Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowicki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowicki. Pokaż wszystkie posty

Plac Pigalle - Monika Partyk


Jan Nowicki - Plac Pigalle

Monika Partyk

Jak co nocy plac Pigalle
Wołał Paryż na bal ciał
Bo tam wprost z ulicy
Szczęście swe pochwycisz
Ten zakątek szerszy ma od życia gest.
Jak co nocy brał bukiet róż
Gubił go przy Moulin Rouge
Ten pan nikt, szary zbyt
Z zapatrzeniem w butonierce
Widz w jej teatrze
Kochał i patrzył
Ot, śmieszny starszy gość
W te jej włosy rude
Każdy z nich był cudem
A cudów nigdy dość

A ona zjawiona, szalona, rozbawiona
W ramiona wziąć ją i trwać
Ona się nie zdarza
Zabrakło w kalendarzach
Dnia, w którym mogła się stać

Jak co nocy plac Pigalle
Miękko jej owijał szal
Ten i ów go chwytał
Szła z nim w noc, księżyca sierp
Podcinał skrzydła tego, co był sam
Lecz raz zdobył się na lot
I z nią razem wzbił się w noc
Ten pan nikt, szary zbyt
Z zapatrzeniem w butonierce
Wreszcie tak blisko
Miał swoje wszystko
Więc wszystko wziął i spadł
To co miał w ramionach
To nie była ona
Lecz farbowany ptak

Zimny dziś Pigalle
I skąd tu tyle ludzi
Zimny. Przydałby się płaszcz
Na podszewce. Tak
Płaszcz na podszewce.

A ona zjawiona...

Jak co noc stał plac Pigalle
Gdzie się wydał sekret ciał
Lecz została miłość
Jest więc tak jak było
Ona czasem szerszy ma od prawdy gest.
Znów co noc brał bukiet róż
Gubił go przy Moulin Rouge
Ten pan nikt, szary zbyt
Z zapatrzeniem w butonierce
Widz w jej teatrze
Kochał i patrzył
Ot, śmieszny starszy gość
W te jej włosy rude
Każdy z nich był cudem
A cudów nigdy dość....

C'est la vie - Trzecia miłość


Jan Nowicki
C'est la vie - Trzecia miłość

Andrzej Pacuła

Pierwsza miłość bielsza
Z białych pereł, z bzów
W mieszku czułych ramion
Wierna jeszcze znów
Żyje mocno, z wdziękiem
Traci każdy grosz
Bierze kredyt szczęścia
Inwestuje w los

Rok, może dwa
Jak jedwab życia szlak
I gest, Chanel 5
I zestaw czułych słów
A noc każda ma wciąż pierwszy czar
A szczęścia błysk, jak księżyc w nów

Czar traci moc i słabnie czułość słów
I wnet ona, on ma własny ciasny kąt
I żal w oczach tam, gdzie jaśniał blask
Już mogą spać bez dobranoc

Druga miłość bledsza
Żyje z dnia na dzień
Zna już cenę szczęścia
Niespokojny sen
Z kpiną jada kawior
Z klasą czerstwy chleb
W cierpkich zmianach losu
Mądry czyta sens

Nie święta zbyt, nie wierzy w byle cud
I w czar zręcznych kłamstw
I w prawdę gładkich słów
Choć czas powab starł
Sznur pereł pękł
Wciąż śmieje się, gdy braknie łez

Jak stary dzban ma w sobie wina kunszt
I wciąż jeszcze zna tych kilka czułych słów
I choć serce ma już z samych łat
Wciąż kocha tak, jak pierwszy raz

Trzecia miłość – anioł
Kumpel, czasem stróż
Człapie i na piętro
Wniesie bukiet róż
Drzemie, traci wątek
W tańcu myli krok
Zmierzchem sowim wzrokiem
Patrzy w gęsty mrok

Ktoś z białym bzem wciąż kocha ile sił
Na włosach szron i gęstą zmarszczek sieć
I lat zmienny czar i wspomnień mit
Bezsenną noc, deszcz,  nudny dzień

Ktoś z białym bzem wciąż kocha ile sił
Choć świat stracił czar, to w sercu ciągle tkwi
I ta z białym bzem, ta z dnia na dzień
I trzecia co już zamknie drzwi...

