Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opania. Pokaż wszystkie posty

Nohavica - Poniedzielski - Kiedy i mnie sieknie


KIEDY I MNIE SIEKNIE


Andrzej Poniedzielski


A kiedy już założę buty papierowe czarne
I budzić mnie do pracy zda się już na marne
Przyjdzie dużo ludzi smutnych po osobie
No i drugie tyle smutnych ot tak sobie
Kiedy wreszcie mnie sieknie
Pięknie, fajnie i pięknie
Będzie jak mnie definitywnie już sieknie

Niechże wyjdzie na to, że mi ludzie byli radzi
Bo i gulasz ostry, baby płaczą, muzyka nie wadzi
Ja dobrą robotę tak ceniłem sobie
Nie po to by z tego rezygnować w grobie
No i to będzie pięknie
Pięknie, fajnie i pięknie
Będzie jak mnie definitywnie już sieknie

Nie wiedzą niektórzy jak mają tu dożyć
Pod na ile młodą kołdrą się ułożyć
Ja gdybym cokolwiek śmierci mógł podszepnąć
Sieknij, bym powiedział, chyba masz czym sieknąć
No i to będzie pięknie...

Papierosów paczki dwie zabiorę tam i trunek
Dwie, bo jedną sobie, drugą na częstunek
Trunek, wszystko jedno, pójdę nawet z rumem
Bo tam to już chyba pije się z rozumem
No i to będzie pięknie...

Boże, gdybyś był to wiem, że możesz jednym ruchem
Sprawić bym się spotkał tam z mym starym druhem
Razem bywaliśmy pod niebem pod gazem
To by wypadało też i nie żyć razem
No i to będzie pięknie...

Kiedy już założę buty papierowe czarne
I budzić mnie do pracy zda się już na marne
Co by tu nie robić, co by się nie śniło
To mogło być gorzej, a jednak nie było
Aż tu i mnie sieknie
Co by tu nie robić, co by się nie śniło
To mogło być gorzej, a jednak nie było
Aż tu i mnie?!...

Marian Opania, Jaromir Nohavica

👉 TUTAJ w przekładzie Antoniego Murackiego

La Gioconda - Jonasz Kofta


La Gioconda - Mona Lisa

Jonasz Kofta


Ona jest inna i spokojna
I nie ma tuszu na powiekach
Siedzi ta dama w złotych ramach
Tak jakoś dziwnie się uśmiecha

A kto ma dzisiaj czas
Uśmiechać się jak Mona Lisa?
A kto ma dzisiaj czas
Tak się śmiać?

Śmiać się należy gębą do widza😁
I żeby było znać
Śmiać się należy gębą do widza😁
I żeby było znać

Nudna jest baba, mówiąc szczerze
Siedzi, uśmiecha się Gioconda
Lecz tak to robi, że to bierze
Choć wcale na to nie wygląda

Bo kto ma dzisiaj czas
Patrzeć na uśmiech Mony Lisy?
Bo kto ma dzisiaj czas
Tak się śmiać?

Śmiać się należy gębą do widza😊
I żeby było znać
Śmiać się należy gębą do widza😄
I żeby było znać

Spróbuj, dziewczyno, coś zadziałać
Z takim wesołym czymś na twarzy
Niechby się nam bez przerwy śmiała
I tak jej nikt nie zauważy

Bo kto ma dzisiaj czas
Na taki uśmiech tajemniczy?
Bo kto ma dzisiaj czas
Tak się śmiać?

Gębą do widza, bo tak się liczy
Bo tak się bawi świat
Gębą do widza, bo tak się liczy
Bo tak się bawi świat

Wykonawcy:

Izomorf 67
Kabaret Szpak:
Andrzej Zaorski, Joanna Jedlewska, Marian Opania👉👉👉👉👉👉👉

Warszawa moja miłość - Jonasz Kofta


Marian Opania i Alibabki
Warszawa moja miłość

Jonasz Kofta


Niepokorny warszawski ludek
Nie da byle czym się ogłupić
Czy lata tłuste czy lata chude
Nikt nie sprzeda i nikt go nie kupi
Jest u siebie i dobrze wie o tym
Choć bywają czasem kłopoty
Nie doprasza się niczyjej łaski
Niepokorny ludek warszawski

To nasze miejsce na ziemi
To miasto w słońcu czy w mgle
Żyjemy tu, żyjemy
Raz dobrze nam, raz źle
Tak wiele się zdarzyło
I jeszcze zdarzy się
Warszawa moja miłość
Varsovie je t'aime

Nigdy nie da sobie na gębę
Pozakładać żelaznych kłódek
Lubi stawiać okoniem lub dębem
Niepokorny warszawski ludek
Odróżni zawsze psim swędem
Prawdy rzetelne od pozornych
Umie zamienić żart w legendę
Warszawski ludek niepokorny

To nasze miejsce na ziemi...

