Bo, powiadają – parę gram waży ta dusza
Bo, powiadają – to zaledwie parę gram
Ale te parę gram człowiekiem tak porusza
że rzec by można – Oto gram dla paru gram
Dla duszy gram
W cienistych słowa sadach
Jej się spowiadam
Dla mojej duszy gram
trójdźwiękiem
– myśli, uczuć, tęsknień
dla niej gram
I niosę Ją
ku snom
żaden to ciężar, gdy
przybywa dni
a lepiej, u niebieskich bram
stać prawie sam
niż całkiem sam
Bo, powiadają – parę gram waży ta dusza
Bo, powiadają – to zaledwie parę gram
Gdyby nie ona, czym byś Ty się człeku wzruszał
Czym? byś, niejasne choć, przeczucie siebie miał
Dla duszy gram
W cienistych słowa sadach
Jej się spowiadam
Dla mojej duszy gram
trójdźwiękiem
– myśli, uczuć, tęsknień
dla niej gram
I niosę Ją
ku snom
żaden to ciężar, gdy
przybywa dni
a lepiej, u dowolnych bram
stać prawie sam
niż całkiem sam
To już tyle, tyle lat
Jak do życia się przymierzam
Nie wiem nic, nie umiem żyć
A zamierzam, a zamierzam
Kreślę znów południk Greenwich
I od nowa włączam czas
I jak dziecko na huśtawce
Wołam – Panie, jeszcze raz
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz
Niech napełni się klepsydra piaskiem gwiazd
I niech kosmos się odwróci do mnie słońcem
Zanim coś, coś się znowu zacznie kończyć
Jeszcze raz, jeszcze raz
To już ładnych tyle lat
Mojej cichej spółki z losem
A nie zgadza mi się wciąż
Ilość zim z ilością wiosen
Kreślę znów południk Greenwich
I od nowa włączam czas
I jak dziecko na huśtawce
Wołam – Panie, jeszcze raz
Gdziekolwiek człowiek
Dąży, krąży, jest
Hałas chaosu leczy losu gest
Samotność kropli – najpewniejszą z ról
Szczęście i ból
Gdziekolwiek człowiek
Morzem - ciałem fal
Zdrojem i rzeką - w oceanu dal
Samotność kropli w trawie sennych pól
Szczęście i ból
Znałem je wszystkie
Wszystkie trzy
Znałem, było nie było
Trzy wielkie siostry
Wielkie mgły Wiara, Nadzieja i Miłość
Wiarę poznałem bardzo wczas
W czas, gdy tak łatwo się śniło
Potrzebna Wiara, że coś będzie
Podczas gdy nigdy nie było
Wiara - jest stara, więc się stara
Nadrabia wdziękiem, śpiewa piosenkę
"Witaj mi i najcięższa karo!..."
Najcięższą karę zniesiesz pięknie
Gdy znosisz karę z Wiarą
Potem poznałem - Nadzieję
Trudno nie poznać ją było
W czas gdy się tęskni jeszcze za Wiarą
A, widać nie czas na Miłość
Nadzieja - Wiary młodsza siostra
Płocha. Śmieje się. Mówi - mnie bierzcie
Bo siostra Wiara bywa rzadko
Ciągle ma coś do załatwienia na mieście
Miłość... - musiała tutaj być
Czuję to ilekroć płomień świecy westchnie
Była. Była, bo zostawiła bolesny cud
Cud jednej łzy, łzy, która nie schnie
Dziś - kiedy jestem "stary wstępnie"
Ale i wczoraj, ale i jutro
Zawsze, gdy bywam wstępnie stary
Patrzę i oto
Mieszkam - z Nadzieją
Czekam - na Miłość
Ot, sytuacja - nie do Wiary
Andrzej Poniedzielski - Kardiogram - To jeszcze nie koniec
To nie tętent setek końskich kopyt
To nie pociąg, to nie stukot kół
Tak pracuje twoja stacja pomp
Twoje serce wybija ten rytm
Gonisz gdzieś, wciąż prędzej, prędzej, prędzej
Nie wiesz gdzie i nie wiesz, czy doganiasz
Twoje serce musi razem z tobą
Odpoczywa, gdy twarz rękami zasłaniasz
Zanim zdążysz na szelest liczonych banknotów
Zanim zdążysz na uśmiech od ucha do ucha
Ucisz wszystkich i wszystko, głowę pochyl
Tam z lewej strony jest serce - posłuchaj 💗💗💗💗💗
Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz
Tylko przystań na chwilę
Ktoś tam poczeka z obiadem
Przez ten moment świat i bez ciebie
Na pewno da sobie radę
I nie kombinuj już wtedy
Nie myśl o własnej sile
Spójrz za siebie, na tamtej łące
Łapałeś kiedyś motyle 💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗
Nie, to jeszcze nie koniec
Jeszcze trochę pożyjesz
Założysz jeszcze niejedną czapkę
Niejednym się płaszczem okryjesz
Tylko przystań na chwilę
Na którymś ostrzejszym zakręcie
Diabli niech porwą dostatek
Diabli niech porwą szczęście?
