Garbus - Bolesław Leśmian

Ilja Riepin
Ewa Demarczyk
Garbus

Bolesław Leśmian

Mrze garbus dosyć korzystnie:
W pogodę i babie lato.
Garbaty żywot miał istnie,
I śmierć ma istnie garbatą.

Mrze w drodze, w mgieł upowiciu,
Jakby baśń trudną rozstrzygał,
A nic nie robił w tym życiu,
Jeno garb dźwigał i dźwigał.

Tym garbem żebrał i tańczył,
Tym garbem dumał i roił,
Do snu na plecach go niańczył,
Krwią własną karmił i poił.

A teraz śmierć sobie skarbi,
W jej mrok wydłużył już szyję,
Jeno garb jeszcze się garbi,
Pokątnie żyje i tyje.

Przeżył swojego wielbłąda
O równą swej tuszy chwilę,
Nieboszczyk ciemność ogląda,
A on — te w słońcu motyle.

I do zmarłego dźwigacza
Powiada, grożąc swą kłodą:
"Co ten twój upór oznacza,
Żeś w poprzek legł mi przegrodą?

Czyś w mgle potracił kolana?
Czyś snem pomiażdżył swe nogi?
Po coś mię brał na barana,
By zgubić drogę w pół drogi?

Czemuś łbem utkwił na cieniu?
Z trudem w twych barach się mieszczę!
Ciekawym, wieczysty leniu,
Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?"

Panna śnieżna


Ewa Demarczyk, Janusz Radek
Panna śnieżna


Andriej Biełyj - Andrzej Zagórski

Senne pokoje
My we dwoje...
Szepczesz: "Przysięgi nie naruszę..."
Oczy...
Niebieskim lodem twoje
Oczy
Lustrują lodem duszę
Tyżeś to tutaj? Czyżby
Czyżby?
Moja srebrzysta panno jasna
To zamieć której pęd muzyczny
Ulotną falą mnie pogłaskał

Przędąc
Swą delikatną wełnę
Będąc
Jak śmiech i płacz poecie
Wsączyłaś się przez okno szczelne
Śnieżnym i kruchym białokwieciem...
Kurzy śnieg mokry
Muślinowy
Jak lilia w przezroczystej dłoni...
Otul
Nas płaszczem siwym szronie
Otul obrusem swym lodowym

Rano
Przyjaciel
Nieuśpiony
Nie drgnie odbitym w lustrze ciałem
Zawiśnie mętny krąg czerwony
W obliczu już osierociałym.

Fot. E. Demarczyk, J. Radek

Opuszczony dom - Wiesław Dymny

Ewa Demarczyk
Opuszczony dom

Wiesław Dymny

Dom, ten który znasz, pochylił się
Drewnianą twarz pomarszczył czas
Od starych ścian wieje zły wiatr
Garbaty dach pochylił czas
Dom chwieje się
Upadły drzwi na pustą sień
Chyba przestaje żyć

Ty odszedłeś stąd drogą na wschód
Ślad twoich stóp zaciera czas
Czas niszczy dom
I stóp twych ślad przysypał piach

Wiem, nie wrócisz już
Do tamtych dni, do tamtych słów
Mijają puste dni

Czarne nietoperze kreślą smutku krąg

Na zdrowy rozum - Jonasz Kofta

Jonasz Kofta
Na zdrowy rozum (Słońce)


Na zdrowy rozum
Nie wymyślaj boga
Jego obecność
Nic nie zmienia
Na własnej skórze
Wygarbowanej
Nauczysz się istnienia
Co jest
To jest
To twoje
A to nie
Nie ma co straszyć
Takich jak ja
Bo człowiek
Swoje wie

Male jasne – to jest piwo
Duże jasne – to jest słońce
Mała czarna – to jest kawa
Duża czarna – to jest noc
Noc odchodzi, słońce wschodzi
Jeszcze nam go nie ubyło
Trzeba pożyć, żeby dożyć
Żeby dobrze się kończyło

Na zdrowy rozum
Nie wymyślaj boga
Bo cię załatwi
Jak go ulepisz
A to jak dotąd
Umieją tylko
Poeci albo ślepi
Co jest
To jest
To twoje
A to nie
Nie ma co straszyć
Takich jak ja
Bo człowiek
Swoje wie...

