Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zembaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zembaty. Pokaż wszystkie posty

Życie jest średnie - Maciej Zembaty


Jan Kobuszewski
Życie jest średnie

Maciej Zembaty

Miałem kiedyś prosperity
Samochody, willę, psa
Wystarczyło pysk otworzyć
By pieczony gołąb wpadł
Dzisiaj wózkiem inwalidzkim
Wolno toczę się przez świat
Mieszkam kątem u córeczki
Nie mam nawet na M2

Życie jest średnie
Ani dobre, ani złe
Wspinasz się w górę
Żeby znaleźć się na dnie

Tancereczka - panna Iga
Z teatrzyku "Ananas"
Była moją utrzymanką
I kochanką jakiś czas
Iga zgniła na Powązkach
A obecna miłość ma
To urocza, starsza pani
Nie przeszkadza mi jej garb

Życie jest średnie...

Zażerałem się kawiorem
Jadłem co dzień chateaubriand
Piłem koniak, piłem whisky
W lepszych knajpach a la carte
Dziś w kaszance odnajduję
Smak kawioru z dawnych lat
Piję rad brzozową wodę
Gdy w kieszeni rentę mam...

Sęk - Maciej Zembaty


Jan Kobuszewski - Sęk

Maciej Zembaty


Choć teraz czasem kwękam
To znam się ja na sękach
A wszystko, co pamiętam
Zawiera ta piosenka

O sęki na sosenkach
Podarłem sobie rękaw
Garnitur był od święta
Do dzisiaj to pamiętam

Skręt kiszek raz mnie nękał
Po torcie zwanym sękacz
Tort sękacz to potęga
Do dzisiaj go pamiętam

Wdepnąłem raz na sęka
I do tej pory stękam
Do dzisiaj to pamiętam
Dokucza mi ta pięta

Przez dziury po tych sękach
Widziałem wiele piękna
Kobiecość to udręka
Do dzisiaj to pamiętam

Sęk to potęga enta
Niech każdy zapamięta
Wszechmogącego sęka
Po świecie cień się pęta

Chcę, aby ma trumienka
Nie miała na dnie sęka
To leży w waszych rękach
Proszę to zapamiętać

Piosenki tej pointa
Jest czymś w rodzaju sęka
Lecz choć mi głowa pęka
Pointy nie pamiętam

No, no, no, nie pamiętam, no
Bijcie mnie, zabijcie, nie pamiętam...

O sąsiedzie... - Janczarski - Zembaty


Jan Kobuszewski
O sąsiedzie, na którego można liczyć

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Nawet milioner, który wygrał w grę liczbową
Też może kiedyś nagle znaleźć się w potrzebie
Dziś szynka z drobiu, pasztet z dzika, to i owo
A jutro nie ma, nawet nie ma na chleb z dżemem

I dlatego, powiadam
Dobrze jest mieć sąsiada
Takiego, na którego można liczyć

Nawet sportowiec, okaz zdrowia, mistrz Europy
Zaniemóc może na anginę czy na grypę
I chciałbym wiedzieć, kto mu wtedy da Asprocol
Czy kwiat rumianku mu zaparzy względnie lipę?

I dlatego, powiadam...

Nawet po śmierci można jeszcze mieć kłopoty
Zwłaszcza gdy mieszkasz i umierasz w kawalerce
Sam z siebie ksiądz nie przyjdzie przecież cię pokropić
Ktoś zawsze musi go zawołać, nim zaśmierdniesz

I dlatego, powiadam...

Nawet i gwiazdor, znany z filmów wszystkim paniom
Na starość może zaznać przykrej samotności
I będzie dręczyć się sam jeden w czterech ścianach
By jak kwiat polny uschnąć wreszcie bez miłości

I dlatego, powiadam
Dobrze jest mieć sąsiada
Takiego, na którego można liczyć
A jeszcze lepiej mieć sąsiadkę ❗❗❗

Możesz mnie mieć - Janczarski- - Zembaty


Jan Kobuszewski
Możesz mnie mieć

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Zgłodniałym wodzisz po mnie wzrokiem
Rytmicznie ci faluje damska pierś
Miłosna noc jest w oczach okien
Gdy czekasz na me zwykłe - weź mnie, weź
Rozczarowana będziesz trochę
Na wodzy zmysły musisz trzymać swe
Ja cię naprawdę bardzo kocham
I to nie moja wina, że

