Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waczków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waczków. Pokaż wszystkie posty

Niech ktoś tam... - Anna Achmatowa


Пусть кто-то еще отдыхает на юге...

Anna Achmatowa - Józef Waczków

Jesieni, przyjaciółko, ty znów ze mną!
Innocenty Annieński

Niech ktoś tam zaznaje południa uroków,
Rajskiego ogrodu uniesień,
Ja na przyjaciółkę obrałam w tym roku
Tu, gdzie tak północnie jest, jesień.
Jak w cudzym domostwie wyśnionym tu mieszkam,
Gdzie może już jestem nieżywa,
Gdzieś coś nieznanego znużeniu przed zmierzchem
Głąb luster zazdrośnie ukrywa.
Przechodzę wśród czarnych skarlałych choinek,
Tam wieją jak wiatr wrzosowiska.
I odprysk miesiąca, zmętniały i siny,
Jak nóż wyszczerbiony połyska.
I o niespotkaniu się z tobą cień wspomnień
Jak szczęścia ostatek tu niosę -
Tak lekki i czysty, i chłodny jest płomień
Mojego zwycięstwa nad losem.

1956 Komarowo

Kwitnie głóg 10

Obraz: Izaak Lewitan

O życie szare - Anna Achmatowa


Diana Polienowa
О, жизнь без завтрашнего дня...

Anna Achmatowa - Józef Waczków

O życie szare, dni bez jutra!
Gdy zdradę w słowach twych odkrywam,
miłości, której wciąż ubywa,
wschodzi nade mną gwiazda smutna.

Uchodzić tak niepostrzeżenie,
jak obcy mijać się bez słowa.
Lecz znowu noc. I znów całować
ciało, gdy zwilży je znużenie.

Nigdy nie byłam tobie miłą,
tyś mi się sprzykrzył. Trwa udręka.
Tę miłość jak zbrodniarkę nęka
zło, co do dna ją przepełniło.

Milczysz jak brat, gniew cię oniemia,
lecz jeśli się spotkamy wzrokiem -
klnę się na niebo: w mgnieniu oka
granit stopnieje od płomienia.

Fot. Sylwester Zacheja

Drzwi wpóluchylone - Anna Achmatowa


Anna Achmatowa
Дверь полуоткрыта

Józef Waczków

Drzwi wpółuchylone,
Lipy w dusznym wichrze...
Na stole rzucone
Pejcz i rękawiczka.

Lampy krąg żółtawy...
Kroków nasłuchuję.
Czemuś mnie zostawił?
Już nic nie pojmuję...

Wnet jutro pogodne
Zalśni na błękicie.
Serce, bądź rozsądne -
Uwierz w piękne życie.

Tyś osłabło, serce,
Bijesz ciszej, głuszej...
Wiesz, czytałam, śmierć jest
Niedostępna duszy.

Czyta: Magda Zawadzka


Obraz: Konstantin Korowin

Nocna rozmowa - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
Ночной разговор
Nocna rozmowa

Józef Waczków

Mnie się zdarły podeszwy i fleki.
Powiedzcie:
gdzie jechać mam tą nieprzejrzaną krainą?
— W dół rzeki, radości moja,
w dół Pięknej Rzeki,
pod górę, radości moja,
pod Górę Siną.

— A jak mam tam trafić?
Koniowi sił braknie oto...
Powiedzcie:
jak jechać w tej czarnej nocy?
— Jedź w ślad za jasnością, radości moja,
jasnością złotą,
za złotą jasnością, radości moja,
ucieszy ci oczy.

— A gdzie jest to światło?
Nie widzę go nigdzie na ziemi.
Sto lat już podpieram barkami niebiosa nocne...
— Latarnik zapalić je winien,
lecz pewnie drzemie.
Latarnik drzemie, radości moja...
A ja... cóż tu pocznę?

