Ja wiem, ty jesteś mą nagrodą
Z bólu i mozołu lata
Za to, że nigdy mnie za młodu
Nie zwiodły blaski tego świata.
Za to, że nigdy nie mówiłam
Ukochanemu: "Tyś kochany",
Że wszystkim wszystko przebaczyłam,
Aniołem moim ty się staniesz.
Дымное исчадье полнолунья,
Белый мрамор в сумраке аллей,
Роковая девочка, плясунья,
Лучшая из всех камей.
От таких и погибали люди,
За такой Чингиз послал посла,
И такая на кровавом блюде
Голову Крестителя несла. Napis na portrecie
Pomiot czarta i pełni księżyca,
Śnieżny marmur w półmroku alei,
Tancereczka, fatalna dziewica,
Najpiękniejsza ze wszystkich kamei.
To przez takie wielu śmierć spotkało,
To po taką Czyngis-chan słał posła,
Taka sama tacę we krwi całą
Z głową Jana Chrzciciela przyniosła. Przekład: Zbigniew Dmitroca
Zakręciło się listowie złote Zakręciło się listowie złote W wodzie stawu poróżowiałej, Jakby zwiewne motyle z trzepotem Ku dalekiej gwieździe leciały. Oczarował mnie dzisiaj ten wieczór, Drogi sercu mieniący się rozdół. Urwis wietrzyk do połowy pleców Sukienczynę na brzózce rozdął. I w duszy, i w dolinie tchnie chłodem, Modry zmierzch jak stadko owieczek. Za umilkłym za furtką ogrodem To zadzwoni, to zamrze dzwoneczek. Jeszczem nigdy się nie wsłuchiwał Tak uważnie w rozumne ciało, Dobrze by tak, jak witkami iwa, W wód różowość zanurzyć się cało. Dobrze by tak, wzdychając do sterty, Pożuć siano mordą księżyca... Moja cicha radości, gdzieś ty Kochać wszystko, nic nie chcąc od życia?
Tadeusz Nowak
Zakręciło się złoto liściaste
Zakręciło się złoto liściaste
I od liści poróżowiał zdrój, Jak gdyby, zamierając na gwiazdę Niósł się motyli leciutki rój. W tym wieczorze jestem zakochany, Bliski sercu jak parowu piach. Wiatr – parobczak brzózce fartuch lniany Podkasuje aż do samych pach. Chłód jest we mnie i chłód jest w dolinie, Mrok nadciąga – mrowie owczych stad. I za furtką dzwonków uciszenie Nakazuje rozespany sad. Jeszcze nigdy tak skwapliwie zmysłów Nie słuchałem poprzez ciała chłód. Dobrze byłoby nad stawem zwisnąć I jak wierzba widzieć siebie z wód. Dobrze byłoby do stogu śmiać się, Mordą nowiu suche siano żuć... Po najcichszej mej radości stracie – Nie smucić się, tylko miłość snuć.
Rżnij, harmonio, głośno, rżnij, harmonio, śmiało! Wspomnieć, co? Tę młodość dawno już przebrzmiałą? Nie szeleść, osino, drogo, nie kurzże się. Pod próg mojej lubej niech ta pieśń się niesie.
Niech ona usłyszy, niech ona popłacze. Ejże, cudza młodość nic a nic nie znaczy. A jeśli coś znaczy minie bez cierpienia. Gdzieżeś ty, radości? Gdzieżeś, powodzenie?
Płyń, pieśni, donośniej, lej się z większą siłą, Tak czy siak, nie będzie dziś, jak niegdyś było. Po dawnej hardości, krzepie i posturze Tylko pieśń została przy harmonii wtórze.
Сыпь, гармоника! Скука… Скука…
Гармонист пальцы льет волной. Пей со мною, паршивая сука, Пей со мной.
Излюбили тебя, измызгали,
Невтерпеж!
Что ж ты смотришь так синими брызгами,
Иль в морду хошь?
В огород бы тебя, на чучело,
Пугать ворон.
До печенок меня замучила
Со всех сторон.
Сыпь, гармоника! Сыпь, моя частая!
Пей, выдра! Пей!
Мне бы лучше вон ту, сисястую,
Она глупей.
Я средь женщин тебя не первую, Немало вас, Но с такой вот, как ты, со стервою Лишь в первый раз.
Чем больнее, тем звонче, То здесь, то там. Я с собой не покончу, Иди к чертям.
К вашей своре собачьей Пора простыть. Дорогая… я плачу… Прости… прости…
Anna Kamieńska Odchodzimy sobie pomalutku W tę krainę, gdzie cisza i błogość. Może czas już i mnie zbywszy smutku Zbierać marny dobytek - i w drogę! Ukochane brzozowe zagaje! Ziemio ty! I wy równinne piachy, Wobec tych, co idą w wieczne kraje, Trudno smutek skryć uśmiechem błahym. Nazbyt mocno kochałem na świecie Wszystko to, co duszę w ciało stroi. Pokój wam, osiki, co szepczecie Liść rozplótłszy nad odbiciem swoim. Wiele myśli przemyślałem w ciszy, Wiele pieśni o sobie złożyłem. Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy, Jam szczęśliwy po prostu, że żyłem. Że kobiece całowałem piersi, Gniotłem kwiaty i trawy w parowie, I że zwierząt, braci naszych mniejszych, Nigdy pałką nie biłem po głowie. Wiem, że tam nie rozkwitają gaje, Że nie dzwoni kłos łabędzią szyją, Więc przed tłumem idącym w te kraje Zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją. Wiem, że w kraju tym wiatr nie obudzi Pól stojących w złotej mgle promieni. To dlatego ukochałem ludzi, Którzy żyją tu ze mną na ziemi.
Zbigniew Dmitroca
Teraz odchodzimy powoli Do krainy zacisznej i błogiej. Może wnet i na mnie przyjdzie kolej Zbierać nędzne manatki do drogi. Miła sercu brzozowa gęstwino! I ty, ziemio, wy, jałowe iły! Wobec tłumu odchodzących w mgłę siną Swego smutku ukryć nie mam siły. Zbyt kochałem na tym ziemskim świecie Wszystko, co obleka duszę w ciało. Pokój iwom, co, strosząc gałęzie, W toń wpatrują się poróżowiałą. Wielem myśli w ciszy przemyśliwał, Wiele pieśni o sobie złożyłem, I na ziemi, na tej przeraźliwej Szczęściem to, że oddychałem, żyłem. Szczęściem, że tuliłem usta dziewczyn, Miąłem kwiaty, w trawie się tarzałem, I zwierzyny, jak naszych braci mniejszych, Nigdy grzmocić po głowie nie śmiałem. Wiem, że tam nie migoczą gęstwiny, I nie dzwoni żyto szyją smagłą. Toteż tłum znikający w mgle sinej Zawsze trwogą napełnia mnie nagłą. Wiem, że mnie w tamtych stronach nie zbudzi Blask złocących się rankiem przestrzeni. I dlatego tak drodzy mi ludzie, Którzy żyją wraz ze mną na ziemi.