Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniłowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniłowski. Pokaż wszystkie posty

Dla pani wszystko - Andrzej Włast


Chór Dana, Tadeusz Faliszewski
Dla pani wszystko

Andrzej Włast


Poznałem ją w kinie pierwszy raz
I z miejsca ten cud mój pokochałem
A potem, gdy mrok połączył nas
Wyznałem jej: kocham sercem całem

Bilety dwa do kina
Dla pani wszystko
Kolacja, butla wina
Dla pani wszystko
Taksówka raz w Aleje
Dla pani wszystko
W taksówce, mam nadzieję
Dla pani wszystko

Nie powiem, co się stanie nic nikomu
Albowiem będzie pani u mnie w domu

Zaloty i pieszczoty
Dla pani wszystko
Ach, wiele do roboty
Dla pani mam

Nie minął rok żoną moją jest
Kochany ten cud mój, magnifika
W wydatkach ma zbyt specjalny gest
Więc wołam: mnie bierze pasja dzika

Gotówka i mieszkanie
Dla pani wszystko
Dwa razy dziennie lanie
Dla pani wszystko
Ja jestem i ten trzeci
Dla pani wszystko
Nie moje, jego dzieci
Dla pani wszystko

Co miałem, choć nie chciałem, lecz oddałem
Przepraszam, mą dymisję dzisiaj zgłaszam

Mam rozwód dać mojej żonie
Dla pani wszystko
Przyjemność po mej stronie
Więc żegnam cię...

Fot. Pinterest

Słomiany wdowiec - Wacław Stępień


Tadeusz Faliszewski
Słomiany wdowiec

Wacław Stępień

Tyle z żoną miałem kramu
Bilet kup i przedział zamów
Potem pomóż mi się zapakować
Już obłędu byłem bliski
Sześć pakunków, trzy walizki
Wreszcie ekspedycja już gotowa

I potem dworzec, ludzie, bilet, wagon - gdzież jest tragarz
A ty tu stoisz, patrzysz, nic żoneczce nie pomagasz
Więc pomagam w krwawym znoju
Dla świętego, dla spokoju
Bo już słyszę sercem słodki śpiew

Słomiany wdowiec, słomiany wdowiec
Z promieniem słońca chodzi w butonierce
Słomiany wdowiec, słomiany wdowiec
Na oścież ma otwarte swoje serce

Bo wszystkie troski i zmartwienia poszły sobie precz
On wesół jest i to jest właśnie najważniejsza rzecz
Słomiany wdowiec, słomiany wdowiec
Ze wszystkich ludzi najszczęśliwszy człek

Obrazy: J.C. Leyendecke
r

W niedzielę - Julian Tuwim


Jadwiga Andrzejewska, Chór Czejanda - W niedzielę

Julian Tuwim


W poniedziałek wielka nuda
I we wtorek źle
W środę rzadko co się uda
Czwartek wlecze się

I w piątek żadnych pociech
I w sobotę pech
Dopiero po sobocie
Radość, frajda, śmiech

W niedzielę, w niedzielę
Na duszy, na ciele
Tak miło, tak błogo
Bez trosk

W niedzielę, w niedzielę
Jest rajskie wesele
I serce topnieje
Jak wosk

A więc fruń aniele
I spijaj z kwiatków miód
Tylko dziś, w niedzielę
Możliwy jest ten cud

W niedzielę, w niedzielę
Raz jeden,w niedzielę
Zrezygnuj ze wszystkich
Swych cnót

Ptaszek ćwierkiem daje sygnał
Halo, w górę nos
I tak śpiewa, jakby wygrał
Na loterii los

Z uśmiechem przyjaciela
Słońce staje w drzwiach
Dlaczego? Bo niedziela
A w niedzielę, ach...