I znów jedzie sam
w gęsty mrok
czerniejący dokoła.
I dokąd tak jedzie,
toż w mgle nic się nie da wyśledzić?!
— Coś zgubił, radości moja, że gnasz tak na oślep? —
wołam.
A on na to:
— Sam bym chciał wiedzieć...

Wciąż ciszej brzmi muzyka duszy - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
Все глуше музыка души...
Wciąż ciszej brzmi muzyka duszy...

Józef Waczków

Wciąż ciszej brzmi muzyka duszy,
muzyka bitwy wciąż się wzmaga.
Lecz niechaj wspiera cię rozwaga
i nie kłam sobie w nocnej głuszy,
że się muzyka bitwy wzmaga,
a ciszej brzmi muzyka duszy.

Im huczniej brzmi muzyka bitew,
tym miodniej płoną światła mieszkań.
To jedno wśród frontowych zmierzchań
dła mnie stawało się niezbite:
tym miodniej płoną światła mieszkań,
im huczniej brzmi muzyka bitew.

Wyraźnie to potwierdza życie,
bardziej niż w tamte mroczne lata —
im huczniej brzmi muzyka zwycięstw,
tym boleśniejsza każda strata,
bardziej niż w tamte mroczne lata
wyraźnie to potwierdza życie.

Każdy przez wojnę doświadczony
we krwi ma to, co ujmę krótko:
im miłość brzmi wyższymi tony,
tym głośniej brzmi muzyka smutku,
im głośniej brzmi muzyka smutku,
tym miłość brzmi czystszymi tony.

Obrazy: Victor Kirus

Błękitny człowiek - Bułat Okudżawa


Iga Cembrzyńska
Błękitny człowiek


Bułat Okudżawa - Голубой человек

Józef Waczków


Idzie sobie błękitny człowiek —
w rękawiczkach, w czapeczce pociesznej.
Idzie sobie po stopniach schodów
i powiada: - Do domu spieszę...

Oto wszedł już na samą górę,
wszedł na dachu pochyłość stromą —
pnie się, pnie się prosto przed siebie
i powiada: - Spieszę do domu.

Idzie sobie błękitny człowiek...

W dole został dach i kominy,
a on kawał nieba już przeszedł.
Dokąd, dokąd, biedny człowieku?
A on swoje: - Do domu spieszę.

Idzie sobie błękitny człowiek...

Już i niebo się rozpłynęło —
wszechświat w ciszy jak w mroku tonie,
ledwo widać w oddali Ziemię,
Ziemię mniejszą od ludzkiej dłoni.

— Obłąkańcze, czy jesteś już w domu?
Gdzie ten dom? Na krawędzi kosmosu?
Kula ziemska do ziarnka zmalała,
już wypatrzeć jej niemal nie sposób.

— Hej, zabłądzisz, zabłądzisz, człowieku!
Hej, doigrasz się tam u góry!
A on dalej wspina się, mruczy:
— Skończcie wreszcie gadać te bzdury!...

Słyszysz, pędzą sanie - Siergiej Jesienin


Jerzy Połomski
Słyszysz, pędzą sanie

Tadeusz Mongrid

Ach, jaka noc! Aż oczy rwie!
Nie zasnę. Blask i tu się wciska.
Czy tli się wciąż na serca dnie
Młodości utraconej iskra?

Józef Waczków

Wali kłębami śnieżna zamieć.
W dal cudza trojka mknie polami.

Z cudzą młodością te sanie jadą.
Gdzie moje szczęście? Gdzie moja radość?

Przemknęły z wichrem, w dal uniesione
Przez takie same konie szalone.

Anna Kamieńska

Słyszysz, pędzą sanie, sanie pędzą w głuszy,
Dobrze się z kochaną w polu zawieruszyć.

Nieśmiało, wstydliwie gna wietrzyk ochoczy,
Po nagiej równinie dzwoneczek się toczy.

Ej, wy sanie, sanie! Koniu mój bułany!
Gdzieś tam na polanie tańczy klon pijany.

