Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołakowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołakowski. Pokaż wszystkie posty

Miasteczko Bełz - Roman Kołakowski


Roman Kołakowski
Miasteczko Bełz


Mój mały Icełe
Stał się historią świat, w którym żyłeś
Wszystko zmieniło się
Lecz ty się chyba najbardziej zmieniłeś
Odwiedzasz stary kraj
Odmawiasz kadysz z oksfordzkim akcentem
I wciąż „Die Strasse frei”
Dudni w twej głowie żałobnym świętem

Mój drogi Icełe
Wiem, bardzo boli co się zdarzyło
Pragnę zrozumieć cię
Zrozum i ty, mnie na świecie nie było
Więc tylko z wierszy znam
Dziwną elegię miasteczek żydowskich
I wciąż w pamięci mam
Jedną z piękniejszych melodii polskich

Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz
Gdzie powędrowali ci co tu mieszkali
Wiatr rozwiał ślad
Miasteczko Bełz, mein sztetele Belz
To kilka słów w jidysz
A Polskę w nich widzisz sprzed wielu lat

Ktoś ma swój mały Bełz
Ktoś inny ma Wilno albo Lwów
I wciąż tak wiele serc
Zaczyna bić żywiej na dźwięk tych słów

Miasteczko Bełz, kochany twój Bełz
Maleńka mieścina
Gdzie twoja dziewczyna i dom twój jest
Miasteczko Bełz, mein sztetele Belz
Czas, co stał się baśnią
Niech żalom i waśniom położy kres

Ktoś ma swój mały Bełz...

Obrazy: Józef Charyton


Fot. Roman Vishniac

W kamieniczce Pod Złotym Psem - Roman Kołakowski


Roman Kołakowski
W kamieniczce Pod Złotym Psem

Jeśli zechcesz wypić piwo
W tych gotyckich starych murach
Przy stoliku wnet się zjawią
Brecht, Wysocki i Stachura

Będą uporczywie milczeć
I spoglądać przenikliwie
Aż się w końcu zdecydujesz
I postawisz im po piwie

A gdy swe schrypnięte gardła
Złotym płynem już ukoją
Każdy zechce ci zanucić
Ulubioną strofkę swoją

A ty śpiewaj razem z nimi
Nie bój się własnego głosu
No bo skoro już tu jesteś
Jesteś wybrańcem losu

W kamieniczce Pod Złotym Psem
Świat jest kabaretowym snem
Gdzie się w papierosowy dym
Wplata sentymentalny rym

W kamieniczce Pod Złotym Psem
Życie jest dla poezji tłem
Szelest słów zawsze tutaj brzmi
Echem dobrych minionych dni...

W tych gotyckich starych murach
Tkwi niejedna tajemnica
Wprost ze sceny tu przychodzą
Kordian, Hamlet i Wścieklica

Zostawiają maski w szatni
Po kamiennych schodzą schodach
By odnaleźć cień Tartuffe’a
I Konrada Wallenroda

Zawsze możesz na nich liczyć
Gdy posprzeczasz się z dziewczyną
Byś nie musiał pić samotnie
Będą z tobą pili wino

Potem z rozpalonym czołem
Możesz wiersze deklamować
To gdzie indziej się nie zdarza
Przyjaciół tu przyprowadź

W kamieniczce Pod Złotym Psem...