Możesz mnie mieć, ale nie dziś
Jak chcesz iść, to idź
Nici dziś z miłości, moja srebrna
I argumentacja całkiem niepotrzebna
Choć rozumiem, że ci smutno, że ci źle
Dziś definitywnie - nie, nie, nie ❗❗❗

Niech pani zrobi mi herbatę
I proszę dłoni nie całować mych
W końcu przyleję pani kwiatem
No, ja na herbatę tutaj wpadłem dziś
Kobiety lubią mnie pasjami
Choć lat mam siedemdziesiąt sześć i pół
Gdy mogę, to, co mogę, dam im
Nie kryję, chciałbym pani, lecz

Możesz mnie mieć, ale nie dziś
Tak, dziś już wolę iść
Nici dziś z miłości, moja srebrna
Ani miejsce, ani pora odpowiednia
Choć rozumiem, że ci smutno, że ci źle
Dziś definitywnie - nie ❗ nie ❓ nie ❗

Ballada dziadka Jacka - Janczarski-Zembaty


Jan Kobuszewski
Ballada dziadka Jacka

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Nie wstydźmy się wstydzić, kochani
Wstyd to nie żaden wstyd
Ze spuszczonymi oczami
Stanąć nie broni nam nikt

Nie bójmy bać się, kochani
Strach to nie żaden strach
Ze zjeżonymi włoskami
Śmiało wyłaźmy na dach

Nie plujmy pluć się, kochani
Pluj to nie żaden pluj
Lecz opluwajmy się sami
Aż much obsiądzie nas rój

Nie trujmy truć się, kochani
Truj to nie żaden truj
Jedzmy arszenik łyżkami
Jak już masz broić, to brój

Nie śmiejmy śmiać się, kochani
Śmiech to nie żaden śmiech
Ze ściśniętymi wargami
Wstrzymajmy wydech i wdech

Tak, wstrzymajmy wydech i wdech
Wstrzymajmy wydech i wdech

Kiedy lekarz się pomyli - Janczarski - Zembaty


Piotr Fronczewski
Kiedy lekarz się pomyli

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Gdy tapicer błędnie skroi ci pokrowiec
Kiedy chatę ktoś ci sprzeda zamiast willi
Nic wielkiego - przemyśl sobie to i powiedz
Że jest gorzej, kiedy lekarz się pomyli

Gdy na skutek roztrzepania
Zasiadając do śniadania
Nagle stwierdzi w pewnej chwili
Że to stół operacyjny
Gdy dentysta pasją jęty
Ci wyrwawszy wszystkie zęby
Dojdzie do słusznego wniosku
Że ten boli, co ci został

Gdy się zdarzy chirurgowi
To ci wyciąć, co cię zdobi
Lub rzec głośno, też się zdarza
"Siostro, nosze do grabarza"
Albo sprawić - to dość rzadko
Że ten pan nie będzie matką
Albo się odwrotnie stanie
Ojcem jest ta pani

Gdy samolot wyląduje w Kilkuszowej
A proszono cię na pogrzeb w mieście Gdyni
Nic wielkiego - przemyśl sobie to i powiedz
Że jest gorzej, kiedy lekarz się pomyli...

To piosenka chodnikowa


Marlena Drozdowska
To piosenka chodnikowa

Jacek Janczarski, Jadwiga Kofta, Maciej Zembaty


Ja mam ręce do roboty, usta do miłości mam
Od niedzieli do soboty, radź kochany sobie sam
Lecz w sobotę mam ochotę, by się z tobą spotkać znów
Będę mruczeć ci jak kotek, kiedy przyjdziesz tu

To piosenka chodnikowa, la chanson de trotuar
Numer, że aż boli głowa, ma swój styl, wdzięk i czar
Jest w niej nuta całkiem nowa, miasta szum i ulic gwar
To piosenka chodnikowa, la chanson de trotuar

Mówią o mnie chuda szczapa, choć mam atomowy biust
Odsuń się, bo dam po łapach, chyba padło ci na mózg
Kto wypije, ten przytyje, kto zatańczy straci cześć
Lecz co z tego, raz się żyje - chodź i przytul mnie

To piosenka chodnikowa...

Spotkał babę dziad przy płocie, razem mieli dwieście lat
Baba dotąd żyła w cnocie, w cnocie dotąd żył i dziad
Nagle wicher namiętności czapki im pozrywał z głów
Od miłości trzeszczą kości, odmłodnieli znów

To piosenka chodnikowa...

