Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biszczanik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biszczanik. Pokaż wszystkie posty

Zaśnij duszko - Marek Biszczanik


Seweryn Krajewski, Maryla Rodowicz - Zaśnij duszko

Marek Biszczanik


Zasiedziałeś się mój synku w Bożej poczekalni
Ale już ci wymodliłem bilet do tej magii
Nie, nie lękaj się syneczku, tutaj też jest pięknie
Więc nie wracaj tam zbyt prędko, bo mi serce pęknie

Chcę tylko żebyś się uśmiechał
Odsłaniał dzień, paluszków końce
Bo wiem, że zawsze będzie jasno
Dopóki będziesz moim słońcem

Zaśnij synku, będę czuwać nad twoją kołyską
By cię bydlak z grubym kijem nie podszedł zbyt blisko
Żeby dym cię nie osnuwał z makowego korca
Żebyś mi się nie rozpłynął w labiryncie dworca

Chcę tylko żebyś się uśmiechał…

Zaśnij duszko, kiedyś wzlecisz nad wierzchołek świata
Chcę tylko żeby nikt przez ciebie tam w dole nie płakał
I by tobie nie daj boże po wędrówki kres
Bladym świtem w nocnym barze nie zabrakło łez

Dlatego jedno chcę ci przyrzec
Prędzej wyniosę się do diabła
Niż kiedykolwiek zechcę synku
Byś tańczył, jak ci zagram

Chcę tylko żebyś się uśmiechał…

Tak malutko - Marek Biszczanik


Seweryn Krajewski, Maryla Rodowicz
Tak malutko

Marek Biszczanik

Co zdarzyło się za dnia
Nie odmieni w nocy
Albo anioł za mną szedł
Albo diabeł kroczył

Proszę tylko byś nie krzyczał
Z tej jedynej księgi
Że za dzień, który przeżyłem
Nie podasz mi ręki

Nie wiem jak i z czyjej winy
Ot, po prostu płonę
Ale nawet, gdy się gubię
Wciąż jestem przy Tobie

Proszę tylko, byś mi częściej
Dał czerwone światło
Żeby życie tak nie gnało
Żeby nie wyblakło

Lecz jeżeli co Ci ze mną
Znów - Boże – nawali
To spraw tylko, żeby ludzie
Bardziej się kochali

Żebym mógł się mógł nastarać
Napracować z tymi
Którzy pewnie nie odpoczną
Pomiędzy świętymi

Co zdarzyło się za dnia…

Chcę jedynie Cię przeprosić
Choć się gubię, miotam
Że Cię tylko tak malutko
Tak po ludzku kocham

Lecz jeżeli coś ci ze mną…

Nic to - Marek Biszczanik


Seweryn Krajewski - Nic to

Marek Biszczanik

Jak boleśnie trzeba rozbić łeb
Jak żałośnie w błocie się utaplać
Ile razy się do szczętu zgrać
Żeby powstać, żeby trwać

Nic to, mój zbłąkany
Choć grabieją ręce
Wytrwaj na tym dworcu
Jak Pan Bóg w stajence

Za dzień, za chwilę pośród burz
Odnajdzie cię twój Anioł Stróż
Szczęścia źródełko
Pod twą ręką bije już

Ja wiem jak czasem trudno wstać
Że tylko splunąć, psia go mać
Dźwigasz przez lata grzechy świata
Wybacz mi

Wspomnij mnie, gdy spełni się twój sen
Gdy o brzasku ktoś poruszy struny
I zanuci – Pan Bóg jeden wie
Dzisiaj tobie – jutro mnie

Nic to…

Za dzień, za chwilę pośród burz
Odnajdzie cię twój Anioł Stróż
Białe światełko w twoim ręku
Błyśnie znów

Ja wiem jak czasem trudno wstać
Że tylko splunąć, psia go mać
Twa każda łata grzechem świata
Wybacz mi

Na tej pożółkłej fotografii - Marek Biszczanik


Irena Santor
Na tej pożółkłej fotografii

Marek Biszczanik

Na tej pożółkłej fotografii
Ona i on wciąż uśmiechnięci
Ufni, spokojni niczym święci
Jakby doznali odkupienia
Bo są z marzenia

Wtłoczeni w czarno-biały świat
Jak ziarno w ośnieżonej ziemi
Nie dbają o płynący czas
Nie liczą dni, nie znaczą dat
Bo są z nadziei

A my z przypływów i odpływów
Z nieprzejednania i pojednań
Z łez rozproszonych salwą śmiechu
Z wiecznych powrotów i pożegnań