To nasze miejsce na ziemi
Nasz świt, południe i zmrok
Żyjemy tu, żyjemy
Dzielimy wspólny los
W sercach nam utkwiło
I pozostanie, wiem
Warszawa moja miłość
Varsovie je t'aime

Hoża numer siedem - Jonasz Kofta


Marian Opania
Hoża numer siedem

Jonasz Kofta -
wg Wysockiego


Gdzie twoich piętnaście lat
Hoża numer siedem
Gdzie miłości pierwszy czas
Hoża numer siedem
Dokąd wracasz, o czym śnisz
Hoża numer siedem
Gdzie pamięcią ciągle tkwisz
Hoża numer siedem

Tam na świat przyszedłem dawno już
W oficynie biednej smród i kurz
Wydeptane schody i trunkowy cieć
Byłem szczawik młody, wszystko mogłem mieć

Gdzie moich piętnaście lat
Hoża numer siedem
Gdzie miłości pierwszy czas
Hoża numer siedem
Dokąd wracam, o czym śnię
Hoża numer siedem
Gdzie już dawno nie ma mnie
Hoża numer siedem

Byłem tam po wojnie - jeden gruz
Człowiek to spokojnie jakoś zniósł
Na tym miejscu stoi elegancki blok
Ale to nie moje, ale to nie to

Gdzie moich piętnaście lat
Hoża numer siedem
Gdzie miłości pierwszy czas
Hoża numer siedem
Dokąd wracam, o czym śnię
Hoża numer siedem
Gdzie już dawno nie ma mnie
Hoża numer siedem

Bardzo młody Marian Opania
i stara Hoża nr 7

Wysocki - Młynarski - Pieśń o neutralnym pasie


Песня о нейтральной полосе - Pieśń o neutralnym pasie

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski


Na granicy z Turcją albo z Pakistanem
Jest niczyjej ziemi neutralny pas,
Z lewej strony nasza straż z naszym kapitanem,
A po prawej stronie ich patrol stoi,

A na neutralnym pasie kwiatów łan
Najurodziwszych, jakie znam.

Narzeczona kapitana szepcze mu do ucha:
- Ukochany, jutro ślub, przyszła żona twa
Musi przecież w ręku mieć choćby skromny bukiet,
Jak to zrobisz - twoja rzecz, pędź po kwiaty!

A na neutralnym pasie…

Równo o tej samej porze po stronie sąsiedzkiej
Do dowódcy przyszła panna, łezkę w oku ma
I to samo mówi mu, tylko po turecku:
- Ślub bez kwiatów - czysty cyrk, leć po bukiet!

A na neutralnym pasie…

Strzegą naszych granic doborowe chwaty,
Z kapitanem czterech aż poszło tego dnia,
Czy przewidzieć mogli fakt, że czterech Azjatów
Też popełznie kwiaty rwać właśnie dzisiaj?

A na neutralnym pasie...…

Czując przecudowną woń, zachwiał się kapitan,
Obok zaś kapitan ich - powąchawszy kwiat -
Runął w kolorowy gąszcz z tureckim okrzykiem,
Upadł i kapitan nasz między kwiaty.

A na neutralnym pasie...

Cicho śpi kapitan i śni, że już nie ma,
W krąg na całej ziemi drutów, granic, wart.
Wreszcie jest gdzie kwiaty rwać!
W końcu cała ziemia wolna być powinna, neutralna.

A na neutralnej ziemi kwiatów łan
Najurodziwszych, jakie znam.


Artur Barciś, Marian Opania, Wiktor Zborowski

Wysocki - Młynarski - Mamo moja, szlochaj, płacz

Мать моя давай рыдать - Mamo moja, szlochaj, płacz

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Gdzie wywiozą?