Wacuś - 1935

Co nam zostało z tych lat - Julian Tuwim


Chór Dana - Co nam zostało z tych lat

Julian Tuwim


Dawne dni, czułe dni
Wonią bzów przepojone
Wiosną we krwi
Szumiał złoty nasz śpiew

Dziś jesień łka
Lecą dziś zwiędłe liście z drzew
I bolesny sen mi się śni
Z nocy i dni minionych

Co nam zostało z tych lat
Miłości pierwszej
Zeschnięte liście i kwiat
W tomiku wierszy

Wspomnienia czułe i szept
I jasne łzy, co nie schną
I anioł smutku co wszedł
I tylko westchnął

W jeden cień
W jeden dźwięk
W jedną pieśń melancholii
Złączył nas los

Płyńmy razem w tę dal!
Czy szczęście to, czy to śmierć
Czy serdeczny żal
To na zawsze nasze już jest
Nasze już jest, choć boli...

Telefony - Julian Tuwim

Sylwestra we Wspomnieniowie postanowiłam spędzić głównie z gwiazdami przedwojennej piosenki polskiej. W takim towarzystwie bawię się cudownie. Zmieszam stare tanga, walce i fokstroty, dodam sporą dawkę humoru, szczyptę namiętności i miłosnych uniesień, porcję sentymentów, wrzucę garść wspomnień, a  na koniec doprawię jeszcze kilkoma kroplami łez. Wypiję ten koktajl do dna! Oby nam się!...

Wacuś - 1935
Chór Dana - Telefony

Julian Tuwim

Halo...
Proszę? Nie słyszę.
Kogo? Nie rozumiem.
Wandziu, ubóstwiam,
Powiedzieć ci nie umiem.
Pan miał oddać, panie Sztycki,
Pan nie oddał panie Sztycki,
Pan jest zbrodniarz panie Sztycki!
Czego pan się drzesz!
Kocham, zrób ze mną co chcesz.
Co? I pan mnie też!

Ja, prosz pani? Nie, prosz pani.
Tak, prosz pani. Skąd, prosz pani!
Nie nudź pan, dosyć!
Jak cię mam prosić?
Panie Sztycki, pan jest cham!
Rozkosz ci i szczęście dam.

Halo.
No halo, halo ani rusz.
H, A, L, O, i już!

Wandziu, aniele!
Niech się pan odczepi.
Gdzie są pieniądze?
W Ziemiańskiej będzie lepiej.
Pan miał oddać panie Sztycki!
Mój aniele seraficki.
To nie klub izraelicki,
Panu klepki brak.
Sługa, uszanowanie...
A pana niech szlag!
Nie! Tu lombard.Tak.

L jak lody
O jak ody
M jak mama
B jak brama
A jak apteka
R jak Rebeka
D jak wie pan, kto? Jak Dan.
D, nie T! Zrozumiał pan?

Lombard, nie lampart!
L, O, M, B, A, R, D
Kocham! Lombard! Powieś się!

Zamieńmy się ustami - Julian Tuwim


Mieczysław Fogg
Zamieńmy się ustami


Julian Tuwim

Prosisz mnie o piosnkę kochana
O czem ci zaśpiewać, jedyna
Noc się dziś zatacza pijana
Od miłości naszej jak od wina
Jakże to wysłowić, najmilsza
Kiedy słów ze szczęścia mi brak
Taką noc się najpiękniej przemilcza
Lecz jeśli żądasz zaśpiewam tak

Zamieńmy się nocami
Ja tobie dam tę czarną
Tę od ciał naszych ciepłą
I od rozkoszy parną
A ty mi dasz tę słodką
Słowiczą aż do brzasku
Tę w srebrnej rosie drżącą
W księżyca chłodnym blasku

Cóż ci po tych słowach, kochana
Cóż ci po tej małej piosence
Śliczna to co prawda zamiana
Lecz to jednak słowa i nic więcej
Usta płoną żarem lipcowym
Pocałunków pragną, nie słów
Ty z mych ust chcesz piosnki wciąż nowej
A ja chcę tylko całować znów

Zamieńmy się ustami
Ja tobie dam czerwone
Rozcięte krzykiem szczęścia
Gorące i spragnione
A ty mi dasz płonące
Wezbrane pijanym trunkiem
I jak do tej piosenki,
Rozwarte pocałunkiem

