Alina Janowska Wiosna nas pogodzi Walery Jastrzębiec
Mężczyźni to tyrani
I zarozumialcy znani
Rzadko mają rację - to jest fakt
Na przykład mój narzeka
Że godzinę na mnie czeka
Mówi, że mu cierpliwości brak
Dziś poszedł sobie, trzasnął drzwiami
Skończone wszystko między nami
Lecz wiosna nas pogodzi
Dreszcz wiosna w sercach zrodzi
W oczach dziwne drgają błyski
Obcy staje się nam bliski
To wiosna wszystkich godzi
I życie ludziom słodzi
Gdy się zieleni park
Nie słychać nudnych skarg
I tylko chęć pieszczoty drga
W kącikach warg
Gdy żona męża zdradzi
Nikt już na to nie poradzi
Jest w rodzinie lament, krzyk i kram
Lecz bywa i odwrotnie
Zdradzi żonę mąż stokrotnie
Przecież skutek zawsze jest ten sam
Więc szkoda krzyku i hałasu
Nie traćmy na to mile czasu
I była plaża, pusta plaża, słońce spoza chmur Taką piosenkę śpiewał kiedyś Aznavour Po pustej plaży zakochani brzegiem morza szli Lecz po francusku dużo lepiej wszystko brzmi Szalona miłość spadła na mnie jak lawina z gór Jakby z piosenki, którą śpiewał Aznavour Mój Boże, cóż z tego, on jest daleko i w Paryżu
Ani mu się śni, że ta piosenka po francusku lepiej brzmi
Nadeszła jesień, Piotr wyjechał, przysłał kartkę z gór Wspominał plażę, białe słońce spoza chmur Na delegacji spędził przeszło siedemnaście dni Mało zabawne i po polsku lepiej brzmi Potem przyjechał, nagła sprzeczka, jakiś głupi spór Tego nie śpiewał w swej piosence Aznavour Mój Boże, dlaczego, odszedł przed chwilą Pusta szklanka, zatrzaśnięte drzwi Taka historia po francusku lepiej brzmi...
Mamy trudność niepłonną,
by zrozumieć tę skłonność
do łączenia rąk, życia i ust.
Owszem, miła to chwilka,
gdy trwa dzionek lub kilka,
ale dłużej to nie na nasz gust.
We dwoje
jest łatwo o waśnie.
We dwoje
jest duszniej i ciaśniej.
A jeszcze i to, że
dwa razy jest drożej
niżeli odwrotnie –
samotnie.
We dwoje
czerw nudy cię toczy,
bo gadać już (absolutnie)
nie ma się o czym.
I uścisk płomienny
na ucisk wzajemny
zmieniają nastroje
we dwoje.
Gdy za sprawą motyla
kwiat nad kwiatem się schyla,
gdy do ptaka rozśpiewa się ptak,
gdy gałęzie dwóch topól
jednym szumem wiatr oplótł,
to dla ciebie i dla mnie jest znak.
We dwoje
jest piękniej i jaśniej
i gwiazdy się widzi wyraźniej,
i lepiej się słyszy
śpiew ptaka najcichszy,
i lepiej rozumie się baśnie.
We dwoje,
gdy troska cię dotknie,
to łatwiej ją znieść niż samotnie –
bo troski są mniejsze,
a dni są pełniejsze
i noce piękniejsze
dwukrotnie.
We dwoje –
to uśmiech na drogę na okna szkle,
we dwoje –
to, kiedy powracasz – światło we mgle…
Alina Janowska, Barbara Rylska - Ta mała piła dziś
Andrzej Włast
Nie wiem, jak to było, ale czuję, że
Świat kręci się wokoło
I tak mi jest wesoło
Chcę do domu wrócić, a tu tłum się drze
To skandal, ona się na nogach trzyma źle
Gdzie nocy tej się zjawię
Wszędzie prawie słyszę słowa te
Ta mała pila dziś i jest wstawiona
Kto nie chce wierzyć mi, niech się przekona
Rozkoszny szmerek w pijanej główce ma
Więc jak cukierek
Usteczka słodkie wszystkim da
Ta mała piła dziś i jest wstawiona
Jest taka senna, ach, rozanielona
Czyj ją rozpalił żar
Kto jej starł puder z lic
Ta mała piła dziś i nie wie nic
Już pamiętam teraz, bo to było tak
Urządził Jurek bibkę
Zaprosił nas na rybkę
Ja Stachowi całe wino wprost na frak
Lecz dalej zapomniałam, co i gdzie, i jak
A potem Jaś najsłodszy
Plótł trzy po trzy na miłości znak
Ta mała piła dziś...
Śmieszny jest ogromnie ten wasz cały świat
Ma człowiek cztery głowy
I piątą od połowy
A w ogóle człowiek, to jest taki dziwny gad
Co nagle gdzieś z obłoków tu do knajpy spadł
Wy memu sercu bliscy
Nućcie wszyscy ze mną za pan brat...
Antolka ma szesnaście latek, ale robi damę
Zamęcza co dzień mamę, że ma na sukni plamę
Gdy raz na tańcujący wieczór miała iść Antolka
To do kuzynka Bolka mówiła płacząc tak
Ja nie mam co na siebie włożyć
Choć mama mnie kokietką zwie
No spróbuj mą szafę otworzyć
To brudne, a tamto się rwie
Ja nie mam co na siebie włożyć
Popatrz, to po ciotce suknie dwie
Ma Zosia przy pantoflach szpic
Ja nie mam nic, ja nie mam nic
Antolka ma dwadzieścia lat i męża bogatego
Przy boku Stacha swego rozkosznie dni jej biegną
Ma pełne szafy sukien, futer i koszulek nawał
Lecz kiedy jest karnawał, na męża wpada zła
Ja nie mam co na siebie włożyć
To skandal, niesłychany krach
No spróbuj mą szafę otworzyć
Sto sukien, a każda jak łach
Ja nie mam co na siebie włożyć
I wyglądam jak na wróble strach
Kto winien, że wylewam łzy
Ach, tylko ty, ach, tylko ty...
Alina Janowska Narodziny piosenki Jarosław Abramow-Newerly Stanisław Tym
Po wielu pracach, bólach i mękach
Powstała nowa polska piosenka
Muzyka łatwa, sens niezawiły
A tytuł miała króciutki: Miły
Miły, pamiętasz nasze pierwsze rendez-vous
Były to najpiękniejsze sny ze wszystkich snów
Przestań, po co od razu tyle łez
Nie płacz, a zresztą, rób, jak chcesz
Chcesz odejść, to idź, na lewo są drzwi
Na dworze, być może, pada deszcz
Niech pada. Odchodzisz? Nie
Piosenka przeszła bez echa
Ale Włoch by z niej zrobił drugie "Volare"
Niby ta sama, a jednak nie ta
Tak właśnie brzmiała z włoska: Aneta
Halo, Aneta, buon giorno, Aneta
Poznałam faceta, podobno poeta
Na Freta, Aneta, jest meta, szykuje się seta
Muzyka i feta na Freta, Aneta, serweta
Delikatesy, eks-im-port
Aneta, socjeta prima sort
Lambretta? To moja lambretta
Nie moja lambretta
Lambretta faceta, co mieszka na Freta
Na Freta, Aneta La Strada? On gada, że jestem wedeta
Seksbomba, kobieta-rakieta, przesada
Aneta, brawo, schowane rendez-vous
Klawo, Giorgio przyjechał tu...
Aneta, czekam pod oknem na ciebie
O rety, o rety nie widzę lambretty
Aneta, gdzie moja lambretta
Aneta, Aneta - lambretta jest dawno na Freta
Cretino, od dwóch lat jestem kochanką tego faceta
Poznałam go w pociągu elektrycznym
Jechał na Otwock, zupełnie jak ja
Nieokrzesany, jednak romantyczny
Taki jak ja był ten Euzebiusz K.
