Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamachowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamachowski. Pokaż wszystkie posty

Poprowadź mnie - Andrzej Kuryło


Zbigniew Zamachowski
Poprowadź mnie

Andrzej Kuryło

Rodzinny mój dom
Z rodzinnych mych stron
Jak żywy w pamięci mej tkwi
Kołatka u drzwi
Królestwo me - strych
Po schodach znów gnam - raz, dwa, trzy

Rodzinny mój dom
Z rodzinnych mych stron
Co drugą noc pięknie się śni
Zamieniam się w słuch
Ten obraz jak duch
Lśni w oczach zasnutych przez łzy

Poprowadź mnie za rękę, proszę
Snu kładką wąziutką przez czas
Dzieciństwo mi przywróć tu choć raz
Poprowadź mnie za rękę, proszę
Nad rzekę, przez łąkę, nad staw
Z kimś bliskim mi z tamtych lat…

Rodzinny mój dom
Z rodzinnych mych stron
Jak żywy w pamięci mej tkwi
Zamieniam się w słuch
Ten obraz jak duch
Lśni w oczach zasnutych przez łzy

Mężczyzna z klasą - Andrzej Kuryło


Zbigniew Zamachowski
Mężczyzna z klasą

Andrzej Kuryło

Gdy przy barze stał
I papierosa ćmił
To, daję słowo wam
Wyglądał jak James Dean

To był mężczyzna z klasą
Trzymał szyk i fason
Nie brał ślubu z kasą
Z prawej dobrze bił

Kobiet go otaczał kwiat
Z taką gracją nie kłaniał się nikt
Nienagannie miał uszyty frak
A kapelusz lśnił jak szyld

To był mężczyzna z klasą
Żył na przekór czasom
Kolorową prasą
Nie zajmował się

Słowo wam honoru dam
Że honor jak miłość cenił on
Nikt tak pięknie nie wielbił dam
Jakby wstępowały na tron

To był mężczyzna z klasą
Niekoniecznie mason
Dwóm wywiadu asom
Nie dał żadnych szans

I wiem to, że do dziś
Tęskni za nim cały świat
Pomimo, że stuknęło mu
Sporo lat

To był mężczyzna z klasą
Trzymał szyk i fason
Nie basował masom
Pił to, co James Bond...

Wstrząśnięte, niezmieszane

Popatrz na swoją twarz - Andrzej Kuryło


Zbigniew Zamachowski
Popatrz na swoją twarz

Andrzej Kuryło

Czy to ty wtedy
Miałeś w szeregu
Za duży hełm
Czyś ty Ojczyznę
Widział przez pryzmat
Polowych szkieł

Zjadaczu chleba
Popatrz do lustra
Na swoją twarz
Zjadaczu chleba
Popatrz z profilu
Spójrz no en face

Czy to ty wtedy
Dałeś na kredyt
Wszystko, coś miał
Czy to ktoś tobie
Ułożył w głowie
Prawdę i fałsz

Czy to ty wtedy
Wysłałeś z celi
Ostatni gryps
Czy to po tobie
Była najkrótsza
Ze wszystkich styp

Zjadaczu chleba...

Czy to ty wtedy
Miałeś w szeregu
Za duży hełm
Czy to przy twoim
Grobie dziś stoi
Na warcie świerk...

Fot. A. Kuryło, Z. Zamachowski

W innych językach - Ryszard M. Groński


Danuta Stankiewicz - W innych językach
Malajkat, Polk, Zamachowski - Przejdź na żydowski

Ryszard Marek Groński

W innych językach można mówić, mówić, mówić
Aż od mówienia łupie w stawach, ja to znam
Przejdź na żydowski, wnet znikną troski
Żydowski język mówi się sam

To nietrudny język w sumie
Każde słowo się rozumie
A jak pięknie po żydowsku można kląć

Kiedy kłótnia się zaczyna od głupstewka
Mów do gbura, kiedy szura
Życzę panu, żeby pan był jak rzodkiewka
Pysk czerwony, cera blada – pół na pół
A w dodatku żeby rósł pan głową w dół

