Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demarczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Demarczyk. Pokaż wszystkie posty

Zmory wiosenne - Bolesław Leśmian


Ewa Demarczyk
Biegnie dziewczyna lasem

Bolesław Leśmian

Zmory wiosenne


Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas...
Oto jej włos rozwiany, a oto - szum i las!

Od mrowisk słońce dymi we złotych kurzach - mgłach.
A piersi jej rozpiera majowy, cudny strach!

Śnił się jej dzisiaj w nocy wilkołak w głębi kniej
I dwaj rycerze, i aniołowie trzej!

Śnił się jej śpiew i pląsy, i wszystek ptak, i zwierz!
I miecz, i krew, i ogień! Sen zbiegła wzdłuż i wszerz!...

A teraz biegnie w jawę, przez las na lasu skraj -
A za nią - Maj drapieżny! Spójrz tylko - tygrys-maj!...

Dziewczyna płonie gniewem... zaciska białą pięść...
A wkoło kwitną kwiaty... Szczęść, Boże, kwiatom szczęść!

A wkoło kwitną kwiaty, słońcem się dławi zdrój!
Purpura - zieleń - złoto! Rozkwitów szał i bój!

Grzmi wiosna! Tętnią żary! Krwawią się gardła róż!
O, szczęście, szczęście! Dziś albo nigdy już!...

Dziewczyno, hej, dziewczyno! Zieleni się nam czas!...
Kochałaś nieraz - ongi - i dzisiaj jeszcze raz...

Dziewczyno, byłem z tobą w snu jarach, w głębi kniej -
Jam - dwaj rycerze zbrojni i aniołowie trzej!...

Jam - śpiew i pląs zawrotny! Jam wszelki ptak i zwierz!
Ja - miecz i krew i ogień! Sen zbiegłem wzdłuż i wszerz...

Sen zbiegłem, goniąc ciebie, twój wierny tygrys-maj!...
Ja jestem las ten cały - las cały aż po skraj!

Przy okrągłym stole - Julian Tuwim


Ewa Demarczyk
Tomaszów


Julian Tuwim
Przy okrągłym stole


A może byśmy tak, jedyna,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotym
Ta sama cisza trwa wrześniowa...

W tym białym domu, w tym pokoju,
Gdzie cudze meble postawiono,
Musimy skończyć naszą dawną
Rozmowę smutnie nie skończoną.

Do dzisiaj przy okrągłym stole
Siedzimy martwo jak zaklęci!
Kto odczaruje nas? Kto wyrwie
Z niebłaganej niepamięci?

Jeszcze mi ciągle z jasnych oczu
Spływa do warg kropelka słona,
A ty mi nic nie odpowiadasz
I jesz zielone winogrona.

Jeszcze ci wciąż spojrzeniem śpiewam:
"Du holde Kunst.".. i serce pęka!
I muszę jechać... więc mnie żegnasz,
Lecz nie drży w dłoni mej twa ręka.



I wyjechałem, zostawiłem,
Jek sen urwała się rozmowa,
Błogosławiłem, przeklinałem:
"Du holde Kunst! Więc tak? Bez słowa?"

Ten biały dom, ten pokój martwy
Do dziś się dziwi, nie rozumie...
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stąd w zadumie...

A przecież wszystko - tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa...
Więc może byśmy tak najmilsza,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?...

Obrazy: Ann Hardy

Piosenka pod choinkę - Leszek Długosz


Ewa Demarczyk
Piosenka pod choinkę💓

Leszek Długosz

Nie śpij, nie śpij, lepiej słuchaj
Jaka w polu zawierucha
Jaka noc za oknem długa
Dziwne stwory z mgły nam struga

Łąki na nas sianem płyną
Suchym zielem i tarniną
Góra w kłęby snu zwinięta
Kroków naszych nie pamięta

Nie śpij, w górze gdzieś latawce
Twardą z chmury mają ławkę
A głęboko na dnie studni
Ledwie zacznie się południe

Nie śpij, nie śpij, jeszcze wcześnie
Żal się w słowa wpił boleśnie
Drzewa w sprzętach szumią ciemne
Brzegi brzegom nadaremne

Nie śpij, nie śpij, jeszcze leśnych
Wyjdzie zwierząt sznur niewczesny
I podejdzie w domu progi
Kto je spotka, kto napoi

Nie śpij, jeszcze księżyc w sieni
Drzwi posrebrzy i odmieni
Przyjdą na nas sprawy słuszne
Choć dalekie, choć nieufne

Nie śpij, wiedzieć by mi trzeba
W jakiej stronie się podziewasz
Jak cię znaleźć, nim zadnieje
Jaką jechać snu koleją

O czemu pan - Agnieszka Osiecka


Anna Szałapak, Ewa Demarczyk
O czemu pan...