Podjedziemy blisko: "Co słychać?" -  spytamy,
Przy harmonii w trójkę puścimy się w tany...

Bogdan Ostromęcki

Nad śnieżną równiną biały blask księżyca,
Całunem pokryta nasza okolica.
W lasach płacze brzoza, w bieli błyska łza.
Ktoś tu zginął? Umarł? A może to ja?...



Wyrok - Anna Achmatowa


Приговор - Wyrok

Anna Achmatowa
Eugenia Siemaszkiewicz

A więc padło to kamienne słowo,
pierś mą, jeszcze żywą, przywaliło.
Nic to, byłam na wszystko gotowa,
przecież musi wystarczyć mi siły.

Jakże wiele mam dziś do zrobienia:
zabić pamięć ostatkiem rozsądku,
moje serce niech będzie z kamienia,
muszę uczyć się żyć od początku -

A jak nie... Szeleszczące upałem
lata pod mym oknem świętowanie.
Już od dawien dawna przeczuwałam
ten dzień jasny i puste mieszkanie.

Józef Waczków

Wreszcie padło to kamienne słowo,
By mą pierś, jeszcze żywą, porazić.
Nic nie szkodzi, przecież byłam gotowa,
Jakoś sobie muszę z tym poradzić.

Wiele spraw jeszcze dzisiaj przede mną:
Trzeba pamięć do końca zagłuszyć,
Trzeba duszę uczynić kamienną
I na nowo życia się nauczyć.

A jak nie... Za oknem niby w święto
Szelest lata wezbrany upałem.
Ja już dawno przeczuwałam dzień ten,
Lśniący w domu mym opustoszałym.

Czyta: Anna Ciepielewska

Obraz: Nikolaj Tyrsa, Gieorgij Wieriejskij

Na plac targowy spływa... - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
Над площадью базарною...
Na plac targowy spływa...

Józef Waczków

Na plac targowy spływa
mgła zmierzchem gęstniejąca.
Melodia zapalczywa
spokój ludziom zamąca.

Własne minione dzieje
Żyd na skrzypcach rzępoli.
A ja łzy gorzkie leję -
użalam się swej doli.

Smyczek skrada się zwinnie
i do nas rzewnie kwili,
wszyscy muzycy inni
po domach się ukryli.

Innej muzyki tony
nie warte ni szeląga,
póki ten roztańczony
smyczek wszystkich przyciąga.

Tłoczący się szczęściarze,
znajdujemy współczucie
w każdej - dusze i twarze
rozogniającej nucie.

I widać, jak ciemności
ten ogień rozpromienia...
I tylko od przeszłości
nie ma dla nas zbawienia.

Obraz: Martina Shapiro

Kto żyw, sen niech strząsa - Bułat Okudżawa

Мой боевой расчег - 1987
Kto żyw, sen niech strząsa
Józef Waczków

Kto żyw, sen niech strząsa z oblicza,
i rad, że znów żyje, niech wstaje,
raz-dwa niech kolejno odlicza,
przerzedłe szeregi niech zdwaja.

Jak czule drzew szukasz rękoma,
jak jasno lśni oczu twych błękit!...
Jak trawa i dym jest znikoma
zapłata za zbędne udręki.

Im dalej pstra młodość za nami,
tym bardziej do ziemi nam blisko,
i burzy światowej pamięć
na czołach nam pieczęć odciska.

W krąg świat oporniejszy od struny,
i coraz się trudniej przekonać,
że poprzez śmiech drwiący fortuny
nadzieja uśmiecha się do nas.

Bułat Okudżawa

Живые, вставай-подымайся,
будь счастлив, кто снова живой,
на первый-второй рассчитайся,
ряды поредевшие сдвой.

Чисты ваши тонкие руки,
ясна ваших глаз синева,
цена за минувшие муки
ничтожна, как дым и трава.

Чем дальше от юности дерзкой,
тем ближе мы к черной земле,
и памятка бури вселенской
лежит, как печать, на челе.

