Ocalę cię od niepokojów twych
Bestii pięknych i złych
Bo uchronić cię chcę
Uwierz mi
Ocalę cię, choćbyś był aż na dnie
I poskładam cię znów
Z kawałeczków twych snów
Nie bój się
Jesteś jak dziecko tonące we mgle
Jesteś jak dziecko biegnące przez deszcz
Do światła, do ciepła, do słońca, do rąk
Mężczyznom nie raz zdarza się to...
Ocalę cię, będę wierna jak cień
Wybuduję ci schron
Z moich ramion i rąk
Tylko bądź
Od Czarciego Jaru goniłem
Konika wiernego zbiesiłem
Tęsknica mnie wzięła, dziewucho
Deszczyk mnie pokropił - pal licho
A tyś nie poznała, urodna
Nie chciałaś otworzyć, niedobra
Stojałem, pukałem od nocy do rana
A tyś nie słyszała - oj dana
Oj dana, oj dana - od nocy do rana
Dziewczyna urodna, a taka niedobra
Nie gniewaj się na mnie, Jasiczku
Przecie sama mieszkam w lesiczku
Co by ludzie powiedzieli
Gdyby razem nas ujrzeli
Oj dana, oj dana - od nocy do rana
Jasiczek udały, przez deszczyk skąpany
Oj, głupia, żem słyszeć nie chciała
Bo bym go za męża dziś miała
Idzie woda idzie po szerokiej rzece
Czemu wy mnie, matuś, za mąż wydać chcecie
Za mąż wydać chcecie, za byle jakiego
Jak ja nawet nie mam uśmiechu dla niego
Doli dola, lato pora niedola...
Matuś moja matuś, coś ty narobiła
Żeś mi iść kazała po mąkę do młyna
Mąki nie przyniosłam, placka nie upiekłam
Jeno w żytka padłam jak owieczka ścięta
Doli dola, lato pora niedola...
Płyną ptaki płyną po wysokim niebie
Łąki się zielenią, a ja kocham ciebie
Lubość mnie ogarnia, tęsknota rozpiera
Piękna taka miłość jak sukienka nieba
Wstałam raniutko - źle mi, bardzo źle
Gdybyś był obok, przytuliłbyś mnie
Jesteś daleko, nawet nie wiem gdzie
Listów nie piszesz, niepokoję się
Wróć do mnie wróć
Jak najszybciej wróć
Pomyśl o mnie raz
Wróć już do mnie wróć
Bez ciebie dzień
Nie jest dobrym dniem
A bez ciebie noc
Jest gorsza niż dzień
Kiedy przyjedziesz, zaraz do mnie przyjdź
A ja odgadnę każdą twoją myśl
Jak będziesz głodny, to ci chleba dam
A jak spragniony, chłodnej wody dzban
Tam na skraju świata dziwy
Tam na skraju świata cuda
Byli tacy, co wierzyli
że tam dojdą, że się uda
Ledwo przeszli kilka kroków
I za siebie obejrzeli
A jak stali w jednej chwili
W martwe głazy skamienieli
Hej hej dam da da dam da da dam
Stoją tak już od lat, pogrzebani w pamięci
Myśli mają kamienne i sny kamienne mają
I nie wie nikt jak długo we śnie kamiennym trwają
Prędko, prędko baśń się baje
Nie tak prędko koń wyskoczy
Kto zdobędzie wodę życia
Kto kamieniom pryśnie w oczy
Kto im wodą pryśnie w oczy
Kto ich w ludzi pozamienia
Kto ich wreszcie oduroczy
Kto ich zbudzi z odrętwienia
Hej hej dam da da dam da da dam
Stoją tak już od lat, pogrzebani w pamięci
Myśli mają kamienne i sny kamienne mają
