Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotruś Pan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotruś Pan. Pokaż wszystkie posty

Piotruś Pan - Jeremi Przybora

Piotrusiu Panie... - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Piotrusiu Panie! Czyś ty pan...

Śpiewa pani Darling


Piotrusiu Panie! Czyś ty pan -
czy chłopiec z krain gwiezdnych?
Dlaczego wprawiasz mnie w ten stan
tajemny i bolesny?
Kim jesteś, chłopcze? Czyś jest złem,
co rzuca czar na dzieci?
Czy tylko ich i moim snem?
Czy tylko ich i moim snem,
co też jak sen odleci?
Odleci…

Piotrusiu Panie, czyś ty pan,
co chce panować władczo
nad dziećmi, którym serca mam
do szczęścia nie wystarczą?
Piotrusiu, czuję straszny lęk,
że plany snujesz niecne,
a w głębi serca także chcę,
a w głębi serca bardzo chcę,
byś był mi czwartym dzieckiem…
Mym dzieckiem…

Piotrusiu Panie, został cień
po tobie od księżyca.
I wiem - nadejdzie taki dzień,
że wrócisz go odzyskać.
Tak boję się, że znikniesz mi
z bezbronną mą gromadką.
A jednak ciągle mi się śni,
że jestem - ciągle mi się śni -
twą niepotrzebną matką.
Twą matką…

Piotrusiu Panie, twoja twarz
jest przecież twarzą dziecka.
Kim jesteś, że w spojrzeniu masz
moc, co jest czarodziejska?
Docierasz nim na samo dno
dorosłej duszy mojej.
Więc ciebie boję się i o…
I ciebie boję się i o…
O ciebie też się boję!
Piotrusiu, boję się…

Coś ty zrobił, panie Darling - Jremi Przybora


Jeremi Przybora
Coś ty zrobił, panie Darling

Pan Darling doznaje wyrzutów sumienia po wyrządzeniu krzywdy suce Nanie

Coś ty zrobił, panie Darling?
Suki takiej szukać gdzież?
I przyniesie palto z pralni,
i telefon przyjmie też.
W sklepie nikt jej nie nabierze –
dzieci nie wypuści z ryz.
I jest śliczna w pewnej mierze,
choć ma ciut wadliwy zgryz.

O, nieszczęsny panie Darling!
Gdyby znali wyczyn twój –
z grobów wstaliby umarli
i krzyknęli chórem: „Fuj!”.

Tak zapłacić za Ararat
suczych cnót i czystość łap –
może tylko głupi baran –
albo jeszcze głupszy cap!
Niech cię, Darling, piorun jasny! –
za to twoje serce złe.
Mieć nie chciała szczeniąt własnych,
żeby niańczyć dzieci twe.
Wolisz, suko ma bezmięsna,
bukiet z jarzyn, od tych mięs –
a jam puścił łzy, przestępca,
przez firanki twoich rzęs.

Pysku miękki, jedwabisty –
co w dotyku jest jak mech!
Psiej urodo odaliski,
która nie wie, co to grzech!
Ucałuję w skrusze wielkiej
wszystkie cztery łapy psu
i odszczekam me obelgi:
- Hau! Hau! Hau! Uu! Uu!

Pieśń piratów - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Pieśń piratów

Piraci my i chamy
z odrażającą mordą.
Na gębach szramy mamy,
a kolor nosa bordo.
Plugawi i zwycięzcy,
podstępni, chciwi i
niezmiernie męscy,
nadmiernie męscy,
cholernie męscy –
śmy!

A kolor nosa siny
miewamy, kiedy w złościach
jak gęsi puch z pierzyny
prujemy flaki z gościa!
Kochamy się bogacić,
plądrując, łupiąc, bo
myśmy piraci,
bośmy piraci,
bośmy piraci –
o!...

Nie szczędzą nam estymy
portowe piękne damy.
Choć my się nie żenimy,
jedynie zaręczamy.
Krostami świństw zakwita
rozbojów naszych szlak.
A to – kapitan!
To nasz kapitan.
Wiwat, kapitan
Hak!

