Aleksander Nowacki
Lato by nie było latem
Andrzej Ozga
Uciekniemy z białych plaż
Między wiśnie i czereśnie
Jeśli mi nadzieję dasz
Ja obiecam ci, co zechcesz
Złote góry, z piasku bat
Gwiazdkę z nieba na dodatek
Bez rzucania słów na wiatr
Lato by nie było latem...
W rozpalony słońcem dzień
Działasz na mnie jak ten magnes
Gdy znajdziemy jakiś cień
Spełnię każde z twoich pragnień
Lecz gdy wyjdzie coś nie tak
Nie strasz mnie swym starszym bratem
Bez rzucania słów na wiatr
Lato by nie było latem...
Złote góry, z piasku bat
Gwiazdkę z nieba na dodatek
Bez rzucania słów na wiatr
Lato by nie było latem...
Bez rzucania słów na wiatr
Lato by nie było latem
Bez rzucania słów na wiatr
Lato by nie było latem
Bez rzucania słów na wiatr
Lato by nie było latem, kochanie...
Aleksander Nowacki
Lato jest super
Jerzy Andrzej Masłowski
Słonko dużo woltów daje
Grzeje piasek, szumią drzewa
Są panienki, jest browarek
Nic do szczęścia nie potrzeba
Leżę tuż na skraju plaży
Z czoła pot powoli kapie
Obok zasnął jakiś koleś
Do wieczora raka złapie
Lato (lato jest super)
A ja mam pomysły głupie
Lato (lato jest super)
Woda już w basenie chlupie
Lato (lato jest super)
Zaraz nowy browar kupię
Lato (lato jest super)
Mam dokładnie wszystko na dnie
Super laska się przechadza
Razem ze swym super miśkiem
Misiek ma potężne mięśnie
Lecz wiadomo, że nie wszystkie
Obok panna mnie podrywa
W biodrach taka jak wieloryb
I co z takim fantem zrobić?
Ni poderwać, ni utopić
Lato (lato jest super)
A ja mam pomysły głupie
Lato (lato jest super)
Woda już w basenie chlupie
Lato (lato jest super)
Dzieci w piłkę grają w grupie
Lato (lato jest super)
Od ciepełka w głowie łupie
(Szumią jodły na szczyr gócie)
(Szumią sobie w dal)
Już na grillach się rumienią
Hamburgery i szaszłyki
A bachory przekrzykują
Głośne radioodbiorniki
Psy szczekają tak jak wściekłe
Upał jak w mikrofalówce
A wieloryb przy mnie leży
Gada coś o Kamasutrze
Lato (lato jest super)
A ja mam pomysły głupie
Lato (lato jest super)
Wszyscy leżą tu na kupie
Lato (lato jest super)
A w basenie rosół chlupie
Lato (lato jest super)
Znów mi ktoś nad głową tupie
Lato (lato jest super)
A ja mam pomysły głupie
Lato (lato jest super)
A w basenie rosół chlupie
Lato (lato jest super)
Zaraz nowy browar kupię
Lato (lato jest super)
Mam dokładnie wszystko na dnie
Krzysztof Klenczon - Droga pełna słońca
Andrzej Jastrzębiec-Kozłowski
Bledną już iskry gwiazd, wschodzi zieleń łąk
Gasną gdzieś światła miast, gdzieś daleko stąd
Jeszcze śpisz, jeszcze śnisz o wczorajszym dniu
A tu już idzie świt nad łanami zbóż
Śpiewa nam pierwszy ptak wśród gałęzi drzew
Obudź się, bo już czas na spotkanie z dniem
Obudź się, dosyć snów, trzeba dalej iść
Ile stron, tyle dróg czeka na nas dziś
Lato ma treść i smak, gdy się biega w dzień
Drogą pełną słońca prowadzącą gdzieś
Lato ma sens i treść, kiedy można iść
Drogą pełną słońca choć przez kilka dni
W ogniu chwil płonie czas, więc nie żałuj nóg
Jeszcze ma dla nas świat kilometry dróg
Tyle miejsc ile dat, świat nie mały jest
Dzisiaj tu, jutro tam - inny każdy dzień
Nie co dzień zdarza się słońce w herbie dnia
Ale w świat warto biec z wiatrem i pod wiatr
Pośród pól, pośród zbóż coraz więcej barw
W drogę więc chodźmy już, póki lato trwa
Lato ma treść i smak, gdy się biega w dzień
Drogą pełną słońca prowadzącą gdzieś
Lato ma sens i treść, kiedy można iść
Drogą pełną słońca choć przez kilka dni
Trubadurzy
Dokąd idziesz lato
