Tadeusz Ross Słomkowy przyjaciel Wojciech Młynarski
Każdy, kto na scenę wchodzi
Chciałby schlebić i dogodzić
Publiczności gustom, że ho ho
Z publicznością - jak z kobietą
Ma artysta każdy przeto
By ją podbić, możliwości sto
Jedni stają przed widownią
Z atomową elektrownią
I tysiącem decybeli grzmią
Ja mam - piątek czy niedziela
Słomkowego przyjaciela
Ze mną wraz publiczność wita mą
Słomkowy kapelusik
Rozkoszny wprost
Kto włoży go nie musi
Mieć żadnych trosk
W nim z gracją oraz powścią-
gliwością więź z łatwością
Zadzierzga z publicznością
Artysta Ross...
Niech więc do oklasków rwą się
Ci, co widzą w Tomie Jonesie
Wzór, przed którym trzeba plackiem paść
Inni zasię niech pasjami
W poszum Niemna z dopływami
Się wsłuchują - ja wybrałem zaś
Tę dyskretną nonszalancję
Niekrzykliwą elegancję
Której dzisiaj jakby trochę brak
Do oklasków was nie zmuszam
Kogo wzruszam, tego wzruszam
Ze mną daje wam sympatii znak
Słomkowy mój przyjaciel
I wierzcie, że
Gdy brawka nam nie dacie
Nie będzie źle
Wystarczy nam pociecha
Że w takiej chwili pecha
Z zaświatów się uśmiecha
Pan Chevalier... 👉👉👉
Aż do uśmiechu zmusi
Kapryśny los
Słomkowy kapelusik
Co stwierdza roz-
czulony, rozśpiewany
I rozdokazywany
Rozkosznie rozpląsany
Tadeusz Ross
Tadeusz Ross
Listy z dawnych lat
Zbigniew Adrjański
Czasem w dżdżysty dzień i mglisty
Czytasz sobie stare listy
Od rodziny, od dziewczyny
Listy z dawnych lat
Widzisz jakieś dawne twarze
Słyszysz echo dawnych marzeń
Myślisz znów, że zakwitł świat
To listy z dawnych czasów
Tak dziwny mają zapach dziś
W ich kopertach cichutko
Ciągle żyją tamte dni
Więc w każdy mglisty dzień i blady
Stare listy weź z szuflady
Kroplę słońca z dawnych dni
Odnajdziesz w nich
Różne rzeczy w życiu gubisz
Te co lubisz i nie lubisz
Złote spinki i złudzenia
I za rokiem rok
Choć zgubiłeś czas uniesień
Nieraz nocą, choć to jesień
Dawną wiosną pachnie mrok
Jarema Stępowski
Na zielonych Bielanach
Włodzimierz Ścisłowski
Na Bielanach dębów zieleń
Na Bielanach Wisły nurt
Świerszczy koncert, żab kapele
A do tego ptaków chór
Wisły nurt, ptaków chór
I gonitwa białych chmur
Na Bielanach ważek balet
Na Bielanach pokłon traw
A tam dalej Wisły fale
A tam dalej żółty piach
Pokłon traw, żółty piach
I dmuchawców siwa mgła
Wsiądę w tramwaj czerwony
Co odgadnie mój zamiar
Będę z wiatrem się gonić
Po zielonych Bielanach
Wierzbom listki uczeszę
Wiśle rzucę pieniążek
Aby wrócić tu jeszcze
Gdzie kaczeńce na łące
Na Bielanach nasza miłość
Na Bielanach wyznań szept
Tu nam wszystko się wyśniło
Tutaj świadkiem rzeki brzeg
Wyznań szept, rzeki brzeg
I kwitnących tarnin śnieg
Na Bielanach dębów zieleń
Na Bielanach Wisły nurt
Gdy nadejdzie znów niedziela
Przyjedziemy razem tu
Wisły nurt, ptaków chór
Znowu nas powita tu...