Ona jedna i ja - Andrzej Włast


Chór Dana - Ona jedna i ja

Andrzej Włast

Może nie bardzo ładna
I niebogata też
Lecz nie dorówna żadna
Zaletom jej, o wiesz
Na całym świecie
Co noc i co dnia
Tylko jest ona jedna i ja

Chociaż się ze mnie śmieją
I mówią, co za gust
Ale gdy płomienieją
Czerwone płatki ust
Ja wiem, że szczęście me
Tak długo trwa
Póki jest ona jedna i ja

Co dzień widuję ją
Brzydulę mą, gdy przytulę ją
Jej usta drżą i mówi mi
Czy to szczęście mi się śni

Nie pragnę cudowniejszej
I lepszej w życiu mem
I tkliwszej i wierniejszej
Nie będzie, o tem wiem
Na całym świecie
Który wieki trwa
Tylko jest ona jedna i ja

Szczęście tylko jest w nas
Miłość jest w nas, zbudźcie ją
Trzeba szczęście swe brać
Od serca dać miłość swą

Obraz: Georges Barbier

Sardinenfish - Konrad Tom

To musiało być tak: Mgła oddechu na lustrze w garderobie. Szklanka z odciśniętym śladem szminki. Wietrzejący zapach perfum Henryka Żaka. Przypięta pineską kartka: kolejność numerów. Kroki inspicjenta. Szept: Na scenę, natychmiast na scenę! W popielniczce niedopałek papierosa, opleciony nitką dymu. Ciemne skrzydło kurtyny. Dobiegający z widowni śmiech. Rytmiczne brawa: klakierzy ofiarnie pracują na dniówkę. Dyrektor z kulisy obserwuje widownię... Dlaczego w czwartym rzędzie jest tyle wolnych miejsc? Niedobrze... Zwilża językiem wargi. Jutro termin wykupu weksli. Może uda się sprolongować? Jeśli nie… Łysy komik do ostatniej chwili przepowiada sobie tekst monologu. Ma takie miejsce, gdzie zawsze się zacina. Potrącają go zbiegające ze sceny girlsy. Woń potu, przyspieszony rytm oddechów... Egzemplarz monologu wyślizguje się z rąk. Komik niemal natychmiast przydeptuje go nogą. Klnąc wychodzi na scenę...

To musiało być tak. Nie mogło być inaczej. Przeżywali piekło tremy, radość udanych premier, głód pochwał i komplementów. Zdobywali sławę i uliczną popularność. Cóż zostało po nich? Popiół spalonych teatrów. Przypadkowe fotografie. Garść programów. Od lat mieszkają już tylko w historii wesołych scenek. Pod tym adresem spotkali się wszyscy. W piosence kwitną niezmiennie jesienne róże, na rynku w Kazimierzu biedna Rebeka zawodzi: „O mój wymarzony, o mój wytęskniony", „pada śnieg puszysty, biały, miękki", zjawia się „blady Niko", na ławeczce trwa nerwowy, rozgestykulowany dialog... (R.M. Groński - Jak w przedwojennym kabarecie)


Tadeusz Faliszewski
Sardinenfish


Konrad Tom

Sardinenfish, sardinenfish
O jakich kobiet pan właściwie śnisz
Pan jesteś straszny grymas
A nawet powiem, hyś

Sardinenfish, sardinenfish
O drogę pytasz, czy po prostu kpisz
Czy się żadna nie podoba
Czyż to możliwe, czyż

A mnie, choć góry złota syp
Ja mam swój typ, sportowy typ
Co w zamian salonowych lal
Sportówkę z ciałem, tak jak stal

Sardinenfish, sardinenfish
Więc, jak mnie widzisz, tak mnie pisz
Bo u mnie sport to jest noblesse oblige
A teraz już pan wisz