Stanisław Halny
(Stanisław Kondratowicz)
Dokąd idziesz lato, wokół zieleń tylu pól
Rozdaj niebo ptakom, wznieś latawce chmur
Dokąd idziesz lato, do jesieni jeszcze czas
Rozdaj barwy kwiatom, zostań pośród nas, wśród nas
Nim zgaśnie dzień, naszych marzeń odmień kształt
Nim zgaśnie dzień, daj piękniejszy wokół świat
Nim zgaśnie dzień, otocz nas ramieniem łąk
I przyjmij tu, w domu czterech świata stron
Nim zgaśnie dzień, daj nam radość pragnień, snów
Nim zgaśnie dzień, wzrok młodością rozpal znów
Nim zgaśnie dzień, pozwól kochać, pozwól żyć
By każdy z nas mógł z nadzieją dalej iść
Pozwól, pozwól kochać, pozwól żyć
By każdy z nas mógł z nadzieją iść
Bogdana Zagórska
Odejdziemy na wiosnę
Stefan Mrowiński
Będzie lato gorące
Będzie kwitło zielono
Będziesz ze mną, mój chłopcze
Chodzić boso po łąkach
Będziesz kwiaty mi zrywał
Będziesz usta całował
Będzie niebo wysoko
W rozłożystych jabłoniach
Będą ludzie się dziwić
I podglądać z daleka
Jak się miłość w nas rodzi
Wielka, brzemienna rzeka
Będą gadać po cichu
Że na umysł nam padło
I zazdrościć nam będą
Co im w życiu przepadło
Będzie lato gorące
Będą kwiaty na stole
Będzie obiad, kolacja
Życie tylko we dwoje
Będzie starość pogodna
Siwiejąca łagodnie
Złote gody i dzieci
Aż za bardzo dorosłe
Więc dlatego, mój drogi
Noce nie są tak chłodne
I dlatego, jedyny
Lata nie płyną samotne
I naprawdę, mój drogi
Będzie lato gorące
Gdy z uśmiechem oboje
Odejdziemy na wiosnę...
Lato raz
W szklance, w kielichu
Lato raz
W ciszy, w ukryciu
Lato raz
Z wodą i sokiem
Lato raz
Z życia obrotem
Lato raz
W lesie, na trawie
Lato raz
Sami przy kawie
Lato raz
Moje i twoje
Lato raz
Lato we dwoje
Wypijmy raz lato we dwoje
Z ciepłym zapachem zbóż
Skwarem nam głowy przystroi
Kładzie ściernisko do stóp
Wypijmy raz lato we dwoje
W ciszy leniwych rąk
Ciała upałem znużone
Twarze spieczone na brąz
Lato raz...
Wypijmy raz lato we dwoje
Z ciepłym posmakiem traw
Słońce jest żółtoczerwone
Owoc dojrzały na czas
Lato wypijmy we dwoje
Lato wypijmy do dna
Chodzi ptak po rosie
Czy to może bociek
Spytaj o to żab
Miły chłód jeziora
Dobrych przeżyć sporo masz
Biegną chwile w słońcu
Trochę ci gorąco
Chciałbyś zdrzemnąć się
Ale nie, ale jeszcze nie
Ładny ten świat
Ładny ten świat
I lato pełne barw
Więc nie można spać
A skąd
Ładny ten świat
Ładny ten świat
Z radością za pan brat
Tobie też ją da, też da
Pszczoła raźno bzyka
Piękna to muzyka
Prosto z naszych pól
Bociek zjada żaby
Ma do tego prawo król
Słońce igra z cieniem
Warto mieć marzenia
Więc zachęcam cię
Zawsze miej, zawsze kilka miej
Marcin Styczeń Piosenka włóczęgi Marian Ośniałowski
Mam na sprzedaż tylko serce,
tylko ręce dwie.
Dobrze mi jest w słońcu lata,
nocą mi samotnie źle,
boję się wszechświata.
W ciemnych lasach olsztyńskich
kwitną w maju srebrne konwalie.
Z ustami, co dziś mnie musnęły,
nie spotkam się już.
Zanim piosenki sprzedam komu,
w wietrze się roztrwonią,
od niepokoju umarłbym w domu.
Wiosenne lasy ziębami dzwonią.
Muszę w wietrze iść swobodnym
w dalekie wołanie.
Ale często bywam głodny.
Co to mi powiedział blask,
Gdy przez liście się przesiewał,
Zanim na mchu mokrym zgasł.
Gdy zaklnę w strofy lato,
jak wiatr pachniał trawą, rzeką
wieczorem w trzcinach nacichł,
kto mi zapłaci za to.
mam na sprzedaż serce kolorowe,
ręce dwie i więcej nic.
Uciekają ranione latem rącze dni.
Jak owady brzęczy w wietrze moje granie.
Kupujcie za pieniądze szeleszczące
Moje wiersze, panowie i panie.