Agnieszka Osiecka

O czemu pan znów dziś mnie prześladuje?
I jak pan śmiał tu za mną za mną przyjść?
Czy ja czy ktoś dał znak, że pan się tak ośmielił?
Tam gdzie ja tam i pan - jak pan śmie?

Pan tańczyć znów chce - mówię że nie.
Pana wzrok łowi mnie
i śmiech, i znów ten śmiech.
I znów w nim zaproszenie.

Lecz pan mi znikł,
gdzie, och gdzie pan mi znikł?
O nie, jeszcze nie,
niech pan stąd nie odchodzi.
Niech będzie jak pan chce,
tak jak pan chce.

Zostań już tu,
przyjmę twe zaproszenie.
Patrz na mnie jak chcesz,
jak chcesz, jak chcesz.
Tak jak chcesz.

Skrzypek Hercowicz - Osip Mandelsztam


Ewa Demarczyk, Beata Paluch
Skrzypek Hercowicz

Жил Александр Герцевич

Osip Mandelsztam - Wiktor Woroszylski

Był sobie skrzypek Hercowicz,
Co grał z pamięci jak z nut.
Z Schuberta on umiał zrobić -
No brylant, no istny cud.

Dzień w dzień, od świtu po wieczór,
Zgraną jak talia kart,
Tę samą sonatę wieczną
Wciąż pieścił jak jaki skarb.

I cóż pan, panie Hercowicz?
Za oknem ciemność i śnieg...
Dałbyś pan spokój, Sercowicz!
Takie jest życie, nie?...


Niech harmonijka - Cyganka,
Jak długo ściska mróz,
W krok za Schubertem na sankach
Zawija kreskami płóz.

Nam z muzyką tak bliską,
Niestraszny i nagły zgon.
A potem z wieszaka zwisnąć
Jak płaszcz z oskubanych wron.

Dawno już, panie Sercowicz,
Wszystko skołował śnieg...
Dałbyś pan spokój,Scherzowicz.
Takie jest życie, nie?

Recytuje Zbigniew Zapasiewicz


Obrazy: Boris Shapiro

Brnąłem wieczoru wczorajszego - Osip Mandelsztam


Osip Mandelsztam - Jerzy Pomianowski

Сегодня ночью, не солгу

Brnąłem wieczoru wczorajszego

Brnąłem wieczoru wczorajszego
- Po pas bez mała w grząskim śniegu -
Z nieznajomego mi przystanku.
Wtem - widzę chatę, we drzwi wchodzę:
Czaj piją mnisi, solą słodzą,
A z nimi droczy się Cyganka.

Siedzi Cyganka na pościeli,
Raz wraz zalotnie okiem strzeli,
Mizerne prośby mieląc w ustach.
Siedziała z nimi do zarania,
Prosząc: "Podaruj, złoty panie,
Choć szal, choć byle co, choć chustę..."

Co przeminęło, to nie wraca,
Dębowy stół i nóż na tacy,
A w zamian chleba - jeż brzuchaty.
Nie mogli śpiewać mimo chęci,
A więc przez okno, w kabłąk zgięci
Na dwór cisnęli się garbaty.

Minęło pół godziny. Czarne,
Garncami odmierzane ziarno
Z wilgotnym chrzęstem żują konie.
Skrzypią wrzeciądze o świtaniu,
Turkocze zaprząg na majdanie
I pierwsze ciepło czują dłonie.

Zgrzebne ciemności rzedną ranem:
To cienkusz, kredą zabielany,
Szykuje za darmochę nuda,
A poprzez półprzejrzystą szmatkę
Sączy się w okno dnia serwatka
I miga w locie wrona chuda.


Ewa Demarczyk - Cyganka

Babuni - Marina Cwietajewa


Ewa Demarczyk, Aneta Łastik - Babuni

Marina Cwietajewa

Бабушке

Продолговатый и твёрдый овал,
Черного платья раструбы...
Юная бабушка! Кто целовал
Ваши надменные губы?

Руки, которые в залах дворца
Вальсы Шопена играли...
По сторонам ледяного лица
Локоны, в виде спирали.

Тёмный, прямой и взыскательный взгляд.
Взгляд, к обороне готовый.
Юные женщины так не глядят.
Юная бабушка, кто вы?

Сколько возможностей вы унесли,
И невозможностей — сколько? —
В ненасытимую прорву земли,
Двадцатилетняя полька!

День был невинен, и ветер был свеж.
Тёмные звезды погасли.
— Бабушка! — Этот жестокий мятеж
В сердце моём — не от вас ли?...

Joanna Salomon

Twarzy pociągły i twardy owal,
Czarna suknia do kostek...
Młoda babuniu! A kto całował
Usta twoje wyniosłe?

Ręce, w pałacu od świateł złotym,
Grały Szopena sonaty...
I włosy spięte w spiralne sploty
Wokół twarzy twej lodowatej.

Twe ciemne oczy patrzą tak władczo,
jakbyś bronić się była gotowa.
Młode kobiety tak wcale nie patrzą,
Kim jesteś, babuniu młoda?

Ile uniosłaś ze sobą nadziei
(Jaki żar duszę prześwietlał?)
W nienasycone otchłanie ziemi,
Polko dwudziestoletnia!

Dzień był łagodny, wiatr wiał od gór.
Zgasły gwiazdy ciemne i srogie.
— Babuniu! — Czy ten okrutny bunt
W sercu mym — nie po tobie?...

Imię Twe - Marina Cwietajewa


Ewa Demarczyk - Imię twe

Salomea Galecka

Imię twe — ptaszyna w ręku,
Imię twe — sopelek w ręku.
Jedno jedyne ust poruszenie,
Imię twe — drgnienie,
Piłeczka w biegu schwytana,
Srebrna pieśń dawno słyszana.
Radość moja, tak wielka
Z łaski bożej, póki zorza,
Nie dogoni zorzy.

W słabym odgłosie nocnego biegu
Huczy twe imię, jak pieśń w szeregu,
I po imieniu nie zawołam,
Rąk nie wyciągnę ku Twej stronie
Przed świętością woskowego czoła
Tylko z daleka się pokłonię

Imię twe, ach — czyż można !
Pocałunek w oczy, z ostrożna,
W maleńkie, głośno bijące serce...
Imię twe — pocałunek w śniegu kobierce...

Beznamiętny — za mym oknem, cały w zorzy,
Po śniegu idziesz, który kroki głuszy,
Cudowny zesłanniku boży,
Światłości cicha mojej duszy.
Pod powolnym śniegiem stojąc,
Klęknę w zapatrzeniu pokornym
I w najświętsze imię twoje
Ucałuję śnieg wieczorny.

W owym miejscu, po którym wyniośle
Ty przyszedłeś w ciszy śmiertelnej,
Światłości cicha — boży pośle —
Mej duszy władco niepodzielny.

Na duszę twoją nie nastaję
I nic ze mnie na twej drodze nie stanie.
Ręki, która przeźroczysta się zdaje,
Nowym gwoździem nie zranię.

Źródlane, lodowate, błękitne potoki...
Z twoim imieniem sen głęboki...

Seweryn Pollak

Twoje imię — ptaszyna w rękach,
Twoje imię — zimno sopelka,
Jedno jedyne ust poruszenie,
Twoje imię — sylaba, drgnienie,
Schwytana w locie piłeczka,
W ustach srebrny dźwięk dzwoneczka.

Kamień rzucony na dno strumienia
Pluszcząc zapłacze twoim imieniem.
W lekkim tętencie kopyt po nocy
Rozgłośnie imię twoje się toczy.
Wypowie nam je u skroni
Dźwięczny szczęk broni.

Twoje imię — ach, tak nie można!
Twoje imię — pocałunek ostrożny
W lekki chłód nieruchomych powiek
Twoje imię — pocałunek śniegowy.
Błękitny łyk, lodowy, źródlany.
Z twoim imieniem — sen nieprzespany.