Lot - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Lot

Kto raz się puścił ziemi,
w podniebny zerwał lot,
najwyżej go oceni
ze wszystkich gier i psot!
Latanie lotem ptaka,
ten fruwający rajd –
przyjemność to jest taka,
że nie ma większych frajd!

Kto pruł gwiaździstą przestrzeń –
na przykład lecąc w swetrze –
ze swetra ten nie zetrze
złotego pyłu gwiazd.
Kto tak jak po poręczy –
na pupie zjechał z tęczy –
nie będzie miał już chęci
na żaden inny zjazd!

Ach, rzecz to znakomita
przefruwać po fal szczytach!
Rekina za coś chwytać,
gdy coś wystawi z wód!
To orce w niby-walce
fontannę zatkać palcem –
to z delfinami walcem
pokręcić się ciut-ciut!

A w tym też urok jaki –
doganiać w locie ptaki!
Wykradać im przysmaki,
co w dziobach zwykły nieść.
Na grzbietach wiatru frunąć
tak, by się nie obsunąć.
Zatargać słońca struną,
aż zabrzmi złota pieśń!

Lecz oto dwie, nie więcej,
mil od Niebywalencji,
gdzie czeka raj dziecięcy,
syrenia płynie pieśń.
Tam bryg piratów szczwanych,
Indianie i wigwamy,
i Chłopców Zapodzianych
sylwetek widać sześć…

Pieśń Indian - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Pieśń Indian

Idziemy, stąpamy,
kroczymy.
Drobimy, drepczemy,
śpieszymy.
Truchcimy, biegniemy,
pędzimy.
Stajemy, padamy,
leżymy.
Pełzniemy, suniemy,
dyszymy.
Węszymy, słuchamy,
patrzymy.
Tropimy, badamy,
śledzimy.
Kucamy, skaczemy,
stoimy.
Szepczemy, gadamy,
milczymy.
Siadamy, ziewamy
i śpimy.

A od rana jak wstaniemy
skalpujemy blade twarze
i do zdjęcia pozujemy
z efektownym tatuażem.
Potem pląsy – skoczna nuta –
pojedynczo i zbiorowo.
I risotto z marabuta
spożywamy.

I ab ovo.
I na nowo...

Idziemy, stąpamy,
kroczymy…

Pieśń zagubionych chłopców - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Pieśń zagubionych chłopców

Jesteśmy chłopcy zapodziani –
ofiary roztrzepanej niani –
co w Denver, czy w Pułtusku
nie wie, co dzieje się w jej wózku.
Dopiero wtedy wszczęła krzyk,
gdy dzieciak z wózka znikł.

Jesteśmy chłopcy pogubieni.
Bez mamy – taty – bez kieszeni.
I tylko tu, na świecie –
można odnaleźć takie dziecię.
Tu, gdzie nas zebrał Piotruś Pan –
dziecięcy Dżyngis –chan...

Lecz choć przez Piotrka ocaleni,
jesteśmy nadal bez kieszeni,
więc mama nawet mała –
też by się bardzo nam przydała.
W dodatku Piotruś raz po raz
na dłuższy znika czas.

My tu nie gramy w koci łapci.
Po piętach depczą nam piraci.
Piratom chcemy lanie
spuścić, że po nim nikt nie wstanie.
Bo Piotruś Pan to sprawił, że
my mamy serca lwie...

Piotrusiu! Lwiątek twych szeregi
bez lwa są jak bez nosa piegi –
a właśnie ci piraci
chcą, żeby puścić ich bez gaci.
Okrutny Hak ich zaczął szczuć.
Piotrusiu! Wróć już, wróć!...

Ogarnie nas przypływ - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Ogarnie nas przypływ

Ogarnie was przypływ ze wszech stron
migotem odbitych w nim gwiazd
i świt swą poranną orkiestrą
ze snu nie obudzi już was.

Wendy
Na jakie wiecznego snu plaże
pozwoli dopłynąć nam Bóg?

Piotruś
Jeżeli mi rosnąć nie każe,
to przyjaźń z nim zawrzeć bym mógł.

