Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sempoliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sempoliński. Pokaż wszystkie posty

Słomiany wdowiec - Julian Tuwim

Wien bleibt Wien Marsch (Johann Schrammel)
Ludwik Sempoliński - Słomiany wdowiec 

Julian Tuwim

Żonusia, żonusia
Wybrała się do wód
Mężusia, mężusia
Ogródków bawi cud
Więc żywo, więc żywo
Krew kipi w nim i gra
Wyrusza na piwo
No i et cetera

Słomiany wdowiec
Ile wdzięku ma ten stan
Słomiany wdowiec
Ach to wesolutki pan
Gdy żona w Ciechocinku
Proszę, w to mi graj
Na słomie, ach na słomie
To życie istny raj

Obrączka w kieszonce
Więc radość tryska z lic
Małżonce, małżonce
Nie mówcie proszę nic
Wypiję kufelek
A może nawet dwa
A potem sznycelek
No i et cetera



Słomiany wdowiec
Ile wdzięku ma ten stan
Słomiany wdowiec
Ach to wesolutki pan
Gdy żona w Ciechocinku
Proszę, w to mi graj
Na słomie, ach na słomie
To życie istny raj

Gdy ładna kelnereczka
Niesie nam dwa piweczka
Ciemne, czy jasne, porter, bock
Ja za nią w skok i w szyjkę cmok
Bestyjka jest ponętna
Toczone ma rączęta
Więc flircik się nawiąże w mig
Józia, Rózia, Zuzia, Fruzia, ach to szyk

Kabaret Olgi Lipińskiej
Marian Kociniak, Bohdan Łazuka
Wojciech Pokora, Andrzej Zaorski


Obrazy: Jean Beraud

Lambeth Walk

Ludwik Sempoliński
Lambeth Walk

Andrzej Włast

W Londynie radio gra
I brzmi co dzień melodia ta
W dancingach, barach milion par
Nowego tańca urzekł czar

A pan, czy pan już wie
Jak ten taniec nazywa się
To Lambeth Walk, to Lambeth Walk
Sensacja, atrakcja

Weź pod rękę damę swą
Idź na spacer razem z nią
Idź, jak na ślub
A potem  krzyżyk zrób

Spacer na przód, spacer w bok
To jest właśnie Lambeth Walk
Raz obrót w krąg
I sześć uderzeń rąk

Spróbujcie w domu sami
Panowie, wraz z paniami
Rytmicznie wkoło chodzić
Starzy, młodzi

Nowy taniec, znany rytm
Pan nie umie, no to wstyd
Ten modny krok
To właśnie Lambeth Walk

Warszawa 1900

Alan Male
Ludwik Sempoliński
Warszawa 1900

Jerzy Roland

Moje uszanowanie Państwu
Przychodzę z wielkomiejskiego gwaru
Przychodzę zbulwersowany wprost tym
Co moje oczy widziały
Warszawa - niby ta sama a inna
Ulice inne, światła inne
Tylko dorożki takie same
Nawet, powiedziałbym, po prostu te same
I kobiety inne, same podlotki
Nie spotkałem ani jednej
W dojrzałych latach niewiasty
Wszystkie w takich krótkich spódniczkach
A buzie u niektórych nawet, powiedziałbym, starszawe
I takie jakieś kolorowe
Dziwne miasto
Może piękniejszym błyszczy blaskiem
Ale jednak nie takie jak za moich lat

Ach, jak inny, jak inny był świat
I niewinny był człowiek, jak kwiat
Inne były nadzieje i sny
Inny maj, inne bzy
Bez karminu był inny smak ust
Gdy nosiło się biodra i biust
Śród falbanek, koronek i wstęg
Uwił gniazdko swe czar i wdzięk

Posuwiście, jak w takt walca
Życie cicho szło na palcach
Jedwabiście wąsik lśnił
Człowiek wiedział po co żył
Partia winta, potem do niej
Wieczór razem w iluzjonie
Szept twych wyznań w ciemność biegł
Ach, gdzie te czasy – fin de siècle