Mężczyzna, jeśli odchodzi, to raczej jesienią.
Zapatrzy się tak na odlatujące gęsi,
mówi, że nawet by nigdzie nie szedł,
ale ma pospieszny pociąg szósta z minutami.
Ty śpij, ja iść muszę przez rozum, przez duszę
Przez wieczną przyjezdność do Twoich snów
Odjadę, świat tu do nas nie przyjdzie
I jak Ci go rzucę do stóp
Odjadę, Ty tęsknotę jak nowy papieros
A przecież szkodliwy - Ty jednak zduś!
Odjadę. Czemu ja zaraz kogoś mieć muszę
Nie, nie! - Mam pospieszny – szósta cóś
Dla kobiety dom to jest dom.
Dla mężczyzny dom to pozadomie.
On wychodzi, a to po papierosy, a to na wojnę,
a to antenę poprawić na dachu.
Na dziś. Na kolegów z koledżów, kolegów z kolegiów
I cały marketing dusz
Na zamęt. Przenajświętszy Parlament
Na całą drabinę i bluszcz
Na wielkie, niewidzialne, banalnie diabelskie
Mam patent nie gorszy niż Anioł Struś
Odjeżdżam. Gwiżdżę ja, gwiżdże na mnie mój dworzec
Bo mam mój pospieszny – szósta cóś
Wiadomo, że on nigdzie nie pójdzie.
On dobrze wie jak niszczą się buty, płaszcz, kapelusz,
ale przez rok snuje się po domu w wrażeniu, że miał iść.
Czasem to wystarczy.
Ty śpij. Ja iść muszę przez rozum, przez duszę
Po mapę do moich codziennych snów
Odjadę, focze oczy twe rzucę
Odejdę jak uczeń, jak tchórz
Ten świat, nie tak dzielą granice, nie lądy, nie morza
Czyjś palec, ni wojny gwóźdź
Ten świat, dzieli się na tych, którzy zdążyli lub nie
Na pospieszny – szósta cóś
Siedzę za stołem smutny jak Cohen
talerz fortuny toczy się
Trudno mnie nazwać czwartym żywiołem
– nie równoważę tamtych trzech
Nade mną niebo – pomnik „Dlaczego”
porozumiewawczo mruga
smutna piosenka, smutna piosenka
ale za to długa
Smutna piosenka, zwrotka to męka
a tu idzie druga
Szczęście mi migło, migło jak śmigło
– wiem, że mignęło – mówi się
Na smutku taras – wyjść, wrócić zaraz
nie zaraz gonić Bóg wie gdzie
Nade mną niebo – pomnik „Dlaczego”
porozumiewawczo mruga
smutna piosenka, smutna piosenka
ale za to długa
...Tu jeszcze druga zwrotka się niesie
a już jest wpół do trzeciej
Świat po staremu ma cztery żądze
a pięć z tych czterech to pieniądze
Siedzę za stołem smutny jak Cohen
wesołem show-em – gardzę
Nade mną niebo – pomnik „Dlaczego”
porozumiewawczo mruga
smutna piosenka, smutna piosenka
ale za to długa
Smutna piosenka, smutna piosenka
mówiłem, że będzie długa
P.S.
Smutne jest piękne, ale na szczęście
nie wszystko Piękne – smutne jest
Koń, szabelka i butelka
Ot, Polaka miłość wielka
Niech nam jeszcze Bozia zdrówko da
I dzieweczkę, co do laseczka szła, i szła...
I Polak szedł i sztandar miał
A spod sztandaru wroga grzał
Nie jak inne cudzoziemce
Miał zajęte obie ręce
Z lewej łyknie, z prawej grzmotnie
A jak mańkut, to odwrotnie
Koń, szabelka i butelka
Ot, Polaka miłość wielka
Niech nam jeszcze Bozia zdrówko da
I dzieweczkę, co do laseczka szła, i szła...