Pada deszczyk, świeci słońce, pod oknami pachnie bez
Noce takie są gorące, ja to wiem i ty to wiesz
Razem może nie najchłodniej, ale upał łatwiej znieść
Gdy na łóżku niewygodnie, można byle gdzie

Ty coś pleciesz, ja coś plotę - tutti, frutti, tra, la, la
A lekarstwem na głupotę jest piosenka ta

To piosenka chodnikowa...

Zbuduję sobie tratwę - Maciej Zembaty


Andrzej Dąbrowski
Zbuduję sobie tratwę

Maciej Zembaty


Zbuduję sobie małą tratwę
Popłynę rzeką w dół
Zbuduję sobie szałas
Na prerii pełnej ziół

Blues jest wtedy
Kiedy człowiekowi źle

W fotelu na biegunach
Huśtałem się nie raz
Choć ludzie ostrzegali
Że mogę skręcić kark

Blues jest wtedy
Kiedy człowiekowi źle

Przedwczoraj na mym polu
Grasował jeden chrząszcz
Dziś trzy tysiące chrząszczy
Bawełnę zjada mą

Blues jest wtedy
Kiedy człowiekowi źle

Zabrałem ją na tańce
Tańczyła z innym, a
Po ślubie przysięgała
"Ten ktoś to był mój brat"

Blues jest wtedy
Kiedy człowiekowi źle

Powrót - Maciej Zembaty


Andrzej Dąbrowski
Powrót

Maciej Zembaty


Zgarbiony i głodny
Tak, to właśnie ja
Ten brudny gość w łachmanach
Tak, to właśnie jestem ja
Nie zamykaj drzwi
Masz jeszcze na to czas

Poznałaś mnie przecież
Nie patrz na mnie tak
Nie mogłaś mnie nie poznać
Więc czemu patrzysz tak
Czy zmieniło mnie
Tych parę głupich lat

Tak, wiem, nie było mnie długo
Dosyć długo
Nie mogłem wrócić wcześniej
Jakoś nie mogłem
Ale jestem już, no, wpuść mnie
Nie stój w drzwiach
Nie stój

Rodzice nie żyją
Brat i siostra też
Nie żyją już rodzice
Brat i siostra też
Tylko ciebie mam
Więc nie, nie wypędzaj mnie
Proszę

Rezerwat miłości - Maciej Zembaty


Skaldowie - Rezerwat miłości

Maciej Zembaty


Nie odchodziłabyś ode mnie
Gdybyś nie miała dokąd pójść
Przygotowałaś sobie wcześniej
Rezerwat miłości, rezerwat miłości

Wszystko wiem o tobie
Wszystko wiem

Wczoraj widziałem cię z daleka
Ty nawet nie spostrzegłaś mnie
I nie przestałaś się uśmiechać
Rezerwat miłości, rezerwat miłości

Wszystko wiem o tobie
Wszystko wiem

Zapomnieć staram się, jak umiem
Na topniejący patrząc śnieg
Już nic nie zrobię, bo szanuję
Rezerwat miłości, rezerwat miłości

Nie bój się niczego
Nie bój się
Wszystko wiem o tobie

Obraz: Pier Toffoletti

Chelsea Hotel No. 2 - Leonard Cohen


Leonard Cohen - Chelsea Hotel No. 2 - Piotr Machalica

Maciej Karpiński, Maciej Zembaty

Wciąż pamiętam i ciebie i Chelsea Hotel
Twoje słowa odważne i słodkie
Gdy w wymiętej pościeli
Całowałaś mnie wszędzie
Limuzyny drzemały pod oknem
Były jakieś powody i był Nowy Jork
Goniliśmy za forsą i seksem
Robotnicy w piosenkach
Rzecz tę zwali miłością
I zapewne nazywają dziś jeszcze

A potem odeszłaś
Czyż nie tak, kochanie?
Odwróciłaś się do mnie plecami
Odeszłaś i nigdy
Nie słyszałem już więcej:
Chcę ciebie, nie chcę ciebie
Chcę ciebie, nie chcę ciebie
To brzmiało mniej więcej tak

Wciąż pamiętam i ciebie i Chelsea Hotel
O twym sercu krążyły legendy
Powtarzałaś mi w kółko
Że wolisz tych pięknych
Ale dla mnie zrobiłaś wyjątek
Wygrażałaś pięściami
Tym, którzy jak my
Pozbawieni piękna są niczym
Lecz po chwili dodałaś:
Nie ma czym się przejmować
Jesteś wstrętny, lecz kochasz muzykę

A potem odeszłaś...

