Wiesław Gołas, Grzegorz Turnau Moja dziewuszka nie ma serduszka
Jeremi Przybora
Dziewczę poznałem prześliczne
i zmysły eksplodowały –
i w arabeski magiczne
nam ciała pozaplatały.
Jednak w zbliżeniu dusz
trudniej nam było o splot –
była nieczuła i już,
już wkrótce wiedziałem, że ot ...
Moja dziewuszka
nie ma serduszka
i nie wiadomo co w zamian ;
może skarbonkę w formie jabłuszka,
co z pestką z perły podzwania ;
może zegarek firmy nieznanej
złotą kołatką szeleści –
lub precyzyjny inny mechanizm
werk ma misterny w jej piersi
lub precyzyjny inny mechanizm
werk ma misterny w jej piersi.
Chłodem jej miłość mnie truła,
choć ciało było życzliwe.
Ja zaś ogromne jak buła
mam serce oraz nadwrażliwe.
Więc pochwyciłem nóż
i – że to niby dla psot –
pierś jej rozciąłem, i już,
już wkrótce wiedziałem, że ot ...
Moja dziewuszka
nie ma serduszka –
nie ma serduszka, a w zamian
ani skarbonki w formie jabłuszka,
co pestką z perły podzwania,
ani zegarka firmy nieznanej
co by kołatką szeleścił.
Był tam zwyczajny świerszczyk blaszany –
com go niechcący uśmiercił.
Był tam zwyczajny świerszczyk blaszany –
com go niechcący uśmiercił.
Piotr Machalica
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory
listy na wyczerpanym papierze
Podła!
Na pasku kłamstw mnie wiodła,
by nagle zepchnąć w otchłań,
w bezsenną noc bez dna!
Zgubna!
Niewierna, choć nieślubna!
Fałszywa, samolubna!
Podstępna, pusta, zła!
Żeby tak jeszcze móc
na jej ślad natrafić!
Żeby tak jeszcze móc
spotkać ją i stłuc!
O, słodka!
Rozumna, śliczna, wiotka!
Kwiatuszek mój, Stokrotka!
Niepowtarzalna ma! To jaka ona jest właściwie, ta pani?
Och, cudna jest!
Ponętna i nietrudna jest!
Namiętna i nienudna!
Jak hazardowa gra!
O, śliczna!
Wiosenna, feeryczna!
Płomienna, dynamiczna!
Jak elektryczna skra!
Gdyby mi los chciał dać
jeszcze raz tę szansę!
Móc w ramiona ją brać,
tulić, mieć i łkać…
Och, wredna!
Trucizna, żmija jedna!
Podniosę ja cię ze dna!
Roślinko biedna ma…
Piotr Machalica
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory
listy na wyczerpanym papierze
-----------------------------------------------------
A tak zapewne mogłaby zaśpiewać ta pani:
Podły!
Marzenia mnie zawiodły!
Spojrzenia twe mnie zwiodły,
cudowny urzekł strój!
Ach, zgubny!
Aż do znudzenia ślubny!
Uparty, samolubny!
Obłudny, nudny wuj!
Gdybyś tak kiedy mógł
w ogniu żądz mnie spalić!
Gdybyś tak kiedy stłukł
lub za włosy wlókł!
Ach, słodki!
Przytulny jak dwa kotki!
Najsłodszy wujek ciotki!
Nieodwołalny mój!
Fred Buscaglione - Il Dritto Di Chicago Wiesław Gołas - Sugar Bing z Chicago Hanna Dobrowolska
Nazywają mnie w Chicago Sugar Bing
Właśnie wczoraj wypuścili mnie z Sing Sing
Mym ojcem chrzestnym i patronem był niejaki Al Capone
A zamiast mleka mi dawano whisky i gin
Jestem słodki Bing z Chicago, Sugar Bing
Nigdy nie był mi za mocny żaden drink
I zaraz skok wspaniałym stylem - bank, trzy sklepy i jubiler
Od mych kul na ziemię spadał kurz i tynk
Chicago całe dość już ma go
Każdy wie w Chicago, kim jest Sugar Bing
W Chicago nie ciesz się odwagą
Bo tu każdy zna go – słodki Sugar Bing
Jestem słodki Bing z Chicago, Sugar Bing
Znany w mieście, jeszcze lepiej tam w Sing Sing
Gdy dziewczyny mnie zobaczą nawet z piętra do mnie skaczą
No bo Sugar ma swój fason, czar i wdzięk
W pewnym barze jakiś glina związać chciał mnie
No i wyszedł na tym chyba dosyć marnie
Bilardowy stół złapałem i na łeb mu wpakowałem
I wyglądał dosyć głupio z tym bilardem
Kiedy czasem większą forsę z banku biorę
Wtedy zaraz na lunch idę z senatorem
Do mych ramion wnet się garną Pola Negri z Gretą Garbo
U Rothschilda garden party mam wieczorem
Chicago, Chicago
Z Chicago Sugar Bing
Teraz wiecie już, kim jest ten Sugar Bing
Wszystkim znany król Chicago – God save the king
Czapki zdjąć, pochylcie głowy, oto strzelec wyborowy
Jestem słodki król Chicago, Sugar Bing
Jestem słodki Bing z Chicago, Sugar Bing
Fred Buscaglione - Teresa non sparare Wiesław Gołas - Teresa, daj spokój! Wojciech Młynarski
Uwaga, uwaga, komunikat specjalny
Zbrodnia przy ulicy Popolo
Dnia dwunastego września
Niejaka Teresa Z. usiłowała
Zamordować swojego męża
Przejeżdżając go samochodem
Prokurator przypuszcza
Że niewierny małżonek
Tłumaczył się tak:
Teresa, daj spokój
Auto nie jest do zabawy
Ja nie jestem jej ciekawy
Głupi sport
Teresa, daj spokój,
Bo opiszą nas w gazetach
Stój kochanie, to już meta
Co za trzpiot
To wszystko przez sąsiadkę
Ja spotkałem ją przypadkiem
Serwus, wpadnij do mnie mały
Z dala już wołała tak
I chciała się całować
Odmówiłem. daję słowo
Rozmawiałem z nią o tobie
O tobie wciąż
Teresa, daj spokój,
Auto nie jest do zabawy
Wyłącz gaz i słuchaj kiedy mówi mąż
Nie, Teresa, nie setką
Nie, nie, nie
To ja wysiadam
No przestań się wygłupiać
Czy zabrałaś prawo jazdy
Chodź do domu, wszystko powiem
Zimno tu, mam tego dość
Chcesz odegrać rolę gwiazdy
Patrz zbierają się już gapie
Ty żartujesz, a ci myślą, że to złość
Po co ci to
Teresa, daj spokój,
Auto nie jest do zabawy
Wyłącz gaz i słuchaj kiedy mówi mąż
Nie, Teresa, nie setką
Nie, nie, nie...
Fred Buscaglione - Eri piccola così Wiesław Gołas - Byłaś mała tak Wojciech Młynarski
Gdy ujrzałem, zbaraniałem,
oszalałem, całowałem 💗
Byłaś mała tak, mała tak,
mała tak, o tak❗
Kwiat w warkoczach, błękit w oczach,
tak nieśmiała i urocza 💗
Byłaś mała tak, mała tak,
mała tak, o tak❗
Ślub i nasze wielkie amoroso...
Dziś wspominam chwile te ze zgrozą.
Czarowałaś - ja wierzyłem,
odejść chciałaś - ja broniłem,
bo byłaś mała tak, mała tak,
mała tak, o tak❗
I po co ja cię broniłem, no dlaczego❓
Trzeba było pozwolić ci odejść do diabła❗
No spakować walizki i te twoje łaszki, ptaszki, fatałaszki...