A my z grudniowej, białej ciszy
I sprzed wieczornych, letnich burzy
Z lęku, że znowu się rozjątrzy
Z lęku, że już się nie powtórzy

Na tej pożółkłej fotografii
Ona i on wciąż wpół objęci
Wiecznie gotowi do spełnienia
Jakby doznali odkupienia
Bo są z pragnienia

A my z przypływów i odpływów
Z nieprzejednania i pojednań
Z łez rozproszonych salwą śmiechu
Z wiecznych powrotów i pożegnań

A my z przekleństwa i z modlitwy
Z gwałtownych skreśleń, z kaligrafii
Z słów, których nie da się wymazać
I z tej pożółkłej fotografii

Na tej pożółkłej fotografii
Ona i on wciąż uśmiechnięci
Ufni, spokojni niczym święci
Jakby doznali odkupienia
Bo są z marzenia

Damy czadu - Marek Biszczanik


Maryla Rodowicz

Damy czadu

Marek Biszczanik

Znowu cię budzik gna, jak bat
I wykipiało mleko
A Karaiby - niech to szlag
Jednako wciąż daleko

Do tego klepią w tej Ti-Vi
Że w Rio - ach, tam żyją
Że robią dym, aż piekło drży
I co noc - pierwsza miłość

A tutaj tylko mróz i śnieg
Lecz wrze sarmacka krew
I już po chwili gnasz, jak zbieg
W dwudziesty pierwszy wiek

Bo już Karnawał
A co tam jakieś Rio
Damy takiego czadu
Że w piekle się nie śniło

Bo już Karnawał
Zróbmy z parkietu przecier
Zatańczmy Panu, bo nam dał
Świeżutkie Tysiąclecie

Więc dziękuj niebu za ten fart
I tańcz, choć kipi mleko
A Karaiby - niech to szlag
I tak nam nie uciekną

I niech się w zdrowiu darzy nam
I dusza z duszą zbrata
pan Popiołek w bramie z chmur
Szepnie - no, koniec świata…

Na brudno - Marek Biszczanik


Maryla Rodowicz
Na brudno


Marek Biszczanik

Wciąż się miotam, szarpię, nawracam
Wciąż to życie gryzmolę na brudno
Już na czysto nie zdążę przepisać
Trudno

To nieistotne, ot - pół biedy
Bo, choć nie jestem "czterdzieści i cztery"
Ja muszę jeszcze z lotu ptaka
Choćby z trzepaka!

Z bólu wyrosnę
Z trzepaka zejdę
Jeszcze się tylko nacieszę we śnie -
I wyjdę wcześniej

Ale nic, ja się jeszcze roztańczę
Ale nic, ja się jeszcze rozkręcę
Choćby w tańcu tym jak pąk róży
Pękło serce, me głupie serce

Bo gdy nawet ta bladź kostucha
Wcześniej zwali mnie z tego trzepaka
No to cóż, pozostanę na brudno
Na brudno, lecz - z lotu ptaka

Z bólu wyrosnę…

Z bólu wyrosnę
Wszystko już było
Żyje się tylko jedną chwilą
Wierzcie

W połówce orzeszka - Marek Biszczanik


Maryla Rodowicz
W połówce orzeszka


Marek Biszczanik


Żyłam sobie w połówce orzeszka
Ale działo się też, że o rety
On mi był tak do życia potrzebny
Jak sekundnik w zegarku poety

Boże, oddaj mu cały ten świat
Każdy kęs i łyżeczkę, okruszek
Tylko błagam, wyszarpnij go ze mnie
Bo się duszę, normalnie duszę

Czy to zjawa była, czy cud
W oczach perły miał, czy białe znicze
Kto go przysłał - diabeł czy Bóg
Kto brukuje te ślepe ulice

A za oknem już wiosną pęcznieje
Już tam cieć szeroko zamiata
A ja wciąż, jak De Niro
Do skroni przystawiam
Zardzewiałego gnata

A ja znowu po zimie, znów sama
Podłączona do gwiezdnej kroplówki
I wciąż przy nim, bez niego trwam
Licząc osły, barany i mrówki

Boże, oddaj mu cały ten świat
Tylko wyrwij go z mojej pamięci
Albo sprowadź tu drania na chwilkę
Twoją chwilkę, rozumiesz - do śmierci

Bo choć znowu, choć miałoby ranić
Pogruchotać, zaślepić, omotać
Choćby szare wrzeszczały wciąż: nie
Trzeba kochać, kochać, kochać

Fot. Krzysztof Świderski 👉👉

Seledynowa lampka - Marek Biszczanik

Maryla Rodowicz
Seledynowa lampka


Marek Biszczanik

Stoję pod twoim oknem
Seledynowa lampka ćmi
Więc może jeszcze pomoknę
Wolno mi

Seledynowa lampka ćmi
Ma duszę i w dzień śpi
Nigdy jej nie zapalałeś
Przecież ty sypiasz od drzwi

A jeśli ja któregoś dnia
Pod twoje okno nie powrócę
I choć nie spotkasz nawet psa
Usłyszysz, usłyszysz jak nucę

Stoję pod twoim oknem...

