Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmiałowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmiałowski. Pokaż wszystkie posty

Złota Lucyna - Jeremi Przybora


Igor Śmiałowski
Złota Lucyna

Jeremi Przybora

Złoto w kawałku
W proszku, czy w płynie
Ach, jakże mało o takie dbam
Lecz tyle złota w jednej dziewczynie
Tylko ja jeden na świecie mam...

Moja Lucyna włosy ma złote
A w oczach jej złoto słońca drga
Każdą mi słotę złoci tym złotem
Które w uśmiechu i w sercu ma

Póki jej nie spotkałem
Takich serc ja nie znałem
Co niegasnącą palą się skrą
Widać to złoto jest ogniotrwałe
Z którego takie serca są

Gdyby to tylko serce i uśmiech
I oczy – złota kropelki dwie
Lecz kiedy dłonią skronie mi muśnie
To też tak jakby złociła je...

Moja Lucyna ręce ma złote
Co w pracy tak jak dwa skrzydła mkną
A gdy w nie złożę jakąś zgryzotę
To zaraz w uśmiech zamienia ją

Póki jej nie spotkałem
Takich rąk ja nie znałem
Żeby złociły czego się tkną
Mojej dziewczyny dwie ręce małe
Skarbem największym świata są

Na fot. Igor Śmiałowski

Po kompocie - Jeremi Przybora

Igor Śmiałowski, Jeremi Przybora - Po kompocie

Gdzie ta chwilka, gdy pospołu
zasiadaliśmy do stołu
twarzą w twarz?
Gwar sąsiadów, czar sąsiadek…
Gdzie ta chwilka, ten obiadek
śliczny nasz?

Po kompocie! Po kompocie!
Po chlupocie
śliw i grusz.
Po kompocie, po kompocie,
po kompocie już!

Gdzie ta chwilka mknąca bosko,
gdy spojrzenie po żydowsku
karp nam słał?
W szronie białym stała czysta,
a kawiorek, oczywista,
w lodzie stał.

Po kompocie! Po kompocie!
Po pozłocie
vol-au-vent.
Po kompocie. Po kompocie.
Un petit peu navrant…

Gdzie ten móżdżek, co na grzance
mądrzył się, a w filiżance
kraśniał barszcz?
Pierś bażanta, gorycz wina…
I ta z vis-à-vis dziewczyna!
I ten farsz!

Po kompocie! Po kompocie!
Po pieszczocie
wonnych mięs.
Po kompocie, po kompocie…
Ot, i łza u rzęs.

Gdzie ta chwila po toastach,
lekka, jak złotego ciasta
lekki puch?
I już kompot! Moi złoci!
Jak to? Jak to? Już kompocik?
Wszelki duch!

Po kompocie! Po kompocie!
Po odlocie
z tortów róż!
Po kompocie, po kompocie…
i w tęsknocie już!

Gołoledź - Jeremi Przybora

Jeremi Przybora
Gołoledź
walczyk sadystyczny

Pokropił deszczyk drogi
i mrozek je nawiedził –
spełniając tym wymogi
powstania gołoledzi.
Nareszcie sen się wyśnił –
kierujmy więc uwagę
na miły widok bliźnich
tracących równowagę.

Gołoledź, ach, gołoledź!
Któż większą radość zna?
Oj, nie da nam zramoleć
gołoledź, le verglas! ...

Nic ducha tak nie cieszy
jak tarapaty ciała,
gdy – bęc i postać leży,
co przed chwileczką stała.
Nad potłuczonym zadkiem
się inna postać biedzi.
Nas śmieszą nie przypadkiem
ofiary gołoledzi.

Gołoledź, ach, gołoledź!
Nie powtarzalna gra!?
Oj, wszędzie będzie boleć
gołoledź, le verglas! ...

Tu ktoś podparł nosem,
aż z nosa poszła stróżka!
Prześmiesznym tam znów pląsem
posuwa się staruszka.
Staruszek jej z pomocą
śpieszący machnął kozła.
Rozrywki miłe to są –
gołoledź je przyniosła.

Gołoledź, ach, gołoledź!
To pląs! To wstrząs! To łza!
Nad wszystko będziem woleć
gołoledź, le verglas!...

Największe – co i nie dziw –
do śmiechu są powody –
gdy się na gołoledzi
roztańczą samochody!
Piaskarki drzemią w bazach
dotknięte brakiem piasku –
więc w krąg po szosach hasa
wesoły tan pojazdów.

Gołoledź, ach, gołoledź!
Kostucha walca gra.
Hej, duszę Bogu poleć!
Gołoledź, le verglas!.. 

E. Starostecka, R. Kossobudzka, I. Śmiałowski

Duchy - Jeremi Przybora


Igor Śmiałowski
Renata Kossobudzka
Duchy

Jeremi Przybora

Duchy!
Jesteśmy duchy lekkie, zwiewne.
Puchy.
Ulotne puchy w ksykacie dusz.
Ruchy
nieziemskie mamy i powiewne.
Duchy
nieaktualnych,
nieaktualnych,
nieaktualnych osób już!
Cha! Cha! Cha!
Tararira!...

Widma.
Konwencjonalnie – zwykle w bieli.
Świt nas
wyciera gumką z karty dnia.
Wstyd ma –
kto się przed nami skrył w poscieli.
Widma
z takiego śmieją,
okropnie śmieją!
Cha! Cha! Cha!
Tararira!

Zmory.
Najlepszy sposób na bachory.
Goryl
tak nie wystraszy ich jak my.
Wory
nam wtedy służą za ubiory.
Chory
ze strachu bachor,
ze strachu bachor,
ze strachu bachor w majtki pstrzy.
Cha! Cha! Cha!
Tararira!

Zjawy
złaknione żartu i zabawy,
kawy,
wódeczki, seksu, sztuki mięs,
wrzawy,
gazetek, kina i Warszawy.
Zjawy –
za tym tęsknimy
i łzy sączymy,
i łzy sączymy spoza rzęs.
Cha! Cha! Cha!
Tararira!...

Duchy.
Za dawne grzechy pełne skruchy.
Muchy
wyrzutów sumień gryzą nas.
Druhy!
Ach, w ciał obleczcie tylko ciuchy
duchy,
a będą grzeszyć,
na nowo grzeszyć,
wesoło grzeszyć z wami wraz!
Cha! Cha! Cha!
Tararira!...

Obrazy: Stephen Mackey