Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koterski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koterski. Pokaż wszystkie posty

Zęby - Marek Koterski


Robert Rozmus  👉👉👉
Zęby


Marek Koterski


Przez te moje zrujnowane zęby
Tknąć nie mogę obolałej gęby
Jeść nie mogę, myśleć ani działać
Cały świat mi zmalał
Do rwącego zęba

O zęby
Dlaczego ciągle mnie bolicie?
O zęby
Już przez was mi obrzydło życie
A-a-a
Całe życie męka
Zębiska
Przez was mi dotkliwie we łbie błyska
Zębiska
Przez was nie mogę użyć pyska
Nawet... mać
Nie mogę buzi dać

Pyralgina, gardan
Pyralgina, gardan - nie pomaga
Nawet wódka
Nawet wódka, straszny ból się wzmaga
Zwijam się w męczarniach
Zwijam się w męczarniach, jęczę i kwiczę
Jak postrzelony ktoś
Jak postrzelony ktoś
Ryczę jak ranny łoś

Trzonowe
Ból mi rozsadza głowę
Siekacze
Z boleści przez was płaczę
E-e-e
Jak mnie w paszczęce rwie
Mądrości
Od proszków już mam mdłości
Przez oczne
Majaki mam pomroczne
O-o-o
Jak mnie napieprza to
O-o-o
Jak mnie napieprza to

Zęby, przez was chyba skonam w męce
Rzucę się na linę
Rzucę się na linę lub przekręcę
Zrobię połyk
Zrobię połyk albo się pochlastam
Przez was, zepsute kły
Już toczę krwawe łzy

Przez te moje zrujnowane zęby...

O zęby
Dlaczego ciągle mnie bolicie?...

Najważniejsze mieć - Marek Koterski


Robert Rozmus
Najważniejsze mieć

Marek Koterski


Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - żreć
Najważniejsze - napchać się do syta
Więc, co możesz, łap
Każdy pieniądz - chap
Co tam inni, co Rzeczpospolita

Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - żreć
Reszta - fajans, reszta to ciemnota
A jeśli chcesz być
Jak chcesz godnie żyć
To klep sobie biedę, mnie to lata

Bo mnie to lata do końca świata
W piekle czy w niebie
W piekle czy w niebie
Ja zawsze wyrwę coś dla siebie

Tyle biorę, ile dają
Sami się z pieniędzmi pchają
Od początku tego świata
Ktoś z kogoś robi wariata

Może se ryczeć ranny łoś
Ktoś nie spać, aby spać mógł ktoś
Byle chapnąć coś, byle chapnąć coś
Byle chapnąć, chapnąć coś

Łokciem, na chama, boksuj, rąb
Z kopyta, ze łba, w jaja, w ząb
Ktoś nie ma, żeby mieć mógł ktoś
Ktoś nie ma, żebyś ty miał coś
Byś ty miał, musi nie mieć ktoś
Byle chapnąć coś, byle capnąć coś
Byle chapnąć, capnąć coś

Najważniejsze – mieć...

Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - brać
Nażreć się, nachlać, beknąć i spać

Robert Rozmus
Marek Koterski
Andrzej Korzyński (komp.)

Hau hau - Marek Koterski


Robert Rozmus - Hau hau

Marek Koterski


Idzie lato, wtedy wy
Wyganiacie, porzucacie swoje psy
Oto my, wasze psy
Już niechciane, odtrącone
Niekochane już, zdradzone
Jak te psy, jak te psy

Czy pamiętasz ten lasek w oddali
Gdzieśmy sobie co wieczór biegali?
Czy pamiętasz ten szczególny palik
Gdzieśmy sobie zawsze razem lali?

To my, psy, do schroniska oddane
To my, psy, wywiezione w nieznane
Porzucone daleko od domu
Z dnia na dzień niepotrzebne nikomu
Zostawione przy rozstajnych drogach
Wygłodniałe, na ostatnich nogach
Udręczone tułaczym pragnieniem
Pod nagłego sieroctwa brzemieniem
Przeganiane kamieniami
Znacząc drogę psimi łzami
Powrócimy do was, państwo
By ukarać wasze draństwo

Czy pamiętasz ten lasek w oddali
Gdzieśmy sobie razem wariowali?
Czy pamiętasz to niezwykłe drzewo
Gdzieśmy mieli zwyczaj się odlewać?