И все неподатливей струны,
и с каждой минутой трудней
увидеть в усмешке фортуны
улыбку надежды своей.

Но если сержанта былого
сквозь дымку проявится лик,
душа моя, честное слово,
опять замирает на миг.

И если учитель ворчливый
к доске предлагает пройти,
иду я, как мальчик счастливый,
и верю, что все впереди.

Pociągi gwiżdżą za lasami - Bułat Okudżawa


Кричат за лесом электрички
Pociągi gwiżdżą za lasami

Bułat Okudżawa - Józef Waczków

Pociągi gwiżdżą za lasami.
Na ścianie cienie... Pod przesłoną
żarówka ćmy ogniście mami
i - jak na stosie wiedźmy - płoną.

Po grząskiej ścieżce zejdź nad rzekę,
wieczornej zorzy głos usłyszysz -
głos nikły - jak się w mgły dalekie
powoli niesie pośród ciszy.

Tam ślady ci ukaże błoto,
snadź gięły w nim kolana swoje
jelenie prosząc niebo o to,
by im nie wyschły wodopoje.

Lśniące w poświacie księżycowej,
na brzegu tkwią i patrzą w wody,
w jakiejś niezrozumiałej mowie
wieczorne odprawiają modły.

W krąg tu i tam ptak jakiś woła.
W szuwarach sinych noc je głuszy.
I smutniejący wiatr dokoła
bezsilnie dmie w fujarkę duszy.

Tango powojenne - Bułat Okudżawa


Первое послевоенное танго
(Pierwsze) Tango powojenne

Bułat Okudżawa - Józef Waczków


Miłosnym trwogom nucąc pieśń,
słabościom swym i snom,
jak w sierpniu pszczoły dziewcząt rój
zlatywał się przed dom;
i kiedy tak brzęczeniem ich rozbrzmiewał w krąg nasz skwer,
czuliśmy w sobie dojrzewanie i mężnienie serc.

Przyznaję, los mój szczodry był:
w nadzieje opływałem.
Lecz życie torem własnym szło — i o nic nie pytało.
Z błękitnej filiżanki pić,
ach, jak przyjemnie jest!...
Przypadkiem upuściłem ją —
i nadszedł sierpnia kres.

I zadrżał skwer, i zaczął grzmieć,
jak pośród palby chóry,
i — patrzcie no! — kapelmistrz już coś krzyczy oto...
Nasz los to miłość czy też gniew?
Paść przyjdzie czy stać murem?
Dziewczyny, trwajcie! Tobie zaś —
cześć, cześć, piechoto!

Wojskowych naszych butów marsz niejeden zdeptał klomb,
wciąż rządził nami trąbki zew garnizonowy...
I gdy mundurom dawał prym czas palb i bomb,
miłość — to był jedynie kwiat, kwiat sezonowy.

Imiona wasze mi się śnią — już nie pamiętam lic:
jesteście w ciuchach, w jakie oblec może bieda.
A z wymawianych przez was słów
dziś nie rozumiem nic,
lecz więzów, które łączą nas,
się zerwać nie da.

Żadnej z wojennych moich wróżb nie ziścił czas.
Życie ziszczało dzień po dniu,
co chciało samo…
Dziewczyny me, popłaczcie dziś,
lecz nie rzucajcie nas:
to dobry omen, żeście tu,
gdy wspominamy.

Первое послевоенное танго

Восславив тяготы любви и свои слабости,
слетались девочки в тот двор, как пчелы в августе;
и совершалось наших душ тогда мужание
под их загадочное жаркое жужжание.

Судьба ко мне была щедра: надежд подбрасывала,
да жизнь по-своему текла - меня не спрашивала.
Я пил из чашки голубой - старался дочиста...
Случайно чашку обронил - вдруг август кончился.

