Czesław Niemen
Jeszcze swój egzamin zdasz
Marek Gaszyński
Robisz to co chcesz
Mówisz to co wiesz
Wszystko byś zmienić chciał
Każdy zwykły gest, każda prosta myśl
Wszystko to złości cię
Lecz poczekaj, mamy czas
Tyle mamy dni, cały wiek
Popatrz, jaki świat
Ile trudnych spraw
Jeszcze dziś nie znasz ich
Jeszcze przyjdzie czas
Jeszcze parę lat
Może ktoś radę da
Jeszcze swój egzamin zdasz
Będziesz umiał coś
Na pewno sobie doskonale radę dasz
Zobaczysz minie złość, cały gniew
Teraz masz szesnaście lat
Owszem to jest coś
Lecz kiedy swój egzamin jeszcze zdasz
Przejdzie cała złość, cały gniew
Nawzajem niepotrzebni sobie już pośród dnia
Mierzymy zawodami czas wspólnych lat
Nie chcemy jeszcze wierzyć, nie
Że nasza miłość jest już snem
Zawiera niepokoju smak każdy nowy dzień
Dawnego przywiązania drży nikły cień
Gdy nagle z twarzy obcej już
Znów patrzą oczy twe ze snu
Jestem jeszcze tu, jesteś ty
Za rok życie zetrze żalu łzy
Tylko czasem w wirze lat
Serce znajdzie wspomnień ślad
Zabrakło dojrzałości nam w trudnych szarych dniach
Zabrakło zrozumienia dla kilku wad
Nie chcemy jeszcze wierzyć, nie chcemy wierzyć
Że nasza miłość jest już snem
Allilah na imię ma dziewczyna ta
A w oczach jej widzę mój Azerbajdżan
Jej ojciec kazał bym w doliny zszedł
Jej oczy przez siedem lat goniły mnie
I jeszcze dzisiaj kiedy jestem sam
Pamiętam, że one gdzieś zostały tam
Niepokój głęboko noszę w sercu swym
Nie mogę zapomnieć tamtych chwil
Gdy pierwszy raz olśniony blaskiem oczu jej
Poczułem ich ciepło na dnie duszy mej
Wysoko w górach stary auł śpi
Już w ciemnych jeziorach księżyc znikł
Lecz wydobędę z głębin jego srebrny sierp
Zaniosę dziewczynie - przyjdzie ten dzień
Allilah czekam na rozstaju dróg
Na pewno powrócę gdy pomoże Bóg
Osiodłam wiatr i nieomylnie trafię tam
Gdzie oczy Allilah i Azerbajdżan
Polskie drogi (instr.) Igram wciąż - C. K. Norwid
Taniec dworski, Romeo, Julia, Pojedynek (instr.) Pieśń XXIV - Zegar, słyszę wybija - J. Kochanowski
Motet - Eritis Sicut Deus (instr.)
Te wieczory fosforyczne i w powietrzu zapach siarki pachnie piekłem, spalinami i dziewczęce z puszkiem karki koło kiosku mężczyzn wianek to wieczory niekochanych Strzelasz piwko raz i drugi i już bracie masz kopytka jeden, który piwko sączy mówi: tak, ta jest niebrzydka więc podchodzisz roześmiany to jest salon niekochanych I pomimo żeś jest diabeł i że diable sączysz słówka to już na nią ktoś tam czeka mowa twoja bardzo krótka facet pięknie jest ubrany to wieczory niekochanych Znikły szybko twe kopytka znowu człapiesz buciorami w ustach cierpko, cierpko w ustach pachnie kurzem, spalinami i neony są jak rany to wędrówki niekochanych Gasisz światło i zasypiasz sen twój muszlą z szumem głosów z kobietami różowymi idziesz z jakąś w dal gdzieś szosą i jest dobrze jak u mamy to są noce niekochanych
Zapytaj niewiast, gdy same na drodze,
Gdy rozrzewnione gubią się w płakaniu...
Zapytaj mędrców, albo na podłodze
Leżących prochów, bo skorsze w uznaniu!