Najpierw widziałem świat zza krat więziennej suki,
Potem proroka z sędzią, co przysypiał trochę,
A teraz tylko myślę - gdzie,
Wciąż myślę - gdzie wywiozą mnie,
Gdzie mnie wywiozą, bym pracował za darmochę.

Mamo moja, szlochaj, płacz,
Całą noc na mapę patrz,
No gdzie, no gdzie wywiozą mnie?
Mamo, łykaj gorzkie łzy,
Co do mnie - nisko wisi mi
To, gdzie, to gdzie wywiozą mnie...

Cholernie długo idą paczki do Workuty,
Do Magadanu krócej, lecz co mnie to wzrusza,
Tam tyle podłych wilków, suk,
Nie ujrzę paczki - skarz mnie Bóg,
Tak jak bez lustra nie zobaczę własnych uszu.

Mamo moja...

Głęboką nocą słyszę kroki - tak, to po mnie,
Weszli do celi, półsennego za łeb wzięli
I teraz będą wieźli mnie
Gdzieś hen, daleko, ale gdzie,
Gdzie mnie wywożą - skurwysyny rzec nie chcieli.

Mamo moja...

Nareszcie stacja. Patrzę wokół - klimat ostry
I myślę sobie - nie tak sroga losu wola,
Mogli mnie wieźć na świata kres,
Tam, gdzie dobranoc mówi bies,
Ale wywieźli tylko na Półwysep Kola!

Mamo moja, szlochaj, płacz,
Całą noc na mapę patrz,
No, gdzie, no, gdzie wywieźli mnie?
Mamo moja, otrzyj łzy
I zacznij wypatrywać, czy -
Czy już z powrotem wiozą mnie.

Emilian Kamiński, Artur Barciś
Marian Opania, Wiktor Zborowski

Wysocki - Młynarski - Trójkąt Bermudzki


Письмо в редакцию "Очевидное-невероятное"
Trójkąt Bermudzki

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Zawiadamiam cię, redakcjo,
Z nieszczególną satysfakcją,
Z jaką spotkał się reakcją
Twych programów nowy blok.
Miast herbatki popić z kubka,
Zastrzyk wziąć i spać do jutra,
Cały szpital, czubek w czubka
W telewizor wlepił wzrok.

Tam typ chudy i ponury
Opowiadał dłuższy czas
O Bermudach, wobec których
Świat nauki mówi - pas!
Mózg nam zbełtał tak nieludzko,
Aż go każdy zaczął kląć
I przez Trójkąt ów Bermudzki
Ekstra zastrzyk musiał wziąć.

Mógł pokazać pan redaktor
Rozruch pieca czy reaktor
Albo księżycowy traktor
I by też wykonał plan.
Lecz nas wolał robić w jajo,
Godzinami rozprawiając,
Jak te spodki tam latają
I co przez nie grozi nam.

Toż to u nas w każdej chwili
Mkną talerze tam i siam,
Myśmy na nich psa wkroili,
Jeśli kucharz nie łże nam,
Gdy medykamentów pudy
W kibel spuszczasz skoro świt,
To jest strach! A ten - Bermudy!
Oj, nieładnie, bracie, wstyd!

Nie zrobiliśmy skandalu,
Rzec to trzeba nie bez żalu,
Jest wśród nas kozaczków paru,
Lecz się boją zrobić huk.
Niemniej trzeba stwierdzić dumnie,
Że w ponurej legną trumnie
Te oszczerstwa i kalumnie,
Które na nas miota wróg.

Bo to wróg nam wody brudzi
I bermudzi plony zbóż,
Wszystko to wymyślił Churchill
W osiemnastym roku już!
Każdy jął obmyślać tu
Protest do agencji TASS,
Aż czterdziestu łapiduchów
Wpadło i związało nas.

Tęgieśmy dostali lanie
W bezpieczeństwa tkwiąc kaftanie
Paranoik wił się w pianie
Jak w kipieli morskiej wąż.
Skatowali nas okrutnie
W białych kitlach podli trutnie
I zrobiło się bermudnie,
I bermudnie jest nam wciąż!

