Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leps. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leps. Pokaż wszystkie posty

Wysocki - Orkisz - Kopuły


КУПОЛА - KOPUŁY

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


W co zapatrzeć się mam, czym zachłysnąć się da
Gdy powietrze przed burzą takie ciężkie
Co wyśpiewam ja sam, co usłyszysz ty tam
Ptaki z baśni śpiewają dziwnie pięknie

Jeden z nich łasi się tak radośnie do rąk
Pobratymców przyzywa z gniazd dalekich
Lecz tuż obok spuścił głowę smutny biały ptak
I nie umiem odgadnąć za czym tęskni

Niechby rozedrgało myśl
Roztańczonych strun sześć
W skrzydłach ptaków dla mnie dziś
Nadzieja kryje się

W sinym niebie rosyjskim dzwonnicami przekłutym
Dzwon miedziany, miedziany dzwon
To szaleje z radości, to z gniewu
A kopuły pokryte szczerym złotem są
Żeby częściej Wszechmocny dostrzegał



Stoję jak przed odwieczną zagadką i jak
Przed bajecznie ogromnym narodem
Przesolonym, gorzkim, skwaśniałym, błękitnym
I źródlanym, a przecież samogonem

Z błotem w chrapach, tłustym i gęstym
Grzęzną konie me, po pas, po brzuch
Ale wloką mnie, wloką przez to mocarstwo
Co rozkisłe, opuchłe od snu

Niechby rozświetliło noc
Staroruskich księżyców sześć
W skrzydłach ptaków dla mnie dziś
Nadzieja kryje się

Na mą duszę, wytartą ustępstwami co dzień
Na mą duszę wytartą jak łach
Jeśli do krwi już skrawek pocieniał
Złote łaty naszyję, niechaj złotem się mienią
Żeby częściej Wszechmocny dostrzegał

Obrazy: Aleksander Atoyan, Michaił Nesterow, Dmitrij Kołpasznikow

Wysocki - Orkisz - Wróciłem


Я полмира почти через злые бои - Wróciłem

Włodzimierz Wysocki -
Paweł Orkisz


Przez świata prawie pół, przez lata bojów krwawych
Przebiłem się, przebrnąłem z batalionem
Z powrotem za to, w zamian za odwagę
Wieźli mnie sanitarnym eszelonem

Pod sam rodzinny próg powieźli półtonówką
Za rogiem pewnie zaraz ta drynda się rozkraczy
Jak oniemiały stałem, a z komina dym
Unosił się, lecz jakoś tak inaczej

Jakby okna bały spojrzeć w oczy mi
Gospodyni nie zaniosła się płaczem
Do piersi nie przylgnęła, zaskrzypiały drzwi
Rękami zamachała i do chaty

I zaszczekały na łańcuchach psy
Ręką im pogroziłem i wlazłem do sieni
O coś obcego potknąłem się i
Szarpnąłem drzwi, kolana się ugięły

Patrzę: za stołem, na moim miejscu, tam
Nowy gospodarz, nachmurzony cały
Kufajka na nim, gospodyni przy nim
Więc to dlatego psy mnie obszczekały

A więc to tak? Więc w tym samym czasie
Kiedy ja w ogniu pędziłem wroga
Ten mi tu wszystkie rzeczy przewiesił
I poustawiał na swoją modłę

Służyliśmy „bogu” - wojna to zły bóg
Nieraz w nas artyleria biła
Ale śmiertelną ranę dostałem właśnie tu
Zdrada od tyłu w serce strzeliła

I pomalutku zgiąłem się w pół
Zebrałem całą siłę woli
Wybaczcie, towarzysze, że zbłądziłem tu
Przez pomyłkę, w obce progi

Więc pokój wam, szczęście, chleba na stół
Żeby w tym domu zgoda gościła
A on ni słowa nie raczył rzec
Jakby to właśnie tak trzeba było

I zaskrzypiała podłoga w sieni
Zamknąłem drzwi, wyszedłem z domu
Okna się tylko za mną otwarły i
Zapłakały po kryjomu

Wysocki - Orkisz - Okręty


КОРАБЛИ - OKRĘTY

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


A okręty jak wiatr, dzisiaj tu, jutro tam.
One jednak wracają, choć deszcz i słota.
I pół roku nie minie, zobaczymy się znów.
Potem znowu odejdę na pół roku...