I nie wie nikt jak długo we śnie kamiennym trwają
Dwa Plus Jeden
Wrócimy tam któregoś ranka
Marek Dutkiewicz
Mroczne wnętrza kościołów
Zapach trawy o świcie
Babie lato we włosach
Przedwieczorny smak dnia
Dymów białe smużenie
Stukot jabłek po sadach
Gwizd pociągu daleki
Chmury niskie na deszcz
A kiedy znowu tam wrócimy
Do miejsc, gdzie nic się nie zmieniło
Wrócimy tam, aby usłyszeć
To ty - jak długo cię nie było
W popielniku blask węgli
Pęki ziół u sufitu
Sień pachnąca kamieniem
Kręte schody na strych
Kurz w obiciach foteli
Zdęcia w starym albumie
Wypłowiałe, wytarte
Nierealne jak sen
Nie czuję rąk zdartych po łokcie
Praca nad tobą wykańcza mnie
A byłeś zerem, gdy cię podniosłam
Z bruku, gdzie mogłeś leżeć po dziś dzień
Spopielał mnie jadowity płomień
Kto kocha hazard, pokocha i mnie
Dzięki za pamięć, zapomnij o mnie
Bagaż po tobie starczy mi na wiek
Pij, pij, pij swoje łzy
Wczoraj od dziś dzielą grube drzwi
Rwij, rwij, rwij włosy, rwij
Na widok twój dzisiaj wyją psy
Gryź, gryź, gryź, gryź ręce do krwi
Ten numer już kupi tylko cyrk
Pij, pij, pij, pij swoje łzy
Za tamte dni zapłacony kwit
Poduszkę spal, poduszkę spal
Nikt nie będzie więcej na niej spał
Pij swoje łzy
Przewietrz swój mózg, to nie zaszkodzi
Nie cofnę się, niepotrzebny wrzask
Szanuj swą ślinę, nie warto grozić
Nie będzie nikt mi mówił, w co mam grać
Przyśniłam się, nigdy mnie tu nie było
Gdyby ktoś pytał, to odpowiesz tak mu
Zrozum ten fakt, coś się skończyło
Zabierasz mi mój bezcenny czas
Ziemia już się grudzi pod nogami
Już waciaki dają ludziom na kolei
Kiedy idziesz rankiem
Posiwiała trawa pod stopami
Kiedy idziesz rankiem
Kruche lustra kruszysz obcasami...
Szalik twój na wietrze załopotał
Jasna plama jesiennego krajobrazu
Gdy zawoła pociąg
Tylko mocniej bilet ściśniesz w dłoni
Gdy zawoła pociąg
Będziesz stał jak inni na peronie...
Coraz bliżej dom, coraz bliżej dom
Gada tak, stuka tak
Na zwrotnicach, na zwrotnicach
Coraz bliżej dom, coraz bliżej dom
Twoje drzwi, twoja sień i ulica, i ulica
Tam na wzgórzu biały gmach jak obłok
Białe sale, korytarze i pokoje
Zanim miniesz zakręt
Jeszcze raz ostatni odwróć głowę
Zanim miniesz zakręt
Twarze w oknach jeszcze pozdrów
Wielką falą opadł na mnie sen z ciepłych stron
Znów dokoła była piachu biel, lasu woń
Nie budźcie mnie, pozostanie mi żal
Że to sen, tylko sen i więcej nic
Bo choć jest wokół dąb, jasny i pogodny jak dom
Trudno wytłumaczyć, czym był baobab nasz
Niechaj sen niesie mi
Słodki smak tamtych dni
Niechaj dach, z liści dach
Nuci nam swoją baśń
Co mi tam dąb, co mi sto innych drzew
Mogę dać każde z nich za tamten dom
Powiedz mi, kogo z was przygarnęło drzewo pod dach?
Powiedz mi, gdzie podział się dziś baobab nasz?