Nie chcę przez to powiedzieć
Że cię bardzo kochałem
Trudno, było minęło i przeszło
Wciąż pamiętam i ciebie i Chelsea Hotel
Lecz nie myślę o tobie zbyt często

(Piosenka dla Janis Joplin - na fot.)

If It Be Your Will - Leonard Cohen


Leonard Cohen - If It Be Your Will
Maciej Zembaty, Lora Szafran - Jeśli wola twa


Jeśli wola Twa
To umilknę znów
I uciszę głos
Tak jak kiedyś już
I w milczeniu tym
Będę czekał aż
Znowu wezwiesz mnie
Jeśli wola Twa

Jeśli wola Twa
Prawdą zabrzmi głos
I z Kalwarii tej
Pieśń zaśpiewam swą
I z Kalwarii tej
Modły w górę wzniosą się
Jeśli wola Twa
Zaśpiewam pieśń



Jeśli wola Twa
Jeśli wybór masz
Rzekom wodę daj
Wzgórzom radość daj
Litościwy bądź
Dla płonących w piekle serc
Jeśli wola Twa
To ulecz je

I mocniej nas zwiąż
I bliżej weź
W zabójczych ubraniach
Wszystkie dzieci Twe
W świetlistych łachmanach
Gotowe na kaźń
I zakończ tę noc
Jeśli wola Twa...

Ballada japońska - Janczarski - Zembaty


Maciej Zembaty
Ballada japońska

Jacek Janczarski, Maciej Zembaty


Trzy kilometry za Jokohamą
Piękna Japonka mieszkała
Co zajmowała się ikebaną 
I niczym innym nie chciała

Mówił jej ojciec - mówiła matka
- Weź się do jakiej roboty!
Lecz ona poza kucaniem w kwiatkach
Na nic nie miała ochoty

Przejeżdżał drogą polski porucznik
Bo los go rzucił w te strony
Ujrzał dziewczynę siedzącą w kucki
I się zakochał - szalony

Ja się nazywasz? - spytał na wstępie
Bo ja na imię mam Jerzyk
- Ja jestem Honda - odrzekło dziewczę
On uszom własnym nie wierzył

Myślał, że Honda jest to motocykl
Produkowany w tym kraju
Tymczasem ujrzał na własne oczy
Dziewczynę marki tej samej

Bez chwili zwłoki wyznał jej miłość
Powiedział - Kocham cię Hondo
Zaryzykuję było nie było
Ty żonom musisz być mojom!
Rodzice zarżnęli wieprza
Ale na drugi dzień po weselu
Przyszła z Kalisza depesza

Gdy ją przeczytał porucznik Jerzyk
Dopiero sobie przypomniał
Że ma już żonę i czworo dzieci
Więc niepotrzebna mu Honda

Niewiele myśląc wrócił skąd przyszedł
Spisując Hondę na straty
Osiadł na stałe w mieście Kaliszu
I kupił Jawę ns rsty

Z tej to powiastki morał wynika

Gdy jedno z drugim połączyć
Lepsza jest Jawa dla porucznika
Niż motycykiel japoński

Uszy - Maciej Zembaty

Barbara Krafftówna, Gustaw Lutkiewicz
Maciej Zembaty - Uszy

Zawsze chciałem troszeczkę za mało,
zawsze byłem troszeczkę za młody.
Moje ciało wrzucano do wody,
choć na wadze stracić nie chciało.
Odrobinka chlebusia z masełkiem,
wody szklanka, słoiczek musztardy -
w turystycznej przyczepie pod Ełkiem
wiodłem żywot surowy i twardy.

A uszy miał ogromne, muskularne,
uszami mógłby, gdyby chciał.
Niepokojące, wręcz fatalne,
przedziwne uszy miał.
A-a-a - dziwne uszy miał!
A-a-a - dziwne uszy miał!

Kiedyś, późnym wieczorem, w przyczepie
na podłodze siedziałem samotnie,
uszy miałem zziębnięte, wilgotne,
choć w przyczepie właściwie najlepiej.
Wtem, zapewne zbłąkana, panienka
weszła ufnie, naiwna, bezgrzeszna.
Zapytała: "Którędy do Ełka?"
Popatrzyła, pobladła, odeszła.