Wszyscy wrócą i tak, prócz przyjaciół sprzed lat
I prócz kobiet kochanych i oddanych najbardziej.
Wszystkich możesz znów mieć, oprócz tych, których chcesz.
Ja nie wierzę losowi, a sobie już najmniej...

Lecz uwierzyć bym chciał, że nie musi być tak,
I że już wkrótce przestanie się palić okręty.
Wtedy wrócę i ja, wśród przyjaciół i w snach.
I pół roku nie minie, zaśpiewam jak kiedyś...


Grigorij Leps, Projekt Wołodia

Wysocki - Orkisz - Piosenka o przyjacielu


Песня о друге - Piosenka o przyjacielu

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


Jeśli ktoś - nie wiadomo kto,
Czy on wróg, czy on brat, czy swat?
Nie wyczujesz od razu, w mig,
Czy on dobry, czy zły.
Zaryzykuj i w góry weź.
Nie zostawiaj samego, lecz
Jedną liną się z takim zwiąż,
Wtedy pojmiesz, w czym rzecz.



Jeśli chłopak od razu zmiękł,
Zaraz w krzyk, zaraz wracać chce.
Ledwo poczuł pod stopą lód,
Potknął się i chce w dół.
Wtedy wiesz, że to obcy ktoś,
Nie zatrzymuj, lecz przepędź go.
Nie dla takich jest grani szczyt,
Nie pamięta ich nikt.

Gdy nie skomlał, nie skarżył się,
Choć pochmurny i zły, lecz szedł
I gdy nawet odpadłeś ty,
To on drżał, ale trwał.
Jeśli z tobą jak w dym, tak gnał,
A na grani się śmiał.
Wiesz, że możesz zaufać mu,
Tak jak sobie byś mógł.

Piosenka z filmu "Вертикаль"

👉TUTAJ w przekładzie Marleny Zimnej

Wysocki - Orkisz - Moja cygańska


Моя цыганская - Moja cygańska

Włodzimierz Wysocki - Paweł Orkisz


We śnie żółte ognie mnie...
I dlatego charczę!
Ech, przeczekać, przyjdzie dzień,
Ranek jest mądrzejszy.

Lecz i rano znów nie tak,
I z czego się cieszyć?
Albo palisz, choć płuc brak,
Albo kaca leczysz...

Ech, raz, jeszczo raz,
Jeszczo mnogo-mnogo raz...
Ech, raz, jeszczo raz,
Jeszczo mnogo-mnogo raz...

No, a w knajpach zielony
Blat i białe serwetki,
Raj! - Dla błaznów i dla głupców raj,
Dla mnie to jest klatka!

W cerkwi półmrok, w cerkwi smród,
Popi palą ziele.
Nie, i w cerkwi też nie tak!
Wszystko to w cholerę!

Ja na górę pędem chcę,
Żeby nie być w dole,
A na górze jawor
Schnie, a niżej topole.

I choćby zbocze bluszczem spiąć -
No i cóż to za zmiana?
Ech, choćby jeszcze nie wiem co!
Wszystko to do diabła!



Ech, raz…

Gdy wzdłuż rzeki polem gnam -
Światłem noc bez Boga.
A w szczerym polu chabry lśnią
I w dal ucieka droga.

Wzdłuż tej drogi gęsty las
Z wilkołakami,
A na końcu nowy las,
Kaci z toporami...

A gdzieś tam konie tańczą w takt,
Od niechcenia, płynnