Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kabaret OL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kabaret OL. Pokaż wszystkie posty

To było coś


Marian Kociniak - To było coś - Z Kabaretu Olgi lipińskiej
Fred Buscaglione - Che Bambola

Przekład: ???

Wychodziłem - wpół do drugiej
Noc już była - z kawiarni jednej takiej
Nie wiedziałem, dokąd dalej iść
Nagle widzę najpiękniejszy model ssaka
Vis a vis!

Widzę piękną suknię z lamy
A w tej sukni, Boże drogi
Nie opowiem, choćbym bardzo
Ale to najbardziej chciał!
Jakie kształty autentyczne
I do tego jakie nogi!

Chodź - powiadam do niej - mała, tu!
Chyba się nie będziesz bała mnie?
Masz, wydaje mi się, niezły gust
Więc chodź, pocałuj mnie! Jak będzie, powiedz:
Tak czy nie?

Ale ona się odwraca,
Tak troszeczkę jest zdziwiona,
Patrzy na mnie jak na szmatę.
Potem ruchem boks-czempiona
W szczękę leje mnie z sił wszystkich,
Nagle widzę, że mam dość!

To było coś!

Cyrulik jesienny - Konstanty I. Gałczyński


Marian Kociniak
Cyrulik jesienny

Z Kabaretu Olgi Lipińskiej

Konstanty Ildefons Gałczyński

Tristis est anima mea
usque, jak mówią, ad mortem...
Oto się jesień zaczęta
i nie ma komu dać w mordę;

i nic, już nic nie zachwyca,
i nic, już nic nie wystarcza,
idzie przez łan osmętnica,
tęsknota gospodarcza.

Sam na pomoście tramwaju
uczuwam taką tęsknotę...
O, jak te liście spadają.
O, jak spadają złote...

Lecz boleściwe westchnienia
wicher rozprasza wraz z liśćmi,
fantom własnego marzenia -
kędy, ach! kędy iść mi? (...)

Bowiem, jak mówi Wolica,
cierpię na "gorzkie torsje",
tkliwy kochanek księżyca
i pies, i pies na forsę. (...)

na honor, na Żuli ciało!
nie wierzcie w takie potwarze:
bywam w południe w PKO,
lecz wieczorami marzę (...)

Gdy wspomnę (ach, jakże mięknę!)
świetlaną zjawę dzieciństwa...
Ha, życie może jest piękne,
ale za dużo świństwa.

Eeech! to się jesień zaczęła
i nie ma komu dać w mordę...
Tristis est anima mea
usque, jak mówią, ad mortem

Obraz: Alfons Mucha

Widzicie ludzie - Andrzej Jarecki


Jiří Suchý - Vyvěste fangle
Kabaret Olgi Lipińskiej - Widzicie ludzie

Jiří Suchý - Andrzej Jarecki

Widzicie, ludzie, flagi na budzie❓
Do tingel-tanglu Jonasz powrócił zdrów
Niech rżnie orkiestra - artysta ekstra
Kuplety dziś zaśpiewa znów❗

Choć błyska wciąż i choć gdzieniegdzie grzmi
Choć czarna chmura nadpełza tu zza lasa
Dla gości atmosferę oczyścimy w mig
A jeśli nie - to forsę zwraca kasa!

Widzicie, ludzie, flagi na budzie❓
Uwaga, czas się zacząć śmiać❗
Kto się uśmieje, ten potem śmielej
Za bary z życiem będzie mógł się brać❗
Ha ha ha ha❗
Kto się uśmieje, ten potem śmielej
Za bary z życiem będzie mógł się brać❗

Choć błyska wciąż i choć gdzieniegdzie grzmi
Choć czarna chmura nadpełza tu zza lasa
Dla gości atmosferę oczyścimy w mig
A jeśli nie - to forsę zwraca kasa❗...

