Piotr Fronczewski Nie pokłóćmy się Jacek Janczarski
Mamy to, o czym marzyliśmy we snach
Ani duzi nie jesteśmy, ani mali
Ale temu, kto przez lata zginał kark
Do wolności tak się trudno przyzwyczaić
Prawie każdy z nas ma w sobie takie coś
W jednym Stalin drzemie, w drugim tylko Urban
I jak psy wciąż dogryzamy starą kość
Nowy burdel, gdzie bryluje stara kurwa
Z niejednego pieca każdy zjadał chleb
Każdy wierzył w cud i dał się zwieść oszustom
Dotąd trzeba pukać się w ten głupi łeb
Aż dźwięk czysty wyda, aż w nim będzie pusto
Wtedy zważmy powolutku każdy krok
Nasze piekło niech nie będzie naszym stylem
Wszystkim życzę przez okrągły Nowy Rok
Nie pokłóćmy się jak kretyn z imbecylem
Piotr Fronczewski
Przez żołądek do serca
Jacek Janczarski
Przez żołądek do serca, do żołądka przez serce
Przez śledzionę do nerek, przez wątrobę do płuc
Do przełyku przez gardło, arteriami do tętnic
Bo wiadomo - z mężczyzną trzeba chcieć, żeby móc
Chyba każdy mi to przyzna
Tyle spraw się tutaj piętrzy
Bardzo trudny jest mężczyzna
Ze skomplikowanym wnętrzem
Wygra ta, co anatomię zna, co anatomię zna
Co, co pan śpiewa, co pan śpiewa, panie Piotrze?...
Przez żołądek do serca, do wątroby przez nerki
Jelitami do mięśni, przez tchawicę do żył
Przez woreczek żółciowy, szpikiem kostnym do nerwów
Dotrzeć wprost do wyrostka, gdyby tam jeszcze był
Ta gruntowna analiza
Tyle spraw przed nami piętrzy
Bardzo trudny jest mężczyzna
Ze skomplikowanym wnętrzem
Wygra ta, co anatomię zna, co anatomię zna
Umówiłem się z nią na dziewiątą
Szef splajtował, więc nie dał akonto
Nie będziemy szaleli do rana
W grę nie wchodzi kieliszek szampana
Trochę przeto ogarnę chałupę
I zaproszę cię, miła, na zupę
Mam zup zapas po cenach poprzednich
W dawny czas tylko biedni je jedli
Puszczę płytę, siądziemy vis-a-vis
I wiosłując w talerzach łyżkami
Będziesz gwiazdką mą, ja twoim niebem
Nierozłączni jak ta zupa z chlebem
Telewizor zapalę następnie
Posłuchamy, co tam mówią w Sejmie
Nie wierz, miła, i oku, i uchu
Jest mi dobrze, choć burczy mi w brzuchu
Zamiast kwiatów, co zbędne są całkiem
Podaruję ci, miła, zapałki
Przyjmij mego oddania perełkę
Podzielimy się całym pudełkiem
Uciekł tramwaj ostatni, no trudno
Odprowadzę cię pieszo na Bródno
Nasza miłość trwać będzie do czasu
Wyczerpania zup moich zapasów
Wtedy inny cię weźmie do siebie
Inny poda ci swą zupę z chlebem
Od mej klęski silniejszy jest smutek
Że cię, miła, mieć można za zupę
Wtedy inny cię weźmie do siebie
Inny poda ci swą zupę z chlebem
Od mej klęski silniejszy jest smutek
Że się puszczasz za zupę, za zupę
Jak powieki opadają w oknach story
To nadciąga koniec kolejnego dnia
Jedne okna umierają wieczorem
Inne żyją do białego dnia
A kiedy szyny tramwajowe
Posrebrzy punktualny świt
W gąszczu zbudzonych ludzkich mrowisk
Inteligencja jeszcze śpi...
Jednym księżyc, innym znowu więcej słońca
I wśród twarzy ogorzałych bladość lic
Mówią o niej tak ładnie - pracująca
Życie płynie , nie zmienia się nic
Zaświecisz pustką wśród statystyk
Przyszłość twą widzę bardzo źle
Ten życia tryb niehigieniczny
Wykończy cię, wykończy cię...
Więcej chleba, więcej aut, wszystkiego więcej
Wypisuje na sztandarach ten i ów
Łatwo można zamknąć dziób inteligencji
Może kiedyś wyrośnie nam znów
Ale to nie jest takie proste
To nie odrasta jak krzak bzu
W XXI wiek i postęp
Wkroczy bogatych głupków tłum...
Już jesteśmy bliżej świata, bliżej świata
Na ekranie małpa w wannie leczy katar
W Alabamie lecą z nieba zdechłe ptaki
Jeden Rusek uczy pływać niemowlaki
Wschodnie walki, gdzie słabszego w łeb się kopie
Była Polka, cyc największy w Europie
Przeszczep głowy, śmierć na żywo, słony cukier
I hodowla(?) marchewki w porno grupie
Już jesteśmy bliżej świata, bliżej świata
Seks na lodzie, szorstka odzież, pedał-tata
Podglądanie pchły na ścianie przez peryskop
Czarne mrówki, gość z probówki, gwałty w disco
Konkurs skoków przez żyrafę na motorze
Heroina przemycana w pomidorze
Ksiądz się żeni, gliniarz z remi prawo
Ale chryja, dał mu w ryja, dostał brawo
Pożar w kinie, glikol w winie, raj w burdelu
Uśmiech trupa, zimny upał, rzyg do celu
Garb na piersiach, świńska nerka, ość w przełyku
Szczyt na spodzie, wzwody w wodzie, bomba w cyrku
Z satelity czka komputer w barwach tęczy
My siedzimy i patrzymy wniebowzięci
Super Channel, co matoła w fotel wgniata
I jesteśmy bliżej bzdur niż bliżej świata...