Jarema Stępowski
Warszawa was pozdrawia
Piotr Łosowski
Dawno temu, przed stu laty albo wcześniej
Wielki balon miał ulecieć nad Warszawą
Każdej damie bardzo głośno biło serce
Zaś panowie podróżnikom bili brawo, o tak
Warszawa was pozdrawia, Warszawa was zaprasza
Tu zawsze na was czeka słoneczny, piękny dzień
Król Zygmunt i Syrenka, i słowik, co w Łazienkach
Powita was piosenką, która powie, że
Kiedy balon ruszył w drogę, to w gondoli
Trzej panowie wszystkim z góry się kłaniali
Po czym wiatr ich uniósł w stronę innych stolic
Gdzie do wszystkich z tej gondoli tak śpiewali, o
Warszawa was pozdrawia...
Dzisiaj nie ma już balonów nad Warszawą
Dziś samolot stąd się wspina w nieba błękit
Lecz i dzisiaj wszyscy, którzy tu mieszkają
Zapraszają was słowami tej piosenki
Wszyscy znamy sławne imię Gagarina 👉👉👉
Bo kosmiczną erę właśnie on zaczynał
Ale wiedzieć i pamiętać również warto
Kto był w baśni pierwszym polskim kosmonautą
Pan Twardowski na kogucie
Na kogucie, na kogucie
Przed wiekami w kosmos uciekł
W kosmos uciekł, w kosmos uciekł
Więc pamiętać o tym warto
O tym warto, o tym warto
Że był pierwszym kosmonautą
Kosmonautą, kosmonautą
Mieszka teraz na Księżycu
Na Księżycu, na Księżycu
Nieźle mu się wiedzie w życiu
Wiedzie w życiu, wiedzie w życiu
A my znamy sposób prosty
Sposób prosty, sposób prosty
Żebyś został też Twardowskim
Też Twardowskim, też Twardowskim
Każdy dobrze zna nazwisko Hermaszewski 👉👉👉
Bo naprawdę to w kosmosie Polak pierwszy
Ale w baśniach był w kosmosie już ktoś z Polski
Kto to taki, kto? Wiadomo - Pan Twardowski
Pan Twardowski na kogucie
Na kogucie, na kogucie
Przed wiekami w kosmos uciekł
W kosmos uciekł, w kosmos uciekł
Więc pamiętać o tym warto
O tym warto, o tym warto
Że był pierwszym kosmonautą
Kosmonautą, kosmonautą
Życie czasem się przeplata z wątkiem z baśni
W tej piosence, moi drodzy, jest tak właśnie
Tym prawdziwym kosmonautom cześć i sława
A tym z baśni, a tym z baśni dziś zabawa
Jak rycerze przed wiekami
Gdy w daleką drogę szli
Jak ułani malowani
Tak my zaśpiewamy dziś
Pani piosenko, pani piosenko
Żołnierską drogą nas prowadź
Bądź nam jak słonko nad barwną łąką
Bądź jak pogoda majowa
Pani piosenko, pani piosenko
Pod rękę idź zawsze z nami
Precz idą smutki, gdy twoje nutki
Wesoło sobie śpiewamy
Śpiewał Zbyszko, co z Bogdańca
Po rycerski ruszył pas
I Zagłoba też na szańcach
Nucił basem raz po raz
Pani piosenko, pani piosenko...
Lecą ptaki nad drogami
Rośnie w niebo polny kwiat
Idą dzieci z żołnierzami
I śpiewają razem tak...
Pani piosenko, pani piosenko...
Kołobrzeg - konferansjerzy 👉👉👉 Maria Wróblewska i Stanisław Mikulski
Wasza pani jest złotym słoneczkiem
Bo gdy dni są smutne i mokre
Na dzień dobry wam mówi bajeczkę
W której wszystko jest jasne i dobre
Wasza pani jest złotym słoneczkiem
Bo się nigdy na was nie chmurzy
I uśmiecha się do was najpiękniej
A jej uśmiech szczęście wam wróży
Trzeba się uśmiechać jak róża do słonka
Jak motyl do kwiatów na majowych łąkach
Trzeba się uśmiechać jak słonko do dzieci
Jak echo do ptaków, gdy z piosenką leci
Nawet kiedy w oczach zawirują łezki
Trzeba się uśmiechać jak wietrzyk niebieski
A kiedy się uśmiech do uśmiechu doda
Wszędzie zapanuje zgoda i pogoda
Nasza pani jest złotym słoneczkiem
To jest dla nas jasne jak promień
Bo gdy tylko się do nas uśmiechnie
Wszystkie buzie się stają pogodne
Wasza pani jest złotym słoneczkiem
Które wita w chmurne poranki
Ale warto to stwierdzić raz jeszcze
Takie wszystkie są przedszkolanki
Kiedy o kimś myślisz, gdy na kogoś czekasz
Kolorowe listy wyślij mu, nie zwlekaj
W kolorowym liście pięknie wymalujesz
Wszystko, o czym marzysz, czego oczekujesz
Kolorowe listy, listy malowane
W jasny błękit Wisły słoneczko wpisane
Listy kolorowe, barwne jak motyle
Zatrzymane w locie uśmiechnięte chwile
Kiedy ktoś otrzyma listy kolorowe
Takim samym listem na twój list odpowie
I - jak ty - opisze swe marzenia wszystkie
W liście kolorowym, w kolorowym liście
Kolorowe listy, wszystkie barwy tęczy
Zamiast słów obrazek serdeczny jak wierszyk
Listy kolorowe, malowane sercem
Szczere jak wyznanie i od słów piękniejsze
Elżbieta Igras
Coś ztego mogło być
Zbigniew Kaszkur
Samotne dni i noce puste
I czasem łzy w milczącym lustrze
Zakłócił raz twych kroków odgłos
I stanął czas, i stał się tobą
Coś z tego mogło być
A może nawet miłość
Coś z tego mogło być
A jednak nic nie było
Coś w sercu tliło się
Już lśniło coś tam w oczach
Już nawet ten sam sen
W kolejnych śnił się nocach
Nadzieję przędła myśl
Coś chciały wyznać usta
A jednak nie ma nic
Jest jeszcze większa pustka
Już serce chciało wyjść
Lecz głębiej znów się skryło
Coś z tego mogło być
A może nawet miłość
Samotnych lat nie skreślisz nocą
Już wiary brak, a lęki rosną
I właśnie lęk rękę mi podał
Coś stało się, a może szkoda
Elżbieta Igras
Jak kamień w wodzie
Renata Maklakiewicz
Całe lata szukałam
W twoich oczu błękicie
Upragnioną znalazłam myśl
Odtąd będę wiedziała
Co masz w sercu ukryte
Chociaż nigdy nie mówisz mi
I jak kamień w wodzie dla siebie zachowam
Nic nie powiem o tym nikomu ni słowa
Mojej tajemnicy ciekawy ktoś może
Ale będę milczeć jak kamień w jeziorze
Nie tak łatwo, na pewno
Wierzyć komuś jak sobie
Mówisz drzewom, słucha cię wiatr
Moją miłość wzajemną
Gwiazdom w nocy opowiem
Ty się o niej dowiesz od gwiazd
I jak kamień w wodzie dla siebie zachowaj
Nic nie powiedz o tym nikomu ni słowa
Serca i kochania zazdrościć ktoś może
Miłość by nam zabrał, utopił w jeziorze
Na małej stacyjce do pociągu wskoczył
Przystojny jak diabeł
Usiadł naprzeciwko, wlepił we mnie oczy
Spytał mnie, gdzie jadę
I myśl mi błysnęła szatańska i dzika
Że taka znajomość może być niezwykła
A pociąg turkoce wciąż dalej i dalej
On patrzy mi w oczy, ja wzdycham i palę
Poprawiam makijaż, spoglądam za okno
Świat miga, czas mija, udaję samotną
Znajomy z podróży uwierzy we wszystko
Że jestem na przykład filmową artystką