Ballada o cudownych narodzinach Bolesława Krzywoustego

Ewa Demarczyk

Ballada o cudownych narodzinach
Bolesława Krzywoustego


Na podstawie Galla Anonima
tłumaczenie: Zbigniew Grodecki


Bolesław, książę wsławiony
Z daru Boga narodzony
Modły świętego Idziego
Przyczyną narodzin jego

W jaki sposób się to stało
Jak się Bogu spodobało
Możemy wam opowiedzieć
Jeśli chcecie o tym wiedzieć

Doniesiono do rodzica
Któremu wciąż brak dziedzica
By ze złota kazał odlać
Jak najszybciej dziecka postać

Niech ją szybko śle świętemu
By pomyślność zesłał jemu
Bogu śluby niech składają
I nadzieję silną mają

Szybko złoto roztopiono
I posążek sporządzono
Który za syna przyszłego
Do świętego ślą Idziego

Złoto, srebro, płaszcze cenne
Oraz różne dary inne,
Posyłają święte szaty
I złoty kielich bogaty

Wnet posłowie się wybrali
Do krajów, których nie znali
Gdy już Galię przekroczyli
Do Prowansji wnet przybyli

Dary posłowie oddają
Mnisi dzięki im składają
Cel podróży swej podają
Jakość sprawy przedstawiają

Wtedy mnisi trzy dni całe
Pościli na Bożą chwałę;
Ledwo się ich post zaczynał
Matka już poczęła syna

Więc posłom zapowiedzieli,
Co w swym kraju zastać mieli
Załatwiwszy rzecz z mnichami
Posłańcy wracają sami

Minąwszy burgundzką ziemię
Wrócili, gdzie polskie plemię
Wracali z twarzą promienną
Księżnę zastając brzemienną

Takie były narodziny
Owego właśnie chłopczyny
Nazwanego Bolesławem
Ojciec zwał się Władysławem

Matka zaś Judyt imieniem
Za dziwnym losu zrządzeniem
Owa Judyt kraj zbawiła
Gdy Holoferna zabiła

Ta zaś porodziła syna,
Co rozgromi poganina
Śpiewać dzieje tego księcia
To cel mego przedsięwzięcia

Izis - Tadeusz Miciński

Ewa Demarczyk
Purpurowe ciepłe słońce


Tadeusz Miciński - Izis

Purpurowe ciepłe słońce
zapadało w morza toń,
śląc w bezmiary złote gońce,
co pieściły moją skroń;
a ja leżę rozmarzona,
zasłuchana w szmery fal -
w głębiach płacze, w głębiach kona
miłość moja, duma, żal.
Oh, te czarne skał diamenty
poszarpały stopy me -
płyną dni me, jak okręty,
w coraz gęstszą zimną mgłę.
Wtem zadrżałam: w boskiej krasie
stał przede mną bóg -
tęcza była mu przy pasie,
księżyc obok nóg.

Jego oczy dwa szafiry
w ciemni moich grot -
szał mistyczny płynął z liry -
orłów gwiezdnych lot.
I ujrzałam w kolumnadzie
marmurowy dwór - -
ale cień się czarny kładzie
ode mnie - jak z chmur.
I poślubił moje łono
pośród Mlecznych Dróg -
tę pieśń mroków potępioną,
mocniejszą - niż bóg.
I on zgasnął - a ja płynę
z trupem u mych łon -
a pod łodzią mam głębinę,
gdzie gwiazd leci szron.
Wiem: przedrzekły mi Charyty,
iż przy dźwięku harf
Horus wzejdzie - syn kobiéty,
już pogromca larw.

Obrazy: Matteo Arfanotti

Pieśń nad pieśniami


Ewa Demarczyk
Pieśń nad pieśniami

Wprowadził mnie do piwnicy winnej
rozrządził we mnie miłość
Posypcie mnie kwieciem
osypcie mnie jabłki
boć mdleję od miłości

Lewa ręka jego pod głową moją
a prawica jego obłapi mnie

Poprzysięgam was, córki jerozolimskie
przez sarny i przez jelenie polne
abyście nie budziły,
ani ocucić dawały miłej mojej
dokąd sama nie zechce
Oto ten idzie skacząc po górach
przeskakując pagórki

O jako żeś piękna, przyjaciółko moja!
O jako żeś piękna!
Oczy twoje jako gołębie,
włosy jako stada kóz z góry Galaad,
zęby twoje jako trzody owiec postrzyżonych,
które wyszły z kąpieli,
każda mając po dwojgu jagniąt,
a niepłodnej nie masz między niemi
Dwie piersi twoje jako dwoje bliźniątek u sarny
które się pasą między liliami.
Wszystka jesteś piękna, przyjaciółko moja,
a nie masz w tobie zmazy.