Albo zapytaj siebie, ale w chwili,
Gdy pod stopami glob ci się zakręci,
I cudza w tobie waga się przesili,
I w swojej mierze staniesz, bez pamięci:
Pojechał w obce strony
Paź na koniku wronym
O jak ciężkie od smutku ma serce
Koń niesie go gdzie zechce
Zatrzymał się u źródła
Jak z tym smutkiem na sercu żyć trudno
Na jesionowej korze
Wyrył jej imię nożem
O, jak ciężko się rozstać z dziewczyną
Po twarzy łzy mu płyną
Gdy król u źródła staje
Smutek ciąży na sercu jak kamień
Pyta królowa pani
Kto go tak w serce zranił
Po rozłące, kto smutek wypowie
Będziesz paziem królowej
Potem z dworką wesele
Jedno serce, a smutku tak wiele
Pojechał w obce strony
Paź na koniku wronym
O jak ciężkie od smutku ma serce.
Koń niesie go gdzie zechce
Zatrzymał się u źródła.
Jak z tym smutkiem na sercu żyć trudno
Czarnych myśli zaniechaj
Królu racz sam odjechać
W śmierci moja jedyna pociecha
Maryj rozlicznych (a tych nigdy dosyć!),
Jasnych Magdalen z bujnymi włosami,
Roztropnych Zofii - i genialnych Teres,
I dnie, i noce nie ustawam prosić,
Żeby raz skończyć świat z interesami!...
*
Ta jest modlitwa, a i ten interes,
Żeby raz ludzkość weszła do okresu,
Który jej z dawna należy się logicznie,
Gdzie już żadnego nie ma interesu
I gdzie już nic się nie robi praktycznie.
*
I o to święte proszę, które noszą
Grzebień z promieni i łzę mają w oku,
I z Weroniką od łkań się zanoszą
Na purpurowym obłoku - -
Dobranoc! już dziś więcej nie będziem bawili,
Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy,
Dobranoc, niech odpoczną po łzach twoje oczy,
Dobranoc, niech się serce pokojem zasili.
Dobranoc, z każdej ze mną przemówionej chwili
Niech zostanie dźwięk jakiś cichy i uroczy,
Niechaj gra w twoim uchu; a gdy myśl zamroczy,
Niech się mój obraz sennym źrenicom przymili.
Dobranoc, obróć jeszcze raz na mnie oczęta,
Pozwól lica. - Dobranoc - chcesz na sługi klasnąć?
Daj mi pierś ucałować. - Dobranoc, zapięta.
Dobranoc, już uciekłaś i drzwi chcesz zatrzasnąć.
Dobranoc ci przez klamkę - niestety! zamknięta!
Powtarzając: dobranoc, nie dałbym ci zasnąć.
Czesław Niemen Domek bez adresu Andrzej Tylczyński
Spójrz, szczyty już w płaszczu chmur, to na pożegnanie
Staw, Czarny Staw żegna nas wspomnieniami
Gdy wrócisz tu, przejdziesz znów Pięciu Stawów szlakiem
Sznur wspomnień z gór będzie ci drogę znaczył
Tam znajdziesz mnie w chatce tej, gdzie samotna jodła
Stać będę w drzwiach, zaraz mnie z dala poznasz
Stąd będę wciąż patrzeć w dół, aż nadejdzie wieczór
Czy znajdziesz znów domek mój bez adresu...