I wyrzucić na złamanie karku❗
A ja, idiota, kretyn, błagałem:
Zostań, nie, nie odchodź, co zrobisz beze mnie -
taka sama, taka bezbronna, taka naiwna, taka mała❓
Taka mała, taka mała❗❗❗
Czekoladki, marmeladki,
pieski, kotki, co dzień kwiatki🌺
Byłaś mała tak, mała tak,
mała tak, o tak❗
Dogadzałem, rozpieszczałem,
o, nawet futra kupowałem 💗
Ale byłaś mała tak, mała tak,
mała tak, o tak❗
Ja szukałem forsy w różny sposób,
ty puszczałaś z dymem papierosów.
Gdy przymknęli mnie, niestety,
ty uciekłaś z tym facetem.
Oniemiałem, rozpaczałem,
a gdy wyrok odsiedziałem
dwa tygodnie cię szukałem.
Gdy znalazłem mordę sprałem.
Rzuć pistolet – oszalałaś❓
Przecież jesteś taka mała...
Ach tak, cóż strzelaj❗
Strzelaj❗
No strzelaj,ty...❗❗❗
I pomyśleć, że byłaś mała tak,
ach, mała tak,
bardzo mała tak,
o, tak...❗
Inny z robotą swą się mota,
psioczy i klnie po całych dniach,
ja jestem sufler-poliglota
i kocham swój niełatwy fach.
Od lat mnie angażuje w ciemno
wytwórni licznych wielka sieć,
bo wiedzą, że pracować ze mną,
to znaczy pewny sukces mieć.
Ot, choćby ten... od Borsalina,
bożyszcze pań, Alain Delon,
przy nim blondyna pierś wypina,
on się w uścisku łączy z nią.
I nagle klops! W pamięci dziurka,
słów panu Delonowi brak!
I ja w tę dziurkę daję nurka
i po francusku sunę tak... fraza po francusku
Tu dodam, że się ostatecznie
ugruntowała sława ma,
kiedy mnie zaproszono grzecznie,
abym suflował w USA.
Na planie, spod czarnego ronda,
z dyskretną skrą na oka dnie,
spoglądał na mnie Henry Fonda,
tu miał armatę – a tu dwie!
W głęboką się rzuciłem toń ja,
pragnąc pokazać, żem nie śmieć,
musiałem rżeć za Fondy konia,
kiedy foń Kondy... – koń Fondy przestał rżeć.
A potem kolt sześć razy puknął,
spadł z konia na łeb jakiś drań
i się pan Fonda w roli cuknął,
i tak musiałem zagrać zań... wstawka westernowa
Przyszło kolejne doświadczenie,
konkretne jak obuchem w łeb,
dostałem oto zaproszenie,
żeby pofrunąć hen na step.
W krąg, jak step długi i szeroki,
szabelki błyszczą, konie rżą,
ja to lustruję jednym okiem,
a drugim czytam rolę mą.
Reżyser, orzeł Kaukazu,
nieczuły na pocisków huk,
bezbłędnie wyczuł mnie od razu,
w czym bym się był wykazać mógł.
I rzekł mi: „Ech, ty... oczajdusza...
Ruń mi ty na stepową ruń
i kiedy zatnie się katiusza,
ty z egzemplarza tego suń!”. motyw „stepowy”
I zawsze kiedy wypełniałem
kolejną z pamięciowych luk,
wzdychałem, czemu są tak małe,
ja bym suflować dłużej mógł.
Ja sam bym zagrał kawał roli,
miast z egzemplarzem z boku tkwić,
ach, nie od dziś mnie serce boli,
że los mi każe w cieniu żyć.
Często z emocji drżą mi ręce,
że przyjdzie wreszcie chwila ta,
że ktoś zapomni tekstu więcej,
że ktoś mi dłużej pograć da!
Raz mi przytrafił się samuraj,
zdumiewał mnie sklerozą swą,
lecz i on zapominał góra
trzy, cztery słowa. Proszę o... motyw japoński
Aż gdy mnie brała rozpacz czysta,
że się nie spełnią plany me,
przytrafił mi się raz artysta,
o którym wam powiedzieć chcę.
Film był... nieważne, mniejsza o to,
ważne, że mi gdzieś z duszy dna
głos rzekł: „Suflerze-poligloto,
to jest największa szansa twa!