Kiedy przyjdzie syn maleńki
I usłyszę jego miauk:
„Tata, o czym truł w okienku
Słynny ów kandydat nauk?”
Prawdy przed nim nie zataję,
Której w tym programie brak,
Wykpię sens bermudnych bajek,
Niech wie mały, co i jak!

Jest wśród nas dentysta Rudik,
Ma elektroniczny budzik,
Budzik ów jest marki Grundig
I odbiera NRD! RFN, baranie!
On handlował tam ciuchami,
A gdy wrócił, mózg mu zanikł!
Rączki spięto mu w kaftanik,
A na nóżce miał, kochani...
Numereczek ten i ten.

Słyszał on na własne uszy
Pieśń, co poruszyła świat,
Że badawczy nasz Iljuszyn,
Też w Bermudzki Trójkąt wpadł.
Na kawałki się rozprysnął,
Spłonął niby suchy śmieć.
A pilotów dwóch bez zmysłów
Jakiś kuter złowił w... - Cześć!

Po tej wpadce niesłychanej
W pesymizmu skrajnym stanie
W klatce ich przywieźli szklanej
Prosto przed szpitala sień,
Znamy ich relacji strzępek,
Że ten trójkąt niepojęty
To otwarty ziemi pępek
I że wszystko wpada weń.

Jeden z nich, swój chłop, mechanik,
Opowiedzieć więcej chciał,
Ale miał pamięci zanik,
To zapłakał, to się śmiał...
To mamrotał: „Kopsnij szluga”,
To znów jeżył się jak jeż,
Po co gadać o złym długo?
Zakręcony, sam pan wiesz.

Naukowcy ukochani,
Miast nas zgłębiać audycjami,
Zmieńcie z nami się miejscami
I być może to coś da!
Bo ten trójkąt wam okropnie
Mózgi ćmi, a nam odwrotnie,
Więc opłaca się stokrotnie
Wszystkim nam zamiana ta!

Taki pomysł dom wariatów
W sprawie tych Bermudów ma,
Z poważaniem, podpis, data,
Odpisujcie nam raz dwa,
Bo jak nie, to o tych spodkach
I Bermudach, psia ich treść,
Ruchniem list do Totolotka
I trafimy razy sześć!

Marian Opania i Wiktor Zborowski

Wysocki - Młynarski - Pieśń sentymentalnego boksera


Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

I cios, i zwód, i sierp, i hak, szum w głowie, w piersi ból -
Budkiejew Borys bije tak, nokautów ciężkich król
I znów zapędził mnie do lin i choć zasłaniam się,
Znów Krasnodaru dzielny syn na deski posłał mnie.

I myślał sięgając pięściami mych szczęk,
Że człowiek brzmi dum... i życie jest pięk…

Na „siedem" leżę wciąż na wznak, trybuny wyją w głos,
Na „osiem" wstaję i znów hak, i cios, i zwód, i cios,
Zniszczony czuję się doszczętnie, bo wiem, co tu kryć,
Ja od dzieciństwa czuję wstręt by w twarz człowieka bić.



I dumał Budkiejew, gdy wył wkoło tłum,
Że życie jest pięk... i człowiek brzmi dum…

A na trybunach rośnie wrzask - Pruj flaki mu! To tchórz!
I znów mnie Borys dyszlem trzask, a ja na deskach już,
Sybirak, nie daruje mi, choć sam już ledwo tchnie,
Choć jęczę mu - przyhamuj i odpocznij durny łbie!

Lecz on nie odpocznie, aż na gongu dźwięk,
Bo człowiek brzmi dum... i życie jest pięk…

Znów czort po ringu goni mnie, aż nagle strasznie zbladł,
Bo tak tym biciem zmęczył się, że sam na deski padł,
Wzniesiono w górę moją dłoń, tę, co nie biła go.
Na ringu plackiem leżał on, Budkiejew, król K.O!

I myślał, że człowiek brzmi dumnie, że hej,
A mnie czasem brzmi,a czasem ciut mniej…

Obrazy: Vladimir Lubarov

Wysocki - Młynarski - Po mnie narzeczona


ЗА МЕНЯ НЕВЕСТА... - PO MNIE NARZECZONA...

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Po mnie narzeczona łzę uroni słoną,
Za mnie kumple zwrócą nieoddany dług,
Za mnie inny śpiewak moją pieśń dośpiewa
I być może za mnie mój wypije wróg.