Kabaretowa mysz - Andrzej Jarecki


Semafor Girls - Šantánová myš
Kabaret Olgi Lipińskiej -Kabaretowa mysz


Jiří Suchý - Andrzej Jarecki

Krytyk się rozprawia z nami
Woła: Kysz, a kysz❗
Bo w telewizorze mieszka czasami
Kabaretowa mysz

Świat jest zły, a myszka szara
Życie dobrze zna
Podpowiadać nam się stara
Więc cicho, cicho, sza❗

Niech nigdy w życiu swym nie spotka kota
Nasza kabaretowa mysz
Niech po ekranie błądzi jak tęsknota
Za wielką sztuką, gdyż...

Świat jest zły, a myszka mała
Życie dobrze zna
Już niejedną rolę grała
Śpiewamy o niej tak...

La la la la la la la la...

Idziemy przez życie w podskokach - Andrzej Jarecki


Albert Préjean - Amusez vous
Kabaret Olgi Lipińskiej - Idziemy przez życie w podskokach

Andrzej Jarecki

Życie wokoło aż się skrzy
Wesoło płyną cudne dni
Po prostu jest już dobrze tak
Że tylko nam kłopotów brak❗

Na głowie nie siwieje włos
Nie grozi znikąd podły cios
Ręka zna tylko bratnią dłoń
I nigdy się nie chmurzy skroń❗

Pod stopy wieńce los nam ściele
W diademy wplata złotą nić
Lecz jeszcze może być weselej
I jeszcze śmieszniej może być❗

Więc rym cym cym i tra la la❗
Idziemy przez życie w podskokach
Więc rym cym cym i hop sa sa❗
W podskokach, bo żyje się raz❗

Choć wam się marszczy brew
Choć się gotuje krew
A nas wciąż - póki dech
Porywa dziki śmiech❗

Więc rym cym cym i tru la la❗...

Wciąż jest nam lepiej - plus i plus
Pięć, siedem, dziewięć kół ma wóz
Do nosa już pasuje pięść
Już od całości większa część❗

A kysz, ironio, kpino, precz
Na złom czas nieść satyry miecz
I na lemieszy przekuć stal
A komu żal, niech idzie w dal❗

Rzeczywistości dajmy brawka
Humoru niechaj świszcze bat
Niech optymizmu nowa dawka
Beztroski sączy w dusze jad❗...

Hiszpańskiej syn krainy - Wincenty Rapacki


Felix Mayol - La Mattchiche - Kabaret Olgi Lipińskiej

Wincenty Rapacki

Hiszpańskiej syn krainy
Rzekł do dziewczyny
Rzekł do niej tymi słowy
Znam taniec nowy
Ma w sobie coś z szatana
I coś z kankana
Tworzy on nowy prąd
Tak, że nawet cake-walk pójdzie w kąt

Ten taniec ulubiony
Te skoczne tony
Na wszystkie świata strony
Gnał z Barcelony
Więc dalej z ogniem w oku
Tak jak w cake-walku
Przy ciągłej w ruchach zmianie
Tak jak w kankanie
Do innych stref on wabi nas i nęci
I burzy krew szatańskie budząc chęci

Zaśmiała się dziewczyna
Tan rozpoczyna
Spłoniona, upojona
I zachwycona
Czerwona, to znów blada
W objęcia wpada
Hiszpan ją chwyta w lot
W oczy patrzy jej niczym kot, jak kot...

Ten taniec ulubiony...