Odłóż egzemplarz swój – powoli
i czekaj, bo artysta ów
zapomni zaraz całej roli,
nie jakichś głupich paru słów!”.
Tu rozejrzałem się dokoła
i jąłem w stronę planu iść,
artysta się nazywał.... GOŁAS
i gram za niego aż do dziś!
Moja ukochana z domu się wymyka
Chociaż jej nie trzymam ani drzwi zamykam
Nad asfaltem płynie jej taneczny krok
Domy szarobure uciekają w mrok
Hiszpan albo Włoch
Przez calutki rok
Śledziłby jej każdy krok
Hiszpan albo Włoch
Ale ja nie Włoch
Mam północną krew
Nie boję się zdrady
Jak Hiszpan z Grenady
Jak Włoch z serenady, Włoch
I nie wpadam w gniew, o nie!
Moja ukochana śmieje się do chłopców
Nawet się pozwala pocałować - ot co
Jaka na to rada, jaki na to lek?
Nie ma co się dziwić, to dwudziesty wiek
Hiszpan albo Włoch
Może by jej strzegł
Lecz ja wiem, że minął już
Dziewiętnasty wiek
Jej niewinny wzrok
Gasi w sercu gniew
Nie boję się zdrady
Jak Hiszpan z Grenady
Jak Włoch z serenady, nie
To dwudziesty wiek, olé!
Moja ukochana żarty stroi ze mnie
Bo się nie obawia, że się odwzajemnię
To najlepszy sposób, to najlepszy lek
Zazdrość o miłego, o miłego lęk
Hiszpan albo Włoch
Przez calutki rok
Śledziłby jej każdy krok
Hiszpan, lecz nie ja
Lepszy sposób znam
Na kaprysy te
Przywiodę ją do łez
Niech wie, co to mores
Ta moja Dolores zła
Odwzajemnię się - raz dwa!...
M. Kociniak, B. Łazuka, W. Pokora
W. Gołas, W. Michnikowski, J. Kobuszewski Brudzia Jeremi Przybora
Brudzia!
Niech z wódzią skrzyżuje się wódzia!
Brudzia!
Wypijmy ze sobą na ty!
Brudzia, brudzia!
W tykaniu chcę pana mieć udział.
Ja wolę to nawet od „wy”.
Weź pan ćwierć!
Ja – na śmierć…
Zostaw pan –
to nie ten stan!
Brudzia!
Nie!
Brudzia!
Fe!
Weź pan szkło
i puść pan go!
Brudzia!
W tykaniu ten sposób jest lepszy.
Brudzia!
Do jagód twych warga mi drży.
Brudzia, brudzia!
Pogadać, pocieszyć, opieprzyć
możliwe jest tylko na „ty”.
Weź pan ćwierć...
Brudzia!
Ty byku, ty mordo, ty brachu!
Brudzia!
Chcę tak pieszczotliwie cię zwać…
Brudzia, brudzia!
Ty chamie! Baranie! Ty łachu!
Co?! Gardzisz rodakiem, psiamać?!...
Przed drzwiami do dentysty
siedzimy według listy -
we wzroku mamy szklisty
polarny strachu ziąb.
Cierpienia szare cienie
czekamy na cierpienie -
co dłuższe ma korzenie
niż obolały ząb.
Gdy zadmie bólu trębacz
w zepsutą konchę zęba -
gdy włosy staną dęba,
a oko wpadnie w głąb -
w milczenia futerale
płoniemy od zapaleń,
tańczymy nerwów balet,
złorzecząc na ten ząb.
Oj!...
Lecz kiedy się wyczerpie
kontyngent naszych cierpień
i w nagłej bólu przerwie
zakwitnie ulgi klomb -
wyjdziemy od dentysty
skąpani w szczęściu czystym,
jedynym, rzeczywistym -
że nas nie boli ząb.
Oj!...