A uszy miał ogromne, muskularne...

Zaszumiało mi w uszach wzgardzonych,
gdy odeszła do Ełka panienka.
Trudno - była taka maleńka
przy mych uszach śmiertelnie zranionych.
Przed przyczepę wyszedłem zieloną,
właśnie zerwał się wicher wieczorny,
nastawiłem me uszy pionowo,
pomyślałem: a może mnie porwie?...

A uszy miał ogromne, muskularne,
a adekwatny wicher wiał.
Niepokojące, wręcz fatalne,
przedziwne uszy miał.
A-a-a - dziwne uszy miał!
A-a-a - dziwne uszy miał!

Nędzna miłość - Maciej Zembaty


Maciej Zembaty
Nędzna miłość

Księżyc zza chmury uśmiech
Nędzarzom śle jak my
Może nam choć wystarczy
Na wspólny dymu łyk
Ty wstydzisz się okropnie
Podartych butów swych
Bo chciałbyś dać mi wszystko
A nie masz prawie nic

Lecz pani jesień jest łaskawa
Póki nie spadnie pierwszy śnieg
Do nas należy dziś Warszawa
Każdy zaułek, dworzec, most

Pod bacznym gwiazd spojrzeniem
Rytm kroków gubiąc wciąż
Spieszymy znów nad Wisłę
Powitać słońca krąg
Obejmij mnie, kochany
Wiem, jak cię dręczy głód
Lecz przecież w Mc Donald'sie
Jest zimnych frytek w bród

Miłości, nie zostawiaj mnie - Maciej Zembaty


Maciej Zembaty
Miłości, nie zostawiaj mnie


Ni stąd ni zowąd w środku nocy
Bezsenność siadła mi na karku
I wkrótce strach się począł rodzić
W najgłębszym serca zakamarku
I choć podobno bez wahania
Tonący chwyta się za brzytwę
Dość długo trwało nim zacząłem
Odmawiać wreszcie tę modlitwę

Miłości, nie zostawiaj mnie
W połowie wyboistej drogi
Miłości, nie obrażaj się
Za wszystkie grzechy przeciw tobie
Wyrozumiała dla mnie bądź
Cierpliwa ze mną bądź jak z dzieckiem
Ja jeszcze tak niewiele wiem
Ot, szczeniak ze mnie po trzydziestce

Jak jeszcze ciężko mi przychodzi
Radość na widok ludzkich twarzy
Po bramach kryję się jak złodziej
I nie ma we mnie wciąż odwagi
Odkładam suchy chleb dla konia
Biedronkę po chleb ślę do nieba
Odciski robią się na dłoniach
A w sercu wiary jakoś nie ma

Miłości nie zostawiaj mnie...

Lecz gdy na wierszu siądzie owad
Gdy tępy nóż kręgosłup przetnie
Mój Bóg odrodzi się od nowa
I spokój zyskam w noce, we dnie
A wtedy rozpacz przełknę chętnie
Ze wstydu przestanę się chować
Smycz szczerozłota wreszcie pęknie
I sens odnajdę w zwykłych słowach...

Uwiądł kwiat - Maciej Zembaty

Maciej Zembaty
Uwiądł kwiat

Cóż z tego, że ja kocham cię
Gdy ty we mnie nie kochasz się
Choć każdy wie, że kocham cię
Przeczucie złe wciąż dręczy mnie

Uwiądł kwiat, który niosłem ci
Cały świat wraz ze mną ronił łzy
Gorzki smak zagościł w ustnej jamie
A aksamit warg mych spierzchł

Bo ona mi zamyka drzwi
Okrutnie drwi, choć nie wie, czy
Nie pójdę, by me otrzeć łzy
Bo inna mi nie zamknie drzwi

Uwiądł kwiat, który niosłem ci...