Czytać mi nie dają tutaj książek żadnych
I w gitarze pękły struny dwie.
W górę mi nie wolno, wolno tylko na dno,
Słońca mi nie wolno i księżyca nie...

Do swobodnych tylu kroków mam tu prawo,
Ile ich od ściany aż do drzwi.
I nie można w lewo i nie można w prawo,
Można skrawek nieba zza krat, można tylko sny...

Bracie mój, gdy wreszcie w zamku klucz zazgrzyta
I gdy wdzieję własny łach na kark,
Kto mnie tam uściśnie, kto mnie tam powita?
Jakie pieśni spłyną z naszych warg?...

Marian Opania

Wysocki - Młynarski - Tatuaż


Włodzimierz Wysocki - Татуировка - Tatuaż

Wojciech Młynarski


My nie dzieliliśmy cię między siebie wcale
Tylko kochali i z miłości szli na dno
Ja noszę w duszy mej twój jasny profil,Walu
Alosza dał wytatuować sobie go

A tego dnia, na dworcu, gdyśmy się żegnali
I gdy z rozpaczy serce biło mi jak młot
Do grobu - rzekłem - nie zapomnę ciebie, Walu
A ja tym bardziej - Alosza dodał w lot

I teraz powiedz, który z nas jest bardziej struty
Miłością złą, której zabrakło dawno łez
On profil twój na swojej piersi ma wykłuty
A dusza moja skłuta nim od środka jest



Gdy wieczorami czuję w oczach ziarna piachu
I gdy Alosza na mnie warczy: „W garść się weź!"
Ja odwarkuję mu: „Koszulkę ściągaj, brachu!"
I godzinami gapię się na jego pierś

A co cierpiących ludzi może uratować
Jedynie sztuka, tylko sztuka - wierzcie w nią
Artysta-kumpel znalazł się i przerysował
Tatuaż twój z piersi Aloszy na pierś mą

I choć oczerniać ludzi brzydko - fakt to znany
Jesteś mi teraz bliższa, droższa niźli mu
Bo mój tatuaż znacznie bardziej jest udany
Jego to kicz, a dzieło sztuki, to ten tu

Marian Opania, Piotr Fronczewski, Artur Żmijewski

Kwiatki z polskiej rabatki - Roman Kołakowski


Marian Opania
Kwiatki z polskiej rabatki

Roman Kołakowski

Wśród wysokich topoli i dębów
Stał bielony dwór państwa Zarembów
Co od dawna się szczycą
Pokrewieństwem z Soplicą
Tym też chlubi się gmina Ostrzębów

Pani Zofia - kobitka "niczego"
Siostrzenica prawnuczki Sędziego
Do ogródka pędziła
I na grządkach sadziła
Barwne kwiatki dla swego ślubnego

Aksamitki, nasturcje, begonie
Cynie, fuksje, lobelie, pelargonie
Rezedy, celozje - słowem kwiatki
Z polskiej rabatki

Pan Tadeusz zaś, wyznam w sekrecie
Szanowana persona w powiecie
Lubił był z karafeczki
Łyknąć derenióweczki
By mieć świeżą opinię o świecie

Po ćwiarteczce już koncept miał rzadki
Mawiać zwykł do swej żony - mężatki
Może panna łzy rosić
Ogrodnictwa mam dosyć
Niech mnie Zośka nie prosi o kwiatki

Aksamitki, nasturcje, begonie
Cynie, fuksje, lobelie, pelargonie
Rezedy, celozje - słowem kwiatki
Z polskiej rabatki

Panna Zofia rumieńcem pałała
Lub stawała się wprost jak śnieg biała
Utrapienie z tym chłopem
Ostrzębowskim świerzopem
Pewnie gmina go cała nasłała

Sprzeczka trwała najwyżej pół chwilki
Potem w oczka znów sobie patrzyli
Aż do dziś w Ostrzębowie
Mówią jak Zarembowie
Pięknie żyli i kwiaty sadzili

Aksamitki, nasturcje, begonie
Cynie, fuksje, lobelie, pelargonie
Rezedy, celozje - słowem kwiatki
Z polskiej rabatki

Słyszę jak z państwa ktoś zapytuje
Czemu wiersze naiwne rymuję?
Zamiast walczyć o sprawę
Sławię ziemi uprawę
I na wieszczów się wciąż powołuję?