Miłość. Nie wiem jak teraz wygląda miłość
Ale opowiadano mi dziwne rzeczy, i straszne
Kobieta podobno nie ukrywa się już wstydliwie
Płaszczem swoich włosów – bo ich nie ma
A młode panienki
Naturalnie nie chcę wierzyć w te plotki
Mają rzekomo kopać piłkę, rzucać dyskiem
I wstyd powiedzieć, są tak nieprzyzwoite
Że co dzień się kapią, zimą też. Nie do wiary
Kobieta bez długich warkoczy
Bez koniecznej do miłości tęsknoty
Nie uwierzę. Przecież za moich czasów:

Tuz przy sobie dwa serca, aż wstyd
Spójrzmy na nich przez szparkę i cyt
Na tę chwilę on czekał od lat
Dzielił ich rąbek szat
Sukieneczka, bluzeczka – to cóż
Dwie haleczki, wstążeczka – i już
Jeszcze tylko staniczek, szaliczek
Podwiązeczki, majteczki, buciczki, spódniczki
Trzy broszki, pończoszki, mitynki, fiszbinki
Koronki, obsłonki, sznurówka i bufka
Żakiecik, gorsecik, znów haleczka, wstążeczka
Żar bije z jej lic. Jeszcze haftki trzy – więcej nic

Posuwiście, jak w takt walca
Zbliżył cicho się na palcach
Wśród batystów, jak wśród mgły
Ja przy tobie, przy mnie ty
Jeszcze całus nas zespoli
Tylko warkocz złóż na stolik
Już rumieniec twarz jej spiekł
Ach, gdzie te czasy – fin de siècle

Podobno ludzie ciągle się teraz spieszą
Za zwodną fatamorganą
Biegają jak zwariowani na wyścigi
Czyż można tak żyć

Dzień z moich czasów
Za czasów Manowskiej, Kaweckiej, Messalki
No szampańska to była kobietka – był inny
Zimą wieczorynki, wenty, bale
Latem do wód lub na letnie wywczasy
Do Żoliborza, do Mokotowa
A wiosną:

Już śród nieba słoneczny lśni czar
Czas zdjąć bindę, ulicy brzmi gwar
Na bicyklu w Aleje się mknie
Ach ten pęd serce rwie
A gdy księżyc do snu da już znak
Mknę na wentę en fraque i en claque
W gronie zwiewnych panienek i pań
Wabi lansjer lub parę z pań

Albo w rzewnym takcie walca
Posuwiście i na palcach
I ? w ręku drży, jedwabiście wąsik lśni
Tour de?, obrót w prawo
? i brawo
W takim walcu prześnić wiek
Ach, gdzie te czasy – fin de siècle

Inny maj był, inne bzy

Katarynka - Andrzej Bianusz


Ludwik Sempoliński
Katarynka

Andrzej Bianusz

Przechodnie, rzućcie co łaska
Przystańcie, gdy macie czas
To katarynka warszawska
Zaśpiewa wam jeszcze raz:
O letnim dniu na Dynasach
O krynolinach jak z mgły
O dawnych, o dobrych czasach
Gdym młody był tak jak wy

To dni już dawno minione
Zgubione tak jak ja
Przechodnie, spójrzcie w tę stronę
Słuchajcie, jak ona gra
Korba tak lgnie mi do ręki
Jakbym z jej drzewem się zrósł
Hej, posłuchajcie piosenki
Słuchał jej kiedyś pan Prus

Gdzie tłumy strojne tak modnie
Gdzie roje panów i dam
Hej, posłuchajcie, przechodnie
Czterdzieści lat tak już gram
Jak wtedy znów gołąb grucha
Może to wciąż ten sam ptak
Czemu nie chcecie mnie słuchać
Dokąd spieszycie się tak

Cyklista 1904 - Wacław Stępień


Ludwik Sempoliński
Cyklista 1904

Wacław Stępień

Co za czasy szalone, co za tryumf techniki
Jeśli dalej tak pójdzie, to doprawdy aż strach
Świat obłędnie gna naprzód i osiąga wyniki
Jakich nikt nie przeczuwał we snach

Mnie ta pasja postępu opętała od dziecka
Tam do licha z zaduchem gabinetów i sal
Innych kręci Ziemiańska, czy Resursa Kupiecka
A ja tylko na rower i w dal

Ten pęd, ten pęd, porywa mnie
Stalowy rumak chyżo mknie
Po szosie śmiga niby ptak
Aż tchu mi w piersiach brak