Już wiem

Parada rezerwistów - 1934

Tola Mankiewiczówna, Wiera Gran
Już wiem

Emanuel Schlechter, Jan Brzechwa

Nikt nie zgadnie, skąd i jak
Ta moc przedziwna spływa
Coś przy sercu drży, jak ptak
Krew staje się jak żywa

Tak, to właśnie miłość jest
Ta pierwsza i prawdziwa
Tak to bywa z każdym z nas
Raz w życiu, raz

Już wiem, dlaczego ja
Dlaczego ty do siebie lgniemy
Wiem, dlaczego wciąż
Pragniemy razem żyć

Już wiem, skąd jest ten czar
Skąd są te sny, dlaczego chcemy
Dzień i noc bez przerwy blisko siebie być

Bo to, że nam wciąż brak
Mnie ciebie, tobie mnie
To miłość, to znak
Że my kochamy się

Już wiem, dlaczego nikt
Rozdzielić nas nie będzie w stanie
Bo złączyło nas kochanie

To jest Wacuś - Julian Tuwim

Wacuś - 1935

Adolf Dymsza - To jest Wacuś

Julian Tuwim

U nas w budzie
Głupie ludzie
I pętaki i knajaki
Same dranie
Te sztubaki

Jeden za to
Nie jest matoł
Ale mędrzec
I to właśnie ja

Bo ja jestem
Genialny Wacuś
Nie laluś, cacuś
Nie klituś, bajduś, a ktoś

Ktoś niezwykły
Co w głowie ma cóś
Genialny Wacuś
Sam nie wie co, ale cóś

Wunderkind, okaz
Typek na pokaz
Cuduś, kawior i łosoś
Kantuś, Spinozuś

Nasz cudowny bubuś
To ja właśnie
Genialny Wacuś
Co w głowie ma cóś
Sam nie wie co, ale cóś

Wszystko umiem
I rozumiem
W pracy chętny i pojętny
Nadzwyczajnie inteligentny

Skromny przy tem
Z dużym sprytem
Więc jak idę
Zaraz mówią, o!

Nie daj umrzeć mi z tęsknoty - Julian Tuwim

Chór Dana
Daj mi umrzeć z tęsknoty

Julian Tuwim

Płonie milion lamp
W dalekiem Frisco
I szałem huczy wszystko
I mózgi mroczy
Wre zabawą bar
W dalekiem Frisco
I rozkosz ciepłą, bliską
Ślą kobiet oczy

Tam krew rozgrzewa słodki śpiew
Tam żądzą śpiewa krew
Ach, w ramiona wziąć
W wolnym tańcu giąć
Bujne ciało twe
I całować je

Przytul
Kwiaty piersi otwórz
W pieczę głodnych warg
Przytul
Niech się usta wpiją
W biały, prężny kark

Do snu
Cała z aksamitu
Do snu
Najmiłośniej przytul
Nie daj umrzeć mi z tęsknoty
Na śmierć słodką
W swe sploty weź

Lecz o tysiąc mil
Jest San Francisco
A serce tutaj blisko
Pod ręką bije
Wiotkie ciało twe
Jest w San Francisco
A to jest przecież wszystko
Czem serce żyje

Ach, wyjdź
W tej pustce tylko wyć
Ulituj się i przyjdź
Zimne złoto mam
Złota korzec dam
Tylko bądź tu, bądź
By w ramiona wziąć

Nie mogę żyć bez ciebie - Julian Tuwim


Chór Dana
Nie mogę żyć bez ciebie

Julian Tuwim


Zakochałem się
I nie wiem sam, co robić mam
Miłość dręczy mnie
I meczy mnie miłosny kram
I choć kręcę się, jak głupi fryc
Nie mogę nic

Nie mogę żyć bez ciebie
I z tobą też nie
A kocham tak namiętnie
I tak bezbrzeżnie
Jest na frasunek trunek
Lecz mnie to szkodzi
Więc jaki jest ratunek
Najdroższa ma

Nie mogę śnić o tobie
Bo nie śpię miesiąc
A przecież śnić o tobie
Nie można, nie śpiąc
Więc straszną czuję trwogę
Bo nie śpię przecież
Dlatego, że nie mogę
Bez ciebie żyć