Proste jest rozwiązanie zagadki
By ocalić nadziei ostatki
I by sobie a muzom
Lecz na przekór łobuzom
Grzecznie śpiewam, iż piękne są kwiatki

Aksamitki, nasturcje, begonie
Cynie, fuksje, lobelie, pelargonie
Rezedy, celozje - słowem kwiatki
Z polskiej rabatki

Obraz: Robert Peyton Reid

Modlitwa - Bułat Okudżawa

Bułat Okudżawa - Молитва - Modlitwa - Francois Villon

Andrzej Mandalian


Dopóki nam ziemia kręci się,
dopóki jest tak, czy siak,
Panie, ofiaruj każdemu z nas,
czego mu w życiu brak:
Mędrca obdaruj głową
tchórzowi dać konia chciej.
Sypnij grosza szczęściarzom
i mnie w opiece swej miej.

Dopóki Ziemia obraca się,
o Panie nasz, na Twój znak,
Tym, którzy pragną władzy,
niech władza ta pójdzie w smak.
Daj szczodrobliwym odetchnąć,
raz niech zapłacą mniej.
Daj Kainowi skruchę,
i mnie w opiece swej miej.



Ja wiem, że Ty wszystko możesz,
wierzę w Twą moc i gest,
Jak wierzy żołnierz zabity,
że w siódmym niebie jest.
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos,
Jak wszyscy wierzymy w Ciebie,
nie wiedząc, co niesie los.

Panie zielonooki,
mój Boże jedyny, spraw,
Dopóki ziemia toczy się,
zdumiona obrotem spraw,
Dopóki czasu i prochu
wciąż jeszcze wystarcza jej,
Dajże nam wszystkim po trochu,
i mnie w opiece swej miej!

Śpiewają:

Gustaw Lutkiewicz
Piotr Fronczewski
Marian Opania


👉TUTAJ w przekładzie Romana Kołakowskiego

Trzy siostry - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Три сестры 💛
Marian Opania - Trzy siostry


Michał B. Jagiełło

Zaciągnijcie w oknach zasłonę błękitną.
Siostro proszę nie wpuszczać lekarzy za próg.

Oto trzej wierzyciele zjawili się przy mnie.
Wiara, Miłość, Nadzieja — po swój przyszły dług.

Chętnie zwróciłbym długi i nowe i stare,
Ale w trzosie dziurawym ni grosza na dnie...
Nie bądź smutna, nie złorzecz, nie gniewaj się Wiaro,
Jeszcze wielu dłużników wszak masz oprócz mnie.

Patrzeć w twarz nie ośmielam się swym wierzycielom.
Chcę z pokorą i skruchą im przypaść do rąk.
Nie bądź smutna, nie gniewaj się matko Nadziejo,
Jeszcze twoi synowie na świecie tym są!

Ku Miłości posyłam niepewne spojrzenie,
Znad wezgłowia łagodny dobiega jej głos:
— Rozdawałam się sama w twoim imieniu,
Nic nie jesteś mi winien. Dostałam już dość.

Za twych uczuć i wzruszeń porywy namiętne,
Za szaleństwo, co spokój odbiera i sen.
Odpłaciła mi ludzka obmowa z procentem,
Przecież wiesz, że za dobro odpłaca się złem.

Rozgrzeszony zasypiam w szarości przedświtu,
Po pościeli plamami rozlewa się brzask.
Siostry trzy, żony trzy, trzej sędziowie
Kredytu ostatniego udzielić mi chcą jeszcze raz.
Siostry trzy, żony trzy, trzej sędziowie
Kredytu bezzwrotnego udzielić mi chcą jeszcze raz. 

Jerzy Czech

Zaciągnijcie na oknie niebieską zasłonę,
Siostro, leki stąd weź, niepotrzebne mi są.
Wiara, Miłość, Nadzieja — poznaję, to one,
Moje trzy wierzycielki odwiedzić mnie chcą.

Krótki pobyt na ziemi opłacić przystoi,
Ale pustą sakiewkę dziś mam, jak na złość...
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, o Wiaro ty moja,
Pewnie jeszcze dłużników zostało ci dość.

Resztką sił się obrócę do drugiej z kolei,
By w ramionach jej ukryć skruszoną swą twarz:
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, o matko Nadziejo,
Niejednego wszak syna na ziemi tu masz!

A gdy usta przycisnę do dłoni tej trzeciej,
Słyszę, jaką czułością głos cichy jej drga:
— Nie zamartwiaj się, nie smuć, ja sama się przecież
Zamiast ciebie musiałam roztrwonić do cna.

Czyjekolwiek cię w życiu ramiona tuliły,
Jakikolwiek nieziemski ogarnąłby żar,
Dług twój ludzkie oszczerstwa w trójnasób spłaciły,
Więc oczyszczam cię z win i uwalniam od kar.

Leżę czysty jak łza w pierwszym świtu przypływie,
Biała flaga pościeli powita mdły brzask.
Trzy sędziny, trzy matki, trzy siostry cierpliwe
Otwierają mi kredyt ostami już raz.

Obrazy: Angela Betta Casale

Krople króla duńskiego - Bułat Okudżawa

Okazuje się, ze studiowanie tekstów piosenek jest niezwykle pouczające. Co to za krople? Czy mają coś wspólnego z królem Hamletem, którego brat uśmiercił wlewając mu truciznę do ucha? Choć trop jest interesujący, historia tych kropli nie ma nic wspólnego z tragedią Szekspira. Otóż Krople Króla Danii, czyli Elixir Pectorale Regis Daniae, których receptura powstała w 1772, to ponoć rewelacyjny środek na kaszel i nie tylko. Mają cudowny smak, a że sporządzane są na spirytusie, zapewne dodają wigoru, jak ta piosenka. Kto wie, może stworzę swoją liryczną apteczkę pierwszej pomocy. Mam przecież już te krople, ponadto różne zioła o przedziwnych właściwościach, cudowne mikstury, eliksiry, nalewki i wino - na bezsenność i senność, bóle głowy i serca, niepokój duszy, wiosenne przesilenie i letnie burze nastrojów, jesienną melancholię i zimowe chandry. Właściwie na wszystko!


Bułat Okudżawa - Капли Датского короля
Marian Opania - Krople króla duńskiego

Wojciech Młynarski

Wierzę od dzieciństwa, że
W Danii w średniowieczu
Żył raz król co krople miał
Które z chorób leczą
Że wyzdrowiał choćby kto
Boleść miał okropną
Gdy duńskiego króla tych
Kropli sobie kropnął
Gdy duńskiego króla tych
Kropli sobie kropnął

Słodsze od najsłodszych win
Słynne krople owe
Pomagały także znieść
Potwarz, strach, obmowę
Więc gdy kto cykorię ma
Że zły los go kopnie
Niech duńskiego króla raz
Kropli sobie kropnie
Niech duńskiego króla w lot
Kropli sobie kropnie

Cichną bitwy, niebo znów
Barwę ma błękitną
Gdy wodzowie w wojny czas
Owych kropli łykną
Ujrzy wiosnę, miłość, maj
I ukochaną w oknie
Kto duńskiego króla
Najlepszych kropli kropnie
Kto duńskiego króla
Najlepszych kropli kropnie

Kto pochlebstwa lubi dym
Kogo nęci władza
Temu zwłaszcza tutaj bym
Kropli tych doradzał
Mądrze zrobi wchodząc na
Smutnych karier stopnie
Kto duńskiego króla wpierw
Kropli sobie kropnie
Kto duńskiego króla wpierw
Kropli sobie kropnie

Zaś gdy głośno prawdę rzec
Wzbrania ci kaszelek
Zamiast chować się za piec
Łyknij tych kropelek
Prawdę rąb i słowa twe
Niech do dzieła popchną
Tych co przedtem tak jak ty
Duńskich kropli kropną
Tych co przedtem tak jak ty
Duńskich kropli kropną

Parę razy wzdłuż i wszerz
Świat przeszedłem cały
Ale słynnych kropli tych
Jakoś nie spotkałem
Niemniej wierzę,
Że ktoś z was
Tego celu dopnie
I duńskiego króla raz
Kropli sobie kropnie
I duńskiego króla raz
Kropli sobie kropnie

Wiktor Woroszylski

Dzieckiem będąc, słyszałem,
że najstraszliwsze z chorób
leczą krople króla duńskiego
lepiej od doktorów.
I od tego czasu wciąż
chodzi mi po głowie:
pijcie krople króla duńskiego,
panie i panowie!