Tu bór, tam las, tu jakiś most
Już miasto o dwadzieścia wiorst
I nóżką raz, i nóżką dwa
Ach, jakiż czar to ma

I szybciej i szybciej, aż wiatr w uszach świszcze
Gdy widzę przeszkodę zdobywam ją w mig
Dziewczęta wołają: ach, mistrzu nad mistrze
Patrz, jaka postawa i szyk

Ten pęd, ten pęd, gdy naprzód gnam
Prawdziwy szał, powiadam wam
Ten sport, rozkoszy daje w bród
To ósmy świata cud

Na Dynasach koledzy - każdy zdobny w zasługi
Tutaj medal, tu żeton, że aż oczy ci rwie
Ten za piknik w Nasielsku, ten za wyścig do Strugi
Każdy z nas - rzekłbyś as WTC

Ktoś się kąpie w szampanie, albo spija koniaki
Inny woli karcięta, albo "cherchez la femme"
Potem bóle ma w krzyżach i muskuły jak flaki
A ja - proszę! Bo sposób swój mam

Ten pęd, ten pęd...

Za cyklistą gotowe panny w ogień by skoczyć
Ma się w sobie ten - psia kość - jakiś magnes, czy co
Z rozwódkami tysiące mógłbym faktów przytoczyć
A mężatki dopiero - ho ho

Gdy zdradzony mąż w szale chwyta fuzję czy flower
I wybiega za gachem żeby pomścić swój ból
Ja zabieram mu żonę i ją wsadzam na rower
I drwię sobie z rogacza i z kul

Ten pęd, ten pęd, porywa nas
I nóżka w nóżkę, raz i raz
I pal go diabli, co tam mąż
Gdy my przed siebie wciąż

Ach co za pęd, ach co za ruch
I dzwonek dzyń dzyń, i serce buch buch
Wraz z tobą tak przez życie mknąć
Cyklistą moim bądź

Wieczorem na łączkę dajemy gdzieś susa
Tam lubą bogdankę kołyszę do snu
A kiedy zasnęła to kradnę całusa
I dalej na rower, i luuu

Ten pęd, ten pęd porywa mnie
Z powrotem więc do miasta mknę
Tak w dobie techniki żyje człek
Wiwat dwudziesty wiek

Casanova - Wacław Stępień


Ludwik Sempoliński
Casanova

Wacław Stępień

Czy w Biarritz, czy w Ostendzie, w Nicei, czy na Lido
Kobiety że tak powiem, stadami za mną idą
A kiedy włożę na się, mój kostium kąpielowy
To jakby na komendę, po prostu tracą głowy
Wystarczy bym na plażę wszedł
Zaraz namiętny słychać szept

Patrzcie, patrzcie, to jest istny Casanova
Co za poza, co za fason, co za szyk
Ach, ta gracja, ta karnacja, ta budowa
Tak się nosić nie potrafi dzisiaj nikt
I wszystkie daję słowo, chcą ze mną choćby we śnie
Przeżywać to i owo, duchowo i cieleśnie
Wszędzie prawie gdzie się zjawię
Uwielbienia słyszę ton
Casanova, Casanova, Casanova, to on

Raz w zamku mnie przyjęła, markiza czy contessa
I w chwili, kiedym w słodycz, contessy ust się wessał
Wpadł nagle mąż zazdrosny, a za nim cała czeladź
i chciał mnie, sam już nie wiem
Posiekać czy rozstrzelać
Chwilę oceniał postać mą
I rzekł z uznaniem - o, pardon

Patrzcie, patrzcie, wszak to istny Casanova
Co za poza, co za fason, co za szyk
Ach, ta gracja, ta karnacja, ta budowa
W każdym calu, to prawdziwy majstersztyk
Dlatego daję słowo, nie dziwię się contessie
Że jakieś to i owo i właśnie z panem chce się
Nie każdemu bywa dane, mieć te dane, co ma pan
Casanova, Casanova, mes compliments

W tych sprawach z kobietami
Rzec można, jestem pionier
Ach, ileż to liścików, bukietów, czy bombonier
Lecz wszystko to po latach
W pamięci gdzieś się zatrze
Najwyżej ktoś mnie znajdzie w albumie lub teatrze
I jakaś babcia jak przez mgłę
Przypomni pokazując mnie

