Jacek Lech
Gdziekolwiek będziesz
Stanisław Halny
(Stanisław Kondratowicz)
Zapytam nocy, zapytam dnia
Gdzie twoich oczu dziwny blask
Gdzie twoich spojrzeń zatarły ślad
Zapytam nocy, zapytam dnia
Gdziekolwiek będziesz
Odnajdę cię na pewno
Gdziekolwiek będziesz
Tam będę także ja
Gdziekolwiek będziesz
Nie schowasz się przede mną
Nim mnie zawołasz
W otwartych stanę drzwiach
Zapytam drogi, zapytam drzew
Czy w swej zieleni ukryły cię
Czy w swoim cieniu twój kryją cień
Zapytam drogi, zapytam drzew
Gdziekolwiek będziesz...
Zapytam tęczy, zapytam chmur
Czy cię widziały, czy byłaś tu
I dokąd teraz za tobą pójść
Zapytam tęczy, zapytam chmur...
Regina Pisarek
Wziąłeś wszystko
Włodzimierz Patuszyński
Chcesz oddam noce
Weź, odbierz sam
Chcesz to ozłocę
Co mam, wszystko dam
Za kilka słów, które słyszeć chcę
A o których się po nocach tylko śni
Za kilka słów, co ratują mnie
Ich echo przecież nie wystarcza mi
Dam brzasku jasność
Dam każdy zmierzch
Dam to na własność
Co mam i co chcesz
Za kilka słów, które słyszeć chcę...
Chcesz oddam młodość
Weź póki mam
Bierz za mą zgodą
Co chcesz - wszystko dam
Za kilka słów, które słyszeć chcę...
Już wziąłeś wszystko
Więc teraz siądź
Mów, siedząc blisko
Coś miał prawo wziąć
Za kilka słów, które słyszeć chcę
A o których się po nocach tylko śni
Za kilka słów, co prócz tego mam
Że jak zawsze one okłamały mnie
Jarema Stępowski
Zabawa jakiej nie było
Kazimierz Winkler
Nie musisz namawiać
Oboje mamy jedną myśl
To będzie zabawa
Jakiej nie było aż do dziś
Okazja jest duża
Od ślubu mija ...eścia lat
Ty kwitniesz jak róża
A ja mam zryw jak polski fiat
Feluś, łap gitarę
A my w pierwszą parę
I kto z nami, póki czas
Starsi, lecz na chodzie
Małoletnia młodzież
Jednym słowem - każdy z was
Jak długa Warszawa
Demograficzny tańczy wyż
To przecież zabawa
Jakiej nie było aż do dziś
Kłopoty wysiadka
Zmartwienia poszły sobie w kąt
Oj, lecą te latka
A jednak oczki ciągle lśnią
I z żoneczką ślubną
Taki los, no trudno
Człowiek śpiewa tra la la
Czasem w boczek zerknie
Zmieniłby tancerkę
Gdyby była zmiana dam
Choć wczoraj nieznani
Dziś przyjaciółmi wszyscy są
Ktoś płacić chce za mnie
I nawet nie wiem dobrze kto
Ten prosi, ten stawia
Byłoby wstyd do domu iść
Zabawa, zabawa
Jakiej nie było aż do dziś
Każdy z łezką wróci
Do tych dawnych uciech
Kiedy będzie już prapra...
Wnukom wytrze noski
Westchnie, biorąc proszki
Miało się ten humor, ba
Zabawa, jakiej nie było, ech ❗❗❗
Hanka Bielicka
Kazali mi śpiewać
Kazimierz Winkler
Żebym tyle nie mówiła, to kazali śpiewać mi
I wmawiali, że podbiję świat na pewno
Że za serce umiem chwycić i wywołać śmiech i łzy
Łzy, gdy śmieszną śpiewam pieśń, a śmiech, gdy rzewną
Na przykład taka smutna pieśń o szatynie
Który zdecydowanym ruchem zapiął jesionkę
A ja wtedy...
