Już po brzegu nikt nie chodzi
Mokry piasek fala chłodzi
Mokry piasek szara fala chłodzi
Pozostało morze ciche
I wiatr, co na wydmach wzdycha
I wiatr, co na pustych wydmach wzdycha
Martwy sezon, martwy sezon
Już na plaży prószy śniegiem
Wolno pójdę smutnym brzegiem
Nikt już głośno nie zawoła
Tylko cisza dookoła
Już po brzegu nikt nie chodzi
Mokry piasek fala chłodzi
Biała przelatuje mewa
I nic więcej już nie trzeba
Andrzej Frajndt👉👉👉
Ze starej płyty
Janusz Szczepkowski
Dom, rodzinny dom odchodzi już w niepamięć
Czas z matczynych rąk zabiera nas w nieznane
Żal tych czterech ścian, gdzie tyle się przeżyło
Lecz tam czeka świat i miłość woła nas
Ze starej płyty wraca muzyka
Wibruje w smykach jak w oczach łzy
A świat się kręci jak stara płyta
Kreśli w pamięci obraz tych dni
Ze starej płyty melodia płynie
Jak w niemym kinie ktoś na pianinie gra
Utopmy troski w czerwonym winie
Bo raz się żyje i kocha raz
Jak filmowy kadr swe życie znów oglądam
Lecz nie wróci już zielonych lat melodia
Po matczynej też poznałem inną miłość
Dziś jak piękny wiersz powtarzam ją
Powtarzam ją co dzień...
Ze starej płyty wraca muzyka...
Ze starą płytą trzeba ostrożnie
Pęknie jak serce, nic nie zostanie
Z naszą miłością bywa podobnie
Mija jak refren ze starych płyt
Barbara Książkiewicz
Jak ja lubię
Janusz Szczepkowski
Tak cudownie mnie witasz, gdy ranek
Na poduszkach odciśnie swój ślad
Promień słońca przez mroki firanek
Razem z tobą w ramiona mi wpadł
Jak ja lubię takie ranki
Pełne ciebie, pełne nas
Jak ja lubię niespodzianki
Których tyle dla mnie masz
Jak ja lubię te wieczory
Przy kominku w blasku świec
Jak ja lubię te nastroje
Gdy nas dwoje tylko jest
W kuchni szumi już woda na kawę
I dokoła gra muzyka dnia
Wywróżyłam cię z kart u Cyganek
No i jesteś - jak dwa razy dwa
Jak ja lubię takie ranki...
Jak ja lubię z twoich oczu
Płoszyć nocy smutny cień
Kiedy pierwszy słońca dotyk
Migotaniem budzi mnie
Jak ja lubię tak w półmroku
W przemilczeniach rannych trwać
Dziś i jutro wciąż tak samo
Nic nie zmieni tutaj czas...