Patrzcie, patrzcie, to był istny Casanova
Co za poza, co za fason, co za szyk
Ach, ta gracja, ta karnacja, ta budowa
Tak się nosić nie potrafi dzisiaj nikt
Kobiety, daję słowo, z nim chciały choćby we śnie
Przeżywać to i owo, duchowo i cieleśnie
Każda z dam, przed sam na sam
Z nim odczuwała słodki strach
Casanova, Casanova, Casanova, ach, ach

W ogródku Eldorado - Jerzy Jurandot

Ludwik Sempoliński
W ogródku "Eldorado"

Jerzy Jurandot

W ogródku "Eldorado"
Gdy żony spać się kładą,
Przy reńskim i Meukowie
Zbierają się panowie.
Zbladł księżyc przygaszony,
Kołyszą się lampiony,
Orkiestra łupie walce,
Kobitki - lizać palce!

Kobitki, ach, kobitki, ach,
Kelnerki, szansonetki, ach,
Podziwiam, panie dzieju!
Ubóstwiam, dobrodzieju!
Ten biuścik, ach, niebrzydki, ach,
I popatrz pan: te łydki, ach!
A w domu ona, żona...
Trala la la la,
Trala la la la,
Nie mówmy lepiej, ach!

Pod grzmiący tusz muzyczki
Wybiegły baletniczki
A nóżki rytm kankana
Odsłania po kolana.
Falbanki, falbaneczki...
Koronki, koroneczki,
U panów w okamgnieniu
Czterdzieści stopni w cieniu!

Kobitki, ach, kobitki, ach,
Blondynki, czy brunetki, ach,
Cudeńka, panie święty!
Nieszczęsne sakramenty!
Ślicznotki, ach, pieszczotki, ach,
A każdy buziak słodki, ach!
A w domu ona, żona...
Trala la la la,
Trala la la la,
Nie mówmy lepiej, ach!

W ogródku "Eldorado"
Małżeńską pachnie zdradą,
Monokle i cwikiery
Pałają ogniem szczerym.
Gdzie znajdziesz u małżonki
Te tiule, te koronki,
Te pióra, te falbanki,
Te minki - obiecanki?...

Kobitki, ach, kobitki, ach,
Szelmutki i kokietki, ach,
Nic, tylko brać, wybierać!
I żyć, i nie umierać!
Bestyjki, ach, wietrznice, ach,
Anioły i diablice, ach!
A w domu ona, żona...
Trala la la la,
Trala la la la,
Okropność panie, ach!

Biały pokoik - Lucjan Konarski


Ludwik Sempoliński

Biały pokoik

Lucjan Konarski

Pokoik taki mały
Dwa kroki wszerz i wzdłuż
Krzesełka dwa w nim stały
A stolik przy nich tuż
Żelazne, proste łóżko
W kołderki śnieżnej szacie
Me wiersze pod poduszką,
Ot, wszystkie sprzęty macie

Serce uspokój, myśli uspokój
Marzeniom zwiewnym wolę daj.
Ten jasny pokój, ten biały pokój
To mej miłości słodki raj...

Raz dziewczę się spłakało
„Cóż ci jest, moja droga?"
„Ach, krzesło się złamało
Urwała jedna noga"
„Ej, głupstwo – powiedziałem
Nie martw się, ukochana"
Siadłem na pozostałem
A lubą - na kolana

Niech żar miłości serca zjednoczy
Marzeniem wznieś się w ułud kraj
Daj mi twe usta, daj mi twe oczy
I siebie całą daj mi, daj...

Gdy krzesło zaś ostatnie
Podobny spotkał los,
Wpadliśmy w dobrą matnię
Kupić? A pusty trzos
„Co robić?" -  Pytam z płaczem
Bo bieda - dobrze wiecie
Największa bieda w świecie
Gdy siedzieć nie ma na czem

Serce uspokój, myśli uspokój
Marzeniom zwiewnym wolę daj
Ten w bzy, jaśminy spowity pokój
To mej miłości słodki raj...

