Obudził mnie wiosenny świt
Zielonych bzów szelestem
I choć tak bardzo lubię śnić
Otwieram oczy - jestem
W prezencie znów dostałam dzień
Więc o czym jeszcze marzyć?
Na jutro nie odkładam nic
Bo wiem, zbyt dobrze o tym wiem
Że jutro, jutro może się nie zdarzyć
Już nie chcę tracić ani chwili
I tęsknię za kolejnym dniem
Czasu się nie da zatrzymać
Czemu dopiero dziś to wiem
Już nie chcę tracić ani chwili
I czasu szkoda mi na sen
Życie jest piękne, lecz krótkie jak przeciąg
Dobrze, że chociaż dziś to wiem
I tyle cudów wokół mnie
I tyle co dzień zdarzeń
Że nie mam czasu przysiąść i
Spokojnie się zestarzeć
Apetyt wciąż na życie mam
Bez przerwy za czymś gonię
Na jutro nie odkładam nic
I w środku zimy marzę, by zakwitły
By zakwitły znów jabłonie
Być kobietą, być kobietą
Marzę ciągle będąc dzieckiem
Być kobietą, bo kobiety
Są występne i zdradzieckie
Być kobietą, być kobietą
Oszukiwać, dręczyć, zdradzać
Nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać
Mieć z pół kilo biżuterii
Kapelusze takie duże
I od stałych wielbicieli
Wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach
Pokazywać się codziennie
Być kobietą - ta tęsknota
Się niekiedy budzi we mnie
Ekscentryczną być kobietą
Przyjaciółki niech nie milkną
Czas niech płynie w rytmie walca
Dzień niech jedną będzie chwilką
Jakaś rola w głównym filmie
Jakiś romans niebanalny
Być kobietą w dobrym stylu, Boże, daj mi
Gdzieś wyjeżdżać niespodzianie
Coś porzucać bezpowrotnie
Łamać serca twardym panom
Pewną siebie być okropnie
Może muzą dla poetów
Adresatką wielkich wzruszeń
Być kobietą w każdym calu
Kiedyś przecież zostać muszę
Być kobietą, być kobietą...
Ach, kobietą być nareszcie
A najczęściej o tym marzę
Kiedy piorę ci koszule
Albo naleśniki smażę...
Pan ma zamiary takie poważne
I to mnie cieszy poniekąd
Pan jest mężczyzną takim prawdziwym
Ja tylko słabą kobietą
Pan sieć swą uplótł nader misternie
Wzorem najlepszych intryg miłosnych
I potraktować chce mnie jak zdobycz
A ja tymczasem wyciągam wnioski
Pan chce mi dać tak mało
A zabrać chce tak wiele
Pan chce mnie mieć na co dzień
Ja pana na niedzielę
Symetrii brak w tych sprawach
To komplikacja spora
Czy jest nadzieja na to
Że pan się z nią upora
Początek zawsze jest bardzo piękny
Wiem to, mój Panie skądinąd
Los obiecuje same prezenty
Wszystkim naiwnym dziewczynom
Szampan się pieni, welon do ziemi
A przyjaciółki zazdroszczą skrycie
Marsz Mendelssohna, szczęśliwa zona
Potem, wie pan, samo życie
Pan chce mi dać tak mało…
W pańskich ramionach czeka, być może
Szczęście bezbrzeżne i przystań
Pana oferta nawet mnie wzrusza
Lecz nie wiem czy z niej skorzystam
Pan ma charakter, pan ma zasady
Wielkie nadzieje, małe tęsknoty
I dom z ogródkiem, i coś tam jeszcze
Ileż z tym wszystkim będzie roboty
Pan chce mi dać tak mało
A zabrać chce tak wiele
Pan chce mnie mieć na co dzień
Ja pana na niedzielę
Małżeństwo, nawet z panem
To jednak niewygoda
Więc niech się pan nie trudzi
Szkoda, szkoda, szkoda...