My ratlerki i setery
Dobermany, foksteriery
Dogi, wyżły i boksery
Mastify i rottweilery
Owczarki i bulteriery
Ogary i sznaucery
Bernardyny i jamniki I czau-czauy, i pointery
Buldogi i dalmatyńczyki Mopsy i pekińczyki
Szpice, charty lub greyhoundy
Pudle i nowofundlandy
Oraz kundle wszystkich ras
Przyszczekamy pomścić nas

Wyrzuciłeś mnie na ulicę
Aż się śmiały ze mnie kundlice
To okrutne, to podłość, zniewaga!
Zawsze twoja - spanielica Aga

Hau, hau, hau
Kto będzie o mnie dbał?
Hau, hau, hau
Kto będzie o mnie dbał?
Hau, hau, hau
Z kim będę rano lal?

My, rozrywkowe psy sezonowe
My, wyrzucone z aut na out
Wykopane z samochodów
Zrzucone z wysokich schodów
Z zadzierzgniętą na szyi pętelką
Z przyczepioną do ogona belką
Przywiązane do latarni
Ludzie, jacyście marni!
Jacyście podli i bezduszni
No, kto mnie posmyra za uszkiem?
Kto mnie po brzuszku podrapie?
Kto poda dłoń mojej łapie?
Jak podam łapę twej dłoni
Ufając, że mnie nie wygonisz

Hau hau hau
Nikt się przecież do was nie pchał!

Dzisiaj, gdy życie nędzne jest - Marek Koterski


Robert Rozmus
Dzisiaj, gdy życie nędzne jest

Marek Koterski


Dzisiaj, gdy życie nędzne jest
I warczy na mnie własny pies
I wszystko gdzieś przepadło
Rozwiało się jak we mgle

Zimą mi zimno, latem gorąco
Jesienią smutno, wiosną źle

Nawet wtedy, gdy rosłem i brzydłem
I już byłem pryszczatym straszydłem
Jeszcze byłem Zamorą, Beatelsami i Zorro
Póki się nie zsunąłem na mydle

Wygrywałem Wimbledon oraz Milę Złotą
Byłem wielkim poetą, dziś jestem miernotą
I dzień każdy stał się dla mnie zmorą
Dziś jestem miernotą
I dzień każdy stał się dla mnie zmorą

A przecież wszystko miało być inaczej
Miało mi być wesoło i poszczęścić się
Teraz byle przeciwność - pogrążam się w rozpaczy
Bez powodu się śmieję, bez przyczyny płaczę

Kiedyś czuć potrafiłem i nienawiść, i miłość
I radości, i smutki, zniechęcenie i chęć
Teraz wszystko się jakoś we mnie wypaliło
Zimno, gorąco, smutno, źle

Teraz najwyżej czasem coś we mnie zawyje
Że znów mi schudły nogi, że żona znów tyje
Że włosy tak wychodzą, a dzieci tak rosną
Zimą, latem, jesienią i wiosną

Źle mi zawsze i wszędzie
Boże, co ze mną będzie ❓❓❓...

Robert Rozmus
Marek Koterski
Amdrzej Korzyński (kompozytor)

Czwarty świat - Marek Koterski


Czwarty świat


Marek Koterski

Czwarty świat
Spod dna nie słychać już pukania
Jedźmy w świat
Nie nasłuchując stąd wołania
Szkoda lat
Zostają tylko tu frajerzy
W żaden ład
Nikt, kto normalny, już nie wierzy

Samo dno
Z dołu nie słychać już pukania
Zrozum to
Nie masz tu nic już do szukania
Nie ma co
Na lepsze czasy tutaj czekać
Wiejmy stąd
Póki są siły, by uciekać

Byle gdzie
Byle najdalej z tego kraju
Niechaj się
Do reszty tu pozagryzają
Zrozum, że
Tu zawsze będziesz wyruchany
Dzieci swe
Uchrońmy chociaż od przegranej

Czwarty świat
Już beznadzieja dna sięgnęła
Czwarty świat
Polska do reszty utonęła
Czwarty świat
Skończyła się na dole skala
Czwarty świat
Trzeba po prostu wypier...

