Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barciś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barciś. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Kołakowski - Ballada o dzieciństwie


Баллада о детстве - Ballada o dzieciństwie

Włodzimierz Wysocki - Roman Kołakowski


Ja się na ten świat podły nie pchałem
Mimo woli zaczęło się życie
Ciemną nocą poczęty zostałem
Urodziłem się jednak o świcie

Spokój miałem przez dziewięć miesięcy
Rok nie wyrok - pojąłem to w mig
Suto, ciepło, bezpiecznie, cóż więcej
Może chcieć człowiek nim pozna krzyk

Jest dokument ważniejszy od wierszy
W swej metryce mam wpis drukiem tłustym
Że na wolność wyszedłem raz pierwszy
W tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmym

Winnych długo w pamięci szukałem
Winnych zsyłkom, rewizjom i łzom
Urodziłem się, trwałem, przetrwałem
Na Mieszczańskiej stał mój pierwszy dom

Złowieszczy krzyk w ciemności dopada mnie co dnia
I nie wiem wciąż kto krzyczy - przyjaciel, wróg, czy ja
Czy tylko echo krzyku na domu wraca próg
Systemem korytarzy, systemem ślepych dróg

Zamknięte drzwi na głucho
A z czterech świata stron
Labirynt, tunel, kanał
Piwnica, bunkier, schron

Nie schodziła do schronu sąsiadka
Gdy syrena nad miastem zawyła
Wojna nie przerażała trzylatka
Tylko matka się strasznie martwiła

Każdy dzielił zapałkę na czworo
Naród cierpiał, cierpiałem i ja
Bardzo ciężko musiało być, skoro
Na konserwy zabrali mi psa

Wojna dla nas legendą się stała
Całą wojnę się w wojnę bawiłem
„Wcześniak” na mnie dzieciarnia wołała
Chociaż wcale wcześniakiem nie byłem

Wszędzie wokół czyhali wrogowie
Kto w niewoli - ten zdrajca i wróg
Powracali do domów ojcowie
Chociaż obcy już był domu próg

Złowieszczy krzyk...

Podłe czasy nas wychowywały
Człowiek rósł, a wartości karlały
I płynęły, gdzie trzeba kanały
I wpadały, jak trzeba, gdzie miały

Dzieci byłych sierżantów, majorów
Dziś patronów stadionów i szkół
Dokonały własnego wyboru
W własnej woli stoczyły się w dół...

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz i in.

👉TUTAJ pełny tekst utworu

Wysocki - Jagiełło - Pomnik


Памятник - Pomnik

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło


W życiu zawsze mierzyłem wysoko,
Nie lękałem się słowa, ni kuli,
Mocny miałem charakter i głos,
Lecz po śmierci zrobili mi cokół
I za piętę do niego przykuli,
Oblekając mnie w marmur i brąz.

Chciałbym strząsnąć to mięso kamienne,
Kopniakami rozrzucić stos wieńców,
Wyrwać z nogi raniący ją pręt -
Ale stoję, zalany cementem,
I nie mogę poruszyć się z miejsca,
Tylko dreszcz mi przebiega przez pręt.

Byłem twardy i żyłem naprawdę, pełną piersią,
Nie wiedziałem, że w łapy im wpadnę tuż po śmierci,
Upychali mnie w trumnie na siłę, byle prędzej,
By mieć pewność, że już nie ożyję nigdy więcej.

Krewni gipsu kupili zawczasu,
Pośpieszyli się z maską pośmiertną,
Zanim jeszcze zatrzymał się puls,
Moją twarz, wykrzywioną grymasem,
Przerobili na gładką i piękną,
Przykleili mi uśmiech do ust.

Póki żyłem, tępiłem i podłość, i łajdactwo,
Zwykłą miarą mnie zmierzyć nie mogli,
Zwłaszcza własną,
I dopiero gdy zmarłem na amen - odetchnęli.
Przyszli do mnie z calówką drewnianą, miarę zdjęli.