Wrocław 👉👉👉👉

Wysocki - Kołakowski - Dom psychicznie chorych


Песня о сумасшедшем доме - Dom psychiczne chorych

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Marnych artystów trzeba truć
Prowincjonalną scenę rzuć
Czy to jest teatr, pytam
Czy psychicznie chorych dom
Prorocza wizja spełnia się
Do wariatkowa wzięli mnie
Mięciutkie ściany, okien brak
A drzwi bez klamek są

Na korytarzach świrów tłum
W oczach agresja, w głowach szum
Sanitariusze lubią bić
Lub zimną wodą zlać
To medycyny nowy cud
Terapia poprzez lęk i głód
Z jedzenia okradają mnie
Boję się jeść i spać

Dziś do czytania dali mi „Idiotę”
Dostojewski drwi z normalnych ludzi
Zło jest złem, nie metaforą zła
Gogola nie wspominam już
Bo tutaj nie ma martwych dusz
A każda żywa dusza
Na kaftanie numer ma

Literatura testem jest
Każdą reakcję, każdy gest
Wyśledzą, zanotują
Jaki efekt impuls dał
Ktoś w izolatce wali łbem
O ścianę, krzycząc, że jest psem
Pawłowa, pielęgniarki gryzł
Bo Nobla dostać chciał

Dziś pan profesor wyznał mi
Ja tracę zmysły, a czy ty „Lolitę” znasz?
Do gabinetu w nocy musisz wpaść
O Boże! Jest naprawdę źle
Wolę cenzurze poddać się
Nie leczą nieprawomyślności
Prochy ani maść

Dlatego czytam zamiast śnić
Analfabetą wtórnym być nie umiem
Choć z przypadków te najcięższe tylko znam
Błagam ja, ze mną, dla was, was
Puśćcie kto kogo, komu czas
Do domu jego, jemu, nim
Nim się zabije sam

Wysocki - Kołakowski - Ostatni wiersz


И снизу лед, и сверху - Ostatni wiersz

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Marinie

Pode mną lód i zbita kra nade mną.
Czy przebić strop, czy wgryźć się w twarde dno?
Wynurzyć się, nadziei łyk zaczerpnąć
I czekać znów na nie wiadomo co.

Lodowe pole, z głośnym trzaskiem pęka.
Na czole pot jak prosty oracz mam.
Powrócę jak okręty w mych piosenkach.
Ten stary wiersz najlepiej chyba znam.

Mniej niż pół wieku żyłem, liczyć nie ma czego.
Dwanaście lat chroniłaś mnie, a z tobą dobry Bóg.
Mam o czym śpiewać przed obliczem Najwyższego -
Rozgrzeszy mnie najcichsze z moich słów.

Pode mną lód i zbita kra nade mną.
Czy przebić się?...

Wyk. Roman Kołakowski, Nikita Dżigurda

  👉TUTAJ z tekstem Agnieszki Osieckiej

Wysocki - Kołakowski - Dlaczego Aborygeni...


ПОЧЕМУ АБОРИГЕНЫ СЪЕЛИ КУКА
DLACZEGO ABORYGENI ZJEDLI COOKA

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


No, po co szukać wciąż nowego kraju?
Już lepiej w starym żyć jak młody bóg!
Dzień wspominając, gdy cudowny brzeg Hawajów
Odkrył przypadkowo żeglarz Cook.

Najpierw pomyślał, że przypłynął do Australii,
Daleki ukrył się za mgłą...
A na tym lądzie kanibale wśród azalii
Jedli - specialite a la maison.

I właśnie tam Aborygeni zjedli Cooka.
Dlaczego? Przyczyn nie zna nauka.
Ja myślę, że się nikt sensacji nie doszuka -
Jeść im się chciało, więc zjedli Cooka.

A może ich zawiodła translatorska sztuka
I zdanie: Świetny smak ma kok w załodze Cooka!
Zabrzmiało jak zachęta, żeby go zaciukać,
Lecz zamiast koka stuknęli Cooka.

Kok miał w kokpicie kokę, Cook na koka fukał:
Nie roznoś koki po kajutach, do kaduka!
Zginiemy, gdy wśród nocnych wacht powstanie luka!
I Cook miał rację, bo nie ma Cooka.

Kok zrozpaczony zażył koki na frasunek
I krzyknął: Dzicy zjedli Cooka przez szacunek!
Inną teorią niech pamięci nikt nie bruka -
Chwilą milczenia uczcijmy Cooka!