A pociąg turkoce i dudni miarowo
Myśl dzika się plącze, on słowo, ja słowo
Zgaduje me imię, a potem ja jego
Rozmowa się wije, adresy, telefon
Znajomy z podróży przysuwa się blisko
Za oknem to lasy, to krowie pastwisko
A pociąg turkoce i puka, i stuka
Otulam się kocem, on dłoni mej szuka
Oddycham zbyt głośno, tchu brak mi jest prawie
Już usta - i nagle jesteśmy w Warszawie
Znajomy z podróży przez tłum się przeciska
Ucieka. Na pomoc, gdzie moja walizka ❓❓❓
Walizka, walizka ❗❗❗
Hanka Bielicka 👉👉👉
Serce w rozterce
Renata Maklakiewicz
Piszą mi panowie, panie
Których serce jest w rozterce
I zadają mi pytania
Co, jak, kiedy, gdzie, z kim będzie
Ktoś miłości oczekuje
Ktoś ożenił się niedobrze
Kogoś fatum prześladuje
Ktoś chce za mąż wyjść - nie może
Ktoś odmienił się po ślubie
Ktoś z kimś nie chce się ożenić
Wyznać uczuć ktoś nie umie
Komuś brak jest zrozumienia
Ktoś zakochał się na wczasach
I zapomniał wziąć adresu
Ktoś od kogoś dostał kosza
I już byłby się powiesił
Ktoś tam męża zaczął zdradzać
Którąś rzucił narzeczony
Ktoś wyjechał i nie wraca
Ktoś ma kogoś oprócz żony
Jednym brak jest wiary w siebie
Innych znów teściowa męczy
Ktoś by chciał coś, lecz sam nie wie
Takich ludzi jest najwięcej
Komuś żona źle gotuje
Czyjś mąż skąpy - to okropność
Ktoś się rozwiódł i żałuje
Ktoś ma do nałogów skłonność
Ktoś na randki nie przychodzi
Ktoś na listy nie odpisał
Ktoś się trzeci raz rozwodzi
Kruche są małżeństwa dzisiaj
Ktoś w człowieka wiarę stracił
Ktoś się znalazł w życiu na dnie
Ktoś na dzieci nie chce płacić
Oj, kochany, to nieładnie
Komuś brak jest przyjaciela
Ktoś ze światem jest skłócony
Et cetera, et cetera
Takich spraw jest na miliony
Sam psycholog by się złamał
Sędzia w sądzie by się spocił
Ale ja - Bielicka Hania
Wam odpowiem, moi złoci
Piszcie do mnie, co was trapi
Każdy serce moje wyczuł
Najcierpliwszy bywa papier
Piszcie do mnie, piszcie do mnie
Piszcie do mnie - na Berdyczów
Uwielbiamy wędrówki
Ulicami Starówki
Choć i inne dzielnice kochamy
Niechaj wie, kto ciekawy
Tu jest serce Warszawy
Więc tu swojej stolicy śpiewamy
Śpiewaj z nami, Warszawo, śpiewaj z nami
Sław swe życie wciąż nowymi piosenkami
Niech je niosą w nieba błękit
Śmigły wiatr i lot gołębi
Nad Starówką i nowymi dzielnicami
Śpiewaj z nami, Warszawo, śpiewaj z nami
Witaj pieśnią czas idący ulicami
I niech rodzą się najszczersze
Nowe nuty, książki, wiersze
O tym wszystkim, czym żyjemy, co kochamy
Zamek, Piwna i Rynek
Śpiewna gra katarynek
I dorożka na wąskiej ulicy
Piękne jest Stare Miasto
Znamy bramę tu każdą
I śpiewamy swojej stolicy
Śpiewaj z nami, Warszawo…
Plakat: Wiesław Walkuski
Obraz: Władysław Chmieliński
Gdzie jest miłość, moja miłość
W jakim lesie jest zaszyta
Jakich wiatrów, jakich ptaków
Jakich ludzi o nią pytać
Gdzie te drogi, gdzie te rzeki
Które w twoją stronę płyną
Gdzie jest miłość - ta, dla której
Urodziłam się dziewczyną
Jestem tu, gdzie twoje oczy
Jestem tu, gdzie twoja dłoń
Gdzie się księżyc niebem toczy
Gdzie rdzewieje w lesie broń
Gdzie się jabłoń biała kwieci
Gdzie przychodzą sarny pić
Jestem tutaj, gdzie szczęśliwym
Można być
Jakim słowem cię przywołać
Jakim światłem cię przybliżyć
Jak twe imię - choćby szeptem
Choćby myślą wykraść ciszy
Jak wypatrzeć cię w ciemności
Sercem serca się dostukać
Jak powiedzieć ci, mój miły
Że cię ktoś po świecie szuka
Pod Warszawę do Podkowy
Na niedzielę wyjeżdżam sam
Krawat mam, bilet mam, sprawę mam
Pod Warszawę, do Podkowy
Ważną sprawę, a jakże, mam
Bo ja znam właśnie tam jedną panią
Na stacyjce się spotkamy
Na stacyjce, gdzie szumi las
Zegar jak księżyc tam liczy czas
Ach, Warszawa, ta podmiejska
Pachnie sosną, wróżbą z kart
Młody wiatr, stary sztych, stary żart
Na uczucie trzeba trochę czasu mieć
Kto to dziś wiedzieć chce
Na uczucie trzeba trochę miejsca mieć
Czy to dziś wchodzi w grę
Podkowa Leśna niedaleko
Szczęście jest o krok, o jeden krok, o mały krok
Podkowa Leśna w słońcu czeka
Co tam dla niej tygodnie dwa czy rok
Pod Warszawę do Podkowy
Na niedzielę wyjeżdżam sam
Serce mam, uśmiech mam, sprawę mam
Pod Warszawą, gdzieś w Podkowie
Ważną sprawę, a jakże mam
Bo ja znam właśnie tam jedną panią
Na stacyjce się spotkamy
Na stacyjce, gdzie ptaki śpią
Zapach ciast miesza się z szumem łąk
Ach, Warszawa, ta podmiejska
Dzwoni dzwonkiem dawnych lat
W piecu śpiew suchych drew, w książce - kwiat
Dla uczucia trzeba jakiś pejzaż mieć
Kto to dziś wiedzieć chce
Dla uczucia trzeba trochę uczuć mieć
Czy to dziś wchodzi w grę
Podkowa Leśna niedaleko
Szczęście jest o krok, o jeden krok, o mały krok
Podkowa Leśna w słońcu czeka
Co tam dla niej tygodnie dwa czy rok
Leciała chmura przez zielone łąki,
Puszysta chmura przez pagórki biegła,
Wczujcie się w obraz - biel i zieleń łąki.
Ogromna czystość porannego nieba.
Wiatrak ją w skrzydła pochwycił i chmura
Na czterech skrzydłach dała cztery kroki,
Potem jak łabędź pośliniwszy pióra
Płynęła stawem kolorowookim.
A pod kasztanem spał przeziębły Wilon,
Czapka na oczach, butla z mętnym winem -
I chwycił chmurę, chmurą się owinął,
Służyła chmura za ciepłą pierzynę.
Potem ją Wilon obwiązał sznurami,
Na grzbiet zarzucił i niósł w dalszą drogę,
Aż za lasami, siedmioma górami
Przed swej kochanki zatrzymał się progiem.
I chmurę w kącie porzucił, do Miłej
Najsłodsze słowa śpiewając jak anioł...
Kwiaty w wazonach ze wstydu się kryły,
Pies patrzył głucho spode łba na panią.
I odszedł Wilon, i zostawił chmurę.
Noc nadciągnęła, mąż wrócił do domu -
Milczały ciężko komody ponure
W strasznym, mieszczańskim, niewesołym domu.
Więc chmura cicho podeszła do wierzej,
Dziurką od klucza wydostać się chciała.
I coraz dłużej, i bez przerwy szerzej
Nitka się snuła cieniutka i biała.
Ludzie krzyczeli, dzwony biły trwogę.
Konie stawały rwąc postronki - dęba.
A pod latarnią, ukryty za rogiem,
Chichotał Wilon z nożem w białych zębach.
Ostatni raz całowałem twoje rzęsy
Gdy wielki wiatr obracał ciała rzek
Ostatni raz uskrzydlałem twoje rzęsy
Gdy z nieba spadł wiosenny, kołujący śnieg
Staliśmy na moście, most wzniesiony płynął
Na płynącym moście mą miłość żegnałem
Nie wiem, jak mijają zakochania małe
Na wzniesionych mostach te prawdziwe giną
Ostatni raz dotykałem twojej twarzy
Jak piasku w skwar, żelaza w ostry mróz
Ostatni raz poszukałem w twojej twarzy
Płonących warg, pożarem już objętych ust
Staliśmy na moście, most wzniesiony płonął
Na płonącym moście mą miłość żegnałem
Nie wiem, jak mijają zakochania małe
Na płonących mostach te prawdziwe giną
Ostatni raz całowałem twoje rzęsy
Gdy wielki wiatr obracał ciała rzek
Ostatni raz uskrzydlałem twoje rzęsy
Gdy z nieba spadł wiosenny, kołujący śnieg