A po roku stanąłem na skwerze -
Nieszkodliwy, pokorny baranek,
Dzieci kwiaty zaczęły mi kłaść,
Ze ślepaków strzelali żołnierze,
I dla licznie zebranych wybranych
Moje pieśni rozległy się z taśm.

I patrzyłem ze swego pomnika,
Jak wzruszenie ogarnia słuchaczy,
Jak ze łzami błagają o bis;
Tylko ktoś coś przerobił w głośnikach -
Głos rozdarty, ochrypły z rozpaczy,
W melodyjny zamienił się pisk.

Pod całunem leżałem bez ruchu - ja, nieboszczyk -
I śpiewałem falsetem eunucha publiczności,
Wpasowałem się w ramy trumienne - chodźcie, zmierzcie!
Teraz dumni możecie być ze mnie -
No, nareszcie!

Nie, nie dla mnie piedestał i cokół,
Komandora wezwałem na pomoc
I zrobiłem to samo co on -
Tłumy gapiów uciekły w popłochu,
Kiedy stopy wyrwałem z betonu,
I spiżowy posypał się złom.

I na ziemię zwaliłem się z hukiem,
Marmurowe strząsałem ostatki,
Każdy mięsień napiąłem i nerw
Krzesząc iskry podpełzłem po bruku,
I w głośniki strzaskane upadkiem
Wychrypiałem: "Ja żyję, psiakrew!"

Mirosław Baka, Artur Barciś
Mirosław Czyżykiewicz, Mariusz Kiljan
Adam Nowak, Artur Żmijewski

Wysocki - Jagiełło - Miszka Szyfman


Мишка Шифман - Miszka Szyfman - Artur Barciś

Włodzimierz Wysocki - Michał B. Jagiełło

Miszka Szyfman, równy gość,
Mówi do mnie: Wiesz ty co,
Ja chromolę taki los -
Nudy, w telewizji dno,
Człowiek żyje z dnia na dzień,
Łazi z kąta w kąt,
Ja do Izraela chcę,
Chodź, wyemigrujmy stąd!

Miszka to, wiadomo, Żyd,
On tam od ZSRR
Woli izraelski wikt
I tę ichnią Goldę Meir,
Opowiadał, jak tam jest,
Tak barwnie i żywo,
Że i mnie wciągnęły też
Szpony Tel-Aviwu.

Miałem w czubie, ale tu
Nie zgodziłem ja się z nim,
Mosze Dajan - mówię mu -
To jest wredny sukinsyn.
Agresywny gość i zły,
Jakby giez go gryzł,
Razem powinniśmy my
Dać łachudrze w pysk!

Miszka jednak popadł w trans
Po wypiciu dwustu gram:
A z Egiptu wygnał nas - mówi
Ramzes któryś tam,
Takich, kurczę, trzeba bić,
Ja to pomścić muszę,
Czas też hańbę naszą zmyć
Z tej grandy z Chrystusem.

Tutaj Miszka zmarszczył brwi
I powiada: Wiesz, mam myśl:
Jedźmy razem, ja i ty,
No co, nie pojechałbyś?
Jesteś kumpel albo nie?
Tak? To grabę daj.
Razem wyprawimy się
W izraelski kraj!

Miszka - mówię - daj ty żyć,
Chcesz, to sobie jedź,
Ja do Żydów nie mam nic,
Bo co mógłbym mieć?
Ale ja nie jestem Żyd,
Ja jestem Rosjanin,
I w rodzinie mojej nikt
Nie był obrzezany!

Miszka, owszem, Żyd jak dąb,
Widać to na parę wiorst,
Nieskażony obcą krwią,
Okaz ewidentny wprost.
Dziadek siedział dziesięć lat -
Lekarz i truciciel,
Mój zaś ojciec, stryj i brat -
To antysemici.