Więc wódz krajowców, chociaż miał naturę mruka,
Przeprosił koka, gdy mu zwracał kości Cooka,
A kok kokilką kokosową się z nim stukał...
Już mu się śniła Cooka peruka!

Do dziś Aborygeni z Cookiem kłopot mają,
Gryzą się i kuku na muniu wprost dostają,
Gdy na historii ludożerstwa uczeń duka,
Że dobry człowiek był z tego Cooka!

Wysocki - Kołakowski - Liryczna


ЛИРИЧЕСКАЯ - LIRYCZNA

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Tu drzewa są smutne i drżą cały czas,
Tu ptaki śpiewają trwożliwie -
Ja wiem, pewnie ktoś zaczarował ten las
I żyć tu nie można szczęśliwie.

Usychają czeremchy i wiatr wieje zły,
Zimny deszcz ziemię tnie z pasją dziką
Ja cię muszę stąd zabrać, zaufaj więc mi -
Pałac mam wypełniony muzyką.

Ten las czarnoksiężnik przede mną chce skryć
Na tysiąc lat świetlnych. Daremnie.
Nieprawda, że świat taki ciemny ma być
Jak ten, w którym żyjesz beze mnie.

Zamiast rosy o świcie na trawie lśnią łzy,
Księżyc mrokiem się dzieli z gwiazdami.
Ja cię muszę stąd zabrać, zaufaj więc mi -
Pałac mam wypełniony wierszami.

Ten dzień musi nadejść. Nadzieję wciąż mam,
Że kiedyś mnie szeptem zawołasz,
A ja - ja na rękach zaniosę cię tam,
Gdzie nikt nas odnaleźć nie zdoła.

Wyrwę cię z tego świata, lecz szansę mi daj,
Mroczny las zmienię w jasne przestrzenie.
Dla nas dwojga w szałasie też może być raj,
Jeśli pałac był tylko złudzeniem...

👉TUTAJ w przekładzie Pawła Orkisza

Fot. 2. Marina Vlady w filmie "Czarownica"

Wysocki - Kołakowski - Przewrót


Переворот в мозгах - Przewrót

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Przewrotu widmo znów nawiedza kraj
Przewraca nam się w głowach, niby zdrowych
Zapragnął szatan piekło zmienić w raj
Dla starych diabłów i pokoleń nowych

A jeden czart przy kotle numer sześć
Co rajskim był agentem już od dawna
Szyfrogram wysłał – oto jego treść
Zabawa w raj piekielnie jest zabawna

Właściwie wszyscy tylko dobra chcą
Ku pięknu dąży każda kreatura
Więc zlikwidować czas placówkę mą
Już niepotrzebna w piekle agentura

A szatan obciął ogon, wyrwał kły
I z takim odmienionym wizerunkiem
Przemawiał w radiu, ocierając łzy
Że tylko raj dla piekieł jest ratunkiem

Rozległo w piekle się hip hip hura
Niech wspólny cel uświęci wspólną pracę
W społecznym czynie każdy diabeł ma
Po siedem grzechów głównych dać na tacę

Do boju wzywał trąb piekielnych dźwięk
Wygramy tę batalię – Boże drogi
Grzeszników w piekle nie opuszczał lęk
Aniołom w raju wyrastały rogi

Do piekła szły, co rajem było już
Ku światłu wiodła ciemna droga w błocie
A szatan szydził z nieśmiertelnych dusz
Bezwarunkowo wróci dożywocie

Czy szatan był kretynem? Raczej nie
Choć z tajnych akt i kretyn coś wygrzebie
I diabły i anioły bały się
Na wszystkich miał papiery, oprócz siebie

Tak raj się zmienił w pomyleńców dom
Gdzie nawet diabły czuły się jak w matni
Podniosły bunt, a on porzucił tron
I zaklął szpetnie, chyba raz ostatni

