Tak tu pięknie miało być
Że nie warto było śnić
O podróży, której kres
W San Francisco
Aż gdy kiedyś młody tur
Chciał się wyrwać z tego snu
To zamknięto drogę mu
Do San Francisco
Golden Gate w marcowej mgle
Znad Wisły sen rozpłynął się
W dali marzeń młodości
Golden Gate utonął we mgle
Jak film sprzed lat
Utracił swe barwy
Dla nas pozostał snem
Gdzie są dzieci z tamtych lat
Które chciały stroić świat
W kwiaty, co wyrosły tam
W San Francisco
Stanisław Wenglorz
Okno z widokiem na parlament
Małgorzata Maliszewska
Z twojej knajpy nie widać nic
Parlamentu jedynie drzwi
Na Victorii zwykły ruch
Big Ben dzwonił już razy trzy
Można wreszcie do domu iść
Ale czy to jest twój dom?
Póki gdzieś na strychu, o tysiące mil
Jeszcze się światełko długo w nocy tli
W kromce chleba, w szumie drzewa
Jest twój maleńki ślad
Ktoś, kto wpływy i forsę miał
Nawet z tobą się żenić chciał
Nosił torty, kwiaty, łzy
Tak mu nagle przybyło lat
Gdy pod palmą w Savoyu raz
Powiedziałaś: "Nie, to nie ty"
Północ nad miastem, rzeka w dolinie
Zimowy pejzaż w blasku księżyca
Pośród kanałów czas sennie płynie
Obraz ten zawsze mnie tak zachwyca
O wschodzie słońca noc spotka ranek
Uśpione miasto zbudzi się z mroku
Zadzwonią dzwonki u drzwi i sanek
Pierwsi przechodnie przyspieszą kroku
O, Amsterdam, Amsterdam - to jest tam, właśnie tam
Gdzie ludzie są ludźmi, a kwiaty kwiatami
Amsterdam, Amsterdam, to jest tam, właśnie tam
Gdzie miłość zawsze jest z nami
Czekam jak dawniej na rogu w barze
Gwar nagle cichnie, przymykam oczy
Mozaika wspomnień, okruchy marzeń
Jak na seansie starych przeźroczy
Chmura odsłoni wieżę kościoła
Słońce rozbłyśnie ponad ratuszem
Ktoś twoje imię nagle zawoła
W tym mieście mostów, wspomnień i wzruszeń
O, Amsterdam, Amsterdam - to jest tam, właśnie tam
Gdzie ludzie są ludźmi, a kwiaty kwiatami
Amsterdam, Amsterdam, to jest tam, właśnie tam
Gdzie miłość zawsze jest z nami...
Jest miasto na Jawie
Jest miasto ze snu
Czy jeszcze pamiętasz
Magiczną moc słów
Szeptanych wśród kwiatów
Parkowej alei
W tym mieście miłości
Wierności, nadziei
Dżakarta magii
Dżakarta czarów
Tańczących Jawajek
Malajskich oparów
Kafejek z grą cieni
Uliczek bez końca
Skąpana w zieleni
Dżakarta kusząca
Jest Bangkok, Singapur
Melbourne i Brunei
Lecz tylko Dżakartę
Zobaczyć dziś chcę
Nad morzem Jawajskim
Spowitym we mgle
Usłyszeć twe słowa
Hej ty, kocham cię
Nazywam się proszę Państwa Hanka Bielicka
Pochodzę z miasta Łomży, urodzona tamże
W roku tysiąc dziewięćset...
Więc właśnie, w związku z czym
Zaśpiewam Państwu piosneczkę
O wszędobylskich Łomżyniakach
Gdzie nie spojrzeć - pełno Łomżyniaków
Choć jak nikt kochają ziemię swą
Zna ich Rzym, Warszawa, Paryż, Kraków
I w Bombaju Łomżyniacy są
Jeśli zdolny uczony, to z Łomży
Kompozytor ceniony, to z Łomży
Zasłużony dyrektor, profesor czy rektor
To z Łomży, to z Łomży, jak nic
Nie liczymy na cuda, my z Łomży
Nie boimy się trudu, my z Łomży
Bo my z Łomży, a Łomża jest perłą wśród miast
Najpiękniejszą gwiazdeczką wśród gwiazd
Powie ktoś, że my się przechwalamy
Że lokalny tu patriotyzm gra
Ale przecież my dowody mamy
Niech rozejrzy się, kto oczy ma
Jeśli zdolny, uczony, to z Łomży...