Pa ra ra
Już nie ma dla nas dobrych dróg
Fa ra ra
Z dołu nie słychać już puk-puk
Fta tpa tpa
Już nawet nie ma sił na łzy
Czwarty świat to właśnie my...

Robert Rozmus
Marek Koterski
Andrzej Korzyński (kompozytor)

Ruskich nie ma - Marek Koterski


Robert Rozmus
Ruskich nie ma

Marek Koterski


Są ludzie, co za punkt honoru
Mają w Marriotcie lub w Victorii
A ja sobie każdego wieczoru
Idę do baru mlecznej kategorii

Niech tam sztywniaki siedzą drętwo przy obrusach
I sztućcach – mnie to obce jest jak belka oku
Ja lubię wymaglować się porządnie w autobusach
I w barze kategorii mlecznej siąść o zmroku

Bo ja uwielbiam bary mleczne w porze lunchu
Czy znaszli drugi kraj, gdzie takie mleczne bary?
Gdzie barostessy głos przedziera się jak krzyk Komanczów
Przez wonny bukiet ścier i kapuścianej pary

Ruskich nie ma – pieści moje ucho
Ruskie się skończyły – chciwie chłonę
Ruskie wyszły – a ja wtedy płonę
Radością i nadzieją, rosnę duchem

I kiedy sęp podżera me kotlety z jajka
A szmatostessa z wiadra chlust pod nogi mi
Ten głos z okienka brzmi jak jakaś bajka
Jak najszczęśliwsze zwiastowanie brzmi

Ruskich nie ma – łowi moje ucho
Ruskie się skończyły – chciwie chłonę
Ruskie wyszły – a ja żyję, płonę
Radością i nadzieją, rosnę duchem

Nic to, że w ustach rosną z kwaśnym serem szare kluski
Nic, że się czujesz, jakby ktoś cię bił po twarzy
Że jesteś kundlem – wszystko jedna chwila zrównoważy
Gdy wreszcie ktoś ogłosi – nie ma ruskich

I choć ostatni konsumenci z baru wyszli
Ja siedzę, kołysany ściery pluskiem
Po to, by kiedy zawołają: Kto chciał ruskie?
Odkrzyknąć: Nikt ich nie chciał, same przyszli

Ruskie wyszły – brzmi mi w uszach jak muzyka
Ruskie się skończyły – słuch mój pije
Ruskich nie ma – spazm radości mnie zatyka
Ruskich już nie będzie – teraz żyję

R. Rozmus, M. Koterski, A. Korzyński (komp.)

Dolary, dolary - Marek Koterski


Marek Kondrat, Marlena Drozdowska
Robert Rozmus   👉👉👉👉👉👉👉
Dolary, dolary

Marek Koterski


Dolary, dolary
Dolary, dolary
Landsbery, landsbery, po dwa i po cztery
Dolary

Dolary, dolary dodają mi wiary
Od razu chce mi się żyć
Kiedy nie mam dolarów
To czuję się stary
Tylko wódę pić, żonę bić i wyć

Och, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Me najdroższe, najsłodsze zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez

Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Dolce, dolce
Kiedy was nie ma, oczy mam pełne łez
Gallia est omnis divisa in partes tres

Dolary, dolary, działacie jak czary
Przegranych zmieniacie w wygranych
Nieszczęśliwych w radosnych
Jesień zmieniacie w wiosnę
Nawet dziwce przywracacie wianek

Och, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Me najbliższe, najsłodsze zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez

Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Dolce, dolce
Gdy was zdobywam, oczy mam pełne łez
Gallia est omnis divisa in partes tres