Więc koniec z tem, ten smutny tren
Niech inny pan tak śpiewa jej
Ja jedno wiem, ja jedno wiem
Ja jedno wiem - Nivea Creme

Maybe This Time - Może choć raz

Kabaret - 1972

Liza Minnelli - Maybe This Time
Edyta Geppert - Może choć raz

Maciej Zembaty

Może choć raz coś się zmieni
On nie porzuci już mnie
Może choć raz, po raz pierwszy
To nie skończy się źle

Ciepło jego rąk
Wreszcie własny dom
Już nie przegram, dobrze wiem
Choć ostatnio nie szło mi w tej grze

Nikt nie kocha słabych graczy
Któż pokochać miał mnie
Trochę szczęścia i spokoju
To wszystko, czego chcę

Mam wreszcie w ręce najlepsze karty
Kiedyś musiały przyjść
Czekałam długo, bardzo długo
Może wygram więc dziś...

Romans otwocki - Maciej Zembaty


Romans otwocki


Maciej Zembaty

Poznałam go w pociągu elektrycznym
Jechał na Otwock, zupełnie jak ja
Nieokrzesany, jednak romantyczny
Taki jak ja był ten Euzebiusz K.
Spoglądał na mnie jakby napastliwie
"Co się pan patrzy?" - szepnęłam więc doń
"Bo co, nie wolno?" - odparł błyskotliwie
A ja wiedziałam, że już tylko on

Dusza słowiańska - nieokiełznana
Sokół stepowy, Euzebiusz K.
Dusza słowiańska - niepokonana
Co zawsze pędzi, zawsze gna

A potem jakoś od słowa do słowa
Nazajutrz flaki stawiał w barze Flis
Po flakach piwo, przy piwie flirtował
"Czy chcesz być moją? Powiedz, powiedz, chcysz?"
Ta noc w Otwocku była objawieniem,
Euzebiusz odbił wermut Montevert
Potem zniknęło wszystko, jak westchnienie
We wspólnym rytmie połączonych serc

Dusza słowiańska ...

Gdy nad Otwockiem ranne wstały zorze
Euzebiusz odszedł hen, jak złoty sen
A ja wciąż tęsknię, wciąż myślę, że może
Na linii Otwock znów spotkamy się
Niech wróci nawet bez zegarka Błonie
Bez odbiornika Kasprzak typu Twist
Bez mego płaszcza na ciepłym muflonie
Byleby wrócił, wrócił jeszcze dziś

Dusza słowiańska - nieokiełznana
Sokół stepowy Euzebiusz K.
Hej, sokoliku - cóż mi zostało
Jeno ten refren, co w piersi łka...

Alina Janowska

Ballada o Imogenie - Maciej Zembaty


Ballada o Imogenie


Maciej Zembaty


Zaraz już zacznę - zacznę już za chwilę
Pewną balladę o pewnej dziewczynie
Która, niestety, już od urodzenia
Nosiła dźwięczne imię - Imogena

Zawsze chodziła ubrana na biało
Cała na biało - nic nie wystawało
Poza tym trzeba dodać, że panienka
Fizycznie była nieźle rozwinięta

Dokładnie nie wiem - tak bez centymetra
Miała w ramionach gdzieś półtora metra
Wzrostu pół metra, duże czarne oczy
I bardzo długi cieniutki warkoczyk

Każdy jej schodził z drogi i to szybko
Ona duszyczkę miała romantyczną
Ale tej cechy nikt w niej nie dostrzegał
Nad czym bolała nieraz Imogena

I tak to trwało, aż wreszcie się stało
W końcu się biedne dziewczę zakochało
A on był łajdak - starszy mężczyzna
Przy tym żonaty i w dodatku Ignac

Bardzo brutalnie obszedł się z dziewczęciem
Zaraz jak tylko spostrzegł co się święci
Nawet powiedział jej ten straszny człowiek
Ja, Imogeno, niestety nie mogę

Z tego wszystkiego jeszcze bardziej zbrzydła
Przeżyć nie mogła, że ją Ignac wygnał
Odtąd wyłącznie już o zemście marzy
I bardzo często patrzy w kalendarzyk

Pod koniec stycznia, po krótkiej modlitwie
Na starym pasku wyostrzyła brzytwę
Ucięła sobie sama całą głowę
Żaden by tego nie zrobił fachowiec

W pobliskim sklepie wyprosiła skrzynkę
Włożyła głowę - zrobiła przesyłkę
Na Pocztę Główną ledwo to zaniosła
Potem umarła - ale paczka poszła

Doszła - ze sznurkiem męczy się Ignacy
Wreszcie otworzył, stanął tak i patrzy...
Nie spodziewałem się, że ta dziewczyna
Będzie pamiętać o mych imieninach

Barbara Krafftówna, Maciej Zembaty