Jerzy Krzemiński 👉👉👉
Chłopski król
Janusz Szczepkowski
Niewielkiego jestem wzrostu
Przemożni panowie
Ale z piastowskiego rodu
Prosto się wywodzę
Za cel sobie postawiłem
Zjednoczenie Polski
Zbrojnie o to wystąpiłem
Z moim dzielnym wojskiem
Chłopski król - mówią za plecami
Chłopski król i jak łokieć mały
Ale lud równy jest rycerstwu
Bo też ma Polskę w sercu
Wojowałem z książętami
I królem Wacławem
Aż zdobyłem tu koronę
I należną sławę
Za rzeź Gdańska, za Pomorze
Zmierzę się z Zakonem
Przetnę ich zbójecką drogę
Wyruszę pod Płowce
Sprzedał ojciec owcę, sprzedałby i słonia
Bylebym została w końcu Miss Polonia
Różne tu już dziwy w tej wiosce się działy
Ale Miss prawdziwej chłopy nie widziały
Wkładają dziewczyny wszystko, co się błyszczy
Będą wybierali dziewczyny na miski
Na miski, miseczki i przeróżne vice
A wygra ta panna, co ma ładne lice
Mówią mi: "Dziewucho, schowaj złote plomby
Jesteś seks-niewypał, gdzie ci do seksbomby
Uśmiech jak słoneczko i spódniczka mini
Lecz nóżki, niestety, jak te z galarety"
Zdejmują dziewczyny wszystko co nie błyszczy
Bo już wybierają dziewczyny na miski
Na miski, miseczki i przeróżne vice
A wygra ta panna, co ma ładne lice
Na przeróżne braki w urodzie rażące
Mają tu chłopaki siatki maskujące
Lecz mi nie potrzeba, ja mam profil boski
Dla was zawsze będę super Miss jednostki
Danuta Morel 👉👉👉
Coś dla dzieci
Janusz Szczepkowski
Tam są zabawki dla nas
Okręty z kory, dębu
I piękna, strojna lala
Zajrzymy też do budy
Gdzie grają muzykanci
Grzmią trąby, basy, dudy
Aż nogi chcą zatańczyć
Tu na dzieci do stu lat
Kolorowy czeka świat
Tutaj można, gdy się chce
Wszystko, wszystko mieć
Cały jarmark widać stąd
Port i rzekę, każdy kąt
Daj nam, mamo, chociaż grosz
To kupimy sobie coś
Śpiewacy tu śpiewają
O królach i rycerzach
Miłości opiewają
I straszne wydarzenia
A obok siłacz dźwiga
Tramy i złomy ciężkie
Szarlatan ognie łyka
Komikom brzuch się trzęsie
Tu na dzieci do stu lat...
Pajace stroją miny
Wypłosz wtóruje błaznom
Kuglarze bez drabiny
Po plecach w górę włażą
Zabawa tutaj przednia
Co wybrać, trudna rada
Chodź, proszę, chodź tam ze mną
Póki trwa błazenada
Irena Santor
Dzień ostatni między nami Stefan Mrowiński
W dłoniach miałam twoje włosy
W oczach cień znużenia
Długo we mnie dojrzewały
Owoce pożegnań
Miałam sady rozłożyste
Soczyste uśmiechem
Dzisiaj tylko krucha brzoza
Karmi sen wspomnieniem
Przemów do mnie jeziorami oczu
Dotknij świtu uśpionego w trawie
Ramionami ucisz krzyk żurawi
Przemów do mnie pierwszej burzy wiosną
Odwróć smutek pociemniały łzami
Ciepłym zmierzchem otul dzień ostatni
Dzień ostatni między nami
Miałam śnieg i zieleń miałam
Smukłym ptakiem byłam
Deszczem płacze noc samotna
Drżą uśmiechy z zimna
Może wróci dzień słoneczny
Może będzie lepszy
Między nami noc kołysze
Do snu młode wierzby
Narodziła się ta miłość nad stawami
Zadrzewiła się ta miłość marzeniami
Ogromniała w nas ta miłość słońca wieńcem
W róże strojna, świtem hojna, świtem hojna
Siwe wierzby roztańczone
Chylą głowy w naszą stronę
Siwe wierzby nad równiną
Przygarnęły naszą miłość
Tyle jej co na dnie oczu
Tyle co w zamkniętych dłoniach
I w milczeniu powiększonym
O zastygły w noc krajobraz
Opadała w nas ta miłość ust znużeniem
Zastygała w nas ta miłość zamyśleniem
Całowana rąk milczeniem, łzami strojna
Łzami strojna, świtem hojna, świtem hojna
Nina Urbano
Tak bym chciała więcej
Zbigniew Stawecki
Tak bym chciała więcej
Tak bym chciała więcej
Tak bym chciała
Tak bym chciała więcej niż mam
I co mi jeszcze dasz
Miły mój, no co
Żebym miała więcej niż mam
Tak nierozważnie grasz
Właśnie ty, bo kto
Trudno ze mną - no widzisz sam
Mam już dzień i noc
I deszcz, i wiatr
Cień śmiechu, krople łez
Tak jest, tak to jest
Sny i mgłę, i ślad przez świat
A czasem wielki gest
I upór aż po kres
I ciszę polnych dróg
Na miedzach dziki głóg
Tak bym chciała więcej...