W innych językach porównanie, metafora
Jest jak kanarek, który właśnie kąpiel wziął
Przejdź na żydowski, wnet znikną troski
A metafory czytelne są

Można mówić szarą prozą
I liryczną być mimozą
Nawet wtedy, gdy się wali z grubych rur

Mając pewność, gdzie jest ziarno, gdzie otręby
Mów do gbura, kiedy szura
Życzę panu, by pan stracił wszystkie zęby
Tylko jeden niech zostanie panu kieł
By ból zęba znał pan z życia, a nie z dzieł

W innych językach brak poezji, brak finezji
Ciężko wyrazić swoje wnętrze, uczuć treść
Przejdź na żydowski, wnet znikną troski
Już nikt cię nie śmie w kaszy zjeść

Widząc w gniewie twarz zakrzepłą
Emitujesz z siebie ciepło
Pod adresem swego wroga mówiąc tak

Życzę panu, żeby pan miał krótkie ręce
Tu zrób pauzę, przerwę na łzę
A na głowie, żeby pan miał świerzb
Świerzb na głowie i niewielki zasięg łap
Świerzb zaświerzbi, no a ty się teraz drap

Obrazy: Vladimir Lubarov

Piosenka wesołego żołnierza - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Песенка веселого солдата
Zbigniew Zamachowski - Piosenka wesołego żołnierza

Witold Dąbrowski

Dostanę mundur, broń, do szafki kluczyk.
Dowódca baczność, spocznij mnie nauczy.
Butami naszą piękną ziemię zmierzę.
Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem...

Zostawię w domu troski i kłopoty.
Nie trzeba mi ni forsy, ni roboty.
Gdy każą idę, gdy nie każą leżę.
Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem...

A reszta mnie po prostu nie obchodzi,
Ojczyzna każe, o cóż jeszcze chodzi.
To ona cały gips na siebie bierze.
Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem...


Bohdan Łazuka, Piramidy
Ballada amerykańskiego żołnierza

Andrzej Bianusz

Dostanę mundur, broń, do szafki kluczyk,
Dowódca baczność, spocznij mnie nauczy,
Butami naszą piękną ziemię zmierzę -
Jak łatwo być żołnierzem, żołnierzem...

Wnet wszystkie ze łba spadną mi kłopoty.
Nie trzeba mi wypłaty ni roboty.
Gdy każą - idę, gdy nie każą - leżę.
Jak łatwo być żołnierzem, żołnierzem...

A gdyby się historia jakaś działa,
Ty jedno wiesz - Ojczyzna ci kazała
I możesz w swą niewinność wierzyć szczerze.
Jak łatwo być żołnierzem, żołnierzem...

Katarynka - Bułat Okudżawa


Bułat Okudżawa - Песенка старого шарманщика
Gustaw Lutkiewicz, Zbigniew Zamachowski - Katarynka

Witold Dąbrowski

Eh, skrzynko-katarynko,
Muzyczko z dawnych dni,
Graj dziarska starowinko,
Zwodnico - zagraj mi.

Przyjaciół mam tak wielu,
Co krok znajoma twarz,
Lecz jakże dojść do celu,
Gdy ciasne buty masz?



Robota jest robotą,
I zawsze - jak na złość,
Roboty mamy potąd!
Roboty mamy dość.

Za każdy krok fałszywy,
Za każdy błędny krok,
Zapłacę życiu grzywnę -
Dostanę sójkę w bok.

Więc idę pomaleńku,
Niech starczy sił by dojść
I niech nie zaznam lęku,
Gdy życie daje w kość.

Robota jest robotą...

Za dzień mój ślub - Bułat Okudżawa


Andriej Mironow - Женюсь... 💗
Zbigniew Zamachowski, Wojciech Malajkat
Za dzień mój ślub

Bułat Okudżawa - Wojciech Młynarski


Za dzień mój ślub.
Z nadzieją w sercu lęk do spółki, 
Czy wielkie szczęście spotka mnie?
Lecz wy, lecz wy, wczorajsze moje przyjaciółki, 
Wczorajsze moje przyjaciółki
Nad losem mym nie płaczcie nie.
Wstrzymajcie serca drżenie
Na wielkie łzy nie czas,

Bo ja wam mówię do widzenia, 
Bo ja wam mówię do widzenia
Lecz nie mówię żegnam was.