Nie myśl kochanie - Jonasz Kofta


Renata Lewandowska
Nie myśl kochanie


Jonasz Kofta

Nie myśl kochanie o tym jak mogło być
Przyszło rozstanie, trzeba dalej żyć
Żaglem bądź w bezmiarach wód
W dłoniach wiatr, a w ustach sól
O tym, jak by mogło być, nie myśl już

Nie myśl kochanie o tym jak mogło być
Na pożegnanie pomyśl ile dni
Było nam dobrze razem
Weź ze sobą ten obrazek
Weź, bo na nim czasu kurz nie przyćmi nic

Bo przecież pamięć nie umarła w nas
To tylko spadła jedna z gwiazd, wielu gwiazd
Nagle błysk, runęła w dół
Nieba czerń przecięła wpół
Ale ty będziesz żył, będziesz czuł

Nie myśl kochanie o tym jak mogło być
To tylko przyszło, co musiało przyjść
Dopóki wokół zamęt, ludzkie drogi poplątane
Jest wiele dróg, jest wiele wyjść
Jest wiele dobrych słów, jest wiele wyjść

Jedno słońce nam
Będzie świecić prosto w twarz
Uwierz tak, tak jak ja
Jeszcze się nie kończy świat
Bije fali grzbiet
O wysoki stromy brzeg
Płyną białe stada chmur
Nie wiemy gdzie

Obrazy: Hennie Niemann, Maria Amaral

Epitafium dla frajera - Jonasz Kofta



Jonasz Kofta, Janusz Gajos
Epitafium dla frajera


Żył raz Frajer
Wierzył w bajer
Potem umarł

Nad grobem cztery
Inne Frajery
Wbite w gajery
Wytarte, starte
W cholernym słońcu
Stali bez końca
Jakby po piwo
Albo ćwiarę

Aż wreszcie jeden
Niemłody Frajer
Łzę łyknął gorzką
Jak zajzajer
I w taki gorąc
O suchym gardle
Na siebie biorąc
Żałobne parle
Powiedział:

Przyjacielu
Trochę serca nam ubyło
Ile naprawdę
Jeszcze nie wiemy
Pamięć o tobie
Poniesiemy
Zrobimy z nią
Ile umiemy
Ci co z urzędu
Wieńce kładli
Musieli odejść
Do swych spraw
Nas tak jak ciebie
Czas nie nagli
Frajerzy zawsze
Mają czas
Bracie spod jednej anatemy
Żegnamy cię i dziękujemy

Że ci się chciało
Być zakałą
Gdy wystarczało
Głośno klaskać
Że ci się chciało
Widzieć całość
Gdy wystarczała
Biała laska

Że ci się chciało
Być tylko sobą
Zwyczajnie dobro od zła
Odróżniać
Kiedy nikogo
Nie było obok
Tylko służalcza
Szepcząca próżnia

Że ci się chciało
Myśleć tak mało
O swoich własnych
Nielekkich losach
Że ci godności
Wystarczało
By nie dorzucać
Drewna do stosów
Że ci się chciało...

Że ci się chciało
Ciężki Frajerze
Przeżyć po ludzku
Swe ludzkie życie
Choć w zmartwychwstanie
Nikt z nas nie wierzył
Ni w wieczną rzeczy pamięć
W granicie
Bracia spod jednej anatemy
Żegnamy cię
I dziękujemy

Cztery frajery
Wbite w gajery
Jeszcze postały
Chwilkę na słońcu
Ptaszki ćwierkali
A oni stali
Po dobrej chwili
Poleźli w końcu
I zapomnieli dać po czerwońcu

Ja bym takiego klienta
W życiu nie wpuścił na cmentarz

Zanika płeć - Jonasz Kofta


Jonasz Kofta - Zanika płeć

Wycięto puszcze i mateczniki
Wymarły żubry i inne byki
Czyś z metropolii, czyś jest kmieć
Zanika płeć, zanika płeć

Nie ma już mężczyzn, przegrali wyścig
Zostali chłopcy i kulturyści
Każdy się czuje jak zmięty śmieć
Zanika płeć, zanika płeć

Włosy nam rosną, nasza obrona
Utkwił nam we łbie kompleks Samsona
Na brodach wątła kiełkuje szczeć
Zanika płeć, zanika płeć

By w przyszłość dostać wizę
Ćwiczę wciąż wokalizę

Śpiewamy coraz cieniej
Siusiamy coraz cieniej
Praojciec był Adam
Prawnuczek Adamo
Śpiewamy coraz cieniej
Bezbronność rośnie w cenie
MAMO!