I zamiast w życiu wcale
nie szukać innych zalet
i się radować trwale,
gdy ból nie krzywi gąb -
wy znów będziecie chcieli
pieniędzy i niedzieli,
i innych dupereli
wciąż ostrząc na nie ząb... R. Wilhelmi, K. Sienkiewicz W. Gołas, J. Jedlewska W. Gliński, I. Kwiatkowska
Niewiele lat, we włosach wiatr
A ludzie mi mówią kapitan
I szepcą coś, wołają - chodź
Zatańcz raz i dwa, bo świta
Nie mówię nie i bawię się
I z każdą rozmawiam jak z siostrą
A potem pa i do domu marsz
Bardzo proszę, nie tak ostro
Bo ja cały jestem mamy
Moja mama to hohohoho...
Z mamą bardzo się kochamy
Mamma mi….
Bo ja cały jestem mamy
Poza mamą nie widzę już nic
Dla niej kwiaty, telegramy
Mamma mi…
Nie jestem z kamienia i
Nie wszystko jest we mnie z Edypa
I mało brak, bym powiedział - tak
Gdy dziewczyna mnie zapyta
Więc jakiś czas, ja daję gaz
I już nie rozmawiam jak z siostrą
Lecz potem pas i do domu marsz
Bardzo proszę - nie tak ostro
Bo ja cały jestem mamy…
Tak bywa, że ktoś wciąga mnie
I zatruć mnie chce polityką
I woła coś, namawia, chodź
Ruszaj z nami, zaryzykuj
Nie mówię nie i bawię się,
Idea ta w sobie wciąż gaz ma
Lecz potem pa i do domu marsz
Proszę sobie wziąć te hasła
Bo ja cały jestem mamy
Ona straszna, kiedy jest zła
Nie przepada za żartami
Mamma mi…
Czemu z ciebie taki Luter
Mama powie lub całkiem bez słów
Może nagle zabrać skuter
Mamma mi, mama, zabrać skuter
Nie dopuszczę
Wojciech Młynarski, Wiesław Gołas
Tupot białych mew
Komu ocean nie był nigdy jak brat bliski,
komu nie pasły oka dumnych fal rozpryski
lub kto chce życie swe w wygodnym łóżku prześnić
tego nie porwie groźne piękno mojej pieśni.
Bo nazbyt szybko urok chwili takiej mija,
gdy się odbija... gdy od brzegu się odbija
i po surowej wachcie, w pierwszym błogim śnie
o bladym świcie słyszy się
Tupot białych mew
o pusty pokład,
w dali morza zew,
na głowie okład,
rozpalona krew
wdziera się do trzew
i gniew o tych mew, tupot mew
wzbiera gniew!
Tupot białych mew
brzmi wciąż uparcie
i zwiastuje, że
dziś wieczór w karcie,
rozsądkowi wbrew,
znów Stroganoff Boeuf
i śpiew!
Przy mej brwi twa brew,
w łaknących dłoniach dłonie,
moich uczuć krzew,
co żywym ogniem płonie!
Najpiękniejsza z dziew
krucze kosy tref,
znów przed nami noc pijana
noc szalona, no a rano...
Tupot białych mew
o pokład pusty,
tupot białych mew
przy ustach usta,
strasznie wszedł mi w krew
ten tupot białych mew...
Zanim senny kwef
w mej koi mnie ukoi,
walczę - morski lew
i umiem wytrwać w boju,
dmie orkiestry szef,
aż zapiera def.....ch...
Choć dokoła brak już ludzi
tańczmy, nim nas jutro zbudzi
Tupot białych mew
o pokład pusty,
tupot białych mew,
przy ustach usta...
Strasznie wchodzi w krew
ten tupot białych mew.
Kiedy nie było dokąd dalej iść,
którędy ani po co,
gdy los me jutro krył przed moim dziś
bezgwiezdną, gęstą nocą –
wiedziałem, że mi nie wystarczy sił
na żadną inną drogę,
lecz iść do ciebie przez złych szlaków pył
ja zawsze, zawsze mogę. Do ciebie szłem –
choć stopy krwawiły,
do ciebie szłem –
cel wracał mi siły.