Pamiętam dawne ulice
Całe w akordach i trelach
Dźwięki harmonii i skrzypiec
Aleja Róż, Bagatela
Znam tysiąc ulic na świecie
Paryskie, londyńskie, rzymskie
Najmilsze jednak są przecie
Te stare Jerozolimskie
Melancholijny jest Solec
Zimą, jesienią i wiosną
Ja bardziej od Solca wolę
Pragi uliczki radosne
Może ta piosnka niektórym
Błaha się wyda i śmieszna
Ja słyszę jak nucą mury
Zgody, Podwala i Leszna
Ulice szkolnych miłości
Całe w skowronkach i psotach
Tu wyznać mogłeś najprościej
Moja ty Piękna i Złota
Potem z dziewczyną naiwną
Snuć się Mokotowskim Polem
Iść na wagary na Piwną
Wieczorem na Agrykolę
Ulice niby piosenki
Z nich każda jak kantylena
Dźwięk melodyjny i miękki
Widok, Kanonia, Chopina
Ulice jak tony skrzypiec
Nazwał je chyba poeta
Foksal i Nowolipie
Bugaj, Frascati i Freta
Gdzieś obok nas, obok nas życia nurt Obok nas świateł blask, miasta rytm, gwar i szum Obok nas płynie tłum, obok nas tyle zmian Niesie czas, dzieje się tyle spraw A my, jak we śnie, jak we śnie, jak we mgle Razem wciąż, sami wciąż, oczy twe, usta twe Ja i ty, tylko ty, na co nam świat, na co czas To wszystko trwa obok, obok nas Wciąż obok nas, obok nas życia nurt Kocham twych oczu blask, pragnę wciąż twoich ust. Ale spójrz, ale patrz, ile zmian wokół nas Dzieje się tyle spraw, życie ma wiele barw Więc chodź póki czas z życia pić każdy haust Czerpać je, wdychać je, poznać trud, poznać gniew Szczęścia smak, walki smak, bo żaden cień, żaden blask Nie może przejść obok, obok nas
Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła, To ty, to ty jesteś ta dziewczyna, która do mnie na ulicę wychodziła. Od twoich listów pachniało w sieni, gdym wracał zdyszany ze szkoły, a po ulicach w lekkiej jesieni fruwały za mną jasne anioły. Mimozami zwiędłość przypomina nieśmiertelnik żółty - październik. To ty, to ty, moja jedyna, przychodziłaś wieczorem do cukierni. Z przemodlenia, z przeomdlenia senny, w parku płakałem szeptanymi słowy. Księżyc z chmurek prześwitywał jesienny, od mimozy złotej majowy. Ach czułymi, przemiłymi snami zasypialem z nim gasnącym o poranku, w snach dawnymi bawiąc się wiosnami, jak ta złotą, jak tą wonną wiązanką...
Czesław Niemen Co się stało matko z moim snem Ernest Bryll
Co się stało matko z moim snem
Co się stało matko, co się stało
Dawniej pod bukowym liściem umiałem zasnąć
Teraz się przewracam na białych prześcieradłach
Co się stało matko, matko z moim snem
Ledwo pod powieką zacznie mi gasnąć światło
Już przychodzą zmory, już snują w uszy słowa
Które sam mówiłem tak wykręcone nagle
Garbate, szpotawe, obce a moje
Co się stało matko
Co się stało matko, matko z moim snem
Potem nimi mieszam w gliniastej brei
Wyrywając ręce lepię coś z trudem
Ale wciąż wyłażą spod moich palców
Co się stało matko
Co się stało matko, matko, matko z moim snem
Roku tego było najgorzej.
Leżeliśmy z bratem w małej ziemiance
Brat od głodu miał całe nogi we wrzodach
Kolegów naszych wybito
Pamiętam, jak płakał mój brat najmłodszy
Łzy mu zamarzały na siwej brodzie
Bo się nagle biały, cichy jakby gołąbek zrobił
Na naszym wygnaniu
Wszyscy tam cichli nagle
Milkli o świtaniu. Milkli
O świtaniu, o świtaniu
O świtaniu, w tej okrutnej godzinie,
O świtaniu, tu się sny zlatują,
O świtaniu, gdzieś od rodzinnych domów
O świtaniu, z dzieciństwa miłego
O świtaniu, ktoś krzyknął czasem
O świtaniu, widziałem kolegów
Co się stało matko z moim snem
O świtaniu, kiedy nad ranem
O świtaniu, nagle umierali
O świtaniu, chociaż budzili się potem
O świtaniu, stawali do naszej krwawej pracy
O świtaniu, już byli trupami, trupami
O świtaniu, które się jeszcze trochę wlokły
O świtaniu, wlokły razem z nami zanim upadły
Co się stało matko
Co się stało z moim snem