Iweta, Lizeta, Mizeta, Żaneta, Żorżeta,
Jak pięknie się wplata w mój los
W
aszych imion winieta,

Ach jakaż w nich tkwi
Niewymownie czarowna podnieta,

Iweta, Lizeta, Mizeta, Żaneta, Żorżeta.
Dopóki tak szeptać, powtarzać
Ożywia chęć mnie ta,

Jam przy was
Jak ten co swych nut nie dośpiewał poeta.

span style="font-family: inherit;">
Za dzień mój ślub,
Ostatnio biorą z mojej półki 
I obrączkują ciach, ciach, ciach.
Lecz wy, lecz wy, wczorajsze moje przyjaciółki, 
Wczorajsze moje przyjaciółki,
Pozostaniecie w moich snach.

Iweta, Lizeta, Mizeta, Żaneta, Żorżeta,
Jak pięknie się wplata w nasz los
W
aszych imion winieta,

Ach jakaż w nich tkwi
Niewymownie czarowna podnieta,

Iweta, Lizeta, Mizeta, Żaneta, Żorżeta.
Ach Iweta, Lizeta, Mizeta, Żaneta, Żorżeta,
Ach jak pięknie się wplata w mój los
W
aszych imion winieta

Iweta….

Соломенная шляпка - 1975
Słomkowy kapelusz

Coś z Cohena - Monika Partyk


Dorota Osińska
Zbigniew Zamachowski
Coś z Cohena

Monika Partyk

Chodź, usiądziemy na tym moście
Wiesz, tym naszym niespalonym
I pogadamy tak najprościej
Powiesz, co tam u twojej żony

Nie, to nie tak, że ja już całkiem
Wypogodzoną mam urodę
W kieszeni chowam wciąż zapałkę
Ale ją kiedyś rzucę w wodę

Obok ciebie on, ona, ono
Zupełnie inni, wszystko inne
Patrzę na to przez winogrono
Takie zielone, takie winne

W górze słynny niebieski prochowiec
I słońca złota kolia
Czy nie stylowa jest, no powiedz
Ta nasza melancholia

Chodź, popatrzymy na to zdjęcie
Wiesz, to pod światło, ocalone
Od serca czulsze miałem ręce
To dobrze. Pytasz się o żonę

Nie, nie żałuję, patrzę w przyszłość
Gdzie kadrów z życia rosną góry
Lecz już na żadnym nic nie wyszło
Jak wtedy, w maju, ty i chmury

Obok ciebie on, ona, ono...

Chodź, posłuchamy jak się śmieją
Te nasze dzieci niezrodzone
Chodź, zobaczymy jak się dzieją
Te nasze losy niespełnione

A ty odwrócisz się tak głupio
Ty będziesz miała szkliste oczy
I tylko szybszy serca stukot
"Dobrego życia!", "Dobrej nocy"

Która to już wspólna wiosna - Wojciech Młynarski

Robert Doisenau

Zbigniew Zamachowski
Która to już wspólna wiosna

Wojciech Młynarski

Która to już wspólna wiosna
Która to zim delikatna biel 
Zostaje w nas przeżyty wspólnie czas
Rozmowa, łóżko, stół dzielony pół na pół
Dzień po dniu, pół na pół

Bo życie siłę i spokój ma
Gdy świtem się nie boisz dnia
Gdy troski dzieli się przez dwa
I gdy myśli jak złote ćmy
Szepczą co robić by
By pokochać wciąż mocniej, mocniej
Żeby nie było żal żyć
Trzeba kochać, mocniej kochać

Która to już wspólna wiosna
Który to lat bursztynowy blask
Ogarnie nas ten przeszło-przyszły czas
Bym jego upływ czuł dzielony pół na pół
Dzień po dniu, pół na pół

Lament nieboszczyków - Przemysław Borkowski


Zbigniew Zamachowski
Lament nieboszczyków

Przemysław Borkowski

Na cmentarzach źle się dzieje
Zmarli płaczą. wicher wieje
Opuszczeni, w samotności
Chodzą smutni, gubią kości
Niepotrzebni, nieśmiertelni
Rozbitkowie wysp trumiennych