Kapitanowie - Nowełła Matwiejewa


Wiktor Łufierow - Братья капитаны
Kabaret Olgi Lipińskiej - Kapitanowie

Nowełła Matwiejewa - Ziemowit Fedecki

Nad zorzą w kłębach chmur czerwone wyrwy
Srebrzysta mewa, rejsu towarzyszka
Z czerwonych fal wyjmuje szybko ryby
Niczym płonące głownie wprost z ogniska

Dwa prądy starły się jak dwa brzeszczoty
Za rufą pusta skrzynka tańczy walca
Przy kotłach w świetle purpurowo-złotym
Czerwony palacz stanął już jak władca

Kapitanowie, myśmy wydeptali
Niejeden szlak w oceanicznej fali
Myśmy rozpruli dziarskim kilem morze
I oczyścili dno z podwodnych traw

Ale okręty, сo za nami płyną
Z tą samą będą zmagać się głębiną
Ten sam dręczący ból je w końcu zmoże
Gdy na te same wpadną ostrza raf

Na cztery nogi kuty jest nasz bosman
Ale сo chwila pot ociera z twarzy
Jaką mieliznę jeszcze zdarzy los nam
Jaką luneta jeszcze dal pokaże?

A junga patrzy na horyzont trwożnie
I pomarańcze z twardej, żółtej skóry
Uwalnia tak powoli i ostrożnie
Jakby rewolwer uwalniał z kabury

Kapitanowie, myśmy wydeptali
Niejeden szlak w oceanicznej fali
Lecz statki, które mają nas na oku
Szukając naszych śladów, stracą czas

Nam nie przystały miejsce ani data
Byliśmy kiedyś w jakimś punkcie świata
A jeśli cel podróży został z boku
Nigdzie i nigdy nie był żaden z nas

Fot. Nowełła Matwiejewa

Karol Darwin - Nikołaj Olejnikow

Nikołaj Olejnikow

Чарльз Дарвин
Karol Darwin

Nikołaj Olejnikow - Andrzej Mandalian

Raz Darwin - wybitny uczony -
Sikorkę w ogródku złapał,
Urodą jej urzeczony
Uważnie ptaszynę zbadał.

I w główce rys dostrzegł żmii,
I ogon - rybi, sumiasty,
Mysiego coś - w ruchach szyi,
I nóżki na kształt rozgwiazdy.

Do licha - pomyślał Darwin -
Istota to skomplikowana.
Niezdarniśmy przy niej, bezbarwni...
Sikorka, a jak zbudowana!

Więc czemuż natura wspaniała
Okpiła mnie tak fatalnie?
Dlaczego szkaradne policzki mi dała,
Pierś nagą i pięty banalne?

Zapłakał pytaniem tym starzec dręczony,
Ze wstydu się zapadł pod ziemię...
Był Darwin wybitnym uczonym,
A jednak urody nie miał.

Słomiany wdowiec - Julian Tuwim

Wien bleibt Wien Marsch (Johann Schrammel)
Ludwik Sempoliński - Słomiany wdowiec 

Julian Tuwim

Żonusia, żonusia
Wybrała się do wód
Mężusia, mężusia
Ogródków bawi cud
Więc żywo, więc żywo
Krew kipi w nim i gra
Wyrusza na piwo
No i et cetera

Słomiany wdowiec
Ile wdzięku ma ten stan
Słomiany wdowiec
Ach to wesolutki pan
Gdy żona w Ciechocinku
Proszę, w to mi graj
Na słomie, ach na słomie
To życie istny raj

Obrączka w kieszonce
Więc radość tryska z lic
Małżonce, małżonce
Nie mówcie proszę nic
Wypiję kufelek
A może nawet dwa
A potem sznycelek
No i et cetera



Słomiany wdowiec
Ile wdzięku ma ten stan
Słomiany wdowiec
Ach to wesolutki pan
Gdy żona w Ciechocinku
Proszę, w to mi graj
Na słomie, ach na słomie
To życie istny raj

Gdy ładna kelnereczka
Niesie nam dwa piweczka
Ciemne, czy jasne, porter, bock
Ja za nią w skok i w szyjkę cmok
Bestyjka jest ponętna
Toczone ma rączęta
Więc flircik się nawiąże w mig
Józia, Rózia, Zuzia, Fruzia, ach to szyk

Kabaret Olgi Lipińskiej
Marian Kociniak, Bohdan Łazuka
Wojciech Pokora, Andrzej Zaorski


