Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gliński. Pokaż wszystkie posty

Z rycerskiej księgi - Janusz Szczepkowski


Wieńczysław Gliński
Z rycerskiej Księgi

Janusz Szczepkowski


Drodzy młodzi przyjaciele
Piękne są prapolskie dzieje
Warto wiedzieć, jak to było
Jak się kiedyś ludziom żyło

Nauczyciel o tym chętnie
Poprowadzi w szkole lekcję
Lecz najlepiej wchodzi w głowę
To, co nam bakałarz powie

Mam tu księgę niezwyczajną
Jest w niej wielka tajemnica
Przed wiekami sam pan Długosz
Zaczął ją dla ciebie pisać

Przeszły lata, wieki całe
Przybywało stron w kronikach
Dzieje dawno zapomniane
Zawsze można z niej wyczytać

Czy to bajka, czy nie bajka
Ile w tym ziarenek prawdy
Spytaj o to bakałarza
Niech do starej księgi zajrzy

Gdybym była dworską panną
Albo nawet i księżniczką
Wyrwałbym cię z rąk Krzyżaków
Jak Danuśkę dzielny Zbyszko

Mam tu księgę niezwyczajną...

Jest taka gra - Jan Pietrzak


Wieńczysław Gliński
Jest taka gra

Jan Pietrzak

To drzemie w człowieku
I czasem się budzi
Niektórych opęta do cna
Nie nudzić się brydżem
Ni totkiem nie łudzić
A zagrać na wszystko
Va banque

Jest taka gra, taka gra
Bez reguł, bez zasad – hazard
W tę grę, w tę grę
Każdemu zagrać się zdarza
A jednak tak niewielu
Do dzisiaj zwyciężyło
Jest taka gra, taka gra
Jest taka gra – w miłość

Nie trzeba kolektur
Szulerni, kasyna
Stolika pod suknem, ni kart
Tu gra się uśmiechem
Tasuje oczyma
Atutem jest księżyc i kwiat

Jest taka gra...

Zwycięzcy czasami
Nie pragną zdobyczy
Przegrani się cieszą nie raz
Dzisiejsza wygrana
Nazajutrz jest niczym
Wygrywać tu trzeba co dnia...

Obraz: Coby Whitmore

Kantata - eksperyment teatralny - Zenon Wiktorczyk


Edward Dziewoński
Wieńczysław Gliński

Kantata - eksperyment teatralny

Zenon Wiktorczyk

Choć nie rozumie plebs nas
My sztuki fanatycy
Co scena - katalepsja
Na scenie reumatycy
Bo nas idea dręczy
By podnieść teatr z klęczek - o!

Tę trudność mamy wszak
Tę trudność mamy wszak
Że wciąż nie wiemy
Że wciąż nie wiemy
Tę trudność mamy wszak
Tę trudność mamy wszak
Że wciąż nie wiemy jak

Więc próbujemy różnie
I wierni naszej misji
Wołamy, choćby w próżnię
Że teatr stary skisł i
W martwoty zapadł marazm
Co obnażymy zaraz - o!

Publiczność na to "bis"
Publiczność na to "bis"
I czeka na s...
I czeka na s...
Publiczność na to "bis"
Publiczność na to "bis"
I czeka na striptease

Fot. Edward Dziewoński, Wieńczysław Gliński

Ballada o zbóju filantropie - Jeremi Przybora


Wieńczysław Gliński
Ballada o zbóju filantropie

Jeremi Przybora

Żył wielki zbój
Słuchaczu mój
Na zamku tym przed laty
Zbójectwa kwiat
Mu służył rad
I kpił on sobie z kraty
Lecz chociaż z kupców
Zdzierał łup
Poniekąd był to Pierrot
Bo cały łup
dla biednych wdów
przeznaczał
i dla sierot

Do kroćset zbrój
Do kroćset zbrój
Dla sierot ten zbój
Jak wuj

I wreszcie rzecz
Zbójecki miecz
Osiągnął niezwyczajną
Bogatych wdów
I sierot chów
A kupców nędzę skrajną
I wtedy król
By nie miał zbój
Dla kogo już rabować
Rozkazał wdowom
Za mąż wyjść
Sieroty adoptować

Do kroćset kul
Do kroćset kul
Niegłupi był
Z niego król

Rozkazem tym
Powiedziałbym
Osiągnął król niewiele
Bo zbój go zwiódł
Wpadł nocą w gród
I hulał z personelem
Monarchę ściął
A złoto wziął
Królowej posłał po tym
Wraz z kartką co
Wzruszyła ją
„Dla wdowy od sieroty”

Do kroćset krów
Do kroćset krów
Aniołem on był
Dla wdów

Tym czynem szef
Wszak sprawił że w
Złość wpadli nań zbójowie
I powstał bunt
A przecież grunt
Że to był dobry człowiek
Zabili go
Choć byli to
Potulni dotąd chłopi
Stąd morał, że
Przyszłości nie
Ma w żadnej
Filantropii

Stąd morał, że
Przyszłości nie ma
Proszę kochanego pana
W żadnej filantropii

Dumka Kirkora - Jeremi Przybora


Wieńczysław Gliński
Dumka Kirkora

Jeremi Przybora


Niby tylko dwie panienki
ma uboga wdowa –
a z wyborem takie męki,
że mi trzaska głowa.
Dwakroć buzia, dwakroć kibić –
kocham je dwukrotnie!
Taki problem może wybić
ze snu bezpowrotnie...