Płacz i lament wśród pomników
Nikt nie kocha nieboszczyków
Nikt nie kocha, nikt nie szlocha
Że już zmarli, to wynocha

Że już zmarli, że nieżywi
Krzyże proste wiatr pokrzywił

Kiedyś umrę, wiem na pewno
I co wtedy będzie ze mną
Kto mnie zechce, kto wysłucha
Kto pokocha jako trupa
Kto mnie zechce, kto wysłucha
Kto pokocha jako trupa

Ciężko zmarłym w wilczych skórach
Chodzą po wsiach, twarz ponura
Nikt nie kocha, nikt nie szlocha
Że już zmarli, to wynocha

Takie życie mają zmarli
Tylko przez to, że pomarli...

Umrzeć dla kobiety - Agnieszka Osiecka


Umrzeć dla kobiety


Agnieszka Osiecka


Umrzeć dla kobiety, to wykwintu szczyt
Umrzeć dla kobiety, to światowy sznyt
Himalaje wzruszeń, Pacyfiki łez
Ach umrzeć dla kobiety elegancko jest

Gdy droga do Hadesu wciąż prostsza
Gdy się ciągle sytuacja zaostrza
Gdy można sobie umrzeć na dżumę, na trąd
Ze strachu, przez pomyłkę, przez kumpla, przez rząd

Umrzeć dla kobiety, to perwersji znak
Umrzeć dla kobiety, to ma styl i smak
Himalaje wzruszeń, Pacyfiki łez
Ach umrzeć dla kobiety elegancko jest

Gdy ci każdy w tym chętnie pomoże
Za ostatnie wyprawi cię morze
Gdy można sobie umrzeć na wojnie, we mgle
I z nudów i z trudów, na jawie we śnie
Ależ nie, nie, nie!

Umrzeć dla kobiety, to po prostu wstyd
Umrzeć dla kobiety, staromodny mit
Himalaje szmiry, Pacyfiki bzdur
Ach umrzeć dla kobiety jak szczur?

Żyć dla kobiety, to dopiero gest
Żyć dla kobiety jak rasowy pies
Himalaje wzruszeń, Pacyfiki burz
Ach żyć dla kobiety nie ginąc jak tchórz!

Zbigniew Zamachowski

Piosenka o maskaradzie - Agnieszka Osiecka


Zbigniew Zamachowski
Piosenka o maskaradzie

Agnieszka Osiecka


Razu pewnego na balu maskowym
Wśród paziów, Hamletów i dam
Wśród czarnych domin, krynolin różowych
Zwyczajny pojawił się pan
Wśród czarnych domin, krynolin różowych
Normalnie ubrany pan

Wszyscy w krzyk, z kątów rozległ się śmiech
Co za wstyd, co za heca i grzech
Jak on śmiał, tak bez maski na bal
Jak on mógł sali przestąpić próg

Każdy na balu tym kogoś udawał
I każdy pod maską się krył
Tak urządzano w tych czasach karnawał
Lecz jeden wyjątek tam był
Niechby choć małpę lub czajnik udawał
Lecz smutnym wyjątkiem był

Głupio mu, damy śmieją się zeń
Wkoło szum, on pod ścianą jak cień
Co za gość, szepce masek tłum zły
Ma już dość, patrzcie w oczach ma łzy

Wreszcie ciekawe spytały go damy
A coś ty za jeden, co grasz
Jam za prostego człowieka przebrany
Ta maska to jego jest twarz
Gość za prostego człowieka przebrany
Ten kostium, te ruchy, ta twarz

Co za strój, sala szumi od braw
Każda z dam rada idzie z nim w tan
Co za strój, pełen wdzięku i barw
Że też mu świetny pomysł ten wpadł

Piosenka o łaziku - Agnieszka Osiecka


Zbigniew Zamachowski
Piosenka o łaziku

Agnieszka Osiecka

Idę sobie po ulicy
Wielka dziś na dworze plucha

W butach pełno wody mam
Ale kto by się z tym liczył
Łażę, gwiżdżę, w dłonie chucham
I nie jestem przecież sam

Pod Palladium straszne tłumy
Neon mruga pstro
Panie, tramwaj nie jest z gumy
Już się sypie szkło
Srebrne robią się kałuże
Srebrna lampa nad podwórzem
Chcę by wieczór trwał najdłużej
Nie chcę spać

Idę sobie po ulicy...