Miszka się podrapał w kark,
Chociaż lekarz też, mówi do mnie:
Kola, wiesz, w Izraelu ciężko jest.
Bezrobocie, pełny stres,
A lekarzy tam jak psów,
Takie ich tam krocie są,
Że dentyści - szkoda słów -
Sami sobie zęby rwą!

Tutaj się podrapał w kark,
Golnął szklankę aż do dna
I powiada: Tak czy siak,
Jakoś się tam radę da!
Pomyślałem: Żyd nie Żyd,
Ale kumpla szkoda!
Wychyliłem jeszcze łyk
I krzyknąłem: Zgoda!

Staliśmy przez noce dwie
W gęstym tłumie żądnym wiz,
Miszce powiedzieli „Nie",
A mnie: „Jedź pan choćby dziś!"
Miszka krzyczy: „No co jest?
Żyd to ja, nie on!"
Urząd na to: „Płaszcz pan bierz
I wy....dalaj stąd!"

Miszka chodzi teraz zły,
Kombinuje cały czas,
Gdzie odmowy powód tkwi
I skąd te szykany władz,
Wódkę pije, głośno klnie
I narzeka: „To już szczyt,
Oni nie puścili mnie,
Bo ja jestem Żyd!"

Wysocki - Jagiełło - Satyra na kiepski kryminał


Пародия на плохой детектив - Satyra na kiepski kryminał

Włodzimierz Wysocki - Michał Jagiełło

Kryjąc się przed kontrwywiadem, unikając zbędnych wpadek,
Pod angielskim pseudonimem „Mister John Lancaster Peck",
Zawsze w białych rękawiczkach, pamiętając o odciskach,
Żył w radzieckim raz hotelu  nieradziecki całkiem człek.

John Lancaster potajemnie, głównie podczas nocy ciemnej,
W podczerwieni trzaskał cichcem jakieś zdjęcie albo slajd,
Potem przy normalnym świetle wychodziło bardzo szpetnie
Wszystko to, co tak cenimy, czym się chlubił cały kraj.

Dom Kultury, duma nasza, stał się czymś w rodzaju sracza,
Nowoczesny rynek w centrum przypominał brudny skład:
Nawet GUM na mikrofilmie mikro wypadł coś i dziwnie,
A już wspomnieć nie wypada, jak wyglądał teatr MCHAT.

Lecz pracować bez podwładnych, to dla szpiega frajda żadna:
Wróg pomyślał, wróg wymyślił, chytrze z prawdą mieszał fałsz,
I w lokalu gdzieś nad ranem towarzysza Jepifana
Tak omotał, tak skołował, że się złamał człowiek nasz.



Zdawał się Jepifan chętnym i pazernym, i pojętnym,
Nie znał miary, wielki pociąg miał do piwa i do pań,
W szczególności do wywiadu znakomicie mógł się nadać:
Spotkać może to każdego, jeśli mięczak jest i drań.

„Teraz słuchaj mnie uważnie: O piętnastej obok łaźni
Na postoju weź taksówkę, podaj kurs, zatrzaśnij drzwi,
Zwiąż kierowcę, zabierz utarg, potem szybko wracaj tutaj -
Potem wieść o tej aferze poda radio BBC.

Jutro włóż koszulę świeżą, do Maneżu idź - w Maneżu
Facet spyta: „Chcesz pan wiśni?” - Ty odpowiesz:, „Czemu nie?” -
Wiśnia arbuz ma ukryty, nadziewany dynamitem,
Ty natychmiast po spotkaniu arbuz ten przekażesz mnie.

„Gdy wykonasz już zadania”, mówił szpieg do Jepifana,
„Będzie forsa, kupa dziewczyn, dom w Chicago, albo dwa..."
Gdybyż wiedział, komu zlecił agent swą robotę krecią!
Wzorowemu wywiadowcy, co majorem jest w Czeka.

