Feliks Gałecki 👉👉👉 Chór CZA WP
Hej w drogę chłopcy
Janusz Szczepkowski
Hej żegnaj mamo, bądź zdrowy tato
Syn wasz nie będzie w wojsku fajtłapą
Czekaj, dziewczyno i bądź mi wierna
Pociąg odjeżdża, w drogę czas
Dobrze było z dziewczętami
Patrzeć sobie w oczy
A tu mundur ci wkładają
I skracają włosy
Ale baki wnet odrosną
Dziewcząt nie ubędzie
Za mundurem panny sznurem
Było tak i będzie
Hej żegnaj mamo...
Dobrze będzie nam z kumplami
W tej samej drużynie
Listy będę słał do mamy
Pocztówki dziewczynie
A że w wojsku ład być musi
Kapral będzie przy nas
Chociaż lepiej u mamusi
Trzeba fason trzymać
Moje ucho szeleści w poduszce
Moje myśli wychodzą zza drzwi
Teraz są już przy tobie, no, wpuść je
Zibu za, zibu za, zibu zi
Moje nogi łaskoczą pierzynę
Moja broda rozkwita jak kraj
Ja już marzę o tobie godzinę
Zibu za, zibu za, zibu zaj
Twoja wola swawolić do woli
Smak tęsknoty jest słony jak łza
Smutne serce serdecznie mnie boli
Zibu za, zibu za, zibu za
Moje zęby błysnęły tępotą
Moim oczom przywidział się zez
Gdzie po nocy się włóczysz piechotą?
Bezu zi, bezu zi, zibu bez
Ty chcesz niszczyć mych uczuć monolit
Chcesz rozstroić wewnętrzny mój strój
Nie zaliczam się do twych idoli
Zibu za, zibu za, zibu zój
Moje ręce nie ręczą za siebie
Wielką moc moich członków ty znaj
Dłużej spać już nie będę bez ciebie
Zibu za, zibu za, zibu zaj
Kiedy wejdziesz pod moją kołderkę
I twa nagość przepędzi złe sny
To położę ci rękę na nerkę
Będę spał, zibu za, zibu zi...
Mariusz Benoit (fot. Edward Hartwig)
Idzie pociąg osobowy
A za oknem pejzaż leci
Gwiżdże pociąg jakby ziewał
Już za późno by się zmienić
Już nie wpadnie na ten pomysł
Żeby się choć jednym kołem
Wykoleić
Wiatr szalony złote gruszki
Strąca z wierzby rozczochranej
Chuda szkapa trawę skubie
Pomyślałam, że cię lubię
Ale głośno powiedziałam
O, baranek
Idzie pociąg osobowy
A za oknem pejzaż leci
Cienką ścieżką lezie baba
Tłusta, gruba i wąsata
Ruda krowa krótki łańcuch
Kontempluje okiem szklanym
Pies dogonił własny ogon
I potoczył się do rowu
Jak pijany
Od koloru oczy bolą
Tyle wszędzie kwiatów polnych
W których leżeć by nam trzeba
Tobie by z dziewczyną piękną
A mnie lepiej z twarzą w niebo
Albo w piekło
Jerzy Połomski - Inaczej niż wy, Frank Sinatra - My Way
Agnieszka Osiecka
To już do mety krok
Za dzień, za rok nastąpi finał
Więc ty wysłuchaj mnie
Bo sporo wiem, a ty zaczynasz
Nie raz, nie dwa, nie trzy
Po drogach stu sam się włóczyłem
No i poznałem świat
Lecz nie tak jak wy
Mój plan, mój wielki plan
Niewiele śpiąc, bez tchu kończyłem
Już mam, co chciałem mieć
I jestem tam, gdzie tak śpieszyłem
To był niełatwy szlak
Liczenie strat z ołówkiem w ręku
No i dotarłem gdzieś
Lecz nie tak jak wy
Był taki czas, ty o tym wiesz
Że chciałem mieć więcej niż plan
Był oczu blask i dłonie dwie
I chłodny głos, i słowa złe
Odszedłem więc, zamknąłem drzwi
Lecz nie tak jak wy
I już do mety krok
Za dzień, za rok nastąpi finał
Więc dziś wysłuchaj mnie
Bo sporo wiem, a ty zaczynasz
Jak dziś to śmieszy mnie
Że człowiek tak uparty bywał
I chciał otwartej gry
Lecz nie tak jak wy
To także jest rzecz, mężczyzny rzecz
By więcej śnić, niż można mieć
Za oczu blask, za dłonie dwie
Do piekła gnać po drodze złej
I odejść, gdy pokażą drzwi
Lecz nie tak jak wy...