Poprzysięgam was, córki jerozolimskie
przez sarny i przez jelenie polne
abyście nie budziły,
ani ocucić dawały miłej mojej,
dokąd sama nie zechce
Oto ten idzie skacząc po górach
przeskakując pagórki

Połóż mnie jak pieczęć do serca twego
jako pieczęć do ramienia twego,
bo mocna jest jako śmierć miłość
twarda jako piekło żewliwość.
Wody mnogie nie mogły ugasić miłości
i rzeki nie zatopią jej,
choćby człowiek dał wszystką majętność
domu swego - wzgardzi nią jako nic.

Jaki śmieszny jesteś pod oknem

Ewa Demarczyk
Jaki śmieszny jesteś pod oknem

Wincenty Faber


Jaki śmieszny jesteś pod oknem,
gdy zapada chłodny zmierzch,
a nad miastem chmury ogromne,
i za chwilę pewnie będzie padał deszcz...

Lepiej skryj się, daj i mnie zasnąć,
po co masz na deszczu stać?
Przynieś sobie z domu parasol,
Przynieś sobie z domu płaszcz.

Na kwadrans przed dziewiątą
podchodzi zmierzch pod okno,
ze zmierzchem ty przychodzisz też,
i widzę cię co chwilę
pożytku z ciebie tyle,
że mnie przeraża byle deszcz.

Kiedy czasem drogę twą przetnę,
w inną stronę zwracasz twarz
lub kupujesz w kiosku gazetę,
choć w kieszeni drugą taką samą masz.

Nieraz chciałam wcześniej odpocząć,
przemęczona trudnym dniem,
lecz pod oknem ciągle był nocą
twój zabawny, długi cień.

Więc dróg poznaj sto,
aby dojść do mych ust,
bo świat, cały świat
chcę ci zamknąć na klucz.
Już idź, uśmiech swój
zostaw u mnie jak ślad.
Jest noc, mijasz noc
lekkomyślny jak wiatr.

Po co włóczysz się tu jak widmo?
Tyś z księżyca chyba spadł!
Ale wiem, na polu jest zimno,
a ty masz we włosach wiatr.

Pocałunki - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Ewa Demarczyk
Pocałunki

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Wciąż powtarzasz uparcie i skrycie
Patrzysz w okno i smutek masz w oku
Przecież mnie kochasz nad życie
Sam mi mówiłeś przeszłego roku

Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic, jestem może bledsza
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca
Lecz widać można żyć bez powietrza

Gdy się miało szczęście, które się nie trafia
Czyjeś ciało i ziemię całą
A zostanie tylko, tylko fotografia
To jest, to jest bardzo mało

Powiedziałeś mi: kiedy do mnie piszesz
Nie wystukuj wszystkiego na maszynie
Dopisz jedną linię własną ręką
Kilka słów, doprawdy nic wielkiego
Tak tak tak....

Wciąż się śmiejesz, lecz coś tkwi pozatem
Patrzysz w niebo na rzeźby obłoków
Przecież ja jestem i niebem i światem
Sam mi mówiłeś przeszłego roku

Obraz: James Tissot

Ostatnie tango - Stanisław Ratold


Ewa Demarczyk
Czerwonym blaskiem otoczona
Ostatnie tango

Stanisław Ratold


Tancerką była w pewnym kabarecie
Rzeźbione kształty rozniecały szał
Słynęła gwiazdą w całym modnym świecie
I w wielbicielach rozniecała żar

Gdy raz tańczyła tango swe na scenie
Pieszczotą ciała budząc pragnień kruż
Ujrzała kogoś blisko w jednej z lóż
On rzucił jej wiązankę róż