Spoglądał na mnie jakby napastliwie
"Co się pan patrzy?" - szepnęłam więc doń
"Bo co, nie wolno?" - odparł błyskotliwie
A ja wiedziałam, że już tylko on
Dusza słowiańska - nieokiełznana
Sokół stepowy, Euzebiusz K.
Dusza słowiańska - niepokonana
Co zawsze pędzi, zawsze gna
A potem jakoś od słowa do słowa
Nazajutrz flaki stawiał w barze Flis
Po flakach piwo, przy piwie flirtował
"Czy chcesz być moją? Powiedz, powiedz, chcysz?"
Ta noc w Otwocku była objawieniem,
Euzebiusz odbił wermut Montevert
Potem zniknęło wszystko, jak westchnienie
We wspólnym rytmie połączonych serc
Dusza słowiańska ...
Gdy nad Otwockiem ranne wstały zorze
Euzebiusz odszedł hen, jak złoty sen
A ja wciąż tęsknię, wciąż myślę, że może
Na linii Otwock znów spotkamy się
Niech wróci nawet bez zegarka Błonie
Bez odbiornika Kasprzak typu Twist
Bez mego płaszcza na ciepłym muflonie
Byleby wrócił, wrócił jeszcze dziś
Dusza słowiańska - nieokiełznana
Sokół stepowy Euzebiusz K.
Hej, sokoliku - cóż mi zostało
Jeno ten refren, co w piersi łka...
Alina Janowska A ty mnie jeszcze nie znasz Andrzej Jarecki
Czy pamiętasz, kiedyś ze mną zaczynał
Była ze mnie zielona dziewczyna
Taka miła i młoda, i ładna
Powiedziałeś - ta albo żadna
Minęło kilka lat i parę
Któż policzy, ile dni i nocy
Coraz rzadziej zaglądasz mi w oczy
Coraz częściej patrzysz nas zegarek
Wiek dwudziesty wymaga tempa
Czas cię ściga, odetchnąć nie daje
Ale ja nie jestem taka tępa
Jak się tobie zdaje
Ty mnie jeszcze nie znasz, nie znasz mnie
Ty mnie jeszcze nie znasz ze złej strony
Jeszcze nie znasz mnie, o nie znasz mnie
To nie są moje ręce, to ukłony
Jeszcze nie znasz mnie
Kiedy mi puls zatętni niedobrą krwią
Jeszcze nie znasz mnie
Bo ty mnie nie znasz ze złej strony
Ty nie wiesz, że w mych oczach błyskawice śpią
Dojrzewanie - jedna czasu zaleta
Z dziewczyny wyrasta kobieta
Taka mądra i dobra, i grzeczna
Jesteś pewien - nie niebezpieczna
Znów mija parę lat i kilka
Sama nie wiem - żal mi ich, czy nie żal
Pokochała owieczka pasterza
A być może wolałaby wilka, oj
Nie wywołuj dziewczyno licha
Póki ono ci znaków nie daje
Ale ja nie jestem taka cicha
Jak się tobie zdaje
Ty mnie jeszcze nie znasz...
Minie jeszcze kilka cichych lat w trudzie
Innym okiem spojrzą na mnie ludzie
Taka pewna i zacna, i siwa
Oczywiście - prawie szczęśliwa
Jeśli zechcę - już dziś to zniszczę
Dom podpalę i wszystko, co własne
I spokojna od lat wreszcie zasnę
Na dymiących mego szczęścia zgliszczach
Ty byś chyba ze zgrozy osłupiał
Lub skamieniałbyś jak postać z bajek
Ale ja nie jestem taka głupia
Jak się tobie zdaje
Ty mnie jeszcze nie znasz, nie znasz mnie
Ty mnie już nie poznasz w pełnym blasku
Już nie poznasz mnie, nie poznasz mnie
Bo grzęznę w codzienności niby w piasku
Już nie poznasz mnie
W ogniu wściekłego gniewu, w piorunach burz
Już nie poznasz mnie
Bo tylko uśmiechy i ukłony...
