Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwed M.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwed M.. Pokaż wszystkie posty

Z takim jak on - Maciej Szwed


Marianna Wróblewska
Z takim jak on

Maciej Szwed


Z takim jak on - życie bez problemów
Z takim jak on - zima w ciepłym futrze
Z takim jak on - co dzień rurki z kremem
I kwiatów kosz, lecz sztucznych

Z takim jak on lekko by się żyło
Wyjechać stąd, mieć co tylko pragnę
Piętrowy dom, ale czy swą miłość
Z takim jak on odnajdę?

Z takim jak on - w ciasnym kręgu zmartwień
Bo co też klaun może dać swej pani?
Z takim jak on - sukienki wytarte
I wody dzban śniadaniem

Z takim jak on - biednie, często głodno
Cyrkowy dom na jarmarcznych placach
Z takim jak on - skromnie i niemodnie
A mimo to - inaczej

Z takim jak on lekko by się żyło
Wyjechać stąd, mieć co tylko pragnę
Piętrowy dom, ale czy swą miłość
Z takim jak on odnajdę?

La la, la la la, la la la la
La la, la la la la
Z takim jak on - cisza nad jeziorem
I czułość rąk, a zatem...

Dziewczyny perkusisty - Maciej Szwed


Andrzej Dąbrowski
Dziewczyny perkusisty

Maciej Szwed


Karnawał dął w puzonów sześć
I dziesięć saksofonów
Serpentyn splot, konfetti deszcz
Perkusji rytm szalony
Przy bębnach ja, genialny wprost
A wśród tańczącej ciżby
Ta którą ma okrzyknąć los
Dziewczyną perkusisty
I oto jest, już zbliża się
Mym rytmem owładnięta
A ja podrywam pałki dwie
I solo gram piękne na bębnach

Czyneli szczęk Niagarę by
Zagłuszył bez wątpienia
Z dziewczęcych oczu płyną łzy
A co mi głos sumienia
Znów werbel zagrał echem burz
Jak grad się słał perlisty
I serce łamał innej już
Dziewczynie perkusisty
Kołysząc się w mą stronę szła
Rytmiczna i ponętna
Dla takiej chętnie chce się grać
To solo upojne na bębnach

Kolejny bal przynosił mi
Nie mniej obfite plony
Już pierwszy takt słał do mych stóp
Dziewczynę rozmarzoną
Wyczekującą, pełną drżeń
Z rumieńcem pełnokrwistym
I dumną tak, że oto jest
Dziewczyną perkusisty
I wszystko by oddała mi
Jej przyszłość w moich rękach
Co noc już będzie jej się śnić
To solo namiętne na bębnach

Aż nadszedł wreszcie kary dzień
Dzień ostatni w karnawale
I w silną grupę panny się
Skrzyknęły w jednej sali
I każda drobną wzniosła pięść
W zamiarze oczywistym
A było ich już razem sześć
Sześć dziewczyn perkusisty
Nie pomógł nic marzący wzrok
Ni mowa dość wykrętna
Stanęły murem bok o bok
I odtąd już nie gram na bębnach

A poza tym - Maciej Szwed


Elżbieta Jodłowska - A poza tym

Maciej Szwed


Na ulicy, w biurze, kuchni i w sypialni
Uderzeniem fal gorąca katowane
Żony, matki, często babcie, a zwyczajnie
Cztery baby w menopauzę uwikłane

A poza tym nic strasznego się nie dzieje
Glob się kręci, życie płynie, biegnie czas
Mam depresję, tracę linię i nadzieję
Choć powtarzam: "Nie panikuj, nie mów pas"

Na pieszczoty każdej nocy nie mam siły
To nie wykręt, mnie naprawdę boli głowa
Przecież mówię mu wyraźnie: "Nie, mój miły"
Na nic słowa - przyjdzie mi się oflagować!