Na ziemię uciekł, nie wie nikt kim jest
Stosuje jednak wciąż sposoby stare
Wymusza skomląc litościwy gest
W kościelnej kruchcie złóżcie mi ofiarę

Jakiemu Bogu służy? Czort go wie
Za kogo się podszywa w naszym kraju?
Tak łato raj zamienia w piekło się
A szatan w piekle może żyć jak w raju…

Wysocki - Kołakowski - Dzień urodzin porucznika milicji


День рождения лейтенанта милиции в ресторане "Берлин"
Dzień urodzin porucznika milicji w restauracji "Berlin"

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski

Kto się potrafi wczuć w rozterki wiernej duszy?
Dziś mundur mi przynosi tylko wstyd.
Wypijmy jednak za funkcjonariuszy.
Za tych z milicji nie pije nikt!

Wziąłem pół litra w restauracji „Berlin” -
Są tu panienki, co lubią śmiech i gwar.
Może zaproszę je? Mam w domu dwie konserwy.
Będzie zakąska, gdy zamkną nocny bar.

Wiem, że alkohol tej nostalgii nie zagłuszy.
Dziś mundur mój to towarzyski zgrzyt.
Wypijmy jednak za funkcjonariuszy.
Za tych z milicji nie pije nikt!

Tu byle dziwka ma kosmiczne honorarium,
Ja - urodziny i pustkę w sercu mam,
Łzy gorzkie muszę lać i wódkę do akwarium
I z glonojadem do świtu gadać sam.

Kto bryłę świata dziś z wygodnych posad ruszy,
Jeśli nie my - za taki marny wikt?!
Dlatego pijmy za funkcjonariuszy.
Za tych z milicji nie pije nikt!...

Przypowieść błękitna - Roman Kołakowski


Ewa Dałkowska, Roman Kołakowski
Przypowieść błękitna

Roman Kołakowski

W bezbarwnym, w bezwonnym czasie
W miejscach znaczonych pustką
W niebieski tramwaj wsiadają
Ruszają w drogę najdłuższą

Zawiódł czerwony autobus
Megafon schrypł i zardzewiał
Z czterech najdalszych przystanków
Ruszają w drogę do nieba

Za swe niedrogie marzenia
Płacą walutą zbyt twardą
Marek i Rafał, Edward, Tadeusz
Hej, czas pożegnać się z Marią

W niebieskiej knajpie przy drodze
O życie w kości zagrają
Tadeusz, Edward, Rafał i Marek
Hej, kto następny do raju

I piją piwo wpatrzeni
W dekolt niebieskiej kelnerki
Tadeusz, Marek, Edward i Rafał
Hej, czemu nie ma tancerki

Tańczą przy skrzypcach diabelskich
Gra im anielska orkiestra
Tadeusz, Marek, Rafał i Edward
Hej dudni tancbuda niebieska

A kiedy sił im brakuje
By ból zmęczenia złagodzić
Pan Szafirowy skraca ich podróż
Sam im naprzeciw wychodzi

I błogosławi swym synom
Znużonym drogą śmiertelnie
Więc niebieskiemu wydawcy składają
Bezbożną swą ewangelię

Łzy popłynęły aniołom
I cisza trwa w całym niebie
Bo Pan na nowo wierzy w człowieka
Choć przestał wierzyć już w siebie

W bezbarwnym, w bezwonnym czasie
W miejscach znaczonych pustką
W niebieski tramwaj wsiadają
Ruszają w drogę najdłuższą...