Obrazy: Jean Beraud

Księżyc - Tadeusz Kubiak


Jan Kobuszewski - Księżyc, Jiří Suchý - Pramínek vlasů

Tadeusz Kubiak

Gdy przyjdzie wreszcie noc
Najmilsza dla nas noc
Cichutko, jak kot
Leciutko, jak kot
Cichutko, cicho
Do twoich cieplutkich snów
Wkradnę się w noc znów
Jak czarny kot

Promyczek włosów
Po cichu obetnę ci
Żebyś na zawsze już
Kochała mnie
I kiedy zbudzisz się
Zrozumiesz nagle, że
No co, że kochasz mnie
Że jestem tu

I przyjdzie znowu noc
Najmilsza dla nas noc
Cichutko, tak jak kot
Nadejdzie ranek
No zostań, proszę, no
Zostaniesz jeszcze, co
Ach, zegar kłamie dziś
Kłamie dziś, kłamie

Ach zostań, to jeszcze noc
Naprawdę, to jeszcze noc
To tylko księżyc tak
Po szybach płynie
I kłamie zegarek
Wciąż kłamie, tik-tak
No, zostań jeszcze
Chwileczkę, chwilę...

Obraz: Mstislav Pavlov

Na sto dwa - Konstanty Ildefons Gałczyński

Jan Kobuszewski - Na sto dwa
Kabaret Olgi Lipińskiej - Pudełeczko

Konstanty Ildefons Gałczyński


W życiu bywają powikłania
W państwowym i prywatnym
Lecz w gruncie rzeczy, proszę pana
Ten świat jest taki ładny

To bardzo polska jest choroba
Tak boczyć się i psioczyć
Nam się nic nigdy nie podoba
A świat jest taki uroczy

Śliczny jest świat
Gdy brata kocha brat
Siostrzeniec ciotkę, ciotka wujka
Wtedy nie grozi żadna bójka
Dzieci tatusia, tatuś dzieci
Wtedy nad domem gwiazda świeci
Kuzyn kuzyna i kuzynkę
A tatuś pannę Ernestynkę
Owszem, także i bardzo miły
Jest przy szwagrze
Przystojny chłopiec swą panienkę
Stryjek stryjenkę i wujenkę
Bo przecież grunt, gdy komin dymi
I kiedy chleb jest i optymizm
I każdy wie, że wszystko się ułoży
Jak w pudełeczku
Ze zgody tylko korzyść, hej
Wszystko się ułoży na sto dwa...

Dzięcioł i dziewczyna - Konstanty Ildefons Gałczyński


Maryla Rodowicz, Jan Kobuszewski
Dzięcioł i dziewczyna

Konstanty Ildefons Gałczyński

Dzięcioł w drzewo stukał,
dziewczę płakało;
dzięcioł w drzewo stukał,
dziewczę płakało;
dzięcioł w drzewo, proszę, proszę,
a dziewczynie łzy jak groszek
albo jak te perły,
względnie kakao.

Jechał premier drogą,
śle dworzanina;
jechał premier drogą,
śle dworzanina;
wraca dworzan (radca Żaczek):
- Dzięcioł puka, dziewczę płacze.
Drży, bo nie wie, dobra
czy zła nowina.

Struchlał dwór w ogóle,
jak w takich razach;
struchlał dwór w ogóle,
jak w takich razach...
- Hej! - huknął premier w lesie,
zapisał coś w notesie,
zapisał coś w notesie
i jechać kazał.

Nie jestem łatwy - Agnieszka Osiecka

Jan Kobuszewski
Maryla Rodowicz
Nie jestem łatwy (Maleńki)

Agnieszka Osiecka


Po raz pierwszy zaczepiłaś mnie w alejce,
młode serce zapłonęło niczym pąk,
obiecałem długi spacer, lecz nic więcej,
i pobiegłem z tobą lekko niczym bąk.