A poza tym nic strasznego się nie dzieje
Glob się kręci, życie płynie, biegnie czas
Waga rośnie, sprawność spada, seks tępieje
Choć gdy spojrzysz na to z boku - wszystko gra

A jak z frontu - to mi właśnie wąsy rosną
Jak u chłopa, chociaż może nie tak gęste
Próbowałam je usunąć - siedzą mocno
Depilacja ich graniczy z wielkim męstwem

A poza tym nic strasznego się nie dzieje
Glob się kręci, życie płynie, biegnie czas
Wciąż się pocę, często płaczę, rzadziej śmieję
Siedzę w kiblu, wypatrując dalszych zmian

Tu wiotczeję, tam się marszczę, ówdzie chrupię
I w urodzie generalnie same straty
Kurze łapki, sucha skóra, włosy w zupie
Dzięki Bogu, oszczędzono nam prostaty

A poza tym nic strasznego się nie dzieje
Glob się kręci, czas ucieka, życie mknie
My wierzymy, że nam kiedyś kur zapieje
I jak w bajce klimakterium skończy się

Ze spektaklu "Klimakterium...i już" - 2006

Odgrzewana miłość - Maciej Szwed


Elżbieta Jodłowska
Odgrzewana miłość

Maciej Szwed


Byłeś, kochałeś, byłeś, szalałeś
Byłeś, zdradziłeś, odszedłeś
Nie ma już ciebie
Gdzieś poszedł, nie wiem
Przepadłeś - trudno, świetnie

Wyszedłeś przed tygodniem
Pomknęły dni swobodne
I uczuć mych pochodnię ostudził ziąb
Nie wracaj tu ze łzami
Przeprosin sloganami
Skończone między nami - za oko ząb

Odgrzewana miłość
Przeszłość odgrzewana
Nie idzie na zdrowie
Zwykle mści się na nas
Wierzchem nas oparzy
W środku zmrozi chłodem
Rzadko nam się darzy
Częściej czyni szkodę

Wróciłeś, pukałeś
Wróciłeś, wzdychałeś
Wróciłeś, bo miałeś dreszcze
Klucz przekręciłam, drzwi otworzyłam
W ramionach skryłam - jesteś

Szeptałeś rozczulony
Ach, nie ma jak u żony
A z oka strumyk słony
Skapywał w dół
Ścierałam łzę serdeczną
I serce woskiem miękło
Złamało się, coś pękło
Znów byłeś mój

Odgrzewana miłość
Przeszłość odgrzewana
Zapomniała smaku
Pierwszego kochania
Próbowała solą
Miodem próbowała
Mdłe się to zrobiło
Przełknąć się nie dało

Odgrzewana miłość
Marne odgrzewanie
W przystępie zapału
Niekontrolowane
Przesadnym płomieniem
Kucharz ją przypalił
Kochanie, proszę książkę
Życzeń i zażaleń

Dawno chyba - Maciej Szwed


Magda Umer - Dawno chyba

Maciej Szwed

Już akacje zakwitają,
Wabiąc pszczoły kwiatem miodnym.
Lato, idzie lato
Już jaskółki młode mają,
Żółtodzioby wiecznie głodne.
Lato, idzie lato.

Już się kłosy rozhuśtały falą nad polami.
Już się trawy rozśpiewały świerszczy gromadami.
W jasnym niebie śpiewa ptak,
W czystej wodzie pluszcze ryba.
Kiedyś latem było tak, kiedyś latem było tak,
Kiedyś latem było tak…
Dawno chyba.

Już dziewczyny zakwitają,
Przyciągając chłopców tłumy.
Miłość, idzie miłość.
Wnet ich w sobie rozkochają,
Bez pamięci, bez rozumu.
Miłość, idzie miłość.

Wokół palca wnet owiną, ciasno zamkną w dłoniach,
Żeby górą i doliną ona, tylko ona.
Zakochana w dłoni dłoń, niby nic, a tak szczęśliwa.
Kiedyś przecież było tak, kiedyś przecież było tak,
Kiedyś przecież było tak.
Dawno chyba…

Już opada chłodna rosa
W uchylone kwiatów usta.
Cisza, idzie cisza.
Noc nadciąga czarnowłosa,
Świat okrywa miękką chustą.
Cisza, idzie cisza.