👉 TUTAJ w przekładzie Wojciecha Młynarskiego
👉 TUTAJ z tekstem Andrzeja Ozgi
Gorącą nocą, pachnącą nocą
Lampiony w liściach drżą
To piękną Inez dziś przemocą
Za wielkiego pana za mąż wydać chcą
Bogate stoły i tłum wesoły
I skoczne tony brzmią
A oczy Inez lśnią jak gwiazdy
Jedni mówią: szczęściem
A drudzy mówią: łzą
I ptak przestraszony nie śpiewa
Choćby w kwiatach stały drzewa
Choćby pachniał mu las
I kwiat nie zakwitnie bez słońca
A dla niej noc się nie kończy
Odkąd nadziei promień zgasł
Ach, czemu odszedłeś
Czym przywabił cię świat
Daleki świat
Trawy tam pachną piękniej
Czulej szepcze wiatr
Ach wróć, chociaż droga daleka
Nie każ sercu dłużej czekać
Po dziewczynę swą wróć
Sława Przybylska Nieśmiały pierwszy śnieg Janusz Odrowąż
Patrz, jak biało za oknami
Upadł pierwszy śnieg
Srebrzystymi płateczkami
Na chodniku legł
Drzewom tyle blasku dodał
Uliczny przykrył kurz
Lecz ze śniegu będzie woda
Patrz, topnieje już
Nieśmiały pierwszy śnieg
To tak jak miłość pierwsza
Ta najpiękniejsza
Co krótko trwa
Nieśmiały pierwszy śnieg
Zachwyca swoim blaskiem
Jest taki właśnie
Jak pierwsza miłość twa
Nieśmiałe twe kochanie
Zalśniło srebrem gwiazd
I oto niespodzianie
Rozpływa się ten blask
Wiem, że zapomnisz mnie
Jak gdyby nic nie było
Bo pierwsza miłość
To tak jak pierwszy śnieg
Patrz, jak szaro za oknami
Z dachu kapie śnieg
Żałosnymi kałużami
Na chodniku legł
Lecz nie trzeba go żałować
Jest tak, jak musi być
Będzie inny, będzie nowy
Ten już przestał żyć...
Ach, ta ściana tak cienka!
Za nią mieszka panienka,
która może już kładzie się spać.
Więc leciutko, jak puszkiem,
muskam młotka obuszkiem
ten mój gwoździk…
Przeleciał, psiamać.
Pan wybaczy mi, że śmiem,
lecz dziś spać idę wcześniej,
już rozpięłam sukienkę, gdy wtem:
słyszę stuk, puk a za nim,
wpadł mi gwoździk w tapczanik
i podnoszę, o proszę – to ten...
Jakaż ściana ta cienka, rzeczywiście!
Za nią miła panienka
najwyraźniej już kładzie się spać.
Więc leciutko, jak puszkiem...
Pan wybaczy mi, że śmiem,
lecz dziś spać idę wcześniej,
właśnie zdjęłam sukienkę, gdy wtem:
słyszę stuk, puk a za nim,
wpadł mi gwoździk w tapczanik
więc podnoszę, o proszę – to ten...
Czyż ta ściana nie cienka?
Za nią zgrabna panienka
najwyraźniej już kładzie się spać.
Więc leciutko, jak puszkiem...
Pan wybaczy mi, że śmiem,
lecz dziś spać idę wcześniej,
tę drobnostkę chcę zdjąć już, gdy wtem:
słyszę stuk, puk a za nim,
wpada gwoździk w tapczanik
więc odnoszę, o proszę – to ten...
Ściana strasznie cienka!
Goluteńka panienka
położyła się za nią już spać.
Więc leciutko, jak puszkiem...
Marian Kociniak Wojciech Pokora - Taka gmina Jeremi Przybora
Ni wyżyna, ni nizina,
Ni krzywizna, ni równina -
Taka gmina.
Ani lasek, ani glina,
Tylko piasek i olszyna -
Taka gmina.
Ani POM-u, ani młyna,
Krzyż, chałupy i krowina -
Taka gmina.
Od komina do komina
Wiater hula, deszcz zacina -
Taka gmina.
Taka gmina.
Ni wyżyna, ni nizina,
Ni krzywizna, ni równina -
Taka gmina.
Spotkasz chłopa - gęba sina,
Oj, nie wraca ci on z kina-
Taka gmina.
Miast kobiety, śpiewu, wina
Wóda, czkawka, Gwiżdż Janina -
Taka gmina.
Nikt od ucha nie ucina,
Tylko czasem chrząszcz brzmi w trzcinach -
Taka gmina, taka gmina
Ni wyżyna, ni nizina -
Ni krzywizna, ni równina,
Taka gmina.
Płacze dzieciak, wyje psina,
Gdzieś ktoś kogoś czymś zarzyna -
Taka gmina.
