Jesieni, przyjaciółko, ty znów ze mną! Innocenty Annieński
Niech ktoś tam zaznaje południa uroków,
Rajskiego ogrodu uniesień,
Ja na przyjaciółkę obrałam w tym roku
Tu, gdzie tak północnie jest, jesień.
Jak w cudzym domostwie wyśnionym tu mieszkam,
Gdzie może już jestem nieżywa,
Gdzieś coś nieznanego znużeniu przed zmierzchem
Głąb luster zazdrośnie ukrywa.
Przechodzę wśród czarnych skarlałych choinek,
Tam wieją jak wiatr wrzosowiska.
I odprysk miesiąca, zmętniały i siny,
Jak nóż wyszczerbiony połyska.
I o niespotkaniu się z tobą cień wspomnień
Jak szczęścia ostatek tu niosę -
Tak lekki i czysty, i chłodny jest płomień
Mojego zwycięstwa nad losem. 1956 Komarowo Kwitnie głóg 10
Józef Waczków
Mnie się zdarły podeszwy i fleki.
Powiedzcie:
gdzie jechać mam tą nieprzejrzaną krainą?
— W dół rzeki, radości moja,
w dół Pięknej Rzeki,
pod górę, radości moja,
pod Górę Siną.
— A jak mam tam trafić?
Koniowi sił braknie oto...
Powiedzcie:
jak jechać w tej czarnej nocy?
— Jedź w ślad za jasnością, radości moja,
jasnością złotą,
za złotą jasnością, radości moja,
ucieszy ci oczy.
— A gdzie jest to światło?
Nie widzę go nigdzie na ziemi.
Sto lat już podpieram barkami niebiosa nocne...
— Latarnik zapalić je winien,
lecz pewnie drzemie.
Latarnik drzemie, radości moja...
A ja... cóż tu pocznę?
I znów jedzie sam
w gęsty mrok
czerniejący dokoła.
I dokąd tak jedzie,
toż w mgle nic się nie da wyśledzić?!
— Coś zgubił, radości moja, że gnasz tak na oślep? —
wołam.
A on na to:
— Sam bym chciał wiedzieć...
Wciąż ciszej brzmi muzyka duszy,
muzyka bitwy wciąż się wzmaga.
Lecz niechaj wspiera cię rozwaga
i nie kłam sobie w nocnej głuszy,
że się muzyka bitwy wzmaga,
a ciszej brzmi muzyka duszy.
Im huczniej brzmi muzyka bitew,
tym miodniej płoną światła mieszkań.
To jedno wśród frontowych zmierzchań
dła mnie stawało się niezbite:
tym miodniej płoną światła mieszkań,
im huczniej brzmi muzyka bitew.
Wyraźnie to potwierdza życie,
bardziej niż w tamte mroczne lata —
im huczniej brzmi muzyka zwycięstw,
tym boleśniejsza każda strata,
bardziej niż w tamte mroczne lata
wyraźnie to potwierdza życie.
Każdy przez wojnę doświadczony
we krwi ma to, co ujmę krótko:
im miłość brzmi wyższymi tony,
tym głośniej brzmi muzyka smutku,
im głośniej brzmi muzyka smutku,
tym miłość brzmi czystszymi tony.
Obrazy: Victor Kirus
Jerzy Połomski Słyszysz, pędzą sanie Tadeusz Mongrid
Ach, jaka noc! Aż oczy rwie!
Nie zasnę. Blask i tu się wciska.
Czy tli się wciąż na serca dnie
Młodości utraconej iskra? Józef Waczków
Wali kłębami śnieżna zamieć.
W dal cudza trojka mknie polami.
Z cudzą młodością te sanie jadą.
Gdzie moje szczęście? Gdzie moja radość?
Przemknęły z wichrem, w dal uniesione
Przez takie same konie szalone.
Anna Kamieńska
Słyszysz, pędzą sanie, sanie pędzą w głuszy,
Dobrze się z kochaną w polu zawieruszyć.
Nieśmiało, wstydliwie gna wietrzyk ochoczy,
Po nagiej równinie dzwoneczek się toczy.
Ej, wy sanie, sanie! Koniu mój bułany!
Gdzieś tam na polanie tańczy klon pijany.
Podjedziemy blisko: "Co słychać?" - spytamy,
Przy harmonii w trójkę puścimy się w tany...
Bogdan Ostromęcki
Nad śnieżną równiną biały blask księżyca,
Całunem pokryta nasza okolica.
W lasach płacze brzoza, w bieli błyska łza.
Ktoś tu zginął? Umarł? A może to ja?...
Первое послевоенное танго
(Pierwsze) Tango powojenne
Bułat Okudżawa - Józef Waczków
Miłosnym trwogom nucąc pieśń,
słabościom swym i snom,
jak w sierpniu pszczoły dziewcząt rój
zlatywał się przed dom;
i kiedy tak brzęczeniem ich rozbrzmiewał w krąg nasz skwer,
czuliśmy w sobie dojrzewanie i mężnienie serc.
Przyznaję, los mój szczodry był:
w nadzieje opływałem.
Lecz życie torem własnym szło — i o nic nie pytało.
Z błękitnej filiżanki pić,
ach, jak przyjemnie jest!...
Przypadkiem upuściłem ją —
i nadszedł sierpnia kres.
I zadrżał skwer, i zaczął grzmieć,
jak pośród palby chóry,
i — patrzcie no! — kapelmistrz już coś krzyczy oto...
Nasz los to miłość czy też gniew?
Paść przyjdzie czy stać murem?
Dziewczyny, trwajcie! Tobie zaś —
cześć, cześć, piechoto!