Lecz nigdy ze złej strony mnie nie poznasz już
Alina Janowska Jan Kobuszewski - Hilary Agnieszka Osiecka
Ty jesteś naj
Najwyższy znak jakości
Ty jesteś Eiffla
Wieża kobiecości
Tyś jest babka stulecia
Pataczkówna ci Krecia
Nie dosięga do pięt
Tyś na miarę Fidiasza
Lud ofiary ci znasza
I to zdrowy jest pęd
Ty jest naj
Najnowsza moda doby
Ty jesteś high
High life, jak pieją snoby
A więc kawa na ławę
Ty olśniewasz Warszawę
I kraj
Cóż, że moda się zmienia
Tak czy tak, bez wątpienia
Ty jesteś naj
Ty jesteś naj
Najgorsza szmata świata
Ty jesteś łaj.
Łajdak i psychopata
Ty jesteś naj
Najwyższy wymiar kary
Ty jesteś faj
Fajtłapa, mój Hilary
Tyś niezdrowa psychoza
Piąte koło u woza
Dla Lombrosa
Tyś wzór
Tyś jest kawał wałkonia
Tyś jest grzechów symfonia
Potępieńczy tyś chór
Chcesz, to zaprzyj się tego
Chcesz, udawaj świętego
I graj
Wszak to nie ma znaczenia
Tak czy tak, bez wątpienia
Ty jesteś naj
Kochanie, dlaczego się tak męczysz
Ty jesteś naj
Najwyższy podziw tłumu
Ty jesteś daj
Daj Boże ci rozumu
Tyś jest orzeł - ty reszka
Jakiś czort w tobie mieszka
Tyś jest skłonność do burz
Tyś jest popiół - tyś diament
Tyś jest wieczny remanent
Tyś jest anioł - ty stróż
Ty jesteś naj
Najgorsza, wiem, wywłoka
Tyś jest baj
Bajeczna, wiem, dla oka
Mniejsza z tym, co się rzekło
Wszystko jedno, czy piekło
Czy raj
To już nie ma znaczenia
Tak czy tak, bez wątpienia
Ty jesteś naj...
Już noc, już dzień
I za chwilą chwila
Już rok jak sen
Rok za rokiem mija
I patrz, tak ucieka czas
Patrz, jak to pędzi czas
Przez rok, czy dzień drzewo rosło
Czy dzień, czy rok rosły uszy osłom
Tak, tak, to ucieka czas
Patrz, jak to pędzi czas
Ludzie sadzą, ludzie orzą
Ludzie biegną, ludzie dążą
Ludzie pragną, oj, czy zdążą
Czy nie zdążą, czy nie zdążą
Ludzie przędą, ludzie mielą
Domy wznoszą, ściany bielą
Ludzie modlą się o grosik
Czy uprosi? nie uprosi
Mało czasu, czasu mało
Drugie życie by się zdało
Szkoła - praca, szkoła - praca
Praca - szkoła, praca - szkoła
Prędzej - więcej, prędzej - więcej
Prędzej - więcej, prędzej - więcej
Znów noc, znów dzień, znów rok
I za chwilą chwila
I czas, piach przez palce
Ten piach, co zasypie nas
Co zasypuje nas
A ja żyję, a ja piję
A ja gadam, opowiadam
A ja płonę na pogodę
Ja się stroję w liście młode
A ja żyję, a ja lubię
Ja się kocham, ja się czubię
Ja z miłości we łzach tonę
Albo krzyczę, co mi po niej
Nie znam swego jutra
A nie jestem smutna
Nie znam swego pana
A nie jestem sama
Za to słyszę, jak cicho łazi biały kot
Za to umiem o szóstej rano wejść na płot
Za to miałam zapachy wszystkich w świecie róż
Za to znałam ogromnej drogi biały kurz
Za to byłam na końcu świata, raz czy dwa
Za to śniłam w kolorach takich, że aż ha
Za to wiem, jak opuścić w porę każdy port
Za to w piekle dostanę lożę prima sort....