Historia dmie w pochwalny róg
Polaka stawia za wzór cnót
Wróg nam często w kraju gościł
I to w znacznej dość ilości
Jak odważne polskie serce
Toć ich widział dwakroć więcej
Koń, szabelka i butelka
Ot, Polaka miłość wielka
Niech nam jeszcze Bozia zdrówko da
I dzieweczkę, co do laseczka szła, i szła...
Andrzej Poniedzielski Elegancka piosenka o szczęściu
Patrzę sobie, myślę sobie
O! Zdziwiony takim swoim dziś obliczem
Myślę sobie, to jak ja już sobie myślę
To ja zrobię coś dla siebie, sobie zrobię
Żeby tak nie październiczeć
I na przekór otumanom mgieł jesiennych
I wbrew temu tu całemu liściastemu przedsięwzięciu
Myślę sobie, to napiszę ja piosenkę
I napiszę ja piosenkę o? O szczęściu
I do pióra poprzez ramię, ale przecież od ciemienia
Które czasem zowią deklem - spłynął taki oto refren
La la la, la la la
Ta piosenka to piosenka całkiem zła
To piosenka, która mówi
Jak się nie ma, co się lubi
To nie lubi się i tego, co się ma
Tu przeżyłem całą falę autowzburzeń
Bo to przecież inny był oryginał porzekadła
Ale taka teraz moda
Co tam godność, kiedy zgodność i wygoda
Stąd i może cała fala autowzburzeń
Ale, myślę, dobry refren, to powtórzę
La la la, la la la...
Chciałbym, aby temu przedsięwzięciu
Cel przyświecał, by to była elegancka
I piosenka, i o szczęściu
A ten refren, nie pozbawion przecież racji
Bo on mówi i o zdrowiu, i o szczęściu
O miłości, pomyślności, a i nawet demokracji
A kiedy zło ma pełne szkło
Kiedy głupota rży
I mają plan, by ruszyć w tan
Cofajmy się i
Pilnujmy marzeń
Żeby sen miał po co przyjść
Pilnujmy marzeń
Dusza musi z czegoś żyć
Pilnujmy marzeń
A kiedy nam do serca bram
Stukają podłe dni
i cekaem pokryty bzem
Ustawią u drzwi
Gdy nie ma szans by opór zgasł
Babcia nadzieja śpi
Zostawmy te idee w szkle
Cofajmy się i
Pilnujmy marzeń…
A kiedy nam u serca bram
Ustawią miodu dzban
I z winem kran do czterech ścian
Podłączą już nam
Różowy film z muzyką free
Wyświetli miły miś
I poda nam gotowy plan
Na szczęście od dziś
Bywa, że spotkają się
Te połówki jabłka dwie
Zagubione w tak wysokiej świata trawie
Bywa, że spotkają się
To nie zawsze szczęście jest
Ale ładnie też wygląda
Szczęście prawie
Taki cud na nasz słodyczy głód
Jabłkowe wino w szkle
Śniła nam się już kraina ta jabłeczna
A tu cóż, no cóż różaniec róż
Cieniutki calvadosik
Nie za mocny, nie za dużo
Ot, ćwiarteczka
Bywa, że spotkają się
Te połówki jabłka dwie
Pogubione w tak wysokiej świata trawie
Bywa, że spotkają się
To nie zawsze szczęście jest
Ale ładnie też wygląda
Szczęście prawie
Taki cud na jej miłości głód
Po psotach i w kłopotach
On ma młodość
Już nie pierwszą, albo żonę
A spotkają się w jesiennej mgle
Połówki jabłka dwie
W dwóch kompotach
Albo trochę podsuszone
Bywa, że spotkają się
Te połówki jabłka dwie
Pogubione w tak wysokiej świata trawie
Bywa, że spotkają się
To nie zawsze szczęście jest
Ale ładnie też wygląda
Szczęście prawie
Romeo i Julia
Wzdychają miliony
A westchnienie to składa się w wiatr
Taki stały, a taki szalony
Że porusza aż ziemię, aż świat
Romeo i Julia, Julia i Romeo
Ona jest nią dla niego
On dla niej także - nie, nie on
Ona piękna i zadbana
I fizycznie, i duchowo
I on wszystko ma na miejscu
Łącznie z głową
Nic im dodać, nic im ująć
Niech się ujmą i unoszą ponad sny
Romeo i Julia
Minę przypadkowym słowem
Zajmującą wszak rozmowę
I fortepian co namolną nutą jęczy
Cicho w szary płaszcz się wkładam
Ani myślę się spowiadać
Idę, idę, idę tęsknić
Idę tęsknić, idę tęsknić
Dość mam już salonów świata
Idę tęsknić
Bo szczęśliwej tej udręki
Nie zaznałem lata całe, całe lata
Idę tęsknić, idę tęsknić
Spada za mną wspomnień krata
Idę tęsknić
Noc przytula się do ręki
A kochana... a ubrana tylko w zapach
Minę przypadkowym szeptem
Jak to nie ma mnie, choć jestem
Schodzi czas, jadą lata po poręczy
Nie uciekam ni się skradam
Ani myślę się spowiadać
Idę, idę, idę tęsknić
Idę tęsknić, idę tęsknić
Dość mam już salonów świata
Idę tęsknić
Bo szczęśliwej tej udręki
Nie zaznałem lata całe, całe lata
Idę tęsknić, idę tęsknić
Gonię za cudownym mlekiem
Idę tęsknić - stamtąd nigdy się nie wraca
Albo wraca się - już nie ten...