Dolary, dolary, dodajecie mi pary
Z wami nawet chce mi się myć
Z wami będę, dolary
Brać się z życiem za bary
Bez was chudnąć lub z wami tyć

Ach, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Warte wszystkiego, najdroższe zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez

Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Dolce, dolce
Gdy o was myślę, oczy mam pełne łez
Gallia est omnis divisa in partes tres

Dolary, dolary, wy, sukcesu fanfary
W raj zmieniacie najcięższy kicz
Ja przed wami, dolary
Wyśpiewuję akt wiary
Bez was nie żyć lub z wami być

Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez
Dolce, dolce
Bez was się czuję jak przepędzony pies
Och, wy wyśnione
Wymarzone, wytęsknione
Me najsłodsze, najdroższe zielone
Dolce, dolce
Jeden dzień z wami lepszy niż dziesięć bez
Gallia est omnis divisa in partes tres 

Kiedy byłem malutki - Marek Koterski


Robert Rozmus
Kiedy byłem malutki

Marek Koterski


Kiedy byłem malutki
Jak obrazek śliczniutki
Jak pączuszek krąglutki
Sło- sło- słodziutki
Wszyscy się mną zachwycali
Nasładzali i cmokali
Radośnie w dłonie klaskali
Rokowo przepowiadali

Tato mówił - będzie chwatem
Mama - będzie adwokatem
Architektem lub lekarzem
Sławnych nauk luminarzem
Ministrem lub dyrektorem
Albo też ambasadorem
Policjantem lub złodziejem
Lub wszechmocnym czarodziejem

Potem, będąc chłopczykiem
Chciałem zostać lotnikiem
Strażakiem, generałem
Królem nad światem całym
Wszechmocnym czarodziejem
Policjantem, złodziejem
Piłkarskim napastnikiem
Jestem nieudacznikiem
Nikim, nikim!

Kiedy byłem malutki
Jak obrazek śliczniutki
Wywróżono mi przyszłość
Świe- świe- świetlaną
Skoro jesteś milutki
I jak pączek krąglutki
To na pewno kimś wielkim
Zo- zo- zostaniesz

Ileż razy to w myślach
Osiągałem wszystko
Nic z tego nie zostało
Nie chce wierzyć się
Udało mi się tylko
Nie być komunistą
Zimno, gorąco, zimno
Gorąco, smutno, źle

Kiedyś była miłość wiosną
Kiedyś zboże latem rosło
Kiedyś była jesień w dymach
Kiedyś śnieżki były zimą
Gdzież się nagle to podziało
Cóż się nagle ze mną stało
Że teraz tylko zielono-biało
Zielono-biało...

Miłość handlarki obwoźnej... - Marek Koterski


Marlena Drozdowska
Miłość handlarki obwoźnej
do pirata kasetowego

Marek Koterski


Wiosna przyszła przeważnie mroźna
Wiatr wiał raczej nie do ustania
Ona była handlarka obwoźna
On sprzedawał pirackie nagrania

Czułam się już jak taśma zdarta
Od uczenia tych głupków w szkole
Dość już mam Kierkegaarda i Sartre'a
Ja państwową posadę chromolę

Zakochałam się jak idiotka
Wprost formalnie straciłam głowę
Ja trzymałam swój towar na schodkach
On rozłożył swe łóżko polowe

Zakochałam się jak idiotka
On zakochał się jak idiota
Gryzłam Marsa i byłam słodka
On na szyi miał kilo złota

Teraz słonko nam zaświeci
Będziemy mieć forsy jak śmieci
Jak się podstawi, to naleci
I będziemy mieć tłuste dzieci

Będziemy mieć kupę szmalu
W życiu sobie każdy kowalem
Złapię wszystko, co podleci
Zgarniem cały szmal, jak leci

Będziemy mieć fury kurzu
I w ogóle wszystkiego dużo

Minął czerwiec, lipiec upalny
Już rządziliśmy razem ulicą
Aż tu nadszedł ten dzień fatalny
Obok tamta stanęła z pizzą

On był odtąd przeważnie bania
O mnie przestał czynić starania
Ja czekałam jego wyznania
A on tylko z kasety - niestety