Wiem, czego szukasz, Karolu
Wśród kobiet bezmyślnych i złych
W tawernach, gdzie woń alkoholu
I cygar tandetnych dym
Chciałbyś w kąciku cichym siąść
Głębsze problemy wspólnie prząść
Spod umęczonych spoglądasz powiek
Gdzie się pojawi kobieta-człowiek
To ja!
Karol, dlaczego w Kongo nie ma wind
Karol, kto po raz pierwszy wkręcił gwint
Karol, kto wylansował sztuczny biust
Karol, cybernetyczny robią mózg
Czy teoria względności ma się jakoś do ciebie
Czy się taszyzm utrzyma czy też raczej pogrzebie
Czy ty czujesz jak kosmos nas ogarnia i wsysa
A Izydor tak pisze, jakby wcale nie pisał
Karol, jak produkować można prąd
Karol, gdzie wymyślili prosty kąt
Karol, Karol, Karol, Karol
Masz, czego chciałeś, Karolu
Dziewczynę jedyną na sto
Co zamiast taniego nastroju
Daruje ci duszę swą
Każdą wiadomość, każdą myśl
Każdy temacik podda ci
I spod rozumnych spogląda powiek
Wszystko pojmuje kobieta-człowiek
To ja
Karol, problemik jakiś weź i straw
Karol, kto po raz pierwszy rzekł "pif, paf"
Karol, świadomość ci określa byt
Karol, dziś młodzież utraciła wstyd
Czy alkohol masową jest przyczyną nerwicy
Czy przeciętną szaleństwa ktoś już kiedyś obliczył
Czy pomidor to owoc czy też raczej warzywo
Czemu łączyć dwa punkty lepiej prostą niż krzywą
Karol, co ty właściwie jesteś wart
Karol, czym w twoim wieku był Paul Sartre
Karol, Karol, Karol, Karol
Je cherche un millionaire
(Szukam milionera)
Tak śpiewa Eartha Kitt
Lecz u nas sumy z szóstką zer
Nie widział chyba nikt
Dziś inny profil wyższych sfer
Mych marzeń inny szczyt
Ach, poznać gdzie pana na stanowisku
Zakochać się w panu na stanowisku
Pokazać się z panem na stanowisku
Nie byłoby źle, więc o tym śnię
I myślę, że to nie musi być sam
(No, mniejsza z tym)
Mnie niepotrzebne ananasy
Więc może radio, może film
Może na przykład ktoś z prasy
Ach, znaleźć gdzie pana na stanowisku
Wyszperać gdzie pana na stanowisku
I związać się z panem na stanowisku
To byłoby, to byłoby już wszystko
Telefon jego miałby czarodziejski wpływ
Wartburga pęd i szum i szał
Nie w deszczu spacer zły
Złączyłby sekret serc i ciał
A ja śpiewałabym
Nareszcie znam pana na stanowisku
Nareszcie mam pana na stanowisku
Nie oddam wam pana na stanowisku
Czy to nie ten? Na oko może być. Wytarty? No to co
Wystarczy przeprać, wytrzeć i znów będzie, że ho, ho
Ciekawam bardzo, któż to, któż i co też powie mi
Ach, poznać gdzie panią na stanowisku
Zakochać się w pani na stanowisku
Pokazać się z panią na stanowisku
Nie byłoby źle, więc o tym śnię
I myślę, że to nie musi być sama
(No, mniejsza z tym)
Mnie niepotrzebna Julia boska
Więc może radio, a może film
A może Alinka Janowska
Ach, znaleźć gdzie panią / pana na stanowisku
Wyszperać gdzie panią / pana na stanowisku
I związać się z panią / panem na stanowisku
Nie byłoby źle - nie byłoby źle
Albo nie - albo nie, albo nie