Czerwonym blaskiem otoczona
Rozkosznie prężąc swe ramiona
Mknie lekko, tańcem podniecona
Spowita w gazy mgłę

Drży lekko wątła sieć tkaniny
Wzrok płonie, płoną ust rubiny
Jak zjawa z jakiejś cud krainy
Tańczyła tango swe

Poznali się i wkrótce pokochali
I żyli z dala od życiowych scen
Lecz choć na uczuć mknęli fali
Prysnęło wkrótce szczęście ich jak sen

On żonę miał, więc choć ją kochał dalej
Postąpić musiał tak jak honor chce
Najdroższa, przebacz, jam postąpił źle
Skłamałem, lecz kochałem cię

Czerwonym blaskiem otoczona
Rozkosznie prężąc swe ramiona
Lśniąc bielą przecudnego łona
Tańczyła, roniąc łzy

Ja wrócę, wierzaj mi dziewczyno
Rozłąki smutne dni przeminą
Znów będziem pić rozkoszy wino
Skroś szczęścia złote sny

Przeminął rok rozłąki z ukochanym
Chodziła blada, snując się jak cień
I choć niejeden chciał być jej wybranym
To pustką świecił dla niej każdy dzień

Aż przyszedł list, ten list oczekiwany
Rozrywa papier, bledną usta z róż
Zdań krótkich parę
Rozbij złotą kruż
Ja więcej nie powrócę już

Czerwonym blaskiem otoczona
Rozkosznie prężąc swe ramiona
Mknie lekko, tańcem podniecona
Lecz oczy dziwnie lśnią

Błysk stali - chwieje się i słania
Jęk cichy, cichy jęk konania
Krew spływa - koniec snów, kochania
Ostatnie tango to

Obrazy: Mark Spain

Rebeka - Andrzej Włast



Ewa Demarczyk, Sława Przybylska
Zofia Terne, Stefan Witas, Adam Aston
Rebeka

Andrzej Włast


Ujrzałam cię po raz pierwszy w życiu
I serce me w ukryciu
Cicho szepnęło: to jest on!

Nie wiem dlaczego, wszak byłeś obcy,
Są w mieście inni chłopcy.
Ciebie pamiętam z tamtych stron.
Kupiłeś „Ergo” i w mym sklepiku,
Zawsze tak pełnym krzyku
Wszystko ucichło, nawet ja!
Mówiąc „adieu” ty się śmiałeś do mnie,
Ach jak mi żal ogromnie,
Że cię nie znałam tego dnia...


O mój wymarzony,
O mój wytęskniony,
Nie wiesz przecież o tym ty,
Że w małym miasteczku za tobą ktoś
Wypłakał z oczu łzy...
Że jedna Rebeka
W zamyśleniu czeka
Aż przyjedziesz po nią sam,
I zabierzesz ją jako żonę swą,
Hen, do pałacu bram...

Ten gwałt, ten blask, ten cud,
Ja sobie wyobrażam, Boże Ty mój!
Na rynku cały tłum,
A na mnie błyszczy biały weselny strój!...

O mój wymarzony,
O mój wytęskniony,
Czy ktoś kochał cię jak ja?
Lecz ja jestem biedna i to mój sen,
Co całe życie trwa...

Pamiętam dzień, było popołudnie,
Szłam umyć się pod studnię...
Tyś samochodem przybył wraz,
Przy tobie siedziała ona,
Żona czy narzeczona,
Jakby przez mgłę widziałam was...
Coś zakręciło się w mojej głowie...
Mam takie słabe zdrowie...
W sercu ścisnęło coś na dnie
Padłam na bruk, tobie wprost pod nogi
Cucąc mnie, pełen trwogi,
"Co pani jest?" - spytałeś mnie.

O mój wymarzony,
O mój wytęskniony,
Nie wiesz przecież o tym ty
Że w małym miasteczku za tobą ktoś
Wypłakał z oczu łzy...
Że jedna Rebeka
W zamyśleniu czeka
Aż przyjedziesz po nią sam,
I zabierzesz ją, jako żonę swą,
Hen, do pałacu bram...

Ten gwałt, ten blask, ten cud,
Ja sobie wyobrażam, Boże Ty mój!
Na rynku cały tłum,
A na mnie błyszczy biały weselny strój!...