Fotografie:

Tadeusz Borowski
Marek Hłasko
Edward Stachura
Rafał Wojaczek

Denuncjacja deklinacji - Roman Kołakowski

Ewa Dałkowska, Roman Kołakowski
Denuncjacja deklinacji

Roman Kołakowski

Młoda pani polonistka
Bez rutyny i praktyki
By polszczyzna była czysta
Nauczała gramatyki

A że dzieci były tępe
Pani aż pękała głowa
Lecz dzień w dzień z uporem świętym
Wciąż deklinowała słowa

Ucznia szarpie znów za włosy
A nią samą szarpią nerwy
- Jan, nie mówi się "mam nosa"
A "mam nos", bo tak brzmi biernik

Jesteś matoł, leń do tego
Coś z inteligencją marnie
Z ciebie śmieją się jednego
Cała klasa solidarnie

Znowu ci postawię dwóję
Znów na drugi rok zostaniesz
- Jeszcze tego pożałujesz
W myślach się odgraża Janek

Potem zaś donosik sklecił
I podpisał się "Półgłówek"
- Pani w szkole uczy dzieci
Różnych zakazanych słówek

Nie pomogły wyjaśnienia
Ni przyjaciół wiernych grono
Za tak straszne przewinienia
Panią z pracy wyrzucono

A Janeczek, choć miał dwóję
To uśmiecha się z ukosa
I rzecz całą konkluduje:
- Zwyciężyłem, miałem nosa

Ci, co błędy popełniają
W prostej polskiej deklinacji
To zazwyczaj zwyciężają
Przy pomocy denuncjacji

To najprostsza jest taktyka
By się pozbyć zbyt ambitnych
Dureń zwykle wprost unika
Ludzi prawych i wybitnych

Gramatyka to jest bzdura
Kiedy kryzys gospodarczy
Po co nam literatura
Słuszna linia nam wystarczy

Piosenka o zwariowaniu - Roman Kołakowski


Ewa Dałkowska - Piosenka o zwariowaniu

Roman Kołakowski - Zwariować

Ech, zwariować raz naprawdę
Najlepsze rady cisnąć w kąt
Pełną piersią dmuchnąć w żagle
I powiosłować znów pod prąd

Ech, zwariować raz dla wprawy
Wybierać się jak Piast na zjazd
Rozhuśtać księżyc dla zabawy
Wygasić światła wielkich miast
Usłyszeć płacz ścinanej trawy
Zobaczyć ciemną stronę gwiazd

Ech, zwariować raz bez sensu
A niech się kręci wielka gra
Wpuścić bąka do kredensu
I niech tam brzęczy zamiast szkła

Ech, zwariować dla fasonu
W najlepsze spać, gdy czuwa wróg
Karabin wstawić do flakonu
Na fortepianie zasiać głóg
Niech czarnuch wreszcie spuści z tonu
Zanim go zniżą do pół nóg

Ech, zwariować dla przykładu
Wóz albo przewóz, raczej wóz
W środku zimy biec do sadu
Niech nam nachucha taki mróz

Ech, zwariować i mozolnie
Trojańskie konie wpędzać w cwał
Uchwalić wreszcie coś oddolnie
Szampanem oddać pierwszy strzał
Bo kto zwariuje dobrowolnie
Luźniejszy kaftan będzie miał

Wiersze - Roman Kołakowski


Roman Kołakowski - Wiersze

Hej spójrz na tamten las
Jak skrywa się we mgle
Czy on się boi nas
Kto wie, kto wie, kto wie

Hej spójrz na białą mgłę
Jak tuli głogu krzak
Czy za nas wstydzi się
Czy tak, czy tak, czy tak

Na ptaka w locie spójrz
Spojrzeniem nagłym znacz
Powiędłe płatki róż
I płacz, i płacz, i płacz

A potem swoje łzy
Jak czarne perły zbierz
I napisz także ty
Choć jeden mądry wiersz

Pejzaż mój kochany - Roman Kołakowski


Roman Kołakowski, Kazik Staszewski
Pejzaż mój kochany

Ósmego czerwca roku
Pięćdziesiątego szóstego
Tragicznie zmarł w Nowym Jorku
Polski poeta Jan Lechoń