Kochana - Mieczysław Fogg


Mieczysław Fogg
Kochana


Pamiętasz, sankami jechaliśmy miła
Śnieg padał wielkimi płatkami
Przed nami się droga jak płótno bieliła
Usiana srebrnymi kwiatami

Tuliłem do serca najdroższe twe ręce
A miłość paliła jak rana
Tuliłem twe ręce maleńkie, dziecięce,
Kochana, kochana, kochana

Odszedłem, bom musiał,
Bo los mnie tak goni
I każe wieść życie Cygana
Lecz wszędzie na lądzie
Czy morzu wciąż dzwoni
Najdroższe twe imię, kochana

O, nie płacz, ja wrócę, scałuję twe łzy
I uśmiech zobaczę w twych oczach
Uśmiechnij się, pomyśl, że życiem mym ty
Że miłość nas znowu zjednoczy

Cichutko mówiłaś o szczęściu kochania
O wielkiej szalonej miłości
Że miłość ci znowu świat cały zasłania
Że żyć teraz łatwiej i prościej

Przekwitły już kwiaty, powiędły już liście
A miłość wciąż pali jak rana
Ja wołam, ja czekam na twoje znów przyjście
Kochana, kochana, kochana

Barbara



Adolf Dymsza, Chór Dana - Barbara

Emanuel Schlechter, Jan Brzechwa

Największy wdzięk i szyk
Największy smak i dryg
Całuje wszystkich w mig
Barbara, Barbara

Na banjo pięknie gra
Pieprzyków tysiąc ma
Malutki nos, milutki głos
Po prostu: wielki los

Barbara, ach, jaki czar
Barbara - strach, taki żar
Wszędzie słychać tylko gwar
Barbara
Każdy chłopak do niej mruga
No, bo gdzież jest taka druga

Barbara, dziewczyna ma
Barbara, jedyna ma
To cudna będzie para
Złączone serca dwa
Barbara, Barbara i ja

Gdy wojsko skończy się
Czy szarża chce, czy nie
Przywita w domu mnie
Barbara, Barbara

Zawołam, w lewo patrz
W ramiona moje skacz
Już czuję jak całuje
Tak, że tchu mi w piersi brak

Parada rezerwistów - 1934

Jeśli zostać to na zawsze - Marian Hemar

Chór Dana, Jerzy Czaplicki, Tadeusz Faliszewski
Jeśli zostać, to na zawsze

Marian Hemar

Najgorsze są te rzeczy pośrednie
Na które nie ma na pozór pomocy
Gdy się męczysz i nienawidzisz mnie we dnie
A kochasz mnie w nocy

A we dnie chodzisz z tą tęsknotą tajemną
Że inne usta może słodszy mają smak
Słuchaj, to trudno
Ze mną nie można tak

Jeśli zostać, to na zawsze, to na zawsze
Czy życie ma być na cierniach, czy z róż
Na wszystkie dole i najgorsze i najłzawsze
Lecz jeśli odejść, to na natychmiast, to już

Bo przecie nie ma innego sposobu
Tak już być musi, na próżno szukałbyś
Jeśli kochać, to do śmierci, to do grobu
Jeśli zerwać, to zaraz, to dziś

Najcięższe nie jest nigdy zerwanie
Choć bym cię trzymał rękami obiema
Bo kiedy serce ludzkie kochać przestanie
To rady już nie ma

A być z litości, to zbytnia zawiłość
Krew jest jak rzeka, co tamy zrywa precz
Słuchaj, to trudno
Miłość to wielka rzecz...

Po co, po co - Marian Hemar

12 krzeseł - 1933

Adolf Dymsza - Po co, po co?