Obrazy: Iwan Szyszkin, Mora Gidee
Marlena Drozdowska
Bajadera plaża
Andrzej Korzyński
Słoneczna plaża bajadera, ja sobie leżę na tej plaży
Ocean o mnie się ociera, przyjemnie liże mnie po twarzy
W cieniu pod palmą kokosową sączę przez rurkę chłodny płyn
Jestem nareszcie sama z sobą i nie wiem z kim przebywasz ty
Bajadera plaża, bajadera plaża, kokosowy raj
Taki cud się zdarza, taki cud się zdarza, ananasa daj
W toplessie, w bikini śpiewają murzyni a-ja-ja-ja-jaj
Czy to sen czy jawa? Pachnie czarna kawa, baju, baju, baj
Nic mi nie zagraża, widzę marynarza jak wychodzi z fal
Z kokosa wycieka cała bańka mleka, jest mi ciebie żal
Cicho po lagunie łódź na falach sunie, już odpływam w dal
Razem z marynarzem na słońcu się smażę na oliwie z palm
Słoneczna plaża bajadera, ja się opalam na tej plaży
Twój obraz całkiem się zaciera, już nie pamiętam twojej twarzy
Kelner z uśmiechem mi podaje wyszczuplającą dietę cud
Mango, melona i kabaje, do tego z migdałami miód
Bajadera plaża, bajadera plaża, kokosowy raj
Widzę marynarza, nic mi nie zagraża, jak wychodzi z fal
W toplessie, w bikini śpiewają murzyni a-ja-ja-ja-jaj
Razem z marynarzem na słońcu się smażę na oliwie z palm
Znów stoję przy zlewozmywaku, obieram pół kilo ziemniaków
Bielizna suszy się na haku, za oknem deszczyk kapu, kapu
Ktoś w radiu znowu opowiada jaka pogoda u sąsiada
Czy u nas dobrze jest czy źle, a ja wiem jedno, jedno wiem
Bajadera plaża, bajadera plaża, kokosowy raj
Taki cud się zdarza, taki cud się zdarza, banana mi daj
W toplessie, w bikini śpiewają murzyni a-ja-ja-ja-jaj
Czy to sen czy jawa? Pachnie czarna kawa, baju, baju, baj
Marlena Drozdowska
Lato z radiem ja i ty
Grażyna Orlińska
Słońce niby złocisty lew
Budzi się ze snu
Lato w trawie przeciąga się
Znów jest tu, znów jest
To jest pora na chłodną toń
Na gorący piach
Lato z radiem pod żaglem tam
Jest zawsze tam, gdzie ty i ja
Lato z radiem, ja i ty
I czego więcej trzeba
Złota grzywa w niebie lśni
Spełni nam wszystkie sny
Tropikami muszla gra
Na całą dziką plażę
Łagodnie jak szum ciepłych fal
Płynie lato z radiem
Ktoś ci znowu da serce swe
A z nim cały świat
Promień słońca otoczy cię
Rzuci czar, rzuci czar
Mocna woda, upalny wiatr
Kolorowy czas
Lato z radiem to marzeń smak
To słowa dwa, to ty i ja
Jeszcze nas biorą zeszłej zimy dreszcze
Jeszcze w nas krążą wiosny zimne deszcze
Rano wstajemy i zapomnieć chcemy
Jak w głowie łupie marcowy blues
Jeszcze chodzimy jacyś tacy dziwni
Cokolwiek senni i cokolwiek sztywni
Na siebie gniewni, coraz mniej wciąż pewni
Że do nas przyjdzie ten letni luz, ten letni luz
Lato, lato - kto je odnalazł, ten ma
Za to, za to radość i słońce co dnia
Lato, lato - pieści się z nami, a my
Na to, na to - lecimy na to jak ćmy
Goń swoje lato, swego lata szukaj
Od fal Bałtyku aż po Pernambuco
Zanim popsuje, niebo ci zasnuje
Życie zatruje niżowy klin
Korzystaj z niego - tyle masz od świata
Życie się przecież liczy właśnie w latach
Nim nas zaskoczy, oczy nam zamroczy
Chłodem otoczy jesienny spleen, jesienny spleen
Lato, lato - kto je odnalazł, ten ma
Za to, za to radość i słońce co dnia
Lato, lato - pieści się z nami, a my
Na to, na to - lecimy na to jak ćmy
Załóż kurtkę na futerku, grube buty
Chociaż urlop wziąłeś w sierpniu, a nie w lutym
I uszatkę włóż na głowę, ocieplaną
Bo nadeszło znowu dawno niewidziane
Polskie lato - za zasłoną sinych chmur
Polskie lato - już barometr leci w dół
Polskie lato - nad Bałtykiem hula wiatr
Polskie lato - swojskie jak za dawnych lat
Polskie lato - zmienne, senne i wilgotne
Polskie lato - średnia dziesięć i pół stopnia
Wrzuć do śmieci krem ochronny i olejek
Włóż na łeb foliową torbę, bo już leje
Nalej sobie też kapelkę do kieliszka
Bo jak sen przeminął czerwiec, no i przyszło
Polskie lato...
