwo można zamknąć dziób inteligencji
Może kiedyś wyrośnie nam znów
Ale to nie jest takie proste
To nie odrasta jak krzak bzu
W XXI wiek i postęp
Wkroczy bogatych głupków tłum...

Bliżej świata - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Bliżej świata

Jacek Janczarski


Już jesteśmy bliżej świata, bliżej świata
Na ekranie małpa w wannie leczy katar
W Alabamie lecą z nieba zdechłe ptaki
Jeden Rusek uczy pływać niemowlaki

Wschodnie walki, gdzie słabszego w łeb się kopie
Była Polka, cyc największy w Europie
Przeszczep głowy, śmierć na żywo, słony cukier
I hodowla(?) marchewki w porno grupie

Już jesteśmy bliżej świata, bliżej świata
Seks na lodzie, szorstka odzież, pedał-tata
Podglądanie pchły na ścianie przez peryskop
Czarne mrówki, gość z probówki, gwałty w disco

Konkurs skoków przez żyrafę na motorze
Heroina przemycana w pomidorze
Ksiądz się żeni, gliniarz z remi prawo
Ale chryja, dał mu w ryja, dostał brawo

Pożar w kinie, glikol w winie, raj w burdelu
Uśmiech trupa, zimny upał, rzyg do celu
Garb na piersiach, świńska nerka, ość w przełyku
Szczyt na spodzie, wzwody w wodzie, bomba w cyrku

Z satelity czka komputer w barwach tęczy
My siedzimy i patrzymy wniebowzięci
Super Channel, co matoła w fotel wgniata
I jesteśmy bliżej bzdur niż bliżej świata...

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Ginie duch - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Ginie duch

Jacek Janczarski


Spróbuję kryzys godnie przeżyć
Mogę o chlebie i wodzie
Lecz w jedno trudno mi wierzyć
Że ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie ślad po dawnych wichrzycielach ❓
I nieodpowiedzialna młodzież ❓
Czuję w określonych celach
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie te warchoły i syjoniści ❓
Gdzie burżuj i gułag w mętnej wodzie ❓
Gdzie męty i rewizjoniści ❓
Ginie, ginie duch w narodzie

Czy już nie będzie bikiniarzy ❓
Zachodniej hołdujących modzie
Z wolnej Europy luminarzy
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

I gdzie to wszystko się podziało ❓
Co system podważało co dzień
Wyparowało, wykipiało ❓
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie ten niezguła zatwardziały
Co szczerzył się, gdy dostał bodziec ❓
Gdzie plecy godne giętkiej pały ❓
Ach, ginie, ginie duch w narodzie

Gdzie są, odpowiedz, synku, gacie ❓
I przestań gwizdać po francusku
Jak to, smarkaczu - są w senacie ❓
W sejmie i w rządzie - co za ustrój

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Czego nam będzie żal - Jacek Janczarski


Piotr Fronczewski
Czego nam będzie żal

Jacek Janczarski


Kiedy patrzę dookoła
Na te czasy takie trudne
Na towary kolorowe
I stragany, no brudne
Raczkujący kapitalizm
Mnie dopada co dzień
Co wyliczę, to wyliczę
Bo nie wszystko może mogę
Lecz mniej więcej jest tak

Żarówki z ciężarówki
Skarpetki z furgonetki
Filiżanki z furmanki
Parówki z renówki
Papryka z ciągnika
Buraki z kawasaki
Kabaczki z taczki
Oraz dorsze z porsche

Miną lata, będzie lepiej
Już będziemy w Europie
Choć nie będziesz ty dziewczyną
A ja też nie chłopiec
I prawdziwy pierścionek
Kupię ci, płacąc czekiem
Ze łzą w oku wspomnisz może
Piękne czasy, choć nielekkie
Bardzo będzie nam żal

Buraka z cadillaca
Melona z fergusona
Ogórka z wartburga
Kotleta z chevroleta
Banana z nissana
Kalarepy z przyczepy
Sera z land rovera
Pomidora z traktora
Krawata z passata
Szampana z tarpana
Sandwicha z moskwicza
Irysa z willysa
Odkurzacza ze spychacza

Buraka z cadillaca...

Fot. P. Fronczewski, J. Janczarski

Jestem dziś taki sentymentalny - Konstanty Ildefons Gałczyński


Piotr Fronczewski
Jestem dziś taki sentymentalny

Konstanty Ildefons Gałczyński


Jestem dziś taki sentymentalny,
że mógłbym sprzedawać łzy.
Adresik: hotel "fenomenalny"
pokój nr 303.