Świetnie znał profesję własną as wywiadu, John Lancaster,
Lecz okrutnie się przeliczył w swych rachubach mister Peck,
Został unieszkodliwiony, osądzony, ostrzyżony,
A w hotelu mieszka teraz cichy i spokojny Grek.

Artur Barciś, Leonard Pietraszak

Wysocki - Młynarski - Pieśń o neutralnym pasie


Песня о нейтральной полосе - Pieśń o neutralnym pasie

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski


Na granicy z Turcją albo z Pakistanem
Jest niczyjej ziemi neutralny pas,
Z lewej strony nasza straż z naszym kapitanem,
A po prawej stronie ich patrol stoi,

A na neutralnym pasie kwiatów łan
Najurodziwszych, jakie znam.

Narzeczona kapitana szepcze mu do ucha:
- Ukochany, jutro ślub, przyszła żona twa
Musi przecież w ręku mieć choćby skromny bukiet,
Jak to zrobisz - twoja rzecz, pędź po kwiaty!

A na neutralnym pasie…

Równo o tej samej porze po stronie sąsiedzkiej
Do dowódcy przyszła panna, łezkę w oku ma
I to samo mówi mu, tylko po turecku:
- Ślub bez kwiatów - czysty cyrk, leć po bukiet!

A na neutralnym pasie…

Strzegą naszych granic doborowe chwaty,
Z kapitanem czterech aż poszło tego dnia,
Czy przewidzieć mogli fakt, że czterech Azjatów
Też popełznie kwiaty rwać właśnie dzisiaj?

A na neutralnym pasie...…

Czując przecudowną woń, zachwiał się kapitan,
Obok zaś kapitan ich - powąchawszy kwiat -
Runął w kolorowy gąszcz z tureckim okrzykiem,
Upadł i kapitan nasz między kwiaty.

A na neutralnym pasie...

Cicho śpi kapitan i śni, że już nie ma,
W krąg na całej ziemi drutów, granic, wart.
Wreszcie jest gdzie kwiaty rwać!
W końcu cała ziemia wolna być powinna, neutralna.

A na neutralnej ziemi kwiatów łan
Najurodziwszych, jakie znam.


Artur Barciś, Marian Opania, Wiktor Zborowski

Wysocki - Młynarski - Mamo moja, szlochaj, płacz

Мать моя давай рыдать - Mamo moja, szlochaj, płacz

Włodzimierz Wysocki - Wojciech Młynarski

Gdzie wywiozą?


Najpierw widziałem świat zza krat więziennej suki,
Potem proroka z sędzią, co przysypiał trochę,
A teraz tylko myślę - gdzie,
Wciąż myślę - gdzie wywiozą mnie,
Gdzie mnie wywiozą, bym pracował za darmochę.

Mamo moja, szlochaj, płacz,
Całą noc na mapę patrz,
No gdzie, no gdzie wywiozą mnie?
Mamo, łykaj gorzkie łzy,
Co do mnie - nisko wisi mi
To, gdzie, to gdzie wywiozą mnie...

Cholernie długo idą paczki do Workuty,
Do Magadanu krócej, lecz co mnie to wzrusza,
Tam tyle podłych wilków, suk,
Nie ujrzę paczki - skarz mnie Bóg,
Tak jak bez lustra nie zobaczę własnych uszu.

Mamo moja...

Głęboką nocą słyszę kroki - tak, to po mnie,
Weszli do celi, półsennego za łeb wzięli
I teraz będą wieźli mnie
Gdzieś hen, daleko, ale gdzie,
Gdzie mnie wywożą - skurwysyny rzec nie chcieli.

Mamo moja...

Nareszcie stacja. Patrzę wokół - klimat ostry
I myślę sobie - nie tak sroga losu wola,
Mogli mnie wieźć na świata kres,
Tam, gdzie dobranoc mówi bies,
Ale wywieźli tylko na Półwysep Kola!