Marian Hemar


Jako sceptyk – sybaryta
Co wyraźnie po mnie znać
Ubóstwiam jeść do syta
I osiem godzin spać

Więc się pytam dziś, czy aby
Jakikolwiek sens to ma
Że ktoś jest z głodu słaby
Niewyspany tak jak ja

Ach po co, po co
Tak się męczyć dniem i nocą
Szczęście, majątek – pic
Na co, na co, o nadaremna praco
Jakoś nie widać nic

Z tem szczęściem jest to samo wciąż
Do ostatniego tchu
Ty go szukasz tu, to ono tam
Ty tam, to ono tu

Po prostu pułapka
Zabawka, ciuciubabka
Mówię to, entre nous

Dlaczego właśnie ja - Aleksander Jellin

I jeszcze jedna "trunkowa" piosenka.


Mieczysław Fogg
Dlaczego właśnie ja - Fredzio

Aleksander Jellin

Idę nocą, smutny młodzian, przez ulicę Freta.
Szukam Fredzia, gdzie się podział, wszak był u "Bukieta".
Wtem podchodzi do mnie bubek, także z knajpki wraca.
Nic nie mówi, wali w ucho, nie wiadomo za co!
Potem się przygląda i nagle zmienia ton,
„A przepraszam, to pomyłka, myślałem że to on”.

Dlaczego właśnie mnie, przepraszam, mnie ten pech spotyka?
Dlaczego właśnie ja, przepraszam, od takich cierpię szykan?
Dlaczego właśnie on, przepraszam, do mnie jest podobny?
Dlaczego właśnie ja, przepraszam, przez to biorę w pysk?
Na przykład gdybym  wiedział, bym razem z Fredziem stał.
To obcy biłby Fredzia, a ja bym sobie zwiał!
Dlaczego właśnie ja, przepraszam, Fredzio poszedł spać?
A ja za niego, ja pechowiec, w ucho muszę brać?

Fredzia trapi jedna troska, to że jest dziobaty.
Ja mam gorszą karę boską, bo jestem żonaty.
Fredzio za to żyje sobie, ma spokojną głowę.
Ja mam w domu piekło kobiet, żonę i teściowe.
Żonka stara, a mimo to ciągle jakoś pieści się:
„Mężuś” „Dzidziuś” „Guguś” „Kotuś”...
Cholera bierze mnie!

Dlaczego właśnie ja, przepraszam, takie znalazł cudo?
Dlaczego właśnie ja, przepraszam, mam małżonkę rudą?
Na milion mężczyzn ja, przepraszam, muszę być ofiarą?
Dlaczego inni na wolności chodzą, a ja nie?
Na przykład gdybym wiedział, że Fredzio by ją chciał,
Wyswatałbym jej Fredzia, a sam bym sobie zwiał.
Dlaczego właśnie ja, przepraszam, żyję jak ten pies?
A on, kawaler, nie wie co to małżeńska dola jest.

Lubię chodzić do ogrodu zoologicznego,
Patrzeć na lwa, chlubę rodu, króla zwierzęcego.
Czasem myślę se ukradkiem, czy źle jest zwierzętom?
Żarcia mają pod dostatkiem, całe życie święto.
A ja biedny alkoholik, cóż ja z życia mam?
Nikt się mną nie opiekuje, a żarcia szukam sam.

Dlaczego właśnie ja, przepraszam, małpą być nie mogę?
Dlaczego taki lew, przepraszam, wieść ma życie błogie?
Dlaczego nie mam ja, przepraszam, darmo mieć mieszkania?
Nie płacić czynszu, jeść orzeszki, własną żonę gryźć.
Słoń milszy od niedźwiedzia, swej trąby by mi dał.
Obsikałbym nią Fredzia, a potem bym se zwiał.
Dlaczego właśnie ja, przepraszam, zastanówmy się.
Bo małpom pić nie dają wódki?
Pardon, to ja już wolę nie!

Chodź kolego na jednego - Aleksander Jellin

Chór Dana
Chodź kolego na jednego

-Przepraszam, kto mówi?
-To ja. - Ja nie znam żadnych ja!
-Poproszę, pana Mietka.
-Ale kto prosi? -Kolega.
-Halo! Kolega? Ale kto?
-Kolega z baru „Setka”!