Ta knajpa nawet da się lubić
Gorzej bywało do tej pory
Tutaj ostatnio spędzam życie
A ściśle mówiąc - wszystkie wieczory
Przy barze mam swój stały stołek
Stałych klientów witam gestem
I na brak wzięcia nie narzekam
Bo właśnie po to tutaj jestem
Ja jestem tutaj dziewczyną do wzięcia
Na jedną noc, na dwie, na trzy
Przede mną serca się nie otwiera
Za mną szybko zamyka się drzwi
Ja jestem tylko dziewczyną do wzięcia
I nie dbam co gadają ludzie
Żyję w tym bajzlu całkiem nieźle
A w każdym razie nie mam złudzeń
A ten przychodzi tu codziennie
Działa na nerwy i na serce
I patrzy na mnie w taki sposób
Jak gdyby chciał od innych więcej
Niech pan stąd idzie do cholery
Takie spojrzenie dziwnie boli
Niech pan stąd idzie, bo się rozkleję
Albo co gorsza wypadnę z roli
Ja jestem tutaj dziewczyną do wzięcia
Na jedną noc, na dwie, na trzy
Przede mną serca się nie otwiera
Za mną szybko zamyka się drzwi
Ja jestem tylko dziewczyną do wzięcia
Zbyt mocno kochać mnie nie trzeba
Już pogodziłam się z tą myślą
Że nie dostanę się do nieba
Któż by tam zliczył moje grzechy
Któż by tam zliczył moje winy
Dla równowagi obok dobrych
Bóg musiał stworzyć złe dziewczyny
Ja się nie zmienię już, mój panie
Ja nie nadaję się na żonę
Sama zapłacę swój rachunek
Albo wypłynę lub utonę
Ja jestem tutaj dziewczyną do wzięcia
Na jedną noc, na dwie, na trzy
Przede mną serca się nie otwiera
Za mną szybko zamyka się drzwi
Ja jestem tylko dziewczyną do wzięcia
I nie dbam co gadają ludzie
Żyję w tym bajzlu całkiem nieźle
A w każdym razie nie mam złudzeń
Ja jestem tylko dziewczyną do wzięcia
Tak to wymyślił dobry Bóg
Chociaż tak szczerze powiedziawszy
Ładniej postąpić ze mną mógł
Przez niespokojną rzekę życia płyniesz wpław
Niepewny jutra, topisz się w powodzi spraw
Z resztą ludzkości chcesz zbudować wielkie nic
Bo zapomniałeś, że wystarczy być
Wciąż się napinasz, wspinasz, musisz zdobyć szczyt
Być królem życia, mieć to – czego nie ma nikt
Z nadmiaru rzeczy – rzeczywistość skrzeczy – cyt
Przypomnij sobie, co określa byt
Można przeżyć życie myśląc, że
Nie ma żadnych cudów, nie ma, nie
Można też odkryć, że cały świat cudem jest
Spójrz na obłoki, które płyną pośród drzew
Przystań na chwilę, by usłyszeć ptaków śpiew
Odłącz od stada, pobądź sam, nie stracisz nic
By poznać życia smak, wystarczy być
Można przeżyć życie byle jak
Lecz by poznać jego sens i smak – zacznij żyć
By poznać życia sens, wystarczy być
Krzysztof Krawczyk
Będzie taka jak ty następna z pań
Magda Czapińska
To fakt, że raczej trudny ze mnie gość
I wcale się nie dziwię, że masz dość
Lecz zanim mi przed nosem zatrzaśniesz drzwi
Chcę powiedzieć coś, co rzecz całą wyjaśni ci
Będzie taka jak ty następna z pań
Dosyć stały mam gust, choć jestem drań
Będzie taka jak ty, przekonasz się
Będzie miała twój wdzięk i oczy twe
Będzie taka jak ty, to nie jest żart
Chociaż takiej jak ty nie jestem wart
Będę kochał ją tak, jak kocham cię
Tylko gdzie szukać jej, no powiedź gdzie
I po cóż mam daremnie tracić czas
Gdy taką właśni już znalazłem raz
Wśród dziewczyn nie ma drugiej takiej jak ty
Więc nie dąsaj się, daj już spokój, po co te łzy
Cicho, ciepło i ciemno, poza tym deszcz
Jak pigułkę nasenną weź mnie proszę, weź
Niech w dal odpłyną wszystkie dzienne sprawy
Niech da od siebie nam odpocząć świat