Trudno, wypadło mi czasów dożyć
Inwazji seksu na mą niekorzyść
Każdy chce przecież coś z życia mieć
Mniejsza o płeć, mniejsza o płeć

Emancypujcie się barytony
Manicure zróbcie, wasz czas skończony
Pieśni skrzydlata niepokój wznieć
Walczmy o płeć, walczmy o płeć

Blues minus - Jonasz Kofta

Jonasz Kofta - Blues minus

Wyszedłem ze wszystkim na swoje
Minus pożyczka, plus premia
Teraz przy piwku sobie stoję
U góry niebo, na spodzie ziemia
Nie jest mnie dobrze, nie jest mnie źle
Cholera wie, czego ja chcę
Chłopaki biorą mnie za szajbusa
Kiedy im śpiewam tego bluesa

Blues minus, średnio jest
Wiąże człowiek koniec z końcem
Blues minus, smutno mnie
Że nie jestem przepięknym łabądziem
Popłynąłbym sobie gdzieś
Po eleganckim stawie
Blues minus, smutno mnie
Chyba jeszcze jedno piwko zaprawię
Potem może jeszcze z jedno
Żeby mnie nie było tak średnio
Bez dania racji coś mnie padło na mózg
Blues minus, minus blues

Wyszedłem ze wszystkim na swoje
Minus składki, plus nadgodziny
Regularnie robię co moje
Kawalerem jestem, bez rodziny
Normalka, fajrant, zwijam swój kram
Pchać się nie lubię, wychodzę sam
I kiedy czekam na autobusa
Śpiewam do siebie tego bluesa

Blues minus, średnio jest
Wiąże człowiek koniec z końcem
Blues minus, smutno mnie
Że nie jestem przepięknym łabądziem
Co ma pióra bieluśkie jak śnieg
I elastyczną szyję
Blues minus, smutno mnie
Z taką szyją to ja bym wiedział, że ja żyję
Łabądzicę bym znalazł odpowiednią
Z nią na pewno nie byłoby mnie tak średnio
Bez dania racji coś mnie padło na mózg
Blues minus, minus blues

To przychodzi na każdego człowieka
Szarpie się jak taki niewychowany ordynus
Kiedy tak nagle widzi, jak mu to życie
Tak bez sensu z dnia na dzień ucieka i jak
Nie, ja wcale nie narzekam
Blues minus, minus blues, tak jest!

TUTAJ w wykonaniu
Ewy Błaszczyk i Wojciecha Walasika

Rozmyślania na dworcu - Jonasz Kofta

Jonasz Kofta

Na wszystkich dworcach świata
W poczekalniach, na peronach
Każda rozmowa o życiu
Zostaje niedokończona

Podróżni różni
Nic się nie różnią
Na dworcach każdy
Staje się próżnią

Jest tak jak wszędzie
Szczęście, nieszczęście
Tylko, że w pędzie
Tylko, że częściej

Na wszystkich dworcach świata
Daleką drogą olśnienie
Toczysz się losu koleją
Po swoje przeznaczenie

Suma powrotów i pożegnań
Daje w efekcie zero
Niektórym życie jak pociąg
Niektórym życie jak peron
Wsiadają, wysiadają
W bufetach piwem się raczą
Przyjeżdżają, odjeżdżają
Płaczą

Gubią się, odnajdują
Walizy taszczą
Zjadani, wypluwani
Dworców studrzwiową paszczą

Niech wszystko działa
Zgodnie z rozkładem
Pociąg odchodzi
Ja, nie pojadę

Wykonawcy:
Joanna Pałucka, Wojciech Paszkowski
Grzegorz Kucias, Anna Ścigalska, Stefan Każuro

Mój dziadek był jak stare drzewo - Ernest Bryll


Halina Kunicka
Mój dziadek był jak stare drzewo

Ernest Bryll 👉👉👉👉

Mój dziadek był dumny jak stare drzewo
Miał szarą maciejówkę, wąsy aż do nieba
Mój dziadek chodził prosto, nikogo się nie bał
A kiedy zapłakałam, tak mi zawsze śpiewał

Było źle, było źle
Będzie jeszcze gorzej
Będzie jeszcze gorzej
Było źle, było źle
Będzie, będzie jeszcze gorzej

Ale ty się tym nie frasuj
Dobry polski Boże
Myśmy już przyzwyczajeni
Że się szybko nie odmieni
Bo jak szybko, to zawsze na gorzej

Było źle, było źle…

Mój dziadek był wesół jak drzewo stare
W czuprynie, jak w liściach, miał ptaków chmarę
A te ptaki śpiewały przez głody i chłody
Nasze pieśni domowe smarowane miodem

Było źle, było źle…

Ale ty się tym nie frasuj
Dobry polski Boże
Myśmy tego nauczeni
Sami sobie pomożemy
Bo na pewno nikt nam nie pomoże

Było źle, było źle..

Mój dziadek odszedł od nas, ja śpiewam z ptakami
Że choćby i najciemniej ciemniało nad nami
To ludzie tak jak drzewa dumnie będą stali
I tak jak dziadek śpiewał, tak będą śpiewali

Było źle, było źle…

Ale ty się tym nie frasuj
Dobry polski Boże
Myśmy tego nauczeni
Sami sobie pomożemy
Na tym świecie nikt nam nie pomoże
A może

Było źle, jest źle
Kiedyś się ułoży
Kiedyś się ułoży
Było źle, jest źle
Kiedyś, kiedyś się ułoży

Kolęda na cały rok - Ernest Bryll


Halina Kunicka
Kolęda na cały rok


Ernest Bryll

U nas przez rok cały zima
Więc się, bracie, dobrze trzymaj
Choć na drodze same dziury
I załazi wiatr za skórę
Idź i śpiewaj przez ten mróz
Jakbyś wielkie światło niósł

Hej, kolęda, kolęda…

Choć pytają w całym świecie
Kolędnicy, gdzie idziecie
Chociaż mówią, że tam nie ma
Szopki ani Betlejema
Idź i śpiewaj przez ten mróz
Jakbyś wielkie światło niósł

Hej, kolęda, kolęda…

W tej zawiei, w tym zimnie
Kto przystanie, ten zginie
Kto zapomni jasności
Już nie wyjdzie z ciemności
Kto zapomni swobody
Już zostanie wśród lodu

Hej, kolęda, śpiewanie
W mróz i wiatr wędrowanie
Jeszcze dziś w nocy ciemnej
Ale przecież dojdziemy

Uchroń mnie Panie - Ernest Bryll


Halina Kunicka
Uchroń mnie Panie


Ernest Bryll

Uchroń mnie Panie przed zakłamaniem
Przed smutkiem, niemiłowaniem
I przed zazdrością, przed nienawiścią
I przed bezmyślną myślą

Obroń mnie Boże, jeżeli możesz
Przed samotności pustynią
Daj krople wody, przyjaźni słodycz
Nie pozwól samej zginąć

Ześlij spokoju anioły twoje
Niech śniegiem skrzydeł otulą
Niech nas powiozą przez białe brzozy
W najradośniejszy kulig

Niech się odmieni nas dom codzienny
W dom biały pod dobrą gwiazdą
Szare wieczory, rodzinne spory
Zamienią się nam w jasność

Pozwól nam Boże, jeżeli możesz
Abyśmy chwilkę pożyli
W kraju rodzinnym, zwykłym, dziecinnym
Gdzieśmy od wieków nie byli

Obraz: Daniel F. Gerhartz

Ja w pierwszej dorosłej sukience - Ernest Bryll

Michael Garmash

Halina Kunicka
Ja w pierwszej dorosłej sukience

Ernest Bryll

Ja w pierwszej dorosłej, wyśnionej sukience
Z niebieską kokardą, drżącym kwiatkiem w ręce
Na balu, na balu, gimnazjalnym balu
W wysokich obcasach i babcinym szalu

Skąd był ten walc, skąd był ten walc
Gdzie mnie zaniosło
Już sama nie wiem, już sama nie wiem, ile to lat
Tak chciałam iść drogą najprostszą
A tak mnie wiatr, a tak mnie wiatr gnał przez świat

Ja pierwszy raz w życiu wiosną całowana
On taki niezręczny, ja taka zmieszana
Na łące, na łące, pod skrzydłami lasu
Po co się spieszyłam, po co się spieszyłam
Tyle miałam czasu

Skąd był ten walc...

Ja w białym kostiumie z bukietem konwalii
I "gorzko", i "gorzko" wciąż goście wołali
Ja z dzieckiem w beciku, po kartki i wstążki
Ja z chłopcem, tornister, a w nim pierwsze książki

Skąd był ten walc…

Skąd był ten walc, gdzie mnie zostawi
Kiedy orkiestra przestanie grać, przestanie grać
Kto płakać ma, a kto się bawić
Jaki ten wiatr gorzki ma smak, jaki ma gorzki smak