Seledynowa lampka ćmi
Bo przecież zna moje sny
Nie bój się, nie uciekaj
Nie, nie zapukam do drzwi

A jeśli ty któregoś dnia
Nie zejdziesz ku milczącej sylwetce
To znak, że wierzyłeś wciąż
Że ja tam będę wiecznie

A choćby z gwinta - Marek Biszczanik

Maryla Rodowicz
A choćby z gwinta


Marek Biszczanik

Kolejną noc, jak stary pies
W obroży z pordzewiałych gwiazd
Jeszcze się łasi, skamle, rwie
Lecz dzisiaj nie dopadnie nas
Na dzisiaj pas

Już się nie wgryzie, nie te dziąsła
Nie będzie drapać, jęczeć, kąsać
Choćby szarpała aż do świtu
Nie wyrwie z gardeł tamtych krzyków
Już po capstrzyku

Może nie trzeba było tak
Szaleńczo w górę, w górę grzać
I zgarniać, chwytać, łapać, brać
Bo zaraz amen, klezmer grać
Może nie trzeba było tak
Lecz po kropelce, po maluchu
Sączyć to życie, a nie chlać
Gdziekolwiek, z gwinta

Musimy przeżyć to, przetrzymać
Choćby perliło się spod rzęs
By jeszcze z tego życia wyrwać
Soczysty, krwisty kęs

Przysięgam, miesiąc, góra dwa
Najdalej tuż po świętach
Ja będę z tobą, niech to szlag
Znów będę - wniebowzięta

Żyj - Marek Biszczanik

Maryla Rodowicz - Żyj

Marek Biszczanik

Do nieba piekielnie wysoko
Do piekła cholernie nisko
Ani się chwycić, podciągnąć
Ani skąd odbić i prysnąć

Może za krótkie modlitwy
Albo za mało wódki
A może, może w górę i w dół
Po prostu jesteś za krótki

A wszystko, jakby na trójkę
Z plusem, albo z minusem
Po płaskim tylko i stępa
A trzeba pod górę, kłusem

Na kudłatej pufie - Marek Biszczanik

Maryla Rodowicz
Na kudłatej pufie


Marek Biszczanik

Kiedyś razem na obłoczku
Na kudłatej pufie
Zaśpiewamy, wykrzyczymy
O tym, co nas łupie

Ale póki co, nam trzeba
Pchać ten ziemski kramik
Aż nam z dłoni nie wypadnie
Nasz zielony kamyk

Ja na pewno się nie spóźnię
Nie zagapię gdzieś pod gruszą
Wsiądę w pociąg byle jaki
Napędzany duszą

I ruszymy znów na bal
Ten drugi - nieziemski
I zanuci walca nam
Sto chórów anielskich

Ubawimy się po pachy
Choć łez spłynie wiele
Gdy odnajdą się wciąż młodzi
Starzy przyjaciele

Kiedyś razem, na obłoczku
Na kudłatej pufie
Damy naszym drogim smutkom
Serdecznie po dupie

Ale póki co nam trzeba
Wytrwać przy tej orce
Aż nas samych nie przesieje
Nasz Niebieski Ojciec

Czy warto - Marek Biszczanik


Maryla Rodowicz
Czy warto


Marek Biszczanik

Za chwilę wszystko się skończy
Za chwilę zgaszą światło
Trzeba jeszcze pogadać z sobą
Czy było warto

Trzeba jeszcze zbobrować szuflady
I wlać naftę do suchych lamp
Trzeba jeszcze z Tuwimem pogadać
Pora spać

Trzeba komuś powiedzieć: kochałam
Zaprosić do cichej zadumy
Trzeba jeszcze naparzyć herbaty
Nic nie umiem

Trzeba jeszcze spojrzeć za siebie
I potańczyć wśród starych szmat
Trzeba jeszcze polubić siebie
Nie wiem jak

Bo to wszystko nie było naprawdę
Bo to wszystko mgłą wilgotnej ciszy
I łza, której nigdy nie ujrzysz
I łza, której śpiew usłyszysz