Pędzą jak na karuzeli
Diabli wiedzą gdzie
Ten się złości, ten weseli
Ten znów mówi, że
Ja już panią gdzieś widziałem
Pani oczy ma wspaniałe
Idźmy przejść się choć kawałek
Proszę cię

Idę sobie po ulicy...

Kawał nocy przełaziłem
Piszczy mokry but
Księżyc zrobił śmieszną minę
Wiatr się uczy nut
Mostem złoty tramwaj jedzie
Pod nim płynie w czarnej wodzie
Pięciolinia złotych świateł
Złoty cień

Kto by tam godziny liczył
Łażę, gwiżdżę, w dłonie chucham
Chociaż jestem już zupełnie sam


Obrazy: Loui Jover

Nie Brookliński most - Edward Stachura

Zbigniew Zamachowski
Nie Brookliński most

Edward Stachura

Rozdzierający
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy

Nie Brookliński most
Lecz przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc
To jest dopiero coś!

Przerażający
Jak ozdoba świata
Co w malignie bredzi
Jest obłęd człowieczy

Nie Brookliński most
Lecz na drugą stronę
Głową przebić się
Przez obłędu los
To jest dopiero coś!

Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
Będziemy naprzód niesłychanie!
Ku polanie

Kataryniarz babuni - Kazimierz Szemioth

Zbigniew Zamachowski
https://drive.google.com/file/d/1DnxEHEIddiXFFjAEpZmlkVAb4DZsLn1q/view
Królewski to trakt

Kataryniarz babuni

Kazimierz Szemioth

To dla niej gra i gra kataryniarz
To dla niej walca gra z młodych lat
W Kanonię dźwięki te znów popłyną
Po Krzywym Kole koń biegnie w takt

W słoneczny wsiądę dzień do dorożki
Babuni ciepły szal przyda się
Warszawski sierpień ma zapach swojski
Łazienki to nasz cel, babcia wie

Królewski to trakt
Tak blisko już park
Spacery z babuni mej lat
Warszawa jak sen
Jej blaski i cień
Jej czar pełen kwiatów i dat

To dla niej gra i gra katarynka
Na Koziej, Piwnej śmiech, dzieci krzyk
Kwiaciarki kwitły tu w krynolinach
Na starym rynku targ skoro świt

To dla niej gra i gra katarynka
I w XIX wiek można wyjść
Przedłuża życie jej, które mija
Przybliża graniem swym tyle miejsc

Przez Foksal, przez tłum
Przez Tamkę i w dół
Gdzie Wisła, Powiśle i wiatr
Przez błękit i biel
Przez noce i dnie
Do młodych babuni mej lat...

Władysław Chmieliński







Mój ojciec - Zbigniew Herbert


Zbigniew Zamachowski
Mój ojciec

Zbigniew Herbert


Mój ojciec bardzo lubił France'a
i palił Przedni Macedoński
w niebieskich chmurach aromatu
smakował uśmiech w wargach wąskich
i wtedy w tych odległych czasach
gdy pochylony siedział z książką
mówiłem: ojciec jest Sindbadem
i jest mu z nami czasem gorzko

przeto odjeżdżał na dywanie
na czterech wiatrach Po atlasach
biegliśmy za nim zatroskani
a on się gubił W końcu wracał
zdejmował zapach kładł pantofle
znów chrobot kluczy po kieszeniach
i dni jak krople ciężkie krople
i czas przemija lecz nie zmienia

na święta raz firanki zdjęto
przez szybę wyszedł i nie wrócił
nie wiem czy oczy przymknął z żalu
czy głowy ku nam nie odwrócił
raz w zagranicznych ilustracjach
widziałem jego fotografię
gubernatorem jest na wyspie
gdzie palmy są i liberalizm