Powtarzam, zostań
Chciał widać los tak
Ja wykarmiłam
Cię przecież własną pensją
Z żartami koniec
Nie pójdziesz już do niej
Ja ci nie bronię
Lecz nie radzę drażnić mnie
Nie załkam jak w piosence
Lecz z miejsca wpadnę w szał
I tak ci się odwdzięczę
Że włosy będziesz rwał
Rozgadam wszystkim babom
Żeś ciapa, bałwan, kluch
Że masz kondycję słabą
I przytępiony słuch
Powtarzam, zostań...
Obgadam cię, że chrapiesz
I stękasz, gdy jest niż
Że się przy ludziach drapiesz
A przy kolacji śpisz
Że co dzień rąbiesz czosnek
I wódkę chlasz co dzień
Że lepszy ból okostnej
Niż te amory twe
Że zarobić nie umiesz
Że jak się do ciebie mówi
To nic nie rozumiesz
Że jeśli w ogóle myślisz
To tylko o sobie
Poczekaj, ja cię zrobię
Ale zaraz, zaraz...
Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
A ja przecież mówię tylko dlatego, żeby nie śpiewać
No ale trudno, wszyscy teraz śpiewają
To mogę i ja zarobić, to znaczy - zaśpiewać
No to teraz wesoła piosneczka ludowa
Łoj, wesoło, wesoło
Coś błyska za stodołą
Łoj, błyska coś, błyska
To chyba będzie iskra
Łoj, łoj, ło-o-o-oj
Łoj, nocka jasna jak dzionek
Łoj, zajął się właśnie nasz domek
Nie narzekajcie, dziewuchy
Łoj, dobrze się pali, bo suchy
Łoj, w tym ogniu cosik strzela
Ugaszą go do wesela
Łoj, idzie dym prościutko
Pogoda będzie jutro
Ła-ha-ha-ha-ha-ha-ha
Kazali mi śpiewać, żebym tyle nie mówiła
Ale przecież nie można wszystkiego wyśpiewać
Jak jednemu facetowi
To nawet był raczej taki narzeczony
Więc jak mu wyśpiewałam wszystko
Znaczy, jak spędzałam czas
Kiedy on był na delegacji służbowej
To już potem nie miałam nic do powiedzenia
Gdzie ty byłeś, kiedy długo w oknie stałam
Gdzie ty byłeś, kiedy czekać nie umiałam
Gdzie ty byłeś w tamte dni
Gdy nadzieję budził świt
Aby gasła cicho znów razem z wieczorem
Czasem spóźnić się nie wolno nawet chwilę
To kosztuje całe lata - godzin tyle
Dziś nieważne, czyj był błąd
Dokąd idziesz ani skąd
Już się stało, już za późno dziś
Nie bierz wspomnień dalej w drogę - nie uniesiesz
Ani słowem cię nie zmartwię, nie ucieszę
I nie pytaj, czy mi żal
Po co słowa? Co to da
Już za późno na to dziś - sam wiesz najlepiej
Niech co było, skryje nam siedem pieczęci
Tylko jedno chciej zachować w swej pamięci
Kiedy miłość woła cię
Musisz zdążyć nie wiem gdzie
Czemu do mnie tak spóźniłeś się
Po mieście noc, okna już są pełne gwiazd
A ty śpij, córeczko, bo już czas
W uchylone drzwi, w chłodny mrok otwartych bram
Wchodzi sen, bajeczki gada nam
Słychać czyjeś kroki, a ty śpij
Pan Księżyc umknął za obłoki, a ty śpij
Niech tam nawzajem na spóźniony kurs
Gdzieś nawołują się tramwaje, dzwonków chór
A ty sobie śpij
Marszałkowska śpi, Tamka śpi i Nowy Świat
Błądzi sen po mieście, za nim wiatr
Wiatrem rozhuśtane miasto śpi
Falami Wisły kołysane miasto śpi
Już autobusy po zajezdniach śpią
Latarnie senne w ulic pustych świecą głąb
Zaśnij więc i ty
Po mieście noc, okna już są pełne gwiazd
A ty śpij, córeczko, bo już czas...