Do ciebie szłem –
od kiedy już nie wiem,
do ciebie szłem –
przez życie bez ciebie.
Do ciebie szłem
z daleka, z daleka,
do ciebie szłem –
wierzyłem, że czekasz.
Dla ciebie szłem –
po ciebie szłem
przez obcy świat.
Do ciebie szłem –
od lat.
Gdy cię spotkałem – zaśpiewała w tle
gitary jasna struna.
Zapłonął księżyc w kolorowym szkle
melodii, co szła ku nam –
i zrozumiałem wtedy, że to ty –
ta, z którą tańczyć idę,
i – że mi pewno kiedyś powiesz: „Przyjdź”,
a ja na pewno przyjdę.
Do ciebie szłem –
przez puste ulice,
do ciebie szłem –
znaczony księżycem.
Do ciebie szłem –
po usta i serce.
Do ciebie szłem –
by nie iść już więcej…
Od ciebie szłem,
przez łzy nic nie widząc,
to tylko był
dla ciebie epizod.
Od ciebie szłem –
bez ciebie szłem
przez obcy świat.
Bez ciebie – jak
od lat.
Kabaret jeszcze Starszych Panów
Uśmiechnij się Polaku Jeremi Przybora
Uśmiechnij się kochanie
Nim powiesz pierwsze zdanie
Nim rękę mi podasz, nim ukłon mi oddasz
Uśmiechnij się, to wszystko
Za imię i nazwisko wystarczy
Wystarczy, gdy mnie muśnie twój uśmiech
Uśmiechnij się, bo ładniej
Z uśmiechem to wypadnie
Jak ja się uśmiechaj
Znajomość ta niechaj
Uśmiechem rozpoczęta
Wciąż będzie uśmiechnięta
Uśmiechnij się, uśmiechnij się
O, tak
Uśmiechnij się, nie szkodzi, Że trochę nie wychodzi
Bo coś cię tam wgłębi
Podgryza i gnębi.
Prawdziwy uśmiech męski
To taki co zwycięski
Co choć cię bucik ciśnie
On błyśnie.
Uśmiechnij się, no brawo
Nie, tylko nie głupawo
Inaczej poproszę.
W ten uśmiech po trosze
Ty intelektu nalej
Wspaniale! O, tak dalej
Uśmiechaj się...
No, uśmiechaj się
O, tak
Wiesław Gołas, Jarema Stępowski - Zimy żal Jeremi Przybora
Wiosna, wiosna – już w powietrzu
człowiek, ptak i kwiat ją przeczuł,
do niej usta, kielich, dziób
liczą, ile jeszcze dób –
a ja wcale nie w zapale
i z zachwytu się nie palę,
bo mi, starszy jestem czym,
tym bardziej szkoda zim.
Zima – trudna,
zima – brudna,
zima – nudna,
żaden bal!
Zima ziębi,
zima gnębi –
ale zimy, zimy żal!
Zima grozi,
zima mrozi,
nie dowozi,
i w zaspach tkwi –
ale mimo
zmartwień z zimą
żal tej zimy, zimy mi!
Nie bawiło mnie nic w zimie –
ani zamieć, ani wymieć,
a w zakresie łyżew, nart
minimalnie jestem wart.
Kiedy mróz na rtęć napierał
i wypierał niżej zera,
miałem o tym zdanie złe –
a przecież myślę, że
Zima trudna...
Skąd po zimie moje żale?
Nie błyszczałem w karnawale –
czemu żegnam w moll, nie w dur,
nie najlepszą z roku pór?
Może to mnie właśnie smuci,
że ta sama już nie wróci,
że z szelestem zdartych dat
odpłynął życia szmat.
Życie – trudne,
życie – żmudne,
życie – nudne,
żaden bal!
Życie gnębi,
życie ziębi –
ale życia, życia żal!
Życie grozi,
życie mrozi,
nie dowozi,
i w zaspach tkwi –
lecz choć tycia
radość z życia,
żal jest życia, życia mi!