Oboje
Rękę mi podaj.
Rękę mi podaj.
To będzie najniezwyklejsza przygoda.
My tej przygodzie sami we dwoje
czoło stawimy twoje i moje.
Nim się nad nami zamknie toń,
podaj mi rękę.
Podaj mi dłoń.

Wendy
To dobrze, żeś przy mnie, Piotrusiu,
bo trochę lęk ściska mi pierś.
Przepraszam cię, muszę iść siusiu
i wracam, gotowa na śmierć.

Piotruś
To dobrze, że jestem tu z Wendy.
Odwagi jej dodam i sił.
Bo jako bohater legendy
i tak będę wiecznie w niej żył.

Oboje
Rękę mi podaj...

Wendy
Czy ty mi tam wszystkich zastąpisz –
rodziców i braci, i psa?

Piotruś
O, Wendy, jak możesz w to wątpić,
że wszystkich zastąpię ci ja?

Chór
A może nie Pan Bóg tam stary
nas czeka, co tkliwy ma wzrok,
lecz stare stojące zegary
spowite w milczenie i mrok.

Oboje
Podaj mi rękę
i mocno trzymaj.
Może nie lato tam, ale zima.
Może tej zimie sami we dwoje
czoła stawimy, twoje i moje,
i nie schylimy przed nią czół.
Trzymaj mnie mocno.
Trzymaj mnie wpół.

Ten jeden pocałunek - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Ten jeden pocałunek

Śpiewa Wendy


Na ustach mojej mamy
jest pocałunków mnóstwo.
Dla taty, braci, Nany,
nie wyłączając mnie.
Gdy staje noc u bramy,
kochanym mamy ustom
sen błogi zawdzięczamy
i śliczne sny we śnie.

Lecz jeden pocałunek
w kąciku ust mej mamy –
ten jeden pocałunek
wciąż dotąd z nich nie zniknął.
Tym jednym pocałunkiem
wciąż nie był nikt pocałowany,
tym jednym pocałunkiem,
którego nie zna nikt.

Czy zawsze tam zostanie
w przekornym ust kąciku,
jak imię nie nazwane,
czy nie zagrany ton?
Ach, pocałunków mamie
zawdzięczam wciąż bez liku,
lecz tego nie dostanę.
Wiem, że nie dla mnie on...

Ten jeden pocałunek
z ust ślicznych pani Darling
(tu myślą w przyszłość frunę,
prawdopodobną dość).
Ten jeden pocałunek
opuści też jej wargi,
by go na podarunek
wziął sobie kiedyś ktoś,
kiedyś ktoś…

Piotrusiu, powróć z nami tam - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Piotrusiu, powróć z nami tam

Śpiewa Wendy


Piotrusiu! Powróć z nami tam –
gdzie czeka na nas mama.
Czy możesz zostać tutaj sam –
gdy ja tam będę sama?
Choć zawsze mnie tajemny głos
twej wyspy będzie wołał,
to przecież inny dzieci los –
na dzieci się składają los:
rodzice, dom i szkoła...
Leć z nami!

Piotrusiu Panie! Z nami leć!
Powietrznym wróćmy mostem.
Po tamtej stronie będziesz mieć –
rodziców, braci, siostrę.
A jeśli już nie zechciałbyś –
bym tobie była siostrą –
to ja na żonę mogę ci,
a ty na męża mógłbyś mi,
na męża mi dorosnąć...
Piotrusiu! Z nami leć!

Piotrusiu, czemu patrzysz tak?
Tak zimno na mnie patrzysz?
Ten w oczach twoich chłodu znak
dobrego nic nie znaczy…
Wiem – nie polecisz z nami tam,
gdzie czeka cię rodzina.
Lecz wiedz, że ciebie w sercu mam.
I wtedy ciebie w sercu mam,
gdy o mnie zapominasz –
i gdy zapomnisz mnie.

Ale ta bezczelna mina - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Ale ta bezczelna mina

Śpiewa Hak


Jakże słodko śpi dziecina –
taki widok gniew rozpuszcza.
Ale ta bezczelna mina
we śnie też go nie opuszcza!...