Wojskowych naszych butów marsz niejeden zdeptał klomb,
wciąż rządził nami trąbki zew garnizonowy...
I gdy mundurom dawał prym czas palb i bomb,
miłość — to był jedynie kwiat, kwiat sezonowy.
Imiona wasze mi się śnią — już nie pamiętam lic:
jesteście w ciuchach, w jakie oblec może bieda.
A z wymawianych przez was słów
dziś nie rozumiem nic,
lecz więzów, które łączą nas,
się zerwać nie da.
Żadnej z wojennych moich wróżb nie ziścił czas.
Życie ziszczało dzień po dniu,
co chciało samo…
Dziewczyny me, popłaczcie dziś,
lecz nie rzucajcie nas:
to dobry omen, żeście tu,
gdy wspominamy. Первое послевоенное танго
Восславив тяготы любви и свои слабости,
слетались девочки в тот двор, как пчелы в августе;
и совершалось наших душ тогда мужание
под их загадочное жаркое жужжание.
Судьба ко мне была щедра: надежд подбрасывала,
да жизнь по-своему текла - меня не спрашивала.
Я пил из чашки голубой - старался дочиста...
Случайно чашку обронил - вдруг август кончился.
Двор закачался, загудел, как хор под выстрелами,
и капельмейстер удалой кричал нам что-то...
Любовь иль злоба наш удел? Падем ли, выстоим ли?
Мужайтесь, девочки мои! Прощай, пехота!
Примяли наши сапоги траву газонную,
все завертелось по трубе по гарнизонной.
Благословили времена шинель казенную,
не вышла вечною любовь - а лишь сезонной.
Мне снятся ваши имена - не помню облика:
в какие ситчики вам грезилось облечься?
Я слышу ваши голоса - не слышу отклика,
но друг от друга нам уже нельзя отречься.
Я загадал лишь на войну - да не исполнилось.
Жизнь загадала навсегда - сошлось с ответом...
Поплачьте, девочки мои, о том, что вспомнилось,
не уходите со двора: нет счастья в этом!
Dzień w dzień wznosiłem zamek nadziei. Ufnie wznosiłem.
Zimne kamienie zewsząd znosiłem. Glinę miesiłem.
I nie prosiłem świata o wsparcie,
bo jak świat światem
gorzej nadzieję stracić niż siłę.
Czas płynął. Pory roku się zmieniały.
Kamienie palił mróz. Paliło słońce.
Sfruwały białe sroki — w nos mi rechotały.
Na nic mi były białe sroki rechocące.
Leśną czerwonopiórą ptaszynę wycinam w drewnie.
Jakże mi bliska ta bezimienna ptaszyna.
„Życie jest krótkie.
Nie zdążysz, kpie" — kpi dziewczyna i pewnie
rzuci mnie z tym uśmiechem, a ja, ja ciągle wycinam.
Ja, uwieńczony przez wszystkie
festyny, turnieje, boje,
buduję zamek, buduję...
Pancerz twardnieje na mnie...
Wszystkie fujarki leśne, organki, wszystkie oboje,
zamiast mnie płaczcie,
płaczcie, płaczcie niepowstrzymanie.
Stulecie — krótkie. Słowo — znikome.
Co dla człowieka może być domem?
Jak ma i kiedy, i w jakiej głuszy
Rozkwitnąć różą krzew jego duszy?
Jakiż potrzebny zmysł człowiekowi,
By mógł na Ziemi się zadomowić.
Przemilczeć swoje, swoje powiedzieć
I przeistoczyć złość w miłosierdzie?
I jak mu się trafia na targowisku
Zbyt tanich mordobić, zbyt drogich uścisków,
W tym huku ognia i w pochlebstw dymie
Wybrać dla siebie miłość jedynie?...
Drasną go śrutem, krwią spłynie ciało:
A masz! Miłości mu się zachciało!
W raju znienacka zdzielą go pałą:
A masz! Miłości mu się zachciało!
A wciąż mu się trafia na targowisku
Zbyt tanich mordobić, zbyt drogich uścisków,
W tej palbie, w tym tańcu i w pochlebstw dymie
Wybrać dla siebie miłość jedynie!
Pewnego dnia pięknego kaprys losu zdarzył,
że nagle doświadczyłem przezierczej jasności.
I napisałem powieść „Przygody kuglarzy",
za co mi wdzięczni byli czarodzieje prości.
Oto przy świętym ogniu siedzą teraz wkoło,
smutny szczep zapomniany przez ludzi i Boga.
Jakiż dym gorzkich zadum owiewa im czoło,
i jakiż naszeptuje im wyrok epoka!...
Siedzą przy świętym ogniu pod niską powałą.
Rozprawiono się z ich językiem, z manierami.
Ich wiersze, których szafę uskładano całą,
są wieczne, bo je ludzie wykuli na pamięć.
Jakaż niezbita racja jest w ich strofach czasem,
choć w ogień je rzucała nienawiść zapiekła...
Siedząc tu w kręgu z jakimż na wargach grymasem
wysłuchują okrzyków dochodzących z piekła!
Dopóki śladów po nich epoka nie zmyła
i kłamstwo w nos losowi jeszcze się nie śmieje,
poświęciłem im powieść, lecz w istocie — miła —
życie moje i twoje wpisałem w ich dzieje.
Pewnego dnia pięknego, gdy los mnie obdarzył
twórczą weną, wieńczącą mnie najokazalej,
mógłbym przecie napisać, gdybym o tym marzył,
„Przygody pacykarzy", „Przygody kucharzy",
lecz ci kuglarze bliżsi mi się okazali.