I śnieg pada przez pomyłkę.
I topnieje na jezdni.
I wiatr wieje przez pomyłkę.
A inaczej było w przepowiedni.
Bo miało być słońce we dnie
i lekkie mgiełki z rana.
Oto są przepowiednie
świętego Korbiniana.
A tutaj śnieg monstrualny
i pada, i pada, i...

Jestem dziś taki sentymentalny,
że mógłbym sprzedawać łzy.

Obraz: Marco Ortolan

Niestety nigdzie nie znalazłam
tego nagrania w MP3, nie tracę jednak nadziei...
Mam je wprawdzie w swojej kolekcji LP
na płycie "Dedykacja", ale jak to zgrać ???
Może ktoś posłuży radą?

Ballada o trąbiącym poecie - Konstanty Ildefons Gałczyński


Piotr Fronczewski
Ballada o trąbiącym poecie

Konstanty Ildefons Gałczyński

Mówią, że była panienka,
co miała na imię Ina.
Gdy chciała powiedzieć: „kocham”,
mówiła: „kokaina”.

Miała niebieską wstążkę
i niebieskiego kota.
Kot wąchał „kokainę”,
a Ina wąchała kota”.

A był  jeszcze jeden poeta,
co chodził na koturnach;
jak się urżnął, to zwykle mówił:
- Moja muza jest górna i chmurna.

Panienka ma oczy zielone,
jak najzieleńsza trawa.
Poeta cierpi na nerki
i nosi czarny krawat.

Kochał poeta panienkę,
panienkę imieniem Ina;
mówił: – Powiedz mi: „kocham”,
a ona: – Kokaina.

Wieszcz mówił: – Jako łódź złota,
ciągniona przez gołębie,
jesteś. A potem w nocy
długo trąbił alembik.

I raz, a było wieczorem,
rzekł jej: – Nie bądź westalką,
a zresztą do twarzy ci będzie
na czarnym katafalku.

I zabił poeta panienkę
w zachodu amarantach,
i zabił ogromnym nożem
na tle obrazu Rembrandta.

Krajały niebo pioruny,
jak okrwawione noże.
Poeta uciął głowę
i wbił na długi rożen;

I smażył głowę panienki,
Aż zrobił twarz goryla.
Ach, to było straszne!
coś, niby nekrofilia.

Kondukty kotów niebieskich
szły w średniowieczny tan.
A potem był świt bolesny
koloru bleu mourant.

Spowiedź kretyna - Konstanty Ildefons Gałczyński

Piotr Fronczewski
Spowiedź kretyna


Konstanty Ildefons Gałczyński

Moja matka była ni stąd ni zowąd,
Mój ojciec podobny do świni.
Potem matka poszła - szur szur - do kliniki
I urodziła mnie w noc majową,
A Księżyc był jak cholera,
Ojciec po ośmiu likierach...
I nagle żelazko spadło mi na głowę
I tak się zaczęło, madame...

Oto jest spowiedź kretyna...
Życie kretyna to łza...
Któraż pokocha dziewczyna
Takiego kretyna, jak ja?
Któraż pokocha rudego
Kretyna infernalnego?
W ręku mam róże
I uszy za duże,
A w sercu Moniuszko mi gra...

Druga strofa...

Mijają, mijają epoki,
Lecz słota jest ciągle pierońska,
Więc męczą mnie polonokoki
I niemoc - ach - jagiellońska...
A może przyfrunie Serafin,
Serafin, ten fruwać potrafi...
Na dnie serca mego
Ja wierzę - ach - w niebo,
Bom ja jest kretyn, madame...

Trzecia strofa...

Ha ha... Zakochałem się raz w staruszce,
Co miała kanapę pluszową,
Siedziałem jak kot przy jej nóżce,
A było to w noc majową...
Lecz nagle się coś urwało,
Staruszce się odwidziało...
I znowu żelazko spadło mi na głowę
I tak się skończyło, madame...

Na progu raju - Jacek Cygan


Marlena Drozdowska 👉👉👉
Piotr Fronczewski
Na progu raju

Jacek Cygan


Co to tak szumi jak szuwary
Co za las, rosną tam dolary
Możesz rwać, ile zmieści kieszeń
Możesz spać, czekać tu na jesień

Raj - tu jest naj
To raj, Ballantine, Ballantine

Gdy już masz tych zielonych torby
Cały świat jest u stóp i Orbis
Napoleon na twe skinienie
I adwokat, w dodatku w kremie

Raj - tu jest naj...

Ha, ha, ha dolce vita, dolce vita
Ha, ha, ha dolce vita
Ha, ha, ha dolce vita, dolce vita

Tu co krok stoją twoje jachty
Gdzie syreny trzymają wachty
A ten gość, który myje pokład
Właśnie śni, by się tutaj dostać

Raj - tu jest naj...