O mój wymarzony,
O mój wytęskniony,
Czy ktoś kocha cię jak ja?
Lecz ja jestem biedna i to mój sen,
Co całe życie trwa...

Obrazy: Daniel Gonzales Poblete

Z ręką na gardle

Bariera - 1966

Ewa Demarczyk
Z ręką na gardle

Jerzy Skolimowski

Odwróć się odsłoń twarz
Cofnij się w tamte dni
Gdy mogłeś być Bóg wie gdzie
Gdy mogłeś być Bóg wie kim

Teraz on po złych dniach
Albo po czymś takim jak młodość
Albo miłość

Z ręką na gardle chce to naprawić
Pragnie znów być Bóg wie kim
Z ręką na gardle chcę to naprawić
Pragnie znów być Bóg wie gdzie
I poprawia krawat

Na moście w Avignon - Sur le pont d'Avignon


Ewa Demarczyk, Marek Grechuta - Na moście w Avignon

Sur le pont d'Avignon
Krzysztof Kamil Baczyński

Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
jak fotografia wszystkich wiosen.
Kamyczki deszczu wam przyniosę -
wyblakłe nutki w nieba dzwon
jak wody wiatrem oddychanie.
Tańczą panowie niewidzialni
"na moście w Awinion".
Zielone, staroświeckie granie
jak anemiczne pączki ciszy.
Odetchnij drzewem, to usłyszysz
jak promień - naprężony ton,
jak na najcieńszej wiatru gamie
tańczą liściaste suknie panien
"na moście w Awinion".
W drzewach, w zielonych okien ramie
przez widma miast - srebrzysty gotyk.
Wirują ptaki płowozłote
jak lutnie, co uciekły z rąk.
W lasach zielonych - białe łanie
uchodzą w coraz cichszy taniec.
Tańczą panowie, tańczą panie
"na moście w Awinion".

A tu francuska piosenka,
której treść odnosi się do mostu w Awinionie:


Deszcze - Krzysztof Kamil Baczyński


Ewa Demarczyk
Deszcze

Krzysztof Kamil Baczyński

Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
a u okien smutek i konanie.
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz - życiu zmiłowanie.

Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej                 
bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?
w ogrody wód, w jeziora żalu,
w liście, w aleje szklanych róż.

I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.

A ty u okien jeszcze marzysz,
nagrobku smutny. Czasu napis
spływa po mrocznej, głuchej twarzy,
może to deszczem, może łzami.


i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny.

I to, że winy niepowrotne,
a jedna drugą coraz woła,
i to, jakbyś u wrót kościoła
widzenie miał jak sen samotne.

I stojąc tak w szeleście szklanym,
czuję, jak ląd odpływa w poszum.
Odejdą wszyscy ukochani,
po jednym wszyscy - krzyże niosąc,
a jeszcze innych deszcz oddali,
a jeszcze inni w mroku zginą,
staną za szkłem, co jak ze stali,
i nie doznani miną, miną.

I przejdą deszcze, zetną deszcze,
jak kosy ciche i bolesne,
i cień pokryje, cień omyje.
A tak kochając, walcząc, prosząc
stanę u źródeł - studni ciemnych,
w groźnym milczeniu ręce wznosząc,
jak pies pod pustym biczem głosu.

Nie pokochany, nie zabity,
nie napełniony, niedorzeczny,
poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
że wszystko Bogu nadaremno.
Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne.

Fot. 2 - Ewa Demarczyk i Zygmunt Konieczny

Taki pejzaż

Ewa Demarczyk - Taki pejzaż

Andrzej Szmidt


Psy kulawe
Stroją drogi
Diabeł dziewkom
Plącze nogi
Drzewa kwiatom
Kwiaty cierniom
Po marzeniach
Trupy biegną

Nieraz zbrodniarz
Łzą zapłacze
Ślepy żebrak
Znajdzie pracę
Błędny ognik -
Ciemny parów
Bosy rycerz -
Złoty laur

Wiatry wieją
Sosny krzywe
Nieprzydatne
Lecz prawdziwe
Głupek piosnkę
Z nich wygładzi
Snem napoi
Gwiazdkę zdradzi
Będzie pejzaż
Śpiewny, gniewny

Jerzy Duda-Gracz