Przyszła jesień - czas opadania
Jemu miłość przeszła od stania
Wiatr i deszcz chłostały ulicę
On napalił się na tę pizzę

Coraz dalej stawał od mych schodów
Łóżko bliżej rozkładał hot dogów
I zostawił mnie tak na ulicy
A sam odszedł z łóżkiem do tej pizzy

Jej pirackie puszcza nagrania
A ja chrypię jak taśma zdarta
Nogi cierpną od zimna i stania
Lecz chromolę już uczyć w szkole
Ja Forsytha już wolę niż Sartre'a
I handlarką obwoźną być wolę

Jej pirackie puszcza nagrania
A ja chrypię jak taśma zdarta...

M. Koterski, M. Drozdowska, A. Korzyński (komp.)

Polska wielbłądzica - Marek Koterski


Marlena Drozdowska
Polska wielbłądzica

Marek Koterski


Idę sobie, waląc obcasami
Idę sobie, rzucając bokami
Z brzuchem rozepchanym
Ziemniarami, kotletami
Bigosami, golonami
Fasolkami, kiełbachami
Drożdżówami, parówami
I ciążami

Obwieszona jucznymi sakwami
Z pętającym się psem pod nogami
Z wyrwanymi przez dzieci rękami
W głowie huczy i mgła przed oczami

Taranując siatami, torbami
Oto idę - polska wielbłądzica
Blok mą jurtą, pustynią ulica
Sklep oazą, bazar żerowiskiem

Kroczę z czujnym i zaciętym pyskiem
Klnąc i modląc się do Matki Boskiej
Crazy Polish camel, crazy Polish camel
Crazy Polish camel, dromader Piotrkowskiej

Raz w tygodniu mąż się na mnie zdyszy
Czasem płacz mój sąsiadka usłyszy
Gdy zepsuty zamilknie odkurzacz
Czasem nienawidzę - Boże, przebacz

Wracam do tej betonowej grozy
I nawet nie mam powiedzieć komu
Że chciałabym dostać takiej sklerozy
Żeby zapomnieć drogi do domu

Gdyby mnie tak jeszcze ktoś pokochał
Ktoś ładny, dobry i bogaty
Najlepiej bym chciała Włocha
Żeby mi przynosił kwiaty

Woził mnie w dalekie kraje
Pływał ze mną w ciepłych morzach
Choć się trochę wody boję
I obawiam się podróży

Gdybym tylko była pokochana
Zamilcz, serce - to fatamorgana

Zamilcz, serce, już piąta godzina
Czas pocieszyć mojego kretyna
Czas nakarmić i oprać bachory
Żeby zdążyć przed telewizorem

Więc se lezę na ostatnich nogach
Wyrąbuję se drogę łokciami
Gil przy nosie i robię bokami
Po wielbłądziu przeżuwam hot doga

Tak się czuję, jakbym szła do kozy
Tylko, błagam, nie mówcie nikomu
Że chciałabym dostać takiej sklerozy
Żeby zapomnieć drogi do domu

Idę, waląc obcasami...

M. Koterski, M.Drozdowska, A. Korzyński (komp.)

Bogaty obcy - Marek Koterski


Marlena Drozdowska
Bogaty obcy

Marek Koterski


Może się zjawi w życiu mym
Bogaty obcy zrobić koronę
Och, żeby nagle zjawił się
Bogaty obcy, wziął mnie za żonę
Bo kiedy wreszcie zjawi się
Bogaty obcy, wszystko się zmieni
Piekło tej polskiej ziemi na raj mi zamieni

Ja chcę mieć wreszcie lepsze life
Jako amerykańska wife
Albo niemiecka Ehefrau - miau
Ja się tu duszę, wyjechać muszę
Ja żyć normalnie chcę. ja się tu duszę
Wyjechać muszę gdziekolwiek
Byle gdzie

Boże, spraw, aby zjawił się
Bogaty obcy, los mój odmienił
Wyrwał z rozpaczy szarych dni
Bezsennych nocy, wziął z polskiej ziemi
Niechże przybędzie John lub Hans
Svan lub Orlando
Michel bądź Louis, Mahmed, Zhang
Ali lub Bambo
A nawet może być Cwietan...