Mamo moja, szlochaj, płacz,
Całą noc na mapę patrz,
No, gdzie, no, gdzie wywieźli mnie?
Mamo moja, otrzyj łzy
I zacznij wypatrywać, czy -
Czy już z powrotem wiozą mnie.

Emilian Kamiński, Artur Barciś
Marian Opania, Wiktor Zborowski

Tewje mleczarz - Ryszard M. Groński


Artur Barciś, Bohdan Łazuka
Tewje mleczarz

Ryszard Marek Groński

Kiedy tak patrzę na to wszystko, co mnie otacza
Przypomina mi się historyjka o Żydzie, który umarł

Najpierw obejrzał sobie niebo
Aniołowie, anielice, pieśni chóralne, wierne żony
Potem pokazali mu piekło: światełka mrugają
Staruszkowie podściskują takie różne huryski
Baletniczki fikają nóżkami

Żyd tak popatrzył na to wszystko i zdecydował
"Chcę do piekła!" - Wtedy światełka wygasły
Za to pojawił się kocioł z pryskającą smołą
"Co to jest, co to ma znaczyć? Ja się inaczej umawiałem!
Gdzie te śliczne widoczki, gdzie te piękne huryski?"
Wtedy starszy diabeł kolnął go widłami i rzekł:
"Przed chwilą był pan tu jako turysta
A teraz już pan jest mieszkańcem"

Czy mieszkaniec nie może żyć jak turysta?
Muszę o tym wszystkim porozmawiać na stronie z Panem Bogiem
A tak, tak - myśmy wolne soboty i konsultacje
Załatwili sobie z górą sześć tysięcy lat temu

Panie Boże, co na ziemię patrzysz chmurnie
Przez niebieskie teleskopy śledząc ją
Powiedz, proszę, skąd się wzięli na niej durnie
Nie zaprzeczaj, Panie Boże, durnie są

Promień słońca brzeżek szaty Twojej złoci
I anielskich skrzydeł w górze słychać szum
Powiedz, Boże, a skąd wzięli się idioci
Tych na ziemi, bez uroku, mamy tłum

Woda w rajskim jadłospisie i miód pszczeli
A na deser albo cymes, albo cud
Panie Boże powiedz, skąd się głupcy wzięli
Bo na ziemi głupców także dzisiaj w bród

Czy to prawda, spytać o to Ciebie muszę
Powiadają, że gdy świat stworzyłeś już
Anioł zebrał na Twój rozkaz durniów dusze
W wielkim worze zamknął setki głupich dusz

Miał je przenieść w ciszę planet, na skraj świata
Żeby mądrych nie zagłuszał głupców chór
Kiedy anioł nad chmurami sobie latał
Z rąk mu wypadł i rozwiązał się ten wór

W dół runęli imbecyle i mętniacy
Za kretynem i matołem leci kiep
Panie Boże, to wypadek był przy pracy
Ale czemu oni spadli nam na łeb

Obrazy: Olga Magazanik

Zagrać siebie - Wojciech Młynarski


Artur Barciś, Kamila Klimczak - Zagrać siebie

Wojciech Młynarski

Gdy na ramiączku zwiśnie kostium twój stylowy
Kiedy perukę w białe loki ma się z głowy
Gdy włożysz szlafrok, a lignina z wazeliną sprawi
Że z twarzy twej jaskrawe barwy spłyną
Gdy inspicjentka sympatyczna ale smutna powie
Dziękuję Państwu bardzo i do jutra
Pomysł na siebie z ciężkiej głowy czas wygrzebać
I wyjściem dla artystów wyjść
I wtedy trzeba ...
Zagrać siebie
Czemu na tę rolę wybrzydzasz
Czemu tak bardzo się boisz
Zagrać siebie
W tym teatrze jednego widza
Który tworzymy we dwoje
Czy iść na żywioł, czy grać intelektualnie
Żeby nie skłamać, żeby wypaść naturalnie
Grać własnym tekstem, czy na suflerze się oprzeć
A gdy się oprzeć, najpierw skąd go wziąć
By dobrze ...
Zagrać siebie
Tak prawdziwie słuchać partnera
Tak patrzeć w oczy kochane
Żeby poczuć, że tu właśnie
Że tu i teraz to było dobrze zagrane