Obrazy: Doug Knutson

Stanice Jiřího z Poděbrad - Na stacji Jerzego z Podebrad - Jaromir Nohavica


Jaromir Nohavica - Stanice Jiřího z Poděbrad
Na stacji Jerzego z Podebrad

Antoni Muracki

Widzimy się co dzień na schodach w metrze,
gdy ona jedzie na dół – ja na powierzchnię
Ja wracam z nocnej zmiany,
a ty pracujesz rano
Ja jestem niewyspany,
ty z twarzą zatroskaną

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad

Praga o szóstej jeszcze sennie ziewa
i tylko my naiwni – robimy co trzeba
Ja spieszę się z kliniki,
gna do kiosku ona
Zmęczone dwa trybiki,
dwie wyspy wśród miliona

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Choć o tej samej porze - randki są ruchome,
bo w tym tandemie każdy jedzie w swoją stronę
Ja w lewo, ona w prawo
nie ma odwrotu
ją czeka Rude pravo
a na mnie pusty pokój

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Na czarodziejskich schodach czuję w sercu drżenie,
gdy kioskareczka Ewa śle mi swe spojrzenie
W pospiechu ledwie zdążę
powiedzieć - „witam z rana”,
bo całowania w biegu
surowo się zabrania

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad

A Praga drzemie i nic jeszcze nie wie
o dwojgu zakochanych, zapatrzonych w siebie
Już tęsknią nasze włosy
pędem rozwiane
do tego, co nas czeka
do tego, co nieznane

A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

Miłość od pierwszego wejrzenia - Wisława Szymborska


Zbigniew Zamachowski
Miłość od pierwszego wejrzenia

Wisława Szymborska

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają –
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś „przepraszam” w ścisku?
głos „pomyłka” w słuchawce?
– ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.

Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może nawet pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Trzy kolory: Czerwony - 1994

Starý muž - Starszy pan - Jaromír Nohavica

Jaromír Nohavica - Starý muž
Zbigniew Zamachowski - Starszy pan

Antoni Muracki

Gdy będę starszym panem
Będę grzebał w stercie ksiąg
I młode wino zlewał w dzban
Gdy będę starszym panem
Uczuć swych rozproszę mrok
I komu zechcę swą miłość dam
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
I będę tkwił, jak mędrzec z Chin
Na brzegu rzeki
Gdy będę stary już

Gdy będę starszym panem
Kupię sobie stary dom
I jedno stare radio
Gdy będę starszym panem
Będę miał swój własny kąt
Przy oknie w kawiarni Avion
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
I będę patrzył na idących dokądś ludzi
Gdy będę stary już

Gdy będę starszym panem
Sprawię sobie czarny frak
I szarą muszkę do fraka
Gdy będę starszym panem
Zamiast wody będę chciał
Pić lekkie wino z bukłaka
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
I będę milczał, tak jak milczą ci
Co znają plan
I będę starszy pan

Brat - Jonasz Kofta


Zbigniew Zamachowski
Brat

Jonasz Kofta


I wtedy nagle brat mi zbladł
Zatoczył się i wpadł pod blat
Cholera, myślę taki świat
Taki był z niego dobry brat
I wpadł pod blat

Mój ten rodzony drogi brat
Jak ten podcięty kwiat tak padł
A ja z nim czasu spory szmat
I nagle widzę taki mat
Gdy wpadł pod blat

Ja z bratem zawsze fertig, git
A tu o jeden litr ten wstyd
To twarda walka o ten byt
Taki był z niego dobry chwat
I wpadł pod blat

Bo lekkomyślny był mój brat
Nie słuchał rad za mało jadł
A trzeba przegryźć chociaż gnat
I taki na czczo ze mną siadł
I wpadł pod blat

My od takiego tyle lat
Z jednej mamusi z kilku tat
I nagle widzę taki mat
Gdy wpadł pod blat
Mój brat pod blat

Zbudź się braciszku nie da rady
Muszę dokończyć sam biesiady
Bo o co, po co, szarpać się?
Leży pod blatem jak ten kwiatek
Życie nasze niebogate

Na co mi taki brat pod blatem...