(Maleńki, czekałam długo na twój znak,
maleńki, odpowiedz mi trzy razy tak,
maleńki, kobiety inne się postaraj
ze swej główki zaraz wybić,
gdy otoczę swym ramieniem,
gdy otoczę swym ramieniem twoją kibić.)

Nie jestem łatwy,
mnie już matka nauczyła się szanować,
nie jestem łatwy,
mnie jest trudno nawet w buzię pocałować,
do wątłej tratwy
tak się trudno wkomponować,
nie jestem łatwy,
ty do portu mnie zaprowadź!

(Maleńki, nauczę ciebie mocno żyć,
maleńki, szampana na śniadanie pić,
maleńki, odkrywać stale nowe dale,
nowe szczęście, nowe światy,
gdy zakwitną twego ciała,
gdy zakwitną twego ciała dzikie kwiaty.)

W listopadzie zaprosiłaś mnie do kina
i w cukierni postawiłaś duży krem,
no, a w grudniu, cóż, dziewczyna to dziewczyna,
powiedziałaś mi na ucho: „Och, je t’aime!”.

No, a potem zaprosiłaś mnie do siebie,
ja nie byłem jeszcze w damskim pied-à-terre,
i choć było mi u ciebie niby w niebie
– pamiętałem, gdzie busola, a gdzie ster:

Nie jestem łatwy,
i po dziwnie podejrzanych garsonierach
wśród nędznych praktyk
swego ciała niewinnego nie wycieram,
nie jestem łatwy
i wystrzegam się przygodnych znajomości,
nie jestem łatwy,
mnie trzeba długo prosić,
długo prosić,
dłuuugo prosić –
o okruszek mej miłości tyci...!

Co się polepszy - Agnieszka Osiecka

Agnieszka Osiecka - Co się polepszy

Jeszcze wczoraj pełna flasza,
jeszcze wczoraj biały rum,
jeszcze wczoraj — dobra nasza,
— dzisiaj tylko w głowie szum:

Co się polepszy, to się popieprzy,
kroczek pod górkę, trzy kroki w dół,
próżno rychtujesz starą dwururkę,
kiedy już dawno zabrakło kul..

Jeszcze wczoraj białe krosna,
jeszcze wczoraj dobra myśl,
jeszcze wczoraj twarz radosna,
no, a popatrz, no, a dziś:

Co się polepszy, to się popieprzy...

Jeszcze wczoraj dobra wola,
jeszcze wczoraj piękny plan,
no, a dzisiaj — hopla, hola,
a na dzisiaj — taki stan:

Co się polepszy, to się popieprzy...

Z kabaretu Olgi Lipińskiej

Umarł Polak - Agnieszka Osiecka


Edyta Jungowska - Umarł Polak
Z Kabaretu Olgi Lipińskiej

Agnieszka Osiecka

Zimę, po pierwsze, mamy ciężką,
a możeśmy też zanadto cwani,
coś nam ładnego bardzo - przeszło,
jak gdybyśmy odczarowani...
Ale to wróci, wrócić musi,
gdzież chytra minka do Polaka,
możeśmy trochę sercem głusi,
lecz dusza wciąż nie byle jaka,
oberek, obereczek, kujawiaczek...

Umarł Polak, umarł
i leży na desce,
umarł prostym chamem,
a ożyje wieszczem,
bo w Polaku - taki zwyczaj,
że nie żyje się za życia,
ale potem, hej, po śmierci,
to się Polak mocno wierci,
kipi, rośnie niby twaróg...
gdzie jest drugi taki naród?

Stoi otwarta Puszcza Piska,
sarny na serce w boru mrą,
niby siedzimy na walizkach,
a stare domy nam się śnią.
Każdy z nas - piechur i wędrowiec,
na pamięć kursy walut zna,
a do kierdelu białych owiec
rzewną pamięcią co dzień gna.