Gdy na nic się nie przydają
Słowa zbierane tak skrzętnie
Ludzie się z życiem rozstają
Spokojnie, wręcz beznamiętnie

Śmierć to wytrawny myśliwy
I dobrze stara się o to
By na ratunek nie przybył
Wzywany wilczą tęsknotą

Śląsko-galicyjski
Pszenno-buraczany
Sielsko-kalwaryjski
Pejzaż mój kochany

I po cóż to drżenie serca
Kogo to w końcu obchodzi
Że właśnie dzień ósmy czerwca
To właśnie dzień twoich urodzin

Przed lustrem min zestaw ćwiczę
A gęba wciąż azjatycka
Zachwycam się Gombrowiczem
A piszę jak Konopnicka

Chopin, zgryzota i grusza
Nudzę się strasznie i ziewam
Dawno już to mnie nie wzrusza
A mimo wszystko opiewam

Śląsko-galicyjski...

Jedenastego września
Tsunami, wieczna komisja
Wolność ułomną przedrzeźnia
Sondaż, reklama, transmisja

Owijam brudną gazetą
Słowa i myśli kalekie
Nie jestem wielkim poetą
Lecz ciągle żywym człowiekiem

Więc póki czuję ból w skroniach
Niech żadne wiersze nie milczą
By zapamiętał Lechonia
Wzywany tęsknotą wilczą

Śląsko-galicyjski...

Fot. Roman Kołakowski, Jan Lechoń, Kazik Staszewski

Jacques - Kołakowski - Klaun


KLAUN - CLOWN

Martyn Jacques - Roman Kołakowski

Wesoło smutną rolę gram
Mój los to wieczny bal
Pod szminką twarz prawdziwą mam
Twarz, której tak mi żal

Pokrywam barwnym kłamstwem ból
Na wstyd nakładam róż
Nikt dawno zza płóciennych ścian
Nie dzwoni do mnie już

Wyblakłych fotografii plik
Wypiera się barw mdłych
Dorosłe dzieci wstydzą się
Zdrobniałych imion swych

Z upadków moich drwiliście
Mój zgon ośmieszy was
I martwy klaun uśmiecha się
Czas wybrał mnie, ja czas

Wesoło smutną rolę gram…

Ciemnieje na literach krew
Ostatnich paru zdań
Rdzewieje brzytwa obok mnie
Na zawsze milknie krtań

Wesoło smutną rolę gram…

Roman Kołakowski, The Tiger Lillies

Obrazy: Bernard Buffet

Jacques - Kołakowski - Przewoźnik


PRZEWOŹNIK - BOATMAN

Martyn Jacques - Roman Kołakowski

Przewoźnik przez rzekę się łodzią przeprawia
Lecz ciał, martwych ciał z mrocznych wód nie wyławia
Powtarza uparcie, to kara za grzech
I w śmiech, w śmiech

Przewoźnik przeprawia się łodzią przez rzekę
I widząc co było niedawno człowiekiem
Powtarza uparcie, to kara za grzech
I w śmiech, w śmiech

Spogląda jak ciała hen, hen odpływają
Nie mają adresów i imion nie mają
Unosi je odór, to kara za grzech
I w śmiech, w śmiech

Przewoźnik przez rzekę się łodzią przeprawia…

Ten odór co wzdyma wśród fal martwe ciała
To dusza, ta dusza, co wieczna być miała
Wiecznością jest rzeka – przewodnik to wie
Śmieje się, śmieje się

Roman Kołakowski, The Tiger Lillies

Brel - Kołakowski - Piosenka starych kochanków


LA CHANSON DE VIEUX AMANTS
PIOSENKA STARYCH KOCHANKÓW
Jacques Brel - Roman Kołakowski