Piotr Fronczewski
Czego nam będzie żal
Jacek Janczarski
Kiedy patrzę dookoła
Na te czasy takie trudne
Na towary kolorowe
I stragany, no brudne
Raczkujący kapitalizm
Mnie dopada co dzień Co wyliczę, to wyliczę
Bo nie wszystko może mogę
Lecz mniej więcej jest tak
Żarówki z ciężarówki
Skarpetki z furgonetki
Filiżanki z furmanki
Parówki z renówki
Papryka z ciągnika
Buraki z kawasaki
Kabaczki z taczki
Oraz dorsze z porsche
Miną lata, będzie lepiej
Już będziemy w Europie
Choć nie będziesz ty dziewczyną
A ja też nie chłopiec
I prawdziwy pierścionek
Kupię ci, płacąc czekiem
Ze łzą w oku wspomnisz może
Piękne czasy, choć nielekkie Bardzo będzie nam żal
Buraka z cadillaca
Melona z fergusona
Ogórka z wartburga
Kotleta z chevroleta
Banana z nissana
Kalarepy z przyczepy
Sera z land rovera
Pomidora z traktora
Krawata z passata
Szampana z tarpana
Sandwicha z moskwicza
Irysa z willysa
Odkurzacza ze spychacza
Jestem dziś taki sentymentalny,
że mógłbym sprzedawać łzy.
Adresik: hotel "fenomenalny"
pokój nr 303.
I śnieg pada przez pomyłkę.
I topnieje na jezdni.
I wiatr wieje przez pomyłkę.
A inaczej było w przepowiedni.
Bo miało być słońce we dnie
i lekkie mgiełki z rana.
Oto są przepowiednie
świętego Korbiniana.
A tutaj śnieg monstrualny
i pada, i pada, i...
Jestem dziś taki sentymentalny,
że mógłbym sprzedawać łzy.
Obraz: Marco Ortolan
Niestety nigdzie nie znalazłam
tego nagrania w MP3, nie tracę jednak nadziei...
Mam je wprawdzie w swojej kolekcji LP
na płycie "Dedykacja", ale jak to zgrać ???
Może ktoś posłuży radą?
Piotr Fronczewski
Spowiedź kretyna Konstanty Ildefons Gałczyński
Moja matka była ni stąd ni zowąd,
Mój ojciec podobny do świni.
Potem matka poszła - szur szur - do kliniki
I urodziła mnie w noc majową,
A Księżyc był jak cholera,
Ojciec po ośmiu likierach...
I nagle żelazko spadło mi na głowę
I tak się zaczęło, madame...
Oto jest spowiedź kretyna...
Życie kretyna to łza...
Któraż pokocha dziewczyna
Takiego kretyna, jak ja?
Któraż pokocha rudego
Kretyna infernalnego?
W ręku mam róże
I uszy za duże,
A w sercu Moniuszko mi gra...
Druga strofa...
Mijają, mijają epoki,
Lecz słota jest ciągle pierońska,
Więc męczą mnie polonokoki
I niemoc - ach - jagiellońska...
A może przyfrunie Serafin,
Serafin, ten fruwać potrafi...
Na dnie serca mego
Ja wierzę - ach - w niebo,
Bom ja jest kretyn, madame...
Trzecia strofa...
Ha ha... Zakochałem się raz w staruszce,
Co miała kanapę pluszową,
Siedziałem jak kot przy jej nóżce,
A było to w noc majową...
Lecz nagle się coś urwało,
Staruszce się odwidziało...
I znowu żelazko spadło mi na głowę
I tak się skończyło, madame...
Krzysztof Wakuliński 👉👉👉
Liryka, liryka, tkliwa dynamika
Konstanty Ildefons Gałczyński
Sam nie rozumiem, skąd to mi się bierze,
że jestem mitologiczne zwierzę,
ni to świnio-byk ni to koto-pies,
w ogóle z moich stron: liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
Idę, powiedzmy, wieczorem z Arturem
i nagle: księżyc wschodzi nad murem,
Artur ostrzega, bo dobry kolega:
- Nie patrz. - A ja jak bóbr: liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
W takim "Przekroju" po prostu się boją
bo jak na przykłąd wejdę do pokoju
i się zamyślę, powiedzmy, o Wiśle,
to zaraz łzy jak groch: liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
Wy się nie dziwcie, śliczni panowie,
sześć lat po świecie tułał się człowiek
i nagle: Polska i harfa eolska,
po prostu cud jak z nut: liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
Będziecie śmiać się, lecz daję słowo:
ja czytam nawet "Gazetę Ludową"
i "Pokolenia", i wiersze w "Kamenie",
i czytam, i szlocham, och! liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
Niech mnie zarąbią, niech honoraria
wyda na wieńce Artur Marya!
Ja jestem Polak, a Polak jest wariat,
a wariat to lepszy gość: liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
A po pogrzebie pod korniszon
niech epitaphium mi napiszą:
TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON,
pod spodem taki tekst: "liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.
Magda Umer
Prośba o wyspy szczęśliwe
Konstanty Ildefons Gałczyński
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
Obraz: Alex Alemany