Znalazła się wnet rada
Wypada, nie wypada
I zamiast odpowiedzi
Na łóżku wnet  się siedzi
Ażeby zaś sąsiedzi
Z okien nie podpatrzyli
Tośmy po krótkiej chwili
Rolety opuścili

Kochane łóżko z białą poduszką
Dziewczęcych pragnień żar ty znasz
Gdy w tobie kryje łabędzią szyję
Chowając spłomienioną twarz
Kochane łóżko z białą poduszką
Za nagłą pomoc dzięki ci
Dziękuję ci za słodkie sny
Od których jeszcze serce drży

Bogatym dziś i stary
Młodości pierzchnął sen
Miłości znikły czary
Śród zmiennych życia scen
Jem kompot z ananasów
Mam komnat wielkich pięć
Jednak do dawnych czasów
Powrócić bierze chęć

Serce uspokój, myśli uspokój
Marzeniom zwiewnym wolę daj
Gdzież jest ten pokój, ten jasny pokój
Pierwszej miłości słodki raj...

Moda - Tadeusz Żeromski


Ludwik Sempoliński
Moda

Tadeusz Żeromski

Poznałem ją na balu
Wracała wprost z Paryża
Przepiękna w każdym calu
Powabna, wonna, chyża
Ale nie to przebiło
Do głębi serce moje
Więc co, więc cóż to było
Paryskie modne stroje
Sukienka modna, szyk upięta
Każdego wszak zachwyca
A dała myśl mi, moda święta
Co kryje jej spódnica

A więc:
Jedwabne haleczki, szeleczki, bluzeczki
Śliczniutkie, malutkie, zgrabniutkie, milutkie
Koszulki wycięte, gorsetem ściśnięte
Koronki, batysty, dekolcik przejrzysty
Ażury, wstążeczki, tasiemki, wstaweczki
Szpileczki i główki, zapinki, sznurówki
Hafteczki, koniki, zatrzaski, haczyki
Kokardki, zawiązki, agrafki, podwiązki
Malutkie węzełki i większe supełki
Jednym słowem śliczna sieć geograficzna

W niespełna pół godziny już moja paryżanka
Ze mną, to nie są drwiny, do swego szła mieszkanka
A gdy już szumi w głowie uderzam na Bałkany
Niechaj się tam wysłowię, gdy myślą jam pijany
Lecz darmo szarpię, rwę na sztuki, rozrywam nitki białe
Czort wiesz, tu wyższej trza nauki
Na drodze skamieniałe

Jedwabne haleczki….

Aż wreszcie zrozpaczony
Uciekam, gdzie pieprz rośnie
Wzrok błędny, krok szalony
Pierś dyszy mi radośnie
Dziś jestem uleczony
Czas wszystkie goi rany
Nie nęcą mnie salony
Zdrów jestem i wyspany
Lecz czasem nocą włos się jeży
Nagle coś pierś przytłoczy
Krzyk jakiś straszny z gardła bieży
Bo stają mi przed oczy

Jedwabne haleczki...

O, wielcy modniarze, gdy moda wam każe
Kłaść tyle zwikłania w kobiece ubrania
Gdy damom dajecie sposoby splątania
Szepnijcie mężczyznom
Jak się zabrać mają do rozwiązywania

Na Czerniakowskiej - Konrad Tom

Ludwik Sempoliński
Na Czerniakowskiej

Konrad Tom

Choć ojca nie znał, matki też
Uchował się bez troski
Żył - toć najmniejsza żyje wesz
Nikt go nie pytał: „Jak się zwiesz?"
Na Czerniakowskiej

Z ogrodów latem kwiaty kradł
I czepiał się dorożki
"Niech jaśnie książę kupi kwiat!"
Przepijał dychy potem rad
Na Czerniakowskiej

„Poranny!" - zimą w głos się darł
Lub z szopką szedł krakowską
Raz świsnął nakryć kilka par
I Czarnej Mańce zaniósł w dar
Na Czerniakowską

Po Mańce Franka przyszła znów
Co jasne miała włoski
Niemało o nią natłukł łbów
Gdy chciał ją odbić ten i ów
Na Czerniakowskiej

Pawiaka potem przeszedł chrzest
Gdzie czuł się wcale bosko
I tylko czasem - co to jest
Tak mu się jakoś cniło fest
Za Czerniakowską

Po wyjściu z ula żył, jak mógł
Jak dziedzic, choć bez wioski
Posyłał Felkę swą na róg
Odbierał flotę, w zęby tłukł
Na Czerniakowskiej