Z rysów trochę przypomina
on zmarłego mi braciszka…
Tylko ta bezczelna mina
małolata bazyliszka!...

Mógłbym kochać go jak syna –
byt zapewnić mu bezpieczny.
Gdyby nie ta kpiąca mina –
drwiący uśmiech zębów mlecznych!...

Krokodyla, sukinsyna,
bym darował mu pomału,
ale ta bezczelna mina
doprowadza mnie do szału!...

I w tym nie ma mojej winy,
żem mu katem, a nie wujem,
tylko – tej bezczelnej miny,
którą tak mnie prowokuje!

Żyj nam, Skierlinko - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Żyj nam, Skierlinko!

Gdy pierwszy śmiech dziecięcy –
lat temu sto tysięcy –
rozprysnął się na tysiąc
okruszków – mogę przysiąc –
jeśli słuchacie mnie –
z każdego wnet okruszka
powstała jedna wróżka.
A jeśli na zwierciadło
lub kroplę wody padł on –
to powstały dwie.
I odtąd życie wróżek zależy
od tego, czy w nie dziecko wierzy.
Bo kiedy dzieci wierzyć przestają,
to płaczą wróżki i umierają.
Teraz pokrótce na smutnej nutce:
wróżka Skierlinka umrze nam wkrótce.
Jeśli, o dzieci, nie zawołamy:
„Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!”.
Dzieci! Powtarzam. Nie będzie żyła,
jeśli w nią nowa nie wstąpi siła!
A wstąpi siła, gdy zawołamy:
„Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!”.
Więc teraz razem i z całej siły
dzieci, co wróżki nie opuściły,
głosem wołają i sercem całym:
„Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!”.
Patrzcie – Skierlinka już nam ożywa.
Patrzcie, jak szybko sił jej przybywa.
Więc aż do skutku! Więc powtarzamy:
Żyj nam, Skierlinko! My cię kochamy!...

Pijacka barkarola - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Pijacka barkarola

Wszechwładna dłoń Eola
tajfuny dzierży w ryzach.
Swawoli po atolach
jedynie lekka bryza.
Pieszczony bryzą morską,
muskany łuską ryb,
„Wesoły Roger” bosko
do snu nas lula, bosko,
książę pirackich kryp.

Za znoje i rozboje,
za trud łupienia statków
miewamy też dni swoje
wytchnienia i dostatku.
Za trud, co ze swawolą
splata nam morza dań –
dziękuję barkarolą
piracką barkarolą
pijacka nasza krtań.

Awantura o lek - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Awantura o lek

Misiu, pora na lekarstwo
Otwórz buzię z miną dziarską
Język wysuń, stań swobodnie
I połykaj lek pogodnie

Misiu, ojca bądź radością
To lekarstwo nie jest ością
Gdym jak ty był dziecię małe
Dopraszałem się o lek

Zażyj lek, łyknij lek
Misiu, dzielnym bądź nad wiek
Zażyj lek, łyknij lek
On ci zdrowia będzie strzegł

Tato, mamo, siostro z bratem
Każdy z was jest moim katem
Narażacie mnie na bek
Zażyj lek – a ja w bek
Zażyj, zażyj, zażyj lek

Dość znęcania się nad dzieckiem
Na jednego czworo z pieskiem
Niech już będzie manna kasza
Lecz przepraszam, nie to gów..
No

Nie znoszę chamstwa - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Nie znoszę chamstwa!

Pieśń Haka

Otruty wróg mój śmiertelny –
drużyna jego pojmana –
i otom książę udzielny
piratów na oceanach!
Lecz miast z mej czarnej sławy
garściami radość brać –
zapadam w smutek łzawy,
choć łez nie ma skąd brać.
I znów do forte wzrasta
zbolałej duszy śpiew.
Ja tak nie znoszę chamstwa!
Ja tak nie znoszę chamstwa!
Nie znoszę go, psiakrew!