Двор закачался, загудел, как хор под выстрелами,
и капельмейстер удалой кричал нам что-то...
Любовь иль злоба наш удел? Падем ли, выстоим ли?
Мужайтесь, девочки мои! Прощай, пехота!

Примяли наши сапоги траву газонную,
все завертелось по трубе по гарнизонной.
Благословили времена шинель казенную,
не вышла вечною любовь - а лишь сезонной.

Мне снятся ваши имена - не помню облика:
в какие ситчики вам грезилось облечься?
Я слышу ваши голоса - не слышу отклика,
но друг от друга нам уже нельзя отречься.

Я загадал лишь на войну - да не исполнилось.
Жизнь загадала навсегда - сошлось с ответом...
Поплачьте, девочки мои, о том, что вспомнилось,
не уходите со двора: нет счастья в этом!

Zamek nadziei - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa - Замок надежды - Zamek nadziei

Józef Waczków

Dzień w dzień wznosiłem zamek nadziei. Ufnie wznosiłem.
Zimne kamienie zewsząd znosiłem. Glinę miesiłem.
I nie prosiłem świata o wsparcie,
bo jak świat światem
gorzej nadzieję stracić niż siłę.

Czas płynął. Pory roku się zmieniały.
Kamienie palił mróz. Paliło słońce.
Sfruwały białe sroki — w nos mi rechotały.
Na nic mi były białe sroki rechocące.

Leśną czerwonopiórą ptaszynę wycinam w drewnie.
Jakże mi bliska ta bezimienna ptaszyna.
„Życie jest krótkie.
Nie zdążysz, kpie" — kpi dziewczyna i pewnie
rzuci mnie z tym uśmiechem, a ja, ja ciągle wycinam.

Ja, uwieńczony przez wszystkie
festyny, turnieje, boje,
buduję zamek, buduję...
Pancerz twardnieje na mnie...
Wszystkie fujarki leśne, organki, wszystkie oboje,
zamiast mnie płaczcie,
płaczcie, płaczcie niepowstrzymanie.

Parada wojskowa - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa - Józef Waczków

Miedziane trąbki, już zagrały,
Popatrzcie - co za marsz wspaniały!
Oddziały tu i tam oddziały -
Miarowo wojsko kroczy...

Tłum śpiewa, wzrok synkowi płonie,
I z dumy serce rośnie żonie...
I ty stań, matko, w naszym gronie,
Czemu odwracasz wzrok?

Będziemy mogli jeszcze pożyć,
Nim palba nas i śmierć zatrwoży,
Więc po co martwić się - a może
Nie przyjdą gorzkie noce?

Dla ciebie dzisiaj ta muzyka,
Gra trębacz, miedź do ust przytyka,
Dygoce warga przy ustniku,
Dygoce tak, dygoce...

Czemu smutno ci, bracie po piórze - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa
Отчего ты печален, художник...
Czemu smutno ci, bracie po piórze

Józef Waczków

Czemu smutno ci, bracie po piórze,
pędzlu, dłucie? —
W jakim to szale,
w jakiej oślepiającej cię burzy
roztrwoniłeś swój dumny talent?

I na jakim zakręcie swej drogi
przeszastałeś ostatek grosików?
Chciałeś trafić między proroki,
a trafiłeś do grona dłużników.

Jak nadziei minionej pamięć
i jak echo tamtych dni świetlanych,
dziarsko w Moskwie kroczysz ulicami,
wciąż obnosząc profil nieskalany.

Cichcem jednak ścierasz łzy rozpaczy
i zapłacić będziesz musiał suto,
żeś w swych palcach żałośnie wypaczył
własne pióro, instrument i dłuto.

Stulecie - krótkie - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa
Мгновенно слово. Короток век...
Stulecie - krótkie...

Józef Waczków

Stulecie — krótkie. Słowo — znikome.
Co dla człowieka może być domem?
Jak ma i kiedy, i w jakiej głuszy
Rozkwitnąć różą krzew jego duszy?