W czułości twoich dłoni chcę się schronić
I tę noc prześnić tak
Gdy kołysze mnie serca twego rytm
Moje serce z twoim chce śpiewać
Jeszcze więcej czuć, jeszcze wyżej być
Wspiąć się po drabinie do nieba z tobą chcę
Spójrz jak księżyc bezwstydnie podgląda nas
Noc zasypia i wreszcie czas ma dla nas czas
Nie prośmy tej miłości o nic więcej
Obietnic żadnych niech nie składa nam
Bo krucha i ulotna jest jak szczęście
A zdarzyła się nam
Gdy kołysze mnie serca twego rytm
Moje serce z twoim chce śpiewać
Jeszcze więcej czuć, jeszcze wyżej być
Wspiąć się po drabinie do nieba
Z tobą dziś kochany chcę
Jeśli to jest tylko sen
Niech ten sen nie kończy się
Pan mnie pyta, z kim ja sypiam? Sypiam sama
To mój wybór, nie konieczność, więc nie dramat
Serce ciepłe wciąż od wspomnień
O tych wszystkich zimnych draniach
Którzy chcieli mnie usidlić
Wzięłam urlop od kochania
Od uniesień, od tęsknoty
Od czekania w noc bezsenną
Odpoczywam, nie zabierze się pan ze mną
Męskie ramię mi chwilowo niepotrzebne
Jak pan widzi, nie usycham bez miłości
Sama z sobą jem kolacje i śniadania
I odkrywam miłe strony samotności
Pan chce dociec, co też robię z wolnym czasem
Czy nie wzdycham ciężko, w sufit patrząc smętnie?
A ja mam nareszcie tyle
Tego czasu do stracenia
Że go tracę oraz trwonię jak najchętniej
Męskie ramię, które pan tu uosabia
Choć się wesprzeć na nim czasem nawet miło
To najczęściej tylko symbol, tylko fantom
Niby jest, a jakby wcale go nie było
Że pan także jest samotny
To jest szczegół nieistotny
Chociaż wpada mi do głowy
W związku z panem taki wniosek dodatkowy
Że się nic nie zmieni ani nie uprości
Gdy samotność nagle dotknie samotności
Ma samotność jest przebiegła
Nie pozwoli, by ją przegnał
Nawet tak zdecydowany
Pewny siebie i nagrzany
Zakochany z wzajemnością w sobie pan
Jutro znów będę poważna
Rozsądna i trochę smutna
To znaczy - taka jak zawsze
Ale, na szczęście, do jutra
Zostało tyle czasu
Zostało nam tyle wina
Świat się na tobie nie kończy
I nie zaczyna
Więc nie praw mi smętnych morałów
I nie strasz bólem głowy
Głowa i tak mnie będzie bolała
Bo ona ma swoje powody
A dzisiaj świat się leciutko kołysze
Mały rausz, wielki grzech, miły stan
A dzisiaj krzycz na mnie choć troszkę ciszej
Bo obudzi się ten pan, popatrzy na nas z drzew
Bo bardzo pięknie świeci sobie właśnie
Obrus naciągnie na siebie i zaśnie
A dzisiaj świat się leciutko kołysze
Mały rausz, miły luz, wielki grzech
I tylko ty taki trzeźwy jak zawsze
I tylko ty taki serio jak zwykle
Co za pech, co za pech, co za pech
Jutro znów będę uprzejma
Taktowna i bardzo miła
To taka smutna konieczność
I przyzwyczajeń siła
Przeproszę cię pięknie za wszystko
Śniadanie dam ci do łóżka
I spełnię twe każde życzenie
Niczym fachowa wróżka
Lecz dzisiaj zajmij się kim innym
Ot, choćby tamtą panią
Wypróbuj na niej swój męski urok
A mnie na chwilę zostaw samą
Bo dzisiaj świat się leciutko kołysze
Mały rausz, wielki grzech, miły stan
A dzisiaj krzycz na mnie choć troszkę ciszej
Gdy siłą mnie wyciągasz stąd
Otulasz w sztuczne futro
To aż się dziwnie boję myśleć o tym
Że będzie znów jakieś jutro
A dzisiaj świat się leciutko kołysze
Mały rausz, miły luz, wielki grzech
I tylko ty taki trzeźwy jak zawsze
I tylko ty taki serio jak zwykle
Co za pech, co za pech, co za pech
Ach...