My chcemy do Europy - Agnieszka Osiecka


Kabaret Olgi Lipińskiej
My chcemy do Europy

Agnieszka Osiecka

Przez pole bieży pies
Oh yes, oh yes, oh yes
Z pagórka bije zdrój
O uj, o uj, o uj
W dole kwitnie malina
W boru ćwierka ptaszyna
I kwili Maryśka, ta seksu ozdoba
A nam się, panowie
Do licha, panowie
Nam się coś nie podoba

My chcemy do Europy, panowie
Kupą, panowie, hurtem, panowie
W Paryżu będzie zdrowiej, panowie
Kupą, panowie, hurtem, panowie
Już dosyć boryga i vivat ostryga
Nam zbrzydła machora
My chcemy do Diora

W końcu, bądźmy szczerzy
Nam się to należy
Myśmy są ozdobą świata
Jak tur przystojni
Z niczego hojni
I z brata też kawał chwata...

Chałupa płynie z krą
Bon, bon, pourquoi, bon, bon
Chłop wściekły niby mors
Of course, baby, of course
Nie brak wódki cieplutkiej
Skradli klucz od wygódki
Z godnością to znosi
Rodzima wątroba
A nam się, panowie
Cholera, panowie
Nam się coś nie podoba

My chcemy do Europy, panowie...

Albośmy, panowie
Cholera, panowie
Albośmy to jacy tacy
Czuj duch, Europo
Idziemy do ciebie
My fantastyczni Polacy...

O matko, Europo, Polacy idą
Europo, czuj duch! Idziemy

Hej, da dana - Andrzej Jarecki


Kabaret Olgi Lipińskiej
Hej, da dana

Andrzej Jarecki

Polną dróżką, ścieżką, steczką
Jeden z kosą, drugi z teczką
Jeden borem, drugi lasem
Zaśpiewamy sobie czasem...

Hej, da dana, hej, da dana❗
Hej, da dana dana, matulu kochana❗...

Na przełaje, skosem, boczkiem
Już traktory grzmią pod Stoczkiem
Wszędzie, wszędzie kosynierzy
Jeden stoi, drugi leży

Hej, da dana, hej, da dana❗...

Sami sobie żaglem, sterem
Już zjedzona bułka z serem
Minie czasu mało wiele
A cielę ogonem miele

Hej, da dana, hej, da dana❗

Już zjedzona bułka z serem
Już wracamy skosem, boczkiem
A nad każdym kosynierem
Pawie pióro z perskim oczkiem...

Hej, użyjmy żywota - Andrzej Jarecki


Kabaret Olgi Lipińskiej
Hej, użyjmy żywota

Andrzej Jarecki

Były książę duński Hamlet
Tak przemówił do młodzieży:
Nienawidzę, gdy ktoś skamle -
Być czy nie być, żyć czy nie żyć!

Hej, koledzy, więcej taktu,
Precz kompleksy i urazy,
Nie pytajcie mnie, żyć jak tu,
Ale raczej - ile razy!

Hej, użyjmy żywota,
Wszak żyjem tylko raz!
Dopóki jest ochota,
Dopóki jeszcze czas!

Choć w atmosferze słota,
W oświacie zaś ciemnota,
W moralności niecnota,
W estetyce brzydota,
W transporcie pełno błota
I w kasie mało złota,
A świat to zimny głaz.

Dalej, ruszajmy bryłę z posad,
Dalej, ruszajmy bryłę z posad,
Dalej, ruszajmy bryłę z posad,
Żyje się tylko raz,
Żyje się tylko raz!
Dwa, trzy, cztery!

Czasem się po śmierci zdarza,
Że Pan nagle powie "Wstań!" ci,
Lecz dwa razy żyć jak Łazarz
Pragną tylko dyletanci.

Raz to raz, mówi się trudno,
Każdy chyba myśl tę poprze,
Dwa to ciężko, trzy to nudno,
Niech już będzie raz, a dobrze!

Hej, użyjmy żywota...