Krople króla i królowej,
tudzież królewiątek —
są upojne niby wino,
gorętsze niż wrzątek,
nie ustąpią mocą dżumie,
trwodze ni obmowie...
Pijcie krople króla duńskiego,
Panie i panowie!

Armat huk i poświst kul,
bitwy zgiełk i jęki —
wnet rozproszą cudownych kropel
harmonijne dźwięki.
Wiosna, miłość, cały świat
w dobroczynnej zmowie.
Pijcie krople króla duńskiego,
panie i panowie!

Sława mąci ludziom we łbie,
władza serca łechce.
Diabła wart, kto ponad innych
wywyższać się zechce.
Czas kurować się z tych pokus,
każdy niech się dowie...
Pijcie krople króla duńskiego,
panie i panowie!

Jeśli prawdę wykrztusić trudno,
bo coś gardło ściska —
kropelkami przepłuczcie krtań,
zaraz będzie czysta.
Dość przykładów na to zna
klechda i przysłowie…
Pijcie krople króla duńskiego,
panie i panowie!

Dwa bieguny, Czarny Ląd,
Azję i Europę
zwędrowałem, ale tych
nie spotkałem kropel.
Jeśli uda się komuś z was —
pijcie je na zdrowie,
pijcie krople króla duńskiego
panie i panowie!

Женя, Женечка и "катюша" - 1967
Żenia, Żenieczka i katiusza

Kolęda wołka z osłem - Wojciech Młynarski

Marian Opania, Wiktor Zborowski
Kolęda wołka z osłem

Wojciech Młynarski

Tej kolędy słowa proste
Ułożyli wołek z osłem
Nieśmiało przyklęknęli
Jak umieli zabuczeli
Hej kolęda, kolęda

Józef syknął na gadzinę
Obudzicie mi dziecinę
Takim basem, drodzy moi
Kolędować nie przystoi
Hej kolęda, kolęda

Lecz Maria ich obroniła
Każda nuta Panu miła
I dlatego niech u żłoba
Osioł z wołkiem stoją oba
Hej kolęda, kolęda

Choć nie jesteś więc Carreras
Pomyśl o tym sobie nieraz
I się nie wstydź tej Dziecinie
Śpiewać zanim nocka minie
Hej kolęda, kolęda

Gdy kolędy wiodą tony
Niezawodne barytony
Dołącz do nich głos nieśmiały
Usłyszy cię Jezus mały
Hej kolęda, kolęda

W knajpie - Jerzy A. Masłowski


Marian Opania - W knajpie

Jerzy Andrzej Masłowski

W knajpie jest coraz gwarniej
Klezmer przygrywa marnie
Barman ambicję ma
Bym nie zobaczył dna

Siedzisz obok przy barze
Znów cię ktoś wyrwał z marzeń
Spławiasz go, śmiejesz się
I patrzysz w oczy me

Nie podejdę do ciebie
Nie chcę być w siódmym niebie
Nie mam serca, ni głowy
Na ten taniec godowy

Choć wyglądasz cudownie
Nawet największym ogniem
Nawet żarem żywiołów
Nie rozpalisz popiołu

Z końca sali ciągle się na ciebie patrzy
Jeszcze jeden twój wielbiciel
Jeśli zechcesz da ci miłość, dom z ogródkiem
A ja - przegrane życie

Puśćmy fantazji wodze
Że od jutra we dwoje
Będą pachnące bzy
I słodko-mdlący kicz

Później zacznie się farsa
Dzień po dniu jakieś kłamstwa
Głupi żal, suche łzy
I wielkie czarne nic

Nie rozbawię cię żartem
Nie zabiorę na parkiet
Nawet się nie uśmiechnę
Nie chcę piekła w mym piekle

Choć wyglądasz cudownie...

Wiem, że wiosna, że na drzewach kwitną pąki
Jeden od drugiego bielszy
Ty przeczuwasz w nich maleńkie ziarnko życia
A ja - zalążek śmierci

Obrazy:
M & I Garmash, Victor Bauer