Głos wewnętrzny - Zbigniew Herbert


Jan Nowicki
Głos wewnętrzny

Zbigniew Herbert

mój głos wewnętrzny
niczego nie doradza
niczego nie odradza

nie mówi ani tak
ani nie

jest słabo słyszalny
i prawie nieartykułowany

nawet jeśli się bardzo głęboko pochyli
słychać tylko oderwane
od sensu sylaby

staram się go nie zagłuszać
obchodzę się z nim dobrze

udaję że traktuję go na równi
że mi na nim zależy

czasami nawet
staram się z nim rozmawiać
– wiesz wczoraj odmówiłem
nie robiłem tego nigdy
teraz też nie będę

– glu – glu

– no więc sądzisz
że dobrze zrobiłem

– ga – go – gi

dobrze że się zgadzamy

– ma – a –

– no a teraz wypocznij
jutro znów pogadamy

nie jest mi na nic potrzebny
mógłbym o nim zapomnieć

nie mam nadziei
trochę żalu
gdy leży tak
przykryty litością
oddycha ciężko
otwiera usta
i stara się podnieść
bezwładną głowę

Kołatka - Zbigniew Herbert


Muniek Staszczyk, Jan Nowicki
Uderzam w deskę

Zbigniew Herbert
Kołatka

Są tacy, którzy w głowie
hodują ogrody
a włosy ich są ścieżkami
do miast słonecznych i białych

łatwo im pisać
zamykają oczy

a już z czoła spływają
ławice obrazów

moja wyobraźnia
to kawałek deski
za cały instrument
mam drewniany patyk

uderzam w deskę
a ona mi odpowiada
tak – tak
nie – nie

innym zielony dzwon drzewa
niebieski dzwon wody
ja mam kołatkę
od niestrzeżonych ogrodów

uderzam w deskę
a ona podpowiada
suchy poemat moralisty
tak – tak
nie – nie

Obrazy: Rene Magritte

Przedmioty - Zbigniew Herbert


Jan Nowicki - Przedmioty

Zbigniew Herbert

Przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im, niestety, nie można zarzucić. Nie udało mi się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, nawet kiedy są zmęczone, nie odważą się przyklęknąć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość.

Pan Cogito obserwuje... - Zbigniew Herbert


Jan Nowicki - Lustro

Zbigniew Herbert

Pan Cogito obserwuje
w lustrze swoją twarz

Kto pisał nasze twarze na pewno ospa
kaligraficznym piórem znacząc swoje „o”
lecz po kim mam podwójny podbródek
po jakim żarłoku gdy cała moja dusza
wzdychała do ascezy dlaczego oczy
osadzone tak blisko wszak to on nie ja
wypatrywał wśród chaszczy najazdu Wenedów
uszy zbyt odstające dwie muszle ze skóry
zapewne spadek po praszczurze który łowił echo
dudniącego pochodu mamutów przez stepy

czoło niezbyt wysokie myśli bardzo mało
– kobiety złoto ziemia nie dać się strącić z konia –
książę myślał za nich a wiatr niósł po drogach
darli palcami mury i nagle z wielkim krzykiem
spadali w próżnię by powrócić we mnie

a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronesa

Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek

przed lustrem twarz odziedziczoną
worek gdzie fermentują dawne mięsa

żądze i grzechy średniowieczne
paleolityczny głód i strach

jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch gatunków spięte ciało

tak to przegrałem turniej z twarzą

Pan Cogito o cnocie - Zbigniew Herbert


Jan Nowicki, Przemysław Gintrowski
Pan Cogito o cnocie

Zbigniew Herbert

1
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą
prawdziwych mężczyzn

generałów
atletów władzy
despotów

przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina

wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa

- a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku

prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek

jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenia w uchu

2
mój boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza

szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki

może wówczas pokochali by ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci

żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa

ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie Nie

nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych

Konwalie, bzy albo pet - Jan Nowicki


Konwalie, bzy albo pet
Piwnica Pod Baranami


Jan Nowicki


Daty, daty, kolejne daty, jakby nie można inaczej.

Czas w brzuchu martwego konia, puchnąc mruczy coś
Ziemia! Ziemia!!! - wrzeszczy pijany grabarz.
Ziemia! Ziemia!!!
I zasypuje nią gniazdo bocianie,
Z Tobą w środku.
Ziemia! Ziemia!!!
Ale głupcy mimo to czekają,
Na ten czerwiec i także następny.

Wpadnij Pan choć na pół papierosa.
Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept.
My tu żyjemy proszę Pana
Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.

Na Błoniach mlecze, raz żółte, raz białe
Taki majowy szmonces.

W Niebie bezzębne anioły - wiem -
Mielą żarnami dziąseł,
Przetrawioną wcześniej na Ziemi,
Rzadką papkę. Rzadką papkę - ludzkich miłości.

Wpadnij Pan nocą, wieczorem z rana,
Na najkrótszy z krótkich milczący szept.
Bo my umieramy trochę bez Pana.
Jak te konwalie, jak bzy, albo - pet.

Halo! Halo

Wpadnij Pan choć na pół papierosa.
Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept.
My tu żyjemy proszę Pana
Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.

Halo! Halo! Halo!

Wpadnij Pan choć na pół papierosa.
Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept.
My tu żyjemy proszę Pana
Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.