I co mi jeszcze dasz
Miły mój, no co
Żeby życie wypić do dna
Twoją ludzką twarz
Dobro twe i zło
Co to w zamian oddam ci ja
Zwykły dzień i noc
I deszcz, i wiatr
Cień śmiechu, krople łez
Bo jest, tak to jest
Sny i mgłę, i ślad przez świat
A czasem wielki gest
I upór aż po kres
I ciszę polnych dróg
Na miedzach dziki głóg
Renata Kretówna 👉👉👉
Dwa portrety
Janusz Szczepkowski
To przez ciebie maluję nierealne portrety
Tonę w jeziorach marzeń
Ginę w lesie niespełnionych nadziei
Płonę w zimnym słońcu samotności
I dopiero noc przynosi mi ukojenie
Noc ma twoje oczy, twój głos
Gdy wołasz mnie poprzez sen
Mogłabym zaraz biec
Na przełaj, na oślep
Chcę być młodą i piękną tak
Żebyś mnie w ramiona brał
Niech już nie rani czas
Serc naszych urody
Nie, nie chcę, by skończył się sen
Czuję, jak całujesz mnie
To nie jest złudzenie
Niech więc przebudzenie
Nie przyjdzie za wcześnie
Noc rozpala zmysły i krew
Znów obok mnie jest mój man
Czuję go blisko tak
Jak oddech na twarzy
Lecz to piękny portret, to sen
Bo przecież mężczyzna ten
Drugą twarz także miał
I serce nieczułe
Nie, nie chcę, by skończył się sen
Czuję, jak całujesz mnie
To nie jest złudzenie
Niech więc przebudzenie
Nie przyjdzie za wcześnie
Noc zna bajki na trudny czas
Bo miłość tak długo trwa
Jak echo dawnych słów
Co kłamią i ranią
Świt odziera nas z reszty złudzeń
Pozbawia masek, jesteśmy nadzy
I tylko nasza samotność
Ma wiele sióstr i braci
Renata Kretówna
Myszka La Fontaine'a
Janusz Szczepkowski
Po dywanach mięciutkich, puchowych
Przez salony, pokoje, alkowy
Błądzi co dzień jak mysz w labiryncie
I wciąż nie wie, gdzie tutaj jest wyjście
Punktualnie z wybiciem zegara
Wraca z pracy jej lew salonowy
Ciepłe kapcie, gazeta, cygaro
Mały drink i szalone love story
Biedna myszka jak może się stara
Ale lwu nie tak łatwo dogodzić
Umie tańczyć już jak fordanserka
I jak kot słodko do nóg się łasi
I rozbiera się jak striptizerka
W pełnym świetle, by mógł się napatrzeć
Biedna mała – pod maską kokoty
Takie szare i mysie ma oczy
Żeby zasnąć spokojnie nad ranem
Łyka prochy i liczy owieczki
A jej lew sapie głośno jak drwale
Przy wyrębie ostatniej sosenki
Tak by chciała się czasem zbuntować
Trzasnąć drzwiami i odejść bez walki
Ale w końcu potulnie się chowa
Tak jak mysz do swej norki – do klatki
W złotej klatce ma byt w stabilności
A za progiem nic oprócz wolności
La Fontaine byłby dumny z tej bajki
Lecz jej koniec był jednak niezwykły
Próżno biły na alarm zegary
Lew nie zastał w swej klatce już myszy
Wzięła z sobą tobołek na drogę
Nie żal było jej srebra i złota
I za kotem, ubogim wędrowcem
Poszła w świat, taki szary jak ona