Wesoła dwururka - Andrzej Jarecki


Kabaret Olgi Lipińskiej
Wesoła dwururka

Andrzej Jarecki

Zadręczają nas różne obawy
Strumień łez z oczu naszych ciurka
No bo jaki ma sens dla sprawy
Wesoła dwururka❓

Takie wesołe flinty
Mają wiadomy cel
Niby to żarty, finty
Niby słowiczy trel

"A w gruncie rzeczy zbrodnia!"
Woła nieufny chór
Nasza odpowiedź: Ognia❗
Ognia z obu rur❗

Cel - pal, cel - pal❗
Niech ci nie będzie żal
Do strzału broń, palce na spust❗
Piosenka rwie się z ust

Wesoła dwururko
Dubletem wal
We własne podwórko
I w cudzą dal❗

A w huku wystrzałów
I wśród eksplozji ech
Niech dudni straszliwy śmiech❗
Ha ha ha ha❗

Zarzucając nam ręce na szyje
Zapytała nas matka i córka
"Mówcie, w kogo właściwie bije
Wesoła dwururka❓"

Więc dalej z dubeltówki
Czy wróg to twój, czy druh❗
Niech dymią obie lufki
A zawsze będzie ruch❗

"Dwururka to dwuznaczność❗"
Woła nieufny chór
Nasza odpowiedź: Baczność❗
Ognia z obu rur❗

Cel - pal, cel - pal❗
Niech ci nie będzie żal
Do strzału broń, palce na spust❗
Piosenka rwie się z ust

Wesoła dwururko
Dubletem wal
We własne podwórko
I w cudzą dal❗

A w huku wystrzałów
I wśród eksplozji ech
Niech dudni straszliwy śmiech❗
Ha ha ha ha❗

Satyryk władzy - Andrzej Jarecki


Kabaret Olgi Lipińskiej
Satyryk władzy

Andrzej Jarecki

Żarciki zewsząd słychać wredne
Wciąż władzy wady się wytyka
A ona, to kociątko biedne
Nie ma swojego satyryka

Postanowiłem przyjść z pomocą
Dość mając negatywnych postaw
I z całą siłą, całą mocą
On społeczeństwo będzie chłostał - ja!

Ach, ty hołoto wciąż nie syta
Co tylko jeden program masz
Żeby się dorwać do koryta
I żarciem zapchać sobie twarz!

A ty lalusiu pięknoduchy
Co stale pełen much masz nos
Przyjrzyj się jak ministry-zuchy
Kują dla ciebie lepszy los!

Wszak troski rząd przejawia tyle
o szczęście dbając świata pracy
Że zawsze nas pozdrowi mile
Panie, panowie lub rodacy!

Gospodarności dając lekcję
Zadania stawia rząd i cele
A wam się wcale robić nie chce
I w piątek-świątek, i w niedzielę

To władza orze, sieje, zbiera
Dba z własną stratą o nasz zysk
Więc się natychmiast wprzęgnij w kierat
A nie - to zamknij pysk!

Złóż przed ołtarzem kraju dań swą
I tak jak pszczoła kocha ul
Pokochaj wreszcie swoje państwo
A nie - to gębę stul!

Zobaczysz, że się kiedyś sprzykrzą
Rządowi te nabrzmiałe troski
I PKS-em albo rykszą
Wyjedzie sobie nagle z Polski

A wtedy ty, przyziemna glisto
Odpowiedzialność weź za kraj
Spróbuj dorównać tym ministrom
Tyle co oni z siebie daj!

Znowu pogrążysz kraj w chaosie
Podpalisz znów strajkowy lont
Ty ład masz i porządek w nosie
Fora ze dwora, wont!

Szeptały koła te i owe
Że z wrogiem idę ręka w rękę
Na zamówienie więc rządowe
Skomponowałem tę piosenkę!
Na zamówienie więc rządowe
Skomponowalim tę piosenkę!