Dlaczego nie❓ - Retoryczne pytanie
Wszak każdy z nas ten dylemat na pamięć zna
Gdy serce się do uniesień rwie
Czy ulec mu, czy oprzytomnieć❓
Znów dwoje na huśtawce
Miłość to wiatr - a my jak latawce
Czy się otworzą nieba❓
Czy wpuszczą nas❓ No jak tu się nie bać❓
Dlaczego nie❓ - Skoro tak nam pisane
Dlaczego ty❓ - Bo nikt inny, kochanie, nie
Gdy serce się tak do ciebie rwie
Że zmysłom się oprzeć nie sposób
Znów dwoje na huśtawce
Miłość to wiatr - a my jak latawce
Przed nami piekła, nieba
Czy to jest to❓ Czy tego nam trzeba❓
A jeśli nie - czy popełnię błąd❓
A jeśli tak - co mi przyniesie kolejny zawrót głowy❓
Zamęt i dreszcz emocji niezdrowych❓
Czy zagrać mam o wszystko❓
Czy bronić się, gdy jesteś zbyt blisko❓
Znów dwoje na huśtawce
Miłość to wiatr - a my jak latawce
Znów piekła, czyśćce, nieba
Czy tego chcę, czy tego mi trzeba❓
Janina Ostala, Hanna Śleszyńska Oferta matrymonialna
Magda Czapińska
Niegłupia, niebrzydka, niebiedna
A jednak samotna, a jednak
Po domu się pętam bez sensu od lat
Zapasy wyjadam z kredensu
Bo tak czegoś brak, czegoś brak, czegoś brak
Niebiedna, niegłupia, niebrzydka
W uczuciach głęboka, nie płytka
I choć koniec z końcem potrafię już związać
To jakoś nikogo do siebie przywiązać
Nie mogę od lat - no cóż, smutny fakt
A czasem tak myślę, że może już pora
Dać anons o wyżej wspomnianych walorach
Szczegółów brzydkich kilka ukryć
Gotuję niechętnie, a chętnie się kłócę
Czasem znów milknę bez powodu
Brak mi inicjatyw i samochodu
Mam za to fobie i tęsknoty
Jak na ironię lubię koty
I w ogóle nie jest ze mną słodko
Więc nie dam anonsu, nie jestem idiotką
I tak nie pojawi się nikt odpowiedni
Jak będzie niegłupi, to brzydki lub biedny
Lub coś z nim będzie nie tak
Już wolę chyba przeżyć ten brak
Niegłupia, niebrzydka, niebiedna
A jednak samotna, a jednak
Po domu się pętam bez sensu od lat
Zapasy wyjadam z kredensu
Bo tak czegoś brak, czegoś brak, czegoś brak Obrazy: Katya Gridneva
Z uśmiechem codziennie budzę się
Z uśmiechem zaczynam nowy dzień
Z uśmiechem do lustra mówię cześć
Witaj siostro, weź ty się w garść, no weź
Przed nami nowy, wspaniały, piękny dzień
Jak sen
A ona, ta z lustra, czyli ja
Na pamięć listę mych zmartwień zna
Niepewna jutra, wciąż waha się
Czy pod kołdrą bezpiecznie nie skryć się
Byleby jakoś przespać ten nowy dzień
Jak sen
Jak żyć? Pytam tak jak ty
Chociaż wiem, że nikt nie odpowie mi
Każdy musi sam rozgryźć sekret ten
By przeżyć dzień
Do życia, które melodią jest
Los pisze niezbyt udany tekst
Lecz mimo wszystko wciąż mi się chce
Śpiewać życie i nie pamiętać, że
Życie to chwila, więc tylko chwilę trwa
Jak ja
Jak żyć? Pytam tak jak ty
Chociaż wiem, że nikt nie odpowie mi
Każdy musi sam rozgryźć sekret ten
By przeżyć dzień, kolejny dzień...