Już się gwiazdy zapalają miliardami iskier.
W sen beztroski zapadają ludzie, ptaki, liście.
Niezmierzonej ciszy snu nic do świtu nie przerywa.
Tak podobno było tu, tak podobno było tu,
Tak podobno było tu.
Dawno chyba…

Fizyczne hobby - Maciej Szwed


Barbara Krafftówna
Fizyczne hobby

Maciej Szwed

Mało takich na ulicy
I nie w każdym żyją mieście
Wprost na palcach można zliczyć
Kilku jeszcze

Kilku panów co po prostu
Nie z okazji świąt jakowychś
Lecz na co dzień swoim paniom
Dają kwiaty doniczkowe
Nie cięte

Bo kwiat cięty, co tu mówić, to już nie to
Choć przyjemność innym sprawia wciąż kobietom,
Ale nie da się porównać z doniczkowym
Z doniczkowym
To zupełnie inny ciężar gatunkowy
Przyznacie.

Jeśli spuścić go swobodnie z pięter paru
No to choćby chłop był goliat - leży

Skąd te dziwne we mnie chęci
Zapytania miewam liczne
Odpowiadam - to jest hobby me fizyczne

A szczególnie ciał spadanie
Wciąż frapuje mnie na nowo
Co się z ich energią stanie
Gdy się zderzą z męską głową
Pytanie

Bo kwiat cięty, weźmy pierwszy lepszy z brzegu
W doświadczeniach tego typu do niczego
Płatki opór wytwarzają dodatkowy, dodatkowy
Spadek wtedy jest, wybaczcie, nietypowy
Zupełnie

A w doniczce, z górnych pięter kwiat strącony
Spada ruchem jednostajnie przyśpieszonym
I jak trafię takim kwiatkiem w czubek głowy
W czubek głowy
Świeży chłop mi jest potrzebny
W dalszych celach naukowych
W dalszych celach

Obrazy: Linda Jacobus

Dramat w ogródkach działkowych - Maciej Szwed


Barbara Krafftówna
Dramat w ogródkach działkowych

Maciej Szwed

Na alejce posypanej świeżym piaskiem
Przy rabatce obsadzonej pelargonią
Ktoś udusił panią sznurkiem, albo paskiem
Kto? Nie wiemy. Przypuszczalnie chyba on – ją

A poza tym, nic na działkach się nie dzieje
Co niedziela działkowiczów barwny tłum
Każdy coś tam sobie plewi, coś tam sieje
Na natury łono z żoną pędzi tu

Z papierowej torby, co stała w altance
Dzikim winem gęsto wokół obrośniętej
Zamiast marchwi wydobyto cztery palce
A za nimi kciuk i resztę, czyli rękę

A poza tym nic na działkach się nie dzieje
Co niedziela działkowiczów barwny tłum
Pośród kwiatów głośno dziecię się zaśmieje
Bo wesoło, bo beztrosko jemu tu

Obco brzmią tu straszne słowa: powódź, pożar
Nikt się gazem nie zatruje w swej altanie
Co najwyżej z nieprawego znajdziesz łoża
Dziecię, w grządce groszku zręcznie zakopane

A poza tym, nic na działkach się nie dzieje
Co niedziela działkowiczów barwny tłum
Gwoździkami zbijesz ławkę, gdy się chwieje
Pszczółki brzękiem ukołyszą cię do snu

Tam poziomek w krąg czerwienią się jagody
Gruszki wiszą, ciężkie sokiem, na gałęzi
Nie zakłóca nic radości i pogody
Choć w wspomnianych już poziomkach ktoś zarzęzi

To poza tym wciąż na działkach pięknie będzie
Co niedziela działkowiczów barwny tłum
Z parcianego węża wodą sięgniesz wszędzie
W szumie drzewek ledwie słychać ciche : bul, bul, bul