Może być biały, oliwkowy
Czerwony, żółty, hebanowy
Wysoki, niski, gruby, chudy
Młodzieńczy, starczy, łysy, rudy
Brutalny, dobry, krzywy, prosty
Byle mnie tylko stąd wydostał
Byle mnie zabrał z tego kraju
Gdzie się już żyć i być nie daje

Ja chcę mieć wreszcie lepsze life...

Uliczna miłość - Marek Koterski


Marlena Drozdowska
Robert Rozmus
Uliczna miłość

Marek Koterski


Wiosna przyszła przeważnie mroźna
Wiatr wiał raczej nie do ustania
Ona była handlarka obwoźna
On sprzedawał pirackie nagrania
Czułam się już jak taśma zdarta
Od uczenia tych głupków w szkole
Dość już mam Kierkegaarda i Sartre'a
Ja państwową posadę chromolę

Zakochałam się jak idiotka
Wprost formalnie straciłam głowę
Ona miała swój towar na schodkach
On rozłożył swe łóżko polowe
Zakochałam się jak idiotka
Zakochałem się jak idiota
Gryzła Marsa i była słodka
On na szyi miał kilo złota
A pod spodem very sexy sierść

Teraz słonko nam zaświeci
Będziemy mieć forsy jak śmieci
Jak się podstawi, to naleci
I będziemy mieć tłuste dzieci
Będziemy mieć kupę szmalu
W życiu sobie każdy kowalem
Złapię wszystko, co podleci
Zgarniem cały szmal, jak leci
Będziemy mieć furę kurzu
I w ogóle wszystkiego dużo

Minął czerwiec, lipiec upalny
Już rządziliśmy razem ulicą
Aż tu nadszedł ten dzień fatalny
Obok tamta stanęła z pizzą
On był odtąd przeważnie bania
O mnie przestał czynić starania
Ja czekałam jego wyznania
A on tylko z kasety, niestety

Przyszła jesień, czas opadania
Mnie ochłódła love od stania
Wiatr i deszcz chłostały ulicę
On napalił się na tę pizzę
Coraz dalej stawał od mych schodów
Łóżko bliżej rozkładał hot-dogów
I zostawił mnie tak na ulicy
A sam odszedł z łóżkiem do tej pizzy

Jej pirackie puszcza nagrania
A ja chrypię jak taśma zdarta
Nogi cierpną od zimna i stania
Lecz chromolę już uczyć w szkole
Ja Forsytha już wolę niż Sartre'a
I handlarką obwoźną być wolę...

M. Koterski, M. Drozdowska, R. Rozmus

Rap żałobny - Marek Koterski

Dzień świra - 2002

Jerzy Satanowski
Rap żałobny

Marek Koterski

Nie, no to nie do wiary, nie to być nie może
Osiem lat podstawówki i cztery liceum
Potem bite pięć studiów dyplom z wyróżnieniem
Dwadzieścia lat praktyki i oto mi płacą
Jakby ktoś dał mi w mordę ja pierdolę kurwa

O bracia poloniści, siostry polonistki
Stu trzydzieścioro było nas na pierwszym roku
Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy
Że oto nas przyjęto do szkoły poetów
Szkoła poetów - dżizus, kurwa ja pierdolę
Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach

A potem bida, bida i rozczarowanie
A potem beznadzieja i starość Pariasa
I wszech porażająca nas wszystkich pogarda władzy
Od dyktatury aż po demokrację
Która nas kałamarzy ma za mniej niż zero
Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic
Czy czerwona czy biała jestem dla niej śmieciem
Kurwa pod każdą władzą czuję się jak kundel
Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku
Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą

A przecież stanowimy sól ziemi, tej ziemi
Mimo, że nie jesteśmy prymitywną siłą
Dyktaturami zawsze wstrząsają poeci
Wtedy nas potrzebują zrozpaczone masy
Które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy
Które nie widzą dalej