Jaki powód, czyja wina
Czy to skutek, czy przyczyna -
Taka gmina?
Tylko urżnąć się na chrzcinach
I wziąć zwiać do Wołomina -
Taka gmina. Taka gmina! Fot. Edward Hartwig
Nie deptać trawników!
Nie deptać trawników!
Deptanie trawników
to hańba trzewików.
Bo trawnik zdeptany -
jak cześć lub uczucie -
jak krew pozostawi
chlorofil na bucie.
Wojskowy i cywilu,
nie marnuj chlorofilu!...
Nie deptać trawników!
Nie deptać trawników!
W trawnikach bez liku
jest polnych koników.
I polne tam klaczki,
i polne źrebaczki,
ogierki, wałaszki,
ojej!
Deptanie dla tych stworzeń
to pasmo upokorzeń...
Nie deptać trawników!
Nie deptać trawników!
W trawnikach milutko
jest żyć krasnoludkom.
To mrówkę pocieszą,
to muszkę powieszą,
to sami się śmieszą
cha, cha!
Deptanie trawy w skutkach
wypiera krasnoludka...
Nie deptać trawników!
Nie deptać trawników!
Trawniki rzecz jasna
to włosy dla miasta.
Gdy włos tobie deptać,
przekleństwa chcesz szeptać,
więc czemu katusza
cię trawy nie wzrusza.
Mężczyźnie i niewieście
Jest łyso w łysym mieście...
Ni morza stalowego fale napastliwe
Ni Tatry, chmur drapacze wyższe niż Manhattan
Ni Białowieskiej Puszczy dęby wiecznie żywe
Ani w wieże wawelskie wmurowane lata.
Ale rak, co go dotąd jeszcze nikt nie złapał
Ale kobiałka wczesnych, zakurzonych śliwek
I koza prowadzona gdzieś za rogi krzywe
I oset, który bosą piętę mi podrapał.
Nie trasy, autostrady, Novotel, Intraco
Ani stada dyskotek w stroboskopów smudze
Smokingowe night cluby wzbronione pętakom
Ni pachnące salony elektrycznych złudzeń
Ale rynek miasteczka unurzany w nudzie
I dach z przegniłych gontów, dobrze znany ptakom
Ciepły chleb o nieznanym, zapomnianym smaku
I drzwi wąskie, skrzypiące, a za nimi - ludzie
Słucham piosenki Marka Grechuty i przed oczami mamKazimierzsprzed lat, który kojarzy mi się przede wszystkim z długim, upalnym latem, śmigającymi w powietrzu jaskółkami, słodkimi malinami zajadanymi wprost z krzaka w ogrodzie, pachnącymi łąkami, spacerami do hrabiego Małachowskiego, pysznymi obiadami u pana Jana Michalskiego, wizytami w pracowni Franciszka Kmity, gwarnym targiem, piaszczystymi łachami, kąpielami w Wiśle i rzecznymi przeprawami do zamku w Janowcu, na którym "panował" Leon Kozłowski, bliski znajomy mojego Wuja. Kazimierzdzisiejszy wyprzystojniał, zmienił image, adorują go tłumy wielbicieli, a ja znajduję ślady tego dawnego Kazika w swoistym zapachu starego drewna, który niezmiennie mnie oszałamia zaraz po przyjeździe.
Kazimierz Dolny nad Wisłą
Jak perła między wzgórzami
Swoistym pięknem nam zabłysnął Ryneczkiem z kamienicami
Na środku rynku jest studnia
Na kamienicach attyki
Wszystkie budynki w słońcu południa
Lśnią jak nowiutkie buciki
W piekarni przy rynku pieką
W kształcie kogutków bułeczki
Przy kramach kupisz miód i mleko
Jabłka, orzechy, porzeczki.
Powyżej kościół jest wzniosły
Stąd strzeże Bóg miasta strony
A jeszcze wyżej pejzaż podniosły
Krajobraz wzgórzy zielonych Zjeżdżają w to miejsce ludzie
Dla piękna miasta, wzgórz ciszy
By oczy nacieszyć, nacieszyć po trudzie
Nerwy stargane wyciszyć
Napoić dusze pejzażem
Co jest jak balsam kojący
Stanąć przed łąki wielkim ołtarzem
By wchłonąć opar pachnący
Choć przyjdzie czas stąd odjechać
Bo szkoła, bo dom, bo praca
W sercu będziemy zawsze czekać
I znów będziemy tu wracać
Gdzie kameralne zacisze
Oaza zdrowia, spokoju
I znowu kartkę zaraz napiszę:
„Szukam wolnego pokoju"
Kazimierzu nasz
Ty coś w sobie masz
Ci zostawią serca
Którym szczęście dasz...