W sakpalcie jasnym chadzał szyk
I w czapce cyklistowskiej
Majcherkiem władał - jeno myk
Pan Ignac - znał go każdy smyk
Na Czerniakowskiej

A teraz będzie koniec już
Historii andrusowskiej
Jak zwykle nocą: zemsta, nóż
Nikt nie zapłacze, bo i któż
Na Czerniakowskiej

Tomasz, ach Tomasz

Ludwik Sempoliński
Tomasz, ach Tomasz

Aleksander Amsterdam

Tak staję tu przed wami
I o ścianę walę czołem
Nikt nie wie nic
Ja nie wiem sam
Skąd się w ogóle wziąłem
W Warszawie, w Warszawie
Gdziekolwiek się pojawię
Od razu, z rozkazu
Wołają wszyscy mnie

Tomasz, ach Tomasz,
Ach, powiedz, skąd ty to masz
I skąd u ciebie taki wdzięk
Apollo by z zazdrości pękł
Tomasz, ach Tomasz
Kochanek pewnie sto masz
Od kogo masz ten słodki głos
Te oczy oraz nos

Kropelka wspomnień - Andrzej Bianusz


Ludwik Sempoliński
Kropelka wspomnień

Andrzej Bianusz

Chociaż wszyscy tłumnie
Krzykniecie mi, że nie
Lecz świat dawniej umiał
Weselej bawić się

Owszem, dobrze wiem
Że świat zmienił się
Że dziś jest inaczej
Lecz wiem też, że znikł
Dawny wdzięk i szyk
Ten uroczy smaczek

Gdzież są dzisiaj ludzie
Co w tany wiedli nas
Dziś w drewnianej budzie
Do tańca drze się jazz

Na parkietach tłok
Cha-cha, twist czy rock
Owszem, proszę pana
Nie są niczym złym
Ale kudy im choćby do kankana

Wstąpić kroków parę
Starczyło byle gdzie
Szampan, czy kabaret
Muzyczką witał cię

Przed kurtynką wnet
Pojawiały się
Rozkoszne pieszczoszki
Ach, ten nóżek rząd
Ten po grzbiecie prąd
Te czarne pończoszki

Płynie czas jak woda
Człek patrzy w lustra szkło
Już nie ta uroda
I zdrowie już nie to

Jeszcze wigor ma
Jeszcze coś w nim drga
Gdy ujrzy dziewczynkę
Lecz już woli człek
Dni wolniejszy bieg
I ciepłą pierzynkę

Gdzież są czasy sławy
Gdym pierwszy sunął w tan
Dzisiaj na zabawę
Przychodzi starszy pan

Wciąż bym jeszcze mógł
Techniką swych nóg
Imponować damie
Ale puszczać w ruch
Biodra oraz brzuch
To już dziś nie dla mnie

Tak mnie to przeraża
I tak się martwię tym
Że świat się zestarzał
I że ja razem z nim

To znów myślę, że
Nie będzie tak źle
Trzeba czekać ufnie
To zwyczajna rzecz
Starszy jestem, lecz
Taki stary znów – nie

Dajcie mi szampana
Niech młoda wróci myśl
Od starszego pana
Uczcie się tańczyć dziś

Niech zagrają mi
Coś z dawniejszych dni
Niech maestro ton da
Taneczny bon-ton
Shimmy, charleston
Spójrzcie, jak wygląda

Te wężowe ruchy
Ta donżuana krew
Kapelusza uchyl
To tańczy dawny lew

Tarara…. – stop muzyka
Wcale nie mam dość
Tylko znów mnie coś
W kręgosłupie strzyka

Merci bien, maestro
Graj dalej swą cha-cha
Bawcie się z orkiestrą
Jak dawniej mogłem ja

Wspomnieć choćby raz
Swej młodości czas
To przyjemne, n’est pas
Amusez-vous bien
Czyli bawcie się
Ja idę się przespać

Obrazy: Ernesto Garcia Cabral

Charlie - Andrzej Bianusz


Ludwik Sempoliński
Charlie


Andrzej Bianusz


W małym kinie podmiejskim
Było zawsze najpiękniej
Charlie Chaplin szedł któryś tam raz
Mała sala kinowa przyjmowała nas chętnie
Przytulała do siebie nas
Pośród tłumu obcego ogarniała nas ciemność
Sami byliśmy tylko i on
Śmieszny cień na ekranie swą miłością daremną
Mocniej zwierał splot naszych rąk