Dla swej ziemi żyją, dla niej giną
Czasem ich los hen po świecie gna
Więc daleko na Monte Cassino
Swą dzielnicę Łomża także ma
Niemrawa ta noc, zlot cieni
Odludna ta noc i zła
Zawiesza na drzwiach milczenia
Drobny mak
Zamknęli już bar w podziemiach
Uwierzyłby ktoś, widząc nas
Te schody prowadzą na ziemię
Dłuższy czas
Miasto śpi, wygląda jak my
Neonów blask gaszony przez świt
Na ławce kot w kości niezgody gra z psem
Miasto śpi, wygląda jak my
W rynku skwer, przekwitłe bzy
Na słupie świt już budzi plakaty - już czas
Niemrawy ten świt i postny
Przypomniał mi film sprzed lat
Ktoś w oknie gdzieś u jubilera
Bułkę jadł
Już przeszedł ten lęk, że z mostu
Że z okna na bruk, że w dół
Już dobrze, już śpi samotność
W resztkach snu
Miasto wieczorem traci głos
Chrypi i zgrzyta, ledwo dyszy
Lecz ciągle jeszcze nie ma dość
Nie chce ciszy
Dosyć mam miasta
Dosyć mam miasta nie od dziś
Miasto wieczorem traci wzrok
Więc nie ma nic dziwnego zgoła
W tym, że gdy już zapadnie zmrok
Bierze szatana za anioła
Dosyć mam miasta
Dosyć mam miasta nie od dziś
Miasto wieczorem traci twarz
Drogo sprzedaje swoje wdzięki
Czyste oszustwo, szczery fałsz
Z pierwszej ręki
Dosyć mam miasta
Dosyć mam miasta nie od dziś
Dosyć mam miasta nie od dziś
I choć znam dobrze wszystkie drogi
Wciąż nie potrafię z niego wyjść
Jak z nałogu
Dosyć mam miasta
Dosyć mam miasta nie od dziś
Krzysztof Krawczyk
Nowy Jork - dochodzi chyba piąta
Andrzej Kosmala
Nowy Jork – dochodzi chyba piąta
Tu czas zatrzymał się
Nocne zasypianie i dnia przebudzenie
Znów poplątało się
Smętny jazz kula się między nocą a dniem
Na Broadwayu moich snów
Po nocy nieprzespanej trudno się odnaleźć
Więc rozmyślam sobie tak
Miasto to ty, to ja
Pomóż, znów jestem sam
New York, przygarnij mnie
Miasto, tak pragnę cię
Nowy Jork, dochodzi wpół do ósmej
Ogarnął mnie znów tłum
Miasto przebudzone i znów zagonione
W szalonym pędzie trwa
Z boku patrzę jak widz, który nie może nic
Bo to nie jest moja gra
Wśród ulic Manhattanu pragnę szansę znaleźć
Москва-Одесса - Moskwa-Odessa Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski
Raz który lecę z Moskwy do Odessy
I znowu, psiakrew, odwołali lot,
Wynika to ze słów jej wysokości stewardessy
Majestatycznej jak Aerofłot.
Kolejny komunikat zabrzmiał znów,
Że nad Murmańskiem wyż i niebo szczere,
Przyjmuje Kijów, Kiszyniów i Lwów,
A ja tam nie chcę! Mnie tam po cholerę?
Radzili mi: Pod inne leć adresy
I nie licz, bracie, że się stanie cud!
I co też ci odbiło? Komunikat był z Odessy,
Że mgła i na startowych pasach lód!
A w Leningradzie pełna odwilż już,
No, a na przykład w takim Tbilisi
Ląduje się wśród pól kwitnących róż...
A ja tam nie chcę! Mnie ten adres wisi!
Już słyszę - do Rostowa odlatują!
A ja tak pragnę być w Odessie mej...
Mnie ciągnie właśnie tam, gdzie od trzech dni już nie przyjmują,
Mnie korci taki zakazany rejs!
Ja muszę, gdzie zawiało śniegiem fest,
Gdzie zaspy i ogólnie ciężki teren!
Gdzie indziej jasno i przytulnie jest...
A ja tam nie chcę! Mnie tam po cholerę?
Stąd mnie nie wypuszczają, tam znowu nie wpuszczają,
Przygnębia mnie mieszanych uczuć splot,
Uśmiechy stewardessy coraz mniej mnie pocieszają,
Majestatycznej jak Aerofłot!
Przyjmuje ziemi mej najdalszy kąt,
Gdzie jak polecę jeszcze mi dopłacą,
Przyjmuje Władywostok - czort, nie port,
I Paryż - a ja nie chcę! Mnie tam na co?
Ja wierzę - rozpogodzi się, silniki znów zagrają,
Już słyszę je i serce w gardle mam..
Znów siedzę jak na szpilkach: a nuż znowu odwołają,
Znów znajdą mnóstwo przyczyn, ja ich znam!
Ja muszę jak najszybciej być tam,
Gdzie mróz siarczysty hula po kolędzie,
Przyjmuje Londyn, Delhi, Magadan,
Przyjmują wszędzie - a ja nie chcę wszędzie!
Daremnie gaszę smutek, co w serce mi się wessał,
W to serce, co powinno bić jak młot,
Do rana rejs odkłada stewardessa - miss Odessa,
Majestatyczna jak Aerofłot...
A pasażerom nawet nie drgnie brew,
Pokornie na walizkach spać próbują,
Dojadło mi to wszystko, ech, psiakrew!
Mam tego dość i lecę, gdzie przyjmują...
Zmierzch cichy co dzień przynosi mi
Echo twoich słów
Nikłą piosenkę z tych dawnych dni
Dal się skraca, młodość wraca znów
Pierwszy raz byliśmy zakochani
W ten piękny czas gdy kwitły bzy w Pensylwanii
Szumiał wieczór i w drzew gałęziach drżał
Śpiew daleki brzmiał z rzecznej przystani
A gdyśmy szli pełni łez i zakochani
Po dziś dzień kwitnie bez w Pensylwanii
Tylko przed domem tuż
Kwitnie krzak pąsowych róż
Gdzieś mi rzekł pierwszy raz
Że mnie kochasz
Ach ty dziś już nie pamiętasz sam
Wszystko poszło w dal
Ja też na próżno to w sercu mam
Myślę o tym, co mi po tym, żal
Że był czas gdy kwitły bzy w Pensylwanii
W ten piękny czas byliśmy zakochani
Szumiał wieczór i w drzew gałęziach drżał
Śpiew daleki brzmiał z rzecznej przystani
A gdyśmy szli pełni łez i zakochani
Po dziś dzień kwitnie bez w Pensylwanii
Tylko przed domem tuż
Kwitnie krzak pąsowych róż
Gdzieś mi rzekł pierwszy raz
Że mnie kochasz