Ach, synem byłem ja rodu
wysokiej rangi i sfery –
łączyłem z wdziękiem, urodą,
nieskazitelne maniery.
Wytwornych strojów gamą
pieściłem oczy dam.
A dziś na czele chamów
być dżentelmenem mam!
Choć za mną ta hałastra
na każdy stanie zew –
to straszne żyć wśród chamstwa!
To straszne być wśród chamstwa,
nie znosząc go, psiakrew!

Zdobyłem rozgłos, fortunę,
królestwo strachu i złoto.
Lecz czuję – wkrótce już runę.
I czuję - runę z ochotą.
Obmierzła mi hołota,
choć wszedłem z nią na szczyt.
Więc też i nie dziwota –
z hołotą byt mi zbrzydł!
Bo nie ma cienia kłamstwa –
na Amfitryny pierś! –
w tym, że nie znoszę chamstwa,
nie znoszę go na śmierć!

W otwartym oknie - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
W otwartym oknie

Pani Darling
Nie! Nie zamknę tego okna!
Nigdy, nigdy go nie zamknę!

Pan Darling
Aura raczej jest wilgotna,
więc bym przymknął je
przynajmniej…

Pani Darling
Oczy dawno mi już wyschły –
dawno w nich zabrakło łez.
Nie zaszkodzą deszczu mi łzy.

Pan Darling
A mnie przeciąg szkodzi, wiedz!

Pani Darling
W otwartym oknie,
już na palce wspiętych
wszystkich ich widzę
jak jaskółek rząd:
Piotrusia Pana,
Jasia, Misia, Wendy,
już wniebowziętych,
nim się zerwą w lot…

Oboje
W otwartym oknie
oczy ich dziecięce
Niebywalencję
w dali widzą swą.
I tym rodziców
mają mniej, im więcej
skrzydlate ręce
się do lotu rwą.

Pan Darling
Przed Piotrusiem okno zamknę,
gdyby łotruś wrócił z nimi.

Pani Darling
Okno musi być otwarte!
Czemu mi na przekór czynisz?
Piotruś to nie łotruś ani
święty, choć nam z nieba spadł.
Wkrótce wróci tu z chłopcami,
z Wendy, i z wyroku gwiazd…

Darlingów ród - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Darlingów ród

Sześciu chłopaków i jedno dziewczę
W historię taką pakować się chcieć
To chyba znaczy całkiem zwariować
Nakarmić, ubrać, ostrzyc, wychować

Tato, ja przecież sama ich strzygę

Z tego się trzeba wycofać migiem
Kto taką dziurę w budżecie zatka

Można się przecież ścisnąć w wydatkach
Pomyśl, gdy synów będziesz miał w bród
Jak spotężnieje Darlingów ród

Darligów ród?

Darlingów ród
Prym będzie pośród rodów wiódł
Na czele rodu tatko nasz
Wodza i ojca pełnił straż
Darlingów ród...

Dobrze, Wendy, zgoda, chłopcy
Przystępujemy do adopcji
W dwuszeregu zbiórka i
Najpierw się przedstawcie mi

Dziutek, Szpic, Trąbal, Dubel
Powtórka, Rybol

Odtąd miano noś Darlinga
Błyszczą spinki jak miecza klinga
I gdziekolwiek będziesz tam
Się przedstawiaj – Darling jam

Tato Darling, tato Darling
Nas odzieje i nakarmi
(?)....

Za mną chłopcy do salonu
Tam nauczę was bon-tonu
Do salonu naprzód marsz
Potem bon-ton i ten farsz...

Piotrusiu Panie, jesteś snem - Jeremi Przybora


Jeremi Przybora
Piotrusiu Panie, jesteś snem

Śpiewa dorosła Wendy

Piotrusiu Panie! Jesteś snem,
który za dnia nie gaśnie.
Najlepiej przecież sama wiem,
żeś pan mej wyobraźni.
To nic, że zapomniałeś mnie,
że pamięć twa nietrwała –
bo w niej zajęła miejsce me –
w pamięci twojej miejsce me –
córeczka moja mała.