Nieraz mi pamięć przypomina świtem bladym
Te profesorskie teatralno-szkolne rady
Improwizacja – zagadnienie to niebłahe
Najlepsza bywa, gdy wykujesz ja na blachę
Tak zwaną naturalność trzeba grać najbardziej
Ale ja proszę – ty miej rady te we wzgardzie
Bo wiem że marzysz, ty do dzisiaj marzysz ostro, że
Że możesz zejść ze sceny i
I po prostu ...
Zagrać siebie
Rolę piękną, rolę szaloną
Zagrać bez lęku, radośnie
Zagrać siebie
Nim kompleksów gąszcz niezmierzony
Nagle dookoła wyrośnie
Nie myśleć wcale jakiej imać się konwencji
Nie doszukiwać motywacji, konsekwencji
W słuszność, w jedyność swej koncepcji święcie wierzyć
Choć raz, choć raz, dziewczyno
Coś takiego warto przeżyć i...
Zagrać siebie
Tak powiedzieć tych parę wierszy
By on zrozumiał choć trochę , że go kochasz
Kochasz mocno, jak po raz pierwszy
I chcesz, chcesz, żeby on cię pokochał też

Fot. Artur Barciś, K. Klimczak

Wspomnienie - Jerzy A. Masłowski


Artur Barciś - Wspomnienie

Jerzy Andrzej Masłowski

Na uliczkach ze złota
w liści ciepłej zamieci
z babim latem we włosach
na huśtawkach, jak dzieci…
Zaplątani w spojrzenia,
w słoneczniki, powoje…
w kawiarence przy świecach
z wiklinowym aniołem

Przez słoneczne podcienia
przez ogrody i świerszcze…
wszystko było tak proste
i magiczne i pierwsze
Niepotrzebne mi były
żadne słowa i gesty
gdy dawałem ci wszystkie
gwiazdy, Gwiazdki, Sylwestry…

W Kazimierzu na rynku,
- nie pamiętam nic więcej -
tylko to, że Cyganka
obiecała nam szczęście
Wyblakłymi kartami
czarowała prawdziwie
z talii wciąż wyjmowała
losy tylko szczęśliwe

Tamta stara Cyganka
z kolorowym warkoczem
cały świat, razem z niebem
nam oddała za grosze
Odnalazła nam w kartach
to, co w życiu najlepsze
teraz wiem, że znalazła
w swym pasjansie coś jeszcze

Znowu rynek znajomy
ale dzisiaj bez ciebie…
Co tu robię? Sam nie wiem...
i Bóg chyba też nie wie
Może wieczór na chwilę
nasze cienie przyniesie…?
Słoneczniki są słone
zbyt jesienna jest jesień

Czas się nagle przebudził
i o sobie przypomniał
co się dało – pogubił
całą resztę poplątał
A ja jeszcze mam tamto
babie lato we włosach
i pamiętam tę ciszę
i ten smak papierosa...

Obrazy: Krzysztof Michalski

Smutne hobby

Artur Barciś
Smutne hobby

Michał Markowski

W dzieciństwie zamiast siedzieć w szkole
I czytać elementarz
Zwiedzałem z przyjemnością cmentarz
Tak polubiła tę scenerię dziecięca wyobraźnia
Że się skrzywiła całkiem we mnie
Niewinna jaźnia

Doszło do tego, że przed spaniem
Chcąc usnąć jak najsprawiedliwiej
Zamiast owieczek przeliczałem
Świece, nagrobki, krzyże

W młodości zamiast wielbić życie
I kochać młodzieżowo
Czas swój poświęcałem grobom
Tak polubiła tę scenerię młodzieńcza fizjonomia
Że się zmieniło me oblicze i anatomia

Doszło do tego, że uległem
Złym wpływom tej metamorfozy
I nim spostrzegłem byłem amantem
Z filmów grozy

Czy już za późno na jasne dni
Czy mnie przytulisz, gdy szepnę ci...