Mojego życia burzą byłaś
Dwadzieścia pięć niedobrych lat
Od innych stale odchodziłaś
Ja innym układałem świat
Straciliśmy najlepszy czas
I teraz prześladuje nas
Widok pokoju bez kołyski
Nie mamy wspólnych wspomnień, cóż
I boję się zapytać już
Czy byłem ci naprawdę bliski

Wymodlę cię
Najbliższa i najdalsza, uwierz, że
I świt ze zmierzchem mogą złączyć się
Jesteś miłością mego życia

Czy chociaż raz szczęśliwa byłaś
Twe oczy szarym smutkiem są
Pułapkę na mnie zastawiłaś
Lecz wpadliśmy oboje w nią
Mężczyźni ci, o których wiem
Byli dla ciebie drżącym snem
Nie mogę mieć pretensji cienia
Ja także wiele kobiet znam
Osobno się udało nam
Zestarzeć bez wydoroślenia

Wymodlę cię…

Przez palce dzień za dniem przecieka
Wysycha w oczach słony czas
A nuda co na miłość czeka
I szept i krzyk zabija w nas
Nam jednak nie zabraknie łez
Bo źródło marzeń wieczne jest
Nie musi zawsze być jak było
Nie może świat potępić nas
Że chcemy razem pierwszy raz
Walczyć o siebie i o miłość

Wymodlę cię...

👉TUTAJ w przekładzie W. Młynarskiego

Cohen - Kołakowski - Hotel Chelsea


CHELSEA HOTEL NO. 2 - HOTEL CHELSEA
Leonard Cohen - Roman Kołakowski

Zapamiętać cię chcę z czasów Chelsea Hotel
Odrzucaliśmy lęki i wstyd
Fantastyczny trwał sen nim dopalał się skręt
Limuzyny, trzask fleszy i blichtr
Nowy Jork wielbił cię, śmiało weszłaś w tę grę
Sukces, sława, pieniądze i seks
Dosyć miałką miał treść popularny mój wiersz
Miłość to puste słowa i krew

Niepoważnie słów sens traktowałaś i mnie
Więc odeszłaś czas zmienił swój bieg
Teraz, gdy nie ma cię nikt nie dowie już się
Czy kochasz, czy nie kochasz
Czy kochasz, czy nie kochasz
Zagadałaś swe życie na śmierć

Zapamiętać cię chcę z czasów Chelsea Hotel
Tajemnicy otaczał cię nimb
Wielki świat u twych stóp błagał o kilka słów
Ty szepnęłaś: tak ja będę z nim
I gładziłaś mą twarz i patrzyłaś w nią aż
Uwierzyłem, że spełnią się sny
Własną szminką do ust podkreśliłaś pięć nut
Miłość to rytm, melodia i rym

Zbyt poważnie słów sens traktowałaś i mnie
Więc odeszłaś czas zmienił swój bieg
Teraz gdy nie ma cię nikt nie dowie już się
Czy kochasz, czy nie kochasz
Czy kochasz, czy nie kochasz
Zagadałaś swe życie na śmierć

Nie uwierzę w to, że miłość zabiła cię
Te gazety to tylko stek kłamstw
Zapamiętać cię chcę z czasów Chelsea Hotel
Chociaż nie wiem już w co wierzyć mam

Teatr Piosenki - Roman Kołakowski

👉TUTAJ w przekładzie Macieja Karpińskiego i Macieja Zembatego

Fot. Janis Joplin - Nowy Jork 1969

Cohen - Kołakowski - Czekając na cud


WAITING FOR THE MIRACLE - CZEKAJĄC NA CUD
Leonard Cohen - Roman Kołakowski

Wystarczy już czekania
Czekania noc i dzień
Twój zegar pragnie światła
Mój czas się kryje w cień
Twój krzyk z decyzją zwleka
Mój szept zabrania mu
A jednak czekam, tylko czekam
Że wydarzy się cud

Podobno mnie kochałaś
Ja ciebie chyba też
Gdy ręce mi wiązałaś
Raniłem słowem cię
W eterze i w gazetach
Robiłaś wielki szum
Ja jednak czekam, ciągle czekam
Że wydarzy się cud