Urodzeni po wojnie, choć przed wojną tu jest prawie zawsze
Wysnuwaliśmy wolno z kłębka losu szarawą tę nić
Podfruwając ku niebu biało-czerwonym latawcem
Próbowaliśmy:
Można?
Trzeba?
A jak chcemy żyć?...
Przebiegaliśmy młodość za piłką, dziewczyną i szczęściem
Przeczuwaliśmy miłość i przyszła, przyszła - i nic
A nad miłość to już nie wypada i prosić o więcej
Może tylko:
By można
By trzeba
By chciało się żyć...
Budowało się wiersze na pustyni głupoty i zwady
To i trudno się dziwić, że wyć nam się chciało i pić
I zaznało się chwały, zaznało się i dna szuflady
Gdzie pytania:
Jak można?
Jak trzeba?
A jak chcemy żyć?...
To gdy przyjdzie ta Stara z zakrzywionym kawałkiem żelaza
Powiem jej, nim mnie strąci, tak niby przypadkiem jak liść
Moje życie to zdanie, nie będę powtarzał
To to samo:
Jak można
Jak trzeba
A jak chce się żyć...
Edyta Geppert, Andrzej Poniedzielsi
Sentymentu mgła
Sentymentu mgła
Przewiewna chmura czarów
Kiedy mija nam szacunek do zegarów
Zjawia się i trwa sentyment niby mgła
Sentymentu mgła
Pobiela ciemne kąty
Sentymentu mgła
Wygasza stare lonty
Wróży jednym tchem
Tak jesień, jak i pogodę
W duszy jeśli gra
To hejnał zawieszenia broni
Serce chyba wie
Że raczej po balu
Wcześniej wyszedł czas
Bez nadzwyczajnych ceremonii
Ile trzeba sił
By nie biec, nie gonić
Po nas
Co też zabiorą sobie po nas
Czy dobry obraz
Czy bohomaz wezmą
Wezmą - ot, dla ram
Kłamiesz - powiedzieć światu
Można, ale
I tak nam miło było
Miło poznać
Miło i niech trwać
Nie kocham tamtej
Nie kocham ciebie
Bo kocham ciebie tamtą
Postarała nam się, już ta nasza wiosna
Posiwiały trawy i pordzewiał bez
Już nam się wyszumiał zielony wodospad
W zielonej otchłani zniknął kwiatów deszcz
Postarzała nam się już ta nasza wiosna
Świeczki kasztanowca jeszcze palą się
Już nie bosonoga i nie tak zazdrosna
Odchodzi wtulona w pożyczoną mgłę
Nie wiem, nie rozumiem, ani nawet pragnę
Tęsknię, bo tak pięknie tęsknić aż po kres
Może dla tej jednej głupoty daremnej
Może tylko po to cała wiosna jest
Postarzała nam się już ta nasza wiosna
Kwieciście stokrotna i stukrotny żal
Może ją i nawet nie wstyd jeszcze spotkać
Ale jakoś trudno ruszać z nią na bal
Postarała nam się już ta nasza wiosna
Świeczki dawnych rozstań, jeszcze płoną w nas
Tylko nocą ciemną, słychać czasu wiosła
Przynajmniej tak mówią, mówią - że to czas
Nie wiem, nie rozumiem, ani nawet pragnę
Tęsknię, bo tak pięknie tęsknić aż po kres
Może dla tej jednej głupoty daremnej
Może tylko po to cała młodość jest.