Za ten domek kempingowy ci nie zwrócą
Choć jak deską surfingową domkiem rzuca
Już za późno, żeby zwiewać do Warszawy
Przecież mogłeś się spodziewać, że się zjawi
Chodź, wyjedziemy – on powiedział – wyjedziemy
A ona na to wymruczała – coś ty, stary
Już siedemdziesiąt osiem wiosen tak drepczemy
A jeszcze nigdy żeśmy nigdzie nie jechali
A wszyscy z gniazda już na swoje odlecieli
Nie ma na kogo dłużej czekać na tej przyzbie
I wsiedli w pociąg, ale przedtem jeszcze wzięli
Całą tę forsę, co leżała pod bielizną
To było pierwsze i ostatnie takie lato
Jakby się dzwony rozdzwoniły przy niedzieli
Morza szumiały i pachniały słodko kwiaty
Za wszystkie lata zmarnowane, co minęły
To było pierwsze takie lato i ostatnie
Co wygładziło stare zmarszczki, stare kości
Rozleniwione, zamyślone, delikatne
Lato miłości
I oglądali roztańczone miasta gwarne
I złote plaże od gorąca rozpalone
Ona mówiła – popatrz stary, jakie palmy
A on się cieszył, że to morze takie słone
I oczy mieli znowu młode i błyszczące
Gdy się przed nimi Rzym otwierał albo Izmir
Prosto do morza zachodzące biegło słońce
Jak na tym filmie kolorowym w telewizji
To było pierwsze i ostatnie takie lato...
Już nie marzyli, bo nie było o czym marzyć
Wygrali tango w tej nadmorskiej kawiarence
On tylko gładził pieszczotliwie ją po twarzy
A drugą ręką mocno ściskał ją za rękę
Mewy budziły okrzykami ich o świcie
I wciąż im słońca i powietrza było mało
Bo jak szampanem zachłysnęli się tym życiem
Choć ono w zakręt swój ostatni już skręcało
Marynara tak ci ciąży, buty cisną
Nie dla ciebie w leśnym gąszczu bóbr i świstak
Twoim kumplom cicho szumią wielkie drzewa
A do ciebie tylko mówi Cimoszewicz
I do ciebie się z ekranu wdzięczy Kwas
Inni morza opływają, a ty masz
Lato w pracy, zło konieczne
Zleceń pakiet w ciężkiej teczce
Gdy koledzy na urlopie
Lato w pracy robi bokiem
Kiedy w sadach wiszą wiśnie
Ciebie krawat w szyję ciśnie
A żarówa świeci w glacę
Lato w pracy, lato w pracy
Już powietrze rozpalone z nieba płynie
A kołnierzyk jak postronek pije w szyję
Gdy koledzy na hamakach drzemią słodko
To na ciebie znajdzie haka Grześ Kołodko
Sierakowska przednie zęby szczerzy dwa
To do ciebie, bo u ciebie przecież trwa
Lato w pracy...
Nie dla ciebie morskie diuny, plaże senne
I dziewczyny w tych kostiumach ostro wciętych
W długich portkach, w dwurzędówce, z dyplomatką
Czekasz w korku, co już całe miasto zatkał
W oczach ci się zrobił z gniewu zbieżny zez
Niepotrzebnie, bo dla ciebie przecież jest
Jeszcze sierpniowy wieje wiatr
I noc nie prześcignęła dnia
A gdzieś za lasem cicho grzmi
Jeszcze kumkanie słychać żab
Ktoś na harmonii cicho gra
Panience, co w hamaku śpi
A przecież słońce już zachodzi
I nie da się na wędkę złapać
Srebrnym skrzydełkiem muska wodę
Ostatnia ważka tego lata
Nie ma już malin do obiadu
Topnieje cisza niby wosk
Gdy kropla deszczu nagle spada
Na pierwszy wrzos
Jeszcze daleko światła aut
Maciejka pachnie jak we śnie
Dzięcioł zastukał raz i znikł
Jeszcze cię plecak pije w kark
I komar tuż za uchem tnie
Kiedy się wspinasz na sam szczyt
A przecież słońce już zachodzi...
Jeszcze przydrożny szczeka pies
Nie rani ucha disco-bzdet
I ciurkający nocą kran
Pod pianą fali mruga leszcz
Pod ziemią dróżkę robi kret
Przez łąkę panią goni pan