Wiem – zawsze póki na ten świat
przychodzić będą dzieci –
ty odnajdować będziesz ślad,
po którym do nich lecisz.
I będziesz je zabierał tam,
gdzie kraj Niebywalencji.
A gdy dorosną, to już sam –
a gdy dorosną, to już sam
nie wrócisz po nie więcej.
Nie wrócisz…

A mamom, którym serca drżą
o ich najdroższych smyków,
zabierać mamom będziesz to,
co mają w ust kąciku.
Ten pocałunek, co go nikt –
nikt inny nie dostanie –
ty jeden weźmiesz,
by wraz z tobą znikł –
w gwiaździstym oceanie...
Piotrusiu, weźmiesz go…

Na pięknej wyspie Niebywalencji - Jeremi Przybora

Jeremi Przybora
Na pięknej wyspie Niebywalencji

Na pięknej wyspie Niebywalencji
jest najcudowniej, jeśli nie więcej.
Tam najpiękniejsze morze i palmy
i jeszcze parę rzeczy, ustalmy.
Życie upływa tam w obfitości
przygód i zabaw i bez przykrości.
Przykry tam tylko kwiatuszek „fu”.
Kto nos weń wetknie,
to tak go trzepnie,
że już kompletnie
nie złapie tchu.

Na pięknej wyspie Niebywalencji
jest mniej banału, a moc inwencji:
królik – dusiciel, pieszczotnik – boa,
jest pszczoła goła bardzo wesoła,
krowa, co dużo daje, jak ryczy,
rekin – brudojad pełen słodyczy,
wampir, co mdleje, gdy widzi krew,
skunks, który ślicznie
pachnie fizycznie
i identycznie
na każdy zew.

Na pięknej wyspie Niebywalencji
nie ma zupełnie inteligencji.
Inteligentni za to bywają
wszyscy co żyją, i tam się mają:
ludzie, zwierzęta, palmy i chmury…
Z jednym wyjątkiem – Bonawentury.
Bo tak nazywa się pewien płaz,
co wszystko kupi –
a gdy się skupi,
jest nadal głupi.
Martwi to nas.

Na pięknej wyspie Niebywalencji
często normalnych brak konsekwencji:
małpy, małpując Piotrusia, pieją
i trochę psieją, gdy się wypieją.
Gdy kogoś trzaśnie kto w coś z znienacka,
to coś nie puchnie, a trzask nie trzaska.
A gdy wre walka na śmierć i grób –
wiedzą i ryby,
a nawet grzyby,
że to na niby
walka i trup.

Na pięknej wyspie Niebywalencji
żyją Indianie czyści mniej więcej.
Są też korsarze gorsi w tym sporo,
bo brak im pralki i rzadko piorą…

Wyzwanie na pojedynek - Jeremi Przybora

Jeremi Przybora
Wyzwanie na pojedynek

Hak
Jeżeliś zuch,
to w wodę buch,
przypływaj tu na skałę!
A ja ci łeb
natychmiast przep –
ołowię puginałem!

Piotruś
Głupawa pieśń,
bo coś za wcześ –
nie ryczysz o zwycięstwie.
Zamykaj dziób
i lepiej skup
się, bom niezwykły w męstwie!

Wendy
Co to będzie? Co to będzie?
Kto zwycięstwa laur posiędzie?
Piotruś przecież jest wspaniały,
chociaż dość zarozumiały.
Za Piotrusia trzymam kciuk,
Hak to bardzo groźny wróg.

Hak
Chłopaczku, chodź!
Pieszczoszku cioć,
za krzak się nie kryj wiotki!

Piotruś
Ty nie łżyj, Hak!
Gdzie tutaj krzak?
I nie mam żadnej ciotki.
Ja skaczę w toń,
więc szykuj broń
i zasłoń się twym hakiem!

Hak
Bogowie mórz!
Więc bliski już
kres udręk z tym szczeniakiem!

Wendy
Co to będzie? Co to będzie?
Kto zwycięski bój odbędzie?
Piotrze, orłem bądź – nie pawiem,
bo cię lubię, kocham prawie…
Zwycięż Haka, chociaż sam
twierdzisz – zły on, lecz nie cham