A na ekranie Charlie – clown
Tragicznie kochał swą dziewczynę
I grał fortepian, ach jak grał
Jego piosenkę, ach, Titine

A na ekranie Charlie – clown
Za wielkie buty miał i serce
I razem z nim melonik grał
Laseczka, kwiat w butonierce

Przeszły lata i miłość odpłynęła ode mnie
Świat już inny wydaje się nam
I jakiegoś powrotu dziś by czekać daremnie
Tylko Charlie jest wciąż taki sam
A do kin zakochani wciąż przychodzą po nocy
By dla siebie mieć parę tych chwil
Przytulają się w mroku i kochają tym mocniej
Im śmieszniejszy jest stary ten film

A na ekranie Charlie – clown
Tragicznie kocha swą dziewczynę
I gra fortepian, tak jak grał
Jego piosenkę, ach, Titine

A na ekranie Charlie – clown
Za wielkie buty ma i serce
I śmieją się, gdy wielka łza
Pada na kwiat w butonierce

Ten wąsik - Marian Hemar

Nowa wersja piosenki „Je cherche après Titine” do muzyki Léo Daniderffa. Piosenka wykonywana była przez Ludwika Sempolińskiego w rewii "Orzeł czy Rzeszka", której premiera odbyła się 31 maja 1939 r. w teatrzyku Ali-Baba w Warszawie.

Modern Times  - 1936

Ludwik Sempoliński - Ten wąsik

Łachmany, a tyle gracji
Melonik ten, laseczka ta
Bez niepotrzebnej prezentacji
Wiadomo zaraz: tak, to ja

Na twarzy uśmiech niby lampa,
Świecący poprzez świata mrok
I buty, zdarte buty trampa
I taki niepokaźny krok
I wąsik , luksus mój i szyk
Podkręcam go, a wszyscy w ryk

Ten wąsik, ach, ten wąsik
Ten wzrok, ten lok, ten pląsik
I wdzięk, i lęk, i mina
I śmiech – tak jest, to ja
Ach panie, ach panowie
Tak trzeba, śmiech to zdrowie
Titina , ach Titina, to jedyna piosnka ma

Pamiętasz, była raz sobota,
Gdyś smutny, bidny sam jak pies
Buł w kinie na "Gorączce złota"
A jednak śmiałeś się do łez.
A pani sobie przypomina
O swej żałobie pierwszy raz
Gdyś przyszła na mój "Cyrk" do kina
Dostrzegłem w mroku twoją twarz
Zrobiłem tylko tak, a ty
Zaczęłaś śmiać się już przez łzy

Ten wąsik, ach, ten wąsik
Ten wzrok, ten lok, ten pląsik
I wdzięk, i lęk, i mina,
Gdy mnie policja gna
Ach panie, ach panowie
Tak trzeba, śmiech to zdrowie
Titina , ach Titina, to cała piosnka ma

Niestety konkurencja czuwa
Ostatnio na mój skromny tron
Zazdrosny rywal się wysuwa
Kandydat nowy, groźny ON
Milczenie me zastąpił wrzaskiem
Mój śmiech przemienić pragnie w strach
Melonik mój mianował kaskiem,
Policja także za nim, ach
Mój wąs, rekwizyt mój, mój trik
Wziął, wypiął go, a wszyscy w ryk

Ten wąsik, ach, ten wąsik
Ten wzrok, ten lok, ten dąsik
I wdzięk, i lęk, i mina
I śmiech – tak jest, to ja
Ten krzyk nad ludu mrowie
Że krew, że gniew to zdrowie
Titina, ach Titina, to smutna piosnka ma

Ten wąski, ach ten wąsik
Ten wzrok, ten lok, ten dąsik
To jego czy Chaplina
Kto więcej światu dał
Świat z niego się, panowie
Dziś śmieje, śmiech to zdrowie
Titina, ach Titina, to cała piosnka ma

Fot. 2 - Ludwik Sempoliński

Cała przyjemność po mojej stronie - Andrzej Włast

Ludwik Sempoliński
Cała przyjemność po mojej stronie

Andrzej Włast


Puder, tusz, karmin, róż
Oczy jak błękit mórz
Na spacer idzie panna Lala
Kreska tam, kreska tu
Biegnie na rendez-vous
A za nią perfum płynie fala