W tym właśnie rzecz, byliśmy razem,
cztery dni wstecz,
z Hipciem, pod gazem.
U Hipka jest bibka,
masz iść, kolego musisz iść,
do niego ze mną dziś.
Koniecznie musisz.

Chodź kolego na jednego,
tam masz czego dusza chce.
Sprawa krótka, będzie wódka, dżin i wódka itd.
Będą płyty i kobity, karty, żarty, żarcie, szał.
I w ogóle, rany Julek, raj tam będziesz miał.

Lśni księżyc, na niebie sto gwiazd,
przyjemnie płynie czas przy miłej pogawędce.
Że kryzys,  że wojna, że źle...
No Hipuś, nie martw się,
kolego w twoje ręce.

Zepsuty świat, zepsuta rybka.

Pijmy sto lat za zdrowie Hipka.
I z baru do baru,
sto lat, niech żyje żyje nam,
dobrego w sprawie dam.

Chodź kolego na jednego, na piątego itd.
bo bez wódki żywot krótki,
świat calutki o tym wie.
Twoje zdrowie, moje zdrowie,
bowiem zdrowie trzeba mieć!
Wiwat Hipek z Nowolipek.
Hipek, wódka, śledź.

Lecz księżyc na niebie już zgasł,
do domu wracać czas,
bo w domu żona biada.
I znowu problemat,
bo jak, do domu wrócić tak?
To przecież nie wypada.
Mimo to mkną koledzy pędem,
bo skończyć chcą noc happy endem.
Wśród krzyków i gromów: „Gdzieś był!?
Łajdaku znowuś pił!”
Wyrzuca żonka z domu.

„Idź z kolegą do jasnego czarta,
czwarta bije już!
Świta ranek, ty z hulanek.
skąd na nosie masz ten róż!?
Gdzie masz szelki, Boże Wielki,
zobacz w lustrze minę swą!”.
Wreszcie... i od rana, proszęż pana,
skutki wódki są...


Oto, co można było kupić za "jednego" w 1928 r., czyli jakieś 10 lat przed powstaniem tej piosenki.

Marysia - Julian Tuwim


Chór Dana - Marysia

Julian Tuwim


Z tą Marysią to pociecha
Zawsze do mnie się uśmiecha
Zawsze mignie oczkiem
Zawsze kręci boczkiem
Że aż jej

Tylko bida, proszęż pana
Że jest niezdecydowana
Niby bardzo chętna
A nie konsekwentna
W chęci swej

Więc może zdecydujesz się, Marysiu
I wreszcie pocałujesz mnie, Marysiu
Najmilsza moja luba, najśliczniejsza
Raz mi dziuba daj
Bo jak to mówią próba fraj
Marysiu

Jeśli zgodzi się Marysia
Można zacząć choćby dzisiaj
A co będzie z tego
To już co innego
Nie wiem nic

Jedno wiem, że trzeba zacząć
Jeśli dać rezultat ma coś
Bez początku powiem
To faktycznie, powiem
Nie ma nic
Więc może zdecydujesz się

Obrazy: Harrison Fisher

Przebrzmiała pieśń - Julian Tuwim


Chór Dana
Przebrzmiała pieśń

Julian Tuwim

Noc akacjami biała
Cała w brylantach ros
Pieśnią miłosną płynął twój głos
Miłość w niej była i cały mój los
A na klawisze padał deszcz
Deszcz łez serdecznych
I palców twych dreszcz
Wyczarowywał sny
Moje sny, twoje sny

Przebrzmiała pieśń i już daleko
Umiera gdzieś bolesne echo
Po deszczu łez tak w sercu lekko
Wspomnieniem wskrzesz umarłą pieśń

Noc akacjami wieje
Znowu w brylantach ros
Gwiazdy nade mną, każda jak cios
Blaskiem uderza w samotny mój los
W wieko pianina trzasnął ktoś
Potem po domu, jak obcy, jak gość
I nucę sam przez łzy
Gdzie te sny, gdzie te sny...