Dwa Plus Jeden
Niech w tobie gra coś pięknie
Jacek Cygan
Nie smuć się, nie bądź zły
Smutni ludzie mają dziś złe sny
Nie martw się, nie roń łez
Nie strasz wróbli, każdy wie, jak jest
W górę skacz, głupstwa rób, kwiatki jedz
Boso chodź w śnieg i mróz, mów co chcesz, a tam
Niech w tobie gra coś pięknie
Nie bój się nocy złych
Dziwnych ludzi, zegar też ma tik
Życie łap w marzeń sieć
Jeszcze tobie zacznie brać, czyż nie
Lody krusz sercem i swoje bierz
W nocy krzycz, jeśli masz na to chęć, a tam
Niech w tobie gra coś pięknie
Małym ludziom nie daj się
Chciwej forsie nie daj się, nie daj się
I kochaj, kochaj, kochaj, kochaj, kochaj żyć bez tchu
Tak jak my, żyć bez tchu, tak jak my...
Nie smuć się, weź się w garść
Żeby nie spaść, sam się zaraz kładź
Bądź jak mysz w czasie żniw
Tyle dobra wokół jest, hip, hip
Wiatrem żyj, rosę pij, gwiazdy licz
Zwalniaj tych, którym źle z tobą iść, a tam
Niech w tobie gra coś pięknie
Nie złość się na ten świat
Raz zaszalej, niech się martwi sam
Choćby pech w oczy kłuł
Ty nie pękaj, uśmiech serwuj mu
Z miasta gnaj, wśród łąk witaj świt
Choćby świat walił się, ty bądź free, a tam
Niech w tobie gra coś pięknie
Jest wyspa, wyspa za morzem dziewięciu miesięcy
Gdzie dzieci rosną, rosną, rosną na drzewach
A słońce rozdaje im złote szturchańce
I mogą, i mogą, i mogą jak jabłka dojrzewa
A kiedy, kiedy wichura nadciągnie od morza
I gałąź o gałąź, o gałąź, o gałąź zastuka
Zaczyna się wielkie, jesienne spadanie
Za brzdącem brzdąc, za brzdącem brzdąc leci jak grucha
Bęc, bęc - już jeden leci
Pac, pac pac - już drugi spadł
Bęc, bęc - sypią się dzieci
Pac, pac,pac - tłusty, różowy grad
Pod wieczór, pod wieczór na wyspę przychodzą dorośli
I chodzą, i gapią, i gapią, i gapią się wkoło
I zawsze mijają te dzieci co płaczą
A biorą, a biorą, a biorą ze sobą wesołe
Bęc, bęc - już jeden leci Pac, pac pac - już drugi spadł
Bęc, bęc - sypią się dzieci
Pac, pac,pac - tłusty, różowy grad
Na na na na na na Narcyz
Na na na na na na na
Na na na na na
Narcyz to ten, co ujrzał pierwszy raz
Odbitą w srebrze swoją twarz
Narcyz to imię chłopca albo kwiat
To miłość, jakiej nie znał świat
Nie znał świat
Ciężki włos ponad twarzą
I oczy pełne smutku
O kim wciąż one marzą
Bez wiary i bez skutku
Narcyz - on kocha tylko siebie już
Bo któż piękniejszy, lepszy któż
Lepszy, lepszy któż
Narcyz to imię chłopca albo kwiat
To miłość, jakiej nie znał świat
Nie znał świat
Na na na na na na Narcyz…
Narcyz obudzi może się ze snu
Gdy całą prawdę powiem mu
Powiem, powiem mu
Narcyz - to lustro kłamie, pełne skaz
W nim moja, a nie jego twarz
Jego twarz
Ciężki włos ponad twarzą
I oczy pełne smutku
O kim wciąż one marzą
Bez wiary i bez skutku
Narcyz - w tym lustrze mój się srebrzy włos
W nim nasze twarze łączy los
Łączy, łączy los
Narcyz to imię chłopca albo kwiat
To miłość, jakiej nie znał świat
Nie znał świat...