Jakiż potrzebny zmysł człowiekowi,
By mógł na Ziemi się zadomowić.
Przemilczeć swoje, swoje powiedzieć
I przeistoczyć złość w miłosierdzie?

I jak mu się trafia na targowisku
Zbyt tanich mordobić, zbyt drogich uścisków,
W tym huku ognia i w pochlebstw dymie
Wybrać dla siebie miłość jedynie?...

Drasną go śrutem, krwią spłynie ciało:
A masz! Miłości mu się zachciało!
W raju znienacka zdzielą go pałą:
A masz! Miłości mu się zachciało!

A wciąż mu się trafia na targowisku
Zbyt tanich mordobić, zbyt drogich uścisków,
W tej palbie, w tym tańcu i w pochlebstw dymie
Wybrać dla siebie miłość jedynie!

Pewnego dnia pięknego - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa
По прихоти судьбы...
Pewnego dnia pięknego...

Józef Waczków

Pewnego dnia pięknego kaprys losu zdarzył,
że nagle doświadczyłem przezierczej jasności.
I napisałem powieść „Przygody kuglarzy",
za co mi wdzięczni byli czarodzieje prości.

Oto przy świętym ogniu siedzą teraz wkoło,
smutny szczep zapomniany przez ludzi i Boga.
Jakiż dym gorzkich zadum owiewa im czoło,
i jakiż naszeptuje im wyrok epoka!...

Siedzą przy świętym ogniu pod niską powałą.
Rozprawiono się z ich językiem, z manierami.
Ich wiersze, których szafę uskładano całą,
są wieczne, bo je ludzie wykuli na pamięć.

Jakaż niezbita racja jest w ich strofach czasem,
choć w ogień je rzucała nienawiść zapiekła...
Siedząc tu w kręgu z jakimż na wargach grymasem
wysłuchują okrzyków dochodzących z piekła!

Dopóki śladów po nich epoka nie zmyła
i kłamstwo w nos losowi jeszcze się nie śmieje,
poświęciłem im powieść, lecz w istocie — miła —
życie moje i twoje wpisałem w ich dzieje.

Pewnego dnia pięknego, gdy los mnie obdarzył
twórczą weną, wieńczącą mnie najokazalej,
mógłbym przecie napisać, gdybym o tym marzył,
„Przygody pacykarzy", „Przygody kucharzy",
lecz ci kuglarze bliżsi mi się okazali.

Ech, te sanie - Siergiej Jesienin

Siergiej Jesienin
Эх вы, сани! А кони, кони!..
Ech, te sanie...

Józef Waczków

Ech, te sanie! A cóż za konie!
Snadź je ściągnął na ziemię bies.
W zawadiackiej stepowej pogoni
Dzwoneczek się śmieje do łez.

Ni szczekania psów, ni księżyca
W pustce, w dali, w ciemności bez dna.
Ech, otuchy, zuchwałe me życie -
Jeszczem się nie zestarzał do cna.

Nuć, jamszczyku, na przekór tej nocy,
Chcesz, zaśpiewam ci piosnkę i ja
O dziewczęcych przewrotnych oczach,
O wesołej młodości mej dniach.

Zsunę czapkę, bywało, na bakier,
Wprzęgnę konia w hołoble i - w cwał
Mknę przez pola na snopku okrakiem -
Spróbuj, dopędź mnie, kiedym tak gnał!

Nie wiem: skąd ta chełpliwość się brała?
O północy wśród ciszy gwiazd
Gadatliwa harmonia umiała
U niejednej doprosić się łask.

Wszystko przeszło. Zrzedły włosy na głowie,
Koń mój zdechł. Wieje pustką przez wieś.
Głos straciła harmonia, w rozmowie
Nie potrafi już prymu wieść.

Ale serce się nie ostudziło.
Tak śnieg lubię i nocny zmierzch,
Gdy z wszystkiego, z wszystkiego, co było,
Dzwoneczek się śmieje do łez.