Agnieszka Osiecka Pan słyszał - Chmielnej ma już nie być. Coś tam rozwalą, coś tam zburzą - to śmieszne, aż się nie chce wierzyć - zamiast burdelu ma być urząd. I zamiast budki z piwem w bramie, będzie - czy ja wiem - mieszkanie? Pan słyszał - Chmielnej ma nie być, Chmielnej ma nie być już. W popołudnie niedzielne, będziesz chodził po Chmielnej jak po zwykłej, normalnej ulicy. Razem z tobą po Chmielnej, będą chodzić bezczelnie, jacyś, na przykład - urzędnicy. Ach, co to była za ulica... Panie, to jeszcze jest ulica. Niech pan się przejdzie raz po Chmielnej wieczorem przy świetle księżyca. Panie, w tej bramie - trzecia z lewej - koło gnojówki stał cadiilac. Ten facet, co go miał, to świnia, powinien za to dawno siedzieć, ale nie będzie siedzieć, panie pan wie, z kim on dziś jadł śniadanie? Pan słyszał - Chmielnej ma już nie być, Chmielnej ma nie być już. A te stare kobiety, malowane kobiety, które chodzą, tam chodzą wciąż nocą? Pan je widział, no nie? To pan pewno już wie - po co one tak chodzą - po co? Na rogu Chmielnej, w cedete, to wie pan, lalki się paliły, zresztą pan czytał, to pan wie, jakoś tam w końcu się zgasiły. Ludzie to bydło, swoją drogą, żeby tratować tyle dzieci, że oni pisać o tym mogą, jeszcze rozejdzie się po świecie... A tamten stragan, za neonem - patrz pan - naprawa wiecznych piór... Panie, ten facet to milioner, on żyje, panie, tak jak król. W podwórzu, trzecie piętro dzwonić, wchodzisz za kuchnię, drzwi uchylasz - możesz pan kupić swojej żonie taki, proszą pana, brylant. Pan słyszał - Chmielnej ma już nie być, Chmielnej ma nie być już. A ci smutni faceci, grzeczni, ładni faceci, którzy chodzą, tam chodzą wciąż nocą, pan ich widział, no nie? To pan pewno już wie, po co oni tak chodzą - po co? A co to była za ulica... Panie, to jeszcze jest ulica, chodź pan, przejdziemy się po Chmielnej wieczorem, przy świetle księżyca
Trochę się zdziwiłam
Do domu wchodząc raz
Wkładałam klucz do dziurki
Gdy nagle - co za szpas
Bo dziurki nie ma, nie ma
Ach nie ma, proszę was
Ukradli, wynieśli, nie wiadomo kto
Nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd
A to historia! Dzwonię do Olka
A to ci heca! Ładna polka, ładna polka
To jest nasza polka kryminalna
Polka, polka kryminalna
Niepodobna ani do walca
Ani do walca, ani do tanga
Cóż to za swojskie, nietrudne pas
Stale na lewo, wszystko na lewo
Z rączki do rączki - raz, i dwa...
Dziwię się i dziwię
Pod drzwiami jakiś czas
Już chciałam drzwi wyważyć
Gdy nagle - co za szpas
Bo drzwi już nie ma, nie ma
Ach, nie ma, proszę was
Tak - ukradli, wynieśli....
To jest nasza polka...
Smucę się i dziwię
Na schodach jakiś czas
Chcę wchodzić do pokoju
Gdy nagle - co za szpas
Pokoju nie ma, nie ma
Ach, nie ma, proszę was
Ukradli, wynieśli...
To jest nasza polka...
Mocno już zdziwiona
Chcę dzwonić do MO
Wiem, gdzie są telefony
Lecz co to nagle, co
Bo mnie już nie ma, nie ma
Ach, nie ma, nie ma, bo
Ukradli... Nie wiadomo kto...