Co za szyk, jaki wdzięk
Spojrzeć, aż bierze lęk
Na ten majestat i ten gest
A wtem chusteczka pada u jej nóg
Młodzian pyta. czyżbym mógł
Zostać jednym z twych pokornych sług

Cała przyjemność po mojej stronie
Ja chciałbym jeszcze, ja chciałbym znów
Te jasne oczy, te nóżki i dłonie
To przecież żywe wcielenie mych snów

Cała przyjemność po mojej stronie
Dla pięknych kobiet mam zawsze czas
Bardzo przyjemnie było, nad wyraz było miło
Więc jeszcze raz, więc jeszcze raz

Wieczór już, ruch i gwałt
Milion lamp, tysiąc aut
Do kina idzie panna Lala
…, Harry Hill
To ma rytm, to ma styl
I wyobraźnię tak rozpala

Znowu on w jednej z lóż
Ale cóż, ani rusz
Nie może się zapoznać z nią
A wtem chusteczka mała leci w dół
Młodzian znów się zgina w pół
I podnosząc tak zapewnia ją:

Cała przyjemność…

Nie wiem jak, nie wiem skąd
Czy to szał, czy to błąd
Rubikon przeszła panna Lala
Wzięła ją w swoją moc
Pełna gwiazd ciepła noc
I miasto, które woła z dala

Nocy tej w mroku tam
Księżyc ją widział sam
Gotową do słodkiego snu
W jej ręku chustka na podania znak
Trzepotała niby ptak
Gdy całował on, szeptała mu:

Cała przyjemność po mojej stronie
Ja pragnę jeszcze, ja pragnę znów
Te słodkie usta, ramiona i dłonie
To przecież żywe wcielenie mych snów

Cała przyjemność po mojej stronie
Dla pięknych chłopców mam zawsze czas
Bardzo przyjemnie było, nad wyraz było miło
Więc jeszcze raz, więc jeszcze raz

Obrazy: Sergio Bompard

Madame, pardon - Andrzej Włast

Harrison Fisher

Fräulein, Pardon
Ludwik Sempoliński - Madame, pardon

Andrzej Włast

Tak chciał sam los
Że tamten cię rzucił
W spragnione objęcia mych rąk

To serc jest głos
Co, chociaż dalekie
W miłosny splatają się krąg

Więc nie płacz wcale
Rzuć smutki, żale

Madame, pardon
Sam nie wiem, skąd ja znam ją
Lecz pani oczy tak lśnią
Tak nęcą mnie

Że powiem ci
To, o czym serce me śni
Co chowam od wielu dni
Na serca dnie

Madame, pardon
Me usta płoną i drżą
Więc przyjaciółką bądź mą
Mój cudny śnie

Daj mi, co masz
Serduszko, nóżki i twarz
Daj całą resztę mi swą
Madame, pardon

Nie myśl o tem
Co było przeszłością bolesną
Zapomnij i żyj

Tyś jest mym snem
Więc troski i bóle
W radosne ramiona me skryj

Śmiej się, wesoła
Miłość nas woła...

Spotkamy się na Nowym Świecie - Andrzej Włast

Ludwik Sempoliński, Alina Janowska i Jerzy Bielenia
Spotkamy się na Nowym Świecie

Andrzej Włast


Nikt nie wzdycha dziś na widok pięknej płci.
Jak to czynił Romeo we śnie.
Kiedy chłopiec dziewczę widzi vis à vis,
Śmieje się i prosto z mostu rżnie:

Spotkamy się na Nowym Świecie,
Dla ciebie tam
Mieszkanko mam.
Będziemy śnić ty i ja
Całą noc aż do dnia.
Spotkamy się, tymczasem pa!

Student i panienka z magazynu mód,
Wierna żona i niebieski ptak.
Pan Walenty i Agnieszka pełna cnót,
Wszyscy schadzki naznaczają tak:

Więc za tą powszechną modą idźmy też,
Choć nikt dotąd nie przedstawił nas.
Rendez-vous będziemy mieli.
Gdzie? Pan wiesz!
Piękni chłopcy przyjdźcie wszyscy wraz...