Uciekam, nie wiem dokąd
To jakiś dziwny kraj
Swój śmiech sam nazwę zbrodnią
Wymierzę karę sam
Nie znaczy nic maestria
Gdy słucha głuchy tłum
Ty jednak czekasz, ciągle czekasz
Ze wydarzy się cud

Czekasz, naiwnie czekasz
Bezradny czyniąc gest
Od końca II wojny
Zdrada wciąż zabawą jest
Nie uczynisz nic
Bo nic nie ulegnie zmianie
Nie uczynisz nic
Bo co można zrobić tu
Nie uczynisz nic
Czas masz tylko na czekanie
Na czekanie, czekanie na cud

Przyśniłaś mi się dzisiaj
Ten sen rozdzieli nas
Półnaga wychodziłaś
Z półcienia w świateł blask
I z dłoni piach sypałaś
W otwartą ranę ust, moich ust
I czekałaś, czekałaś
Że wydarzy się cud

Pobierzmy się, kochanie
Najwyższy na to czas
Samotni bądźmy bardziej
Niż dotąd każde z nas
W szalone popaść draństwo
Zdążyło wielu już
I czekają, wciąż czekają
Że wydarzy się cud

Czekasz, naiwnie czekasz...

Nikomu się nie przyznam
Przez błoto brnąc i deszcz
Że płakać jak mężczyzna
Najpodlej chyba jest
W sondażu w kwestii szczęścia
Wyjąkam parę słów
Że jednak czekam, ciągle czekam
Że wydarzy się cud

Teatr Piosenki - Roman Kołakowski

👉TUTAJ w przekładzie Macieja Zembatego

Cohen - Kołakowski - Słynny niebieski prochowiec


FAMOUS BLUE RAINCOAT
SŁYNNY NIEBIESKI PROCHOWIEC
Leonard Cohen - Roman Kołakowski

W grudniową noc nie śpię do czwartej nad ranem
List piszę do ciebie, choć jestem skonany
Właściwie nie zmienia się nic Nowym Jorku
Na Clinton Street grają od świtu do zmroku
Podobno daleko masz dom i samotnie w nim mieszkasz
I podobno nie masz za co żyć
I podobno już nic nie pamiętasz
Cóż…

A Jane ten twój kosmyk włosów wciąż ma
Ja wiem, że gdy dałeś go jej
Myślałeś już tylko jak zwiać
Nikt nie może znikać tak

Widziałem cię kiedyś jak szedłeś na dworzec
Wytarłeś swój słynny niebieski prochowiec
Do pustych wagonów jak lump zaglądałeś
Lecz nigdy swej Lilly Marlene nie spotkałeś
Podobno dawałeś kobietom prawdziwą nadzieję
Jane od dawna nie jest moja już
Ale twoja też nigdy nie będzie
Cóż…

A ja, ja ciągle pamiętam ten dzień
Gdyś sam z różą w zębach tu wpadł
Ten numer spodobał się Jane
O tym Jane pamięta też

Co mam ci powiedzieć, co pisać sam nie wiem
Przyjaciel, co zdradza to wróg
Przebaczam jak umiem, bo jednak brakuje
Mi czegoś lub kogoś, no cóż
A może byś zajrzał do Jane albo do mnie i został
Ja jak wtedy w trupa spiję się
No a ona jak zawsze jest wolna
Cóż…

Dziś mam za smutek rozstania
I ból spotkania dziękować
I za wstydliwe powroty bez słów
A Jane ten twój kosmyk włosów wciąż ma
Ja wiem, że gdy dałeś go jej
Myślałeś już tylko jak zwiać
Dziś nie zasnę już i tak…

Teatr Piosenki - Roman Kołakowski

👉TUTAJ w przekładzie Macieja Zembatego