Jak żyć? Pytam tak jak wy
Chociaż wiem, że nikt, nikt nie odpowie mi
Każdy sekret ten musi rozgryźć sam
Parampampam... Jak żyć?...
Katarzyna Żak Śni mi się jakiś inny pan Magda Czapińska
Tobie zupy gotuję, tobie łóżko ścielę
Z tobą spędzam dni szare i szare niedziele
Dbam o ciebie jak umiem, jeszcze kocham, chwalę
Z tobą jest mi tak dobrze, ale
Śni mi się jakiś inny pan
Niepodobny zupełnie do ciebie
Co to za pan, kto to ten pan
Nie dręcz, nie pytaj – ja nie wiem, nie wiem
Miły to gość, czasu ma dość
Więc śnił mi się aż do rana
I tylko żal, że budzę się
I jestem znowu sama
Cóż, że w kółko powtarzam
Sen mara, Bóg wiara
Czytam Freuda po nocach
I nie śnić się staram
Lecz złożona jest dziwnie natura kobiety
I choć bardzo się staram, niestety
Śni mi się jakiś inny pan
Niepodobny do ciebie, mój złoty
Śni mi się wciąż, jak gdyby nic
Innego nie miał do roboty
Zjawia się nocą z pękiem róż
I bywa taki czuły
A jak się śni, a jak się śni
Zostawmy te szczegóły
Z tobą, jakby nie było, spędziłam pół życia
I gdy nic się nie zmieni spędzę drugie tyle
Będę zupy gotować i różne takie inne
I niejedno wytrzymam, byle
Śnił mi się jakiś inny pan
Niepodobny zupełnie do ciebie
Czemu on właśnie, a nie ty
Nie dręcz, nie pytaj – ja nie wiem, nie wiem
On tylko śni się, więcej nic
Więc małą słabość wybacz
I nie dziw się i nie złość się
Że lubię długo sypiać
Bo śni mi się jakiś inny pan
Niepodobny zupełnie do ciebie
Co to za pan, kto to ten pan
Nie dręcz, nie pytaj – ja nie wiem, nie wiem
Miły to gość, czasu ma dość
Więc śni mi się aż do rana
I tylko żal, że budzę się
I jestem taka sama, sama...
Na fot. Kaktarzyna Żak, Kıvanç Tatlıtuğ
Michał Bajor Dokąd przed nią uciekasz Magda Czapińska
Dokąd przed nią wciąż uciekasz
I czemu myślisz, że to twój serdeczny wróg
Ona, jak wierny pies, za progiem domu czeka
Byś do niej wracał z najdalszych dróg
Niekochana, niepotrzebna
Tak łatwo może ją zastąpić byle kto
Lecz kiedy lęk nie daje zasnąć
Ona jedna czuwa przy tobie w bezsenną noc
To ona, siostra łagodna
Twój Anioł Ciszy, twój cień
Spokojna przystań i otchłań
Jest lustrem, źródłem i snem
To ona, twoja samotność
Jej adres ty jeden znasz
Zostanie z tobą do końca
Jest wszystkim, wszystkim co masz
W labiryncie tego świata
W jego szaleństwie
I okrutnych z nami grach
Łatwo się zgubić
Łatwo sprzedać diabłu duszę
Za każdym rogiem czai się strach
Czego szukasz w zgiełku, w tłumie
Kto cię wysłucha, poda rękę w chwili złej
Kto cię pocieszy, kto rozgrzeszy, kto zrozumie
Tylko samotność - zaufaj jej
To ona, bliższa niż myślisz
Jej adres ty jeden znasz
Zostanie z tobą do końca
Jest wszystkim, wszystkim co masz
To bez niej jesteś wędrowcem
Co zgubił się w gąszczu dróg
Na końcu świata cię znajdzie
Byś wrócić do siebie mógł
To ona, twoja samotność
Twój Anioł Ciszy, twój cień
Spokojna przystań i otchłań
Jest lustrem, źródłem i snem