Gdy już masz tych zielonych torby
Cały świat jest u stóp i Orbis
Możesz rwać, ile zmieści kieszeń
Możesz spać, czekać tu na jesień

Raj - tu jest naj...

Ha, ha, ha dolce vita...

Co to tak szumi jak szuwary...

Raj - tu jest naj...

Raj, to raj
Tu jest naj, to raj
Ballantine, Ballantine

Raj, raj, to raj
Tu jest naj, to raj
Ballantine, Ballantine...

Z serialu "Tulipan" (1986)

Nocy bure cienie - Jacek Cygan


Piotr Fronczewski 👉👉👉
Nocy bure cienie

Jacek Cygan


Nocy bure cienie
Maskują ślady stóp
Nie jesteś tym kamieniem
Co w wodzie zniknąć mógł
Obława rusza ławą
Pod ręką mając świt
Gdy strach zostawia ślady
Nabiera pościg sił

Hej, to ja twój strach
Twój strach, twój strach
Twój strach

Przez ciemność jak przez eter
Ktoś przewlókł gruby sznur
Już dławisz się oddechem
Gdy szansa jest tuż tuż
Nie ujdziesz tej pogoni
Choć dalej będziesz biegł
Ucieczka i obława
Tak samo wchodzą w krew

Hej, to ja twój strach...

Po sznurze jak po linie
Uciekasz, mylisz trop
Na jednym końcu - zginiesz
Na drugim myślisz - wzlot
I biegniesz jak po słońce
I nie wiesz - no bo skąd
Że sznura oba końce
Ta sama ściska dłoń

Hej, to ja twój strach...

Z serialu "Tulipan" (1986)

Konie na nieboskłonie - Jacek Cygan


Magda i Piotr Fronczewscy
Konie na nieboskłonie

Jacek Cygan


Gdybym przypadkiem była chłopcem
Bo nawet teraz się nie boję
Marzyłabym o wielkiej roli
By w westernie być kowbojem, hej

Na głowie piękne mieć sombrero
I tropić czarne charaktery
Bankom zostawiać w kasie zero
Wśród Indian mieć przyjaciół szczerych

Konie na nieboskłonie
Niech was dosiada anioł zza niebieskich bram
Jak tu bez was pokazać prerię lub Biały Kanion
Jak tu bez was być kowbojem, jak

Konie na nieboskłonie
Na waszych grzywach jak na strunach śpiewa wiatr
Jak tu bez was pokazać bandytów i ofermy
Konie to aktorzy, to dla nich lubimy westerny

Mój sąd jest trochę zbyt ponury
Nie po to, by twój studzić zapał
Ten Dziki Zachód jest z tektury
A te sombrera "Made in Japan"

Indianie są pomalowani
A kolt jest miłym, starszym panem, yeah
I tylko konie są prawdziwe
I tylko konie są kochane

Konie na nieboskłonie
Niech was dosiada anioł zza niebieskich bram
Jak tu bez was pokazać prerię lub Biały Kanion
Jak tu bez was być kowbojem, jak

Obijam się po różnych filmach
Lecz dotąd nigdy nie słyszałem
By jakiś koń nie wykuł roli
Albo odstawiał byle chałę

Razem pędzimy ku marzeniom
O pięknym westernowym świecie
I wtedy słyszę w jego rżeniu
"Trochę kowboje, trochę dzieci"

Konie na nieboskłonie
Niech was dosiada anioł zza niebieskich bram
Jak tu bez was pokazać prerię lub Biały Kanion
Jak tu bez was być kowbojem, jak

Album wspomnień - Krzysztof Gradowski


Album wspomnień


Krzysztof Gradowski


Oto album ze zdjęciami
Kiedy byłem w waszym wieku
Na tym zdjęciu jestem razem z rodzicami
O tutaj, w tym miejscu
To ja, ten chłopiec w bereciku
Z marynarskim kołnierzykiem
Ta dziewczynka - pierwsza moja koleżanka

Biegnę polem, biegnę łąką, biegnę lasem
I uśmiecham się przyjaźnie do każdego
Spotkanego znajomego, dziecka, starca, dorosłego

To wspomnienia są dzieciństwa
Jak okruchy mego szczęścia
Które życie rozsypało po gościńcach
Które życie rozsypało
Powracają wieczorami
Pośród szarych, smutnych myśli
Jak refleksy blasku słońca na jeziorze
Jak refleksy blasku słońca

Biegnę polem, biegnę łąką, biegnę lasem…

Oto album ze zdjęciami
Ale teraz jest zamknięty
Bo tak mało na tym świecie moich bliskich
Moich bliskich

Piotr Fronczewski