Proszę, spójrz mi w twarz
Nie powtarzaj słów
Tych banalnych słów
Wszystko mi jedno
Ja najlepiej wiem
Ile dumy masz
Ile siły masz
To codzienność
Są ci o słabych dłoniach
Którzy mówią żyć nie warto
Jak kloszardzi lata trwonią
Chcą przebijać lichą kartą
A ty biegniesz wciąż
Przez spalony trap
Przez uschnięty las
Miłości dawnych
Nie powtarzaj słów
Tamtych długich słów
Przecież umiesz żyć
Umiesz pragnąć
Są ci o słabych dłoniach...
Proszę, spójrz mi w twarz
Miarą zwykłych klęsk
Miarą zwykłych trwóg
Wymierzaj młodość
Ja najlepiej wiem
Ile bólu w tym
Ile szczęścia w tym
Co jest tobą
Stenia Kozłowska
A droga, ech Bóg wie gdzie Andrzej Bianusz
Pochodni blask i światło gwiazd
I koni pęd i bata trzask
Na końskich chrapach osiadł biały szron
Dzwoneczki płaczą, dmie srebrzysta zamieć
Śnieg jak niepamięć pokrył wszystko w krąg
A droga, ech Bóg wie gdzie
Zawieja po polach dmie
Noc się chyli do dnia
I pryska spod kopyt śnieg
Ech droga i koni bieg
I ten chłopak, który konie gna
Już który raz na polach śnieg
I bata trzask, i koni bieg
Co wiedzą o tym ludzie wielkich miast
Tych gwiazd nie znają ani biegu koni
I tęsknią do nich, tak jak czasem ja
A droga, ech Bóg wie gdzie
Zawieja po polach dmie
Noc się chyli do dnia
I pryska spod kopyt śnieg
Ech droga i koni bieg
I ten chłopak, który konie gna
Maciej Kossowski
Nie mów o zazdrości Andrzej Tylczyński
Nie mów mi o szczęściu, łatwo spłoszyć je
Nie mów o miłości, sama znajdzie mnie
Nie mów nic, niech gwarzy fali plusk
Szmer sitowia, lasu cichy szum
Nie mów o wierności, to jak zarzut brzmi
Nie mów o zazdrości, pozwól słuchać mi
Szeptem nierealnym opowiada las
Woła i przynosi inny świat
Tam, gdzie jest przedziwny kraj
Tam, gdzie miłość spotka nas
Oprócz mnie tam będziesz ty
I więcej nikt, i więcej nikt
Nie mów mi o szczęściu, łatwo spłoszyć je
Nie mów o miłości, sama znajdzie mnie
Nie mów nic, niech płyną promy chmur i mgły
Drzew korony, dzikich gęsi klucz...
Doszedłem tam, doszedłem tam
Gdzie z tobą wraz pragnąłem dojść
Doszedłem tam, doszedłem tam
Choć siebie sam już miałem dość
Doszedłem tam, doszedłem tam
Dobrym i złym siłom na złość
Po szczeblach burz wiódł mnie
Gdzie cel, zawzięty los
Mam czegom chciał
A jednak wiem - to nie jest to
Doszedłem tam, dla ciebie – wiem
Przez milion bram musiałem przejść
Przebyłem je, choć to niełatwa rzecz
Wierzyłem, że będę mógł ciebie mieć
Doszedłem tam, doszedłem tam
Przez morza łez, pustynie zła
Doszedłem tam, wszystko, co mam
Zbyt dobrze wiem – zdobyłem sam
Doszedłem tam, doszedłem tam
Rzeką pod prąd płynącą z gór
Po drodze tej musiałem grać tysiące ról
Poznałem lęk, wiem, co to śmiech
Wiem, co to ból
Doszedłem tam dla ciebie – wiem
Przez milion bram musiałem przejść
Przebyłem je, choć to niełatwa rzecz
Doszedłem tam, doszedłem tam
By ciebie mieć
Znajomy mój pewien szach
Szach, szach, szach
W złocie miał pałac swój
Forsy miał, że aż strach
Wzięcie przeto u pań
Miał, że ach, proszę was
Każda mdlała, gdy nań
Szach, szach, szach spojrzał raz
Mimo to tenże szach
Szach, szach, szach chandrę miał
Ze swej fortuny po całych dniach
W głos się śmiał
Lekarz mu wmawiał, że
Chandra petrochemiczna go ssie
Marniał szach
(Ach, marniał szach)
(Marniał, ach, szach, szach, szach)
Jak motylek, co bez tchu
(Marniał, ach, szach, szach, szach)
(Marniał, ach, szach, szach, szach)
Pada, gdy
(Marniał, ach, szach, szach, szach)
(Marniał, ach, szach, szach, szach)
Na skrzydełka sypnąć mu D-DT
Uf!
Problem był w tym
Że ów szach ani rusz
Nie miał czym, nie miał czym
Popodlewać swych róż
Sławnych różdżkarzy szach
Powylewał na łeb
Marniał na jego gazonie
Róż pyszny szczep
Bo gdzie w gazonie
Dziurki nie zrobił, to z niej
Nafta ciur-, nafta ciurkiem tryskała, że hej
Marniał szach, czując, że
Chandra petrochemiczna go zje
Marniał szach...
Szach, szach, szach
Ledwie dysząc bez sił
Ciżbę fisz, ciżbę fisz
W progi swe sprosił był
Z szachem ciż, z szachem ciż
Jęli w ruletkę rżnąć ile tchu
Ojej!
I przegrał szach do tych fisz
Z zimną krwią: róż swych klomb
Siedem żon, pałac, tron, służbę swą
I te dziurki, co ciurkały, i nawet fez
Przegrał też
Po czym w pląs
(Ach, odżył szach)
(Odżył, ach, szach, szach, szach)
Ruszył jak motylek, co
(Odżył, ach, szach, szach, szach)
(Odżył, ach, szach, szach, szach)
Pląsa, gdy
(Odżył, ach, szach, szach, szach)
(Odżył, ach, szach, szach, szach)
Letni wietrzyk muśnie go
I jako już były szach
Szach, szach eks
Zmienił adres i fach
I karierę swą zwekslował na inny tor
Lecz na ile go znam
Wciąż ma względy u fortuny
Tudzież u dam
By swych róż podlać klomb
Wreszcie ma wody dość
Mieszka - nie pomnę już -
W kawalerce czy coś
I na perskim dywanie, co ostał się mu
Szach, szach, szach cza-cza-cza
Tańczy ze mną bez tchu
Zwłaszcza zaś cieszy się
Że nam nafta nie tryska byle gdzie
Irena Kwiatkowska Jan Kobuszewski - To był ktoś Jonasz Kofta
To był ktoś, ten łobuz, łotr
Pokątny szuler, szarmancki cham
Pojedynkował się o panią B.
Najlżejszą z wszystkich - pardon - lekkich dam
Ścigał się na Mercedesie Benz
W dwudziestym szóstym w Tour de Chalet
Miał zawsze w klapie kwiat, a w oku blask
Na lakierku biały getr
Zawsze pieścił go los
Choć wszelkich zasad było mu brak
Bo on, bo on miał głos, wspaniały głos
Aksamit, brylant, jedwab, wdzięk i charme
On miał głos, ten łobuz, łotr
Zniewalający i męski czar
Me biedne serce drży, gdy z tuby brzmi
Ten jego przejmujący tembr:
"W dolinie róż, ja śpiewam ci
Tę pieśń miłości, błagając cię
Bądź przy mnie obok tuż, swe usta na mych złóż
Na zawsze połączymy się"
Widzę go tak, jak stał
Wykwintnie dłoń swą kładąc na gors
subtelny uśmiech słał, mnie całą brał
W swe posiadanie jego słodki głos
To był ktoś, ten łobuz, łotr
Ten skandalista, rozwodnik i gracz
Ale miał w gardle skarb
I przez ten czar w czasie tournée
Oszukał podle mnie
Bo mu uwierzyłam, że:
"W dolinie róż, ja śpiewam ci
Tę pieśń miłości, błagając cię
Bądź przy mnie obok tuż, swe usta na mych złóż
Na zawsze połączymy, połączymy, połączymy..."