Niby tylko dwie dziewczyny –
a kłopotów nawał.
Która z nich na zaręczyny
bardziej się nadawa?
Żadna nie przynosi ujmy –
obie śliczne szelmy.
No i teraz co? Zwariujmy
albo się zastrzelmy!...

Niby tylko dwoje dziewcząt
ma ta wdowa we łzach.
A niechże to kaczki zdepczą –
bo i wdowa niezła!
Użył z wami bym zabawy
jak z wróblami kobuz –
gdybym nie był rycerz prawy,
a zwyczajny łobuz!...

Samozgonna dumka Kirkora - Jeremi Przybora


Wieńczysław Gliński
Samozgonna dumka Kirkora

Jeremi Przybora

A po co to nam,
że ja konam?
Po to konam,
by akcję to pchło nam.
No. bo w tragedii tak jest, że co trup –
że co trup –
to nam akcja – tup, tup, tup.

Już Bellona
nasycona –
tamten kona
i ten kona.
Wiercą łona
dzid wrzeciona –
skacze wrona,
kracze ona.

Więc po to to nam,
że ja konam.
Po to konam,
by akcję to pchło nam.
No bo w tragedii tak jest, że co trup –
że co trup –
to nam akcja – tup, tup, tup.

A tam żona,
moja żona,
z czartów grona
wyłoniona.
Ona w zgonach
doświadczona
i do trona rozpalona.

Więc po to to nam,
że ja konam.
Po to konam,
by akcję to pchło nam.
I tego zdania nie zmienię
o ćwierć, ni o ćwierć.
Na niezbędną
konam śmierć!

Ząb, zupa, dąb - Jeremi Przybora

Jeremi Przybora
Ząb, zupa, dąb

Przed drzwiami do dentysty
siedzimy według listy -
we wzroku mamy szklisty
polarny strachu ziąb.
Cierpienia szare cienie
czekamy na cierpienie -
co dłuższe ma korzenie
niż obolały ząb.

Oj!
Ząb, zupa, dąb, zupa, dąb
ząb, zupa, dąb, zupa, dąb, ząb.
Ząb, zupa, dąb, zupa, dąb, ząb
ząb!

Gdy zadmie bólu trębacz
w zepsutą konchę zęba -
gdy włosy staną dęba,
a oko wpadnie w głąb -
w milczenia futerale
płoniemy od zapaleń,
tańczymy nerwów balet,
złorzecząc na ten ząb.

Oj!...

Lecz kiedy się wyczerpie
kontyngent naszych cierpień
i w nagłej bólu przerwie
zakwitnie ulgi klomb -
wyjdziemy od dentysty
skąpani w szczęściu czystym,
jedynym, rzeczywistym -
że nas nie boli ząb.

Oj!...

I zamiast w życiu wcale
nie szukać innych zalet
i się radować trwale,
gdy ból nie krzywi gąb -
wy znów będziecie chcieli
pieniędzy i niedzieli,
i innych dupereli
wciąż ostrząc na nie ząb...

R. Wilhelmi, K. Sienkiewicz
W. Gołas, J. Jedlewska
W. Gliński, I. Kwiatkowska

Pas cnoty - Jeremi Przybora


Wieńczysław Gliński
Pas Cnoty

Jeremi Przybora

Ruszał Gotfryd, diuk z Bulionu,
Na bój przeciw Albinosom;
Grają surmy, a on z żoną –
Tak się żegna – złotowłosą:
La-rą-rą, tak
La-rą-rą, się,
La-rą-rą, tak się żegna...

„Ja twój uśmiech, słodka Blanko,
Na wojenne biorę słoty,
Zaś twą wierność zwierzam zamkom
Spiżowego pasa cnoty”.
La-rą-rą, pa-
La-rą-rą, -sa,
La-rą-rą, pasa cnoty...

Ruszył. W bojach się nie trapi.
Bowiem wśród samotnych nocy
Wierna Blanka nosi napis:
„Klucz na wojnie, u dozorcy”.
La-rą-rą, klucz
La-rą-rą, u,
La-rą-rą, u dozorcy.

Po trzech latach syty chwały
Gnan tęsknotą, smagan żądzą,
Wraca Gotfryd, diuk wspaniały.
Ku Bulionu mknie wrzeciądzom.
La-rą-rą, diuk
La-rą-rą, mknie
La-rą-rą, ku wrzeciądzom...

Jeno lęk mu sercem targa,
Gdy o spiżach myśli Blanki:
Przez lat tyle rdza się wkradła
I zacięła pewno zamki?
La-rą-rą, rdza
La-rą-rą, się,
La-rą-rą, rdza się w zamki?...

Lecz łaskawe diukom nieba
Cud w małżeńskim czynią łożu:
Śladu rdzy na spiżu nie ma!
Rzekłbyś: wczoraj był założon.
La-rą-rą, wczo-
La-rą-rą, -raj
La-rą-rą, był założon...

Diuk szczęśliwy i zdumiony
Pyta: „Jakże to się dzieje?”
I z ust słodkich słyszy żony:
„Stara miłość nie rdzewieje”.
La-rą-rą, stara
La-rą-rą, miłość
La-rą-rą, nie rdzewieje...