Nie szczędź wieczoru dla chłopca z horroru
Ciemne ma myśli, brak mu humoru
Za to ma wiedzę o życiu najbliższym
Takim odmiennym w czasie przyszłym

Idź z nim na cmentarz albo i dalej
Mów czułe słówka, ukochaj w szale
Osądź dziewczyno, namyśl się wreszcie
Z nim wiedzę cmentarną osiągniesz
I dreszcze...

Dykcja - Marcin Sosnowski


Artur Barciś - Dykcja

Marcin Sosnowski


Gęba, kępa, kędy
Dęba , pęka, pędy
Rębacz, stęka, zęby
Treść, Sierpc, sierść
Zgiełk, igiełka, len
Kiełki, giełda, hen
Pchełki, mgiełka, serc
Perć, tędy, to...

To jest mój wyraz troski o spółgłoski
O ojczysty język polski
Mozolna musztra słów, by język zdrów
Bezbłędnie moje słowa niósł
Ze sceny, estrady, ekranu i stąd
Wargowo, zębowo, eliminując błąd, więc...

Gęba, kępa, kędy...

Bo...
Dźwięków powstawanie
To wprawianie jest powietrza cząstek w drganie
Poprzez nasadę, krtań, gdzie źródło drgań
Aż w końcu poprzez dwie z trzech jam
Gardłowa, nosowa i ustna, hahaha
W tej jamie zaranie artykulacja ma, więc...

Gęba, kępa, kędy...

To nie jest trudne, nietrudne, nietrudne
Ale nudne, nie...trudne!

Jak artyści szli do nieba - Wojciech Młynarski


Wojciech Młynarski, Artur Barciś, Danuta Rinn
Jak artyści szli do nieba

Czeka was, czeka was,
Historyjka taka czeka was, jak trzeba,
No, a morał ma, że ajajaj,
Jak to raz, jak to raz,
Jak to dwaj artyści szli do nieba,
Jak to do nieba artyści szli dwaj.

Jeden - as-, jeden - as-,
Jeden - ascetyczny koryfeusz,
Jeden - szekspirowski wielki tuz,
Jeden - as i koryfeusz,
No a drugi- szarak i chudeusz,
Co w "Makbecie" halabardę niósł,

Dodajmy tu, że szarak ów,
Co w życiu swym na scenie wyrzekł siedem słów,
Jedną konkretną umiejętność miał:
Potrafił zrobić mrówkę - i...
Kolegom w krąg płynęły łzy,
Za kulisami z mrówki każdy w głos się śmiał,
Każdy, każdy z mrówki w głos się śmiał!

Dobry Bóg, dobry Bóg
Gdy naszego tuza ujrzy, tak zawoła:
"Ach, Szanowny Pan! nie może być!
Czekaj Pan, czekaj Pan,
Erudytę mam ja tu Anioła,
Ty sobie, złotko, na spacer z nim idź!

No a ty, no a ty,
Ty mi zaraz, bracie, mrówkę zrobisz!"
Wołał Pan i śmiał się ile sił.
"Ach, nie będę już markotny,
Mój artysto, dzięki stokrotne!"
Wołał Pan i głośno brawo bił...

Artysto, oto morał jest:
Artysto, nad swym losem nigdy nie roń łez.
Głowa do góry, smutki odgoń precz!
I zapamiętaj sobie to:
Gdy umiesz coś - docenią cię,
A kto i kiedy - to już całkiem inna rzecz...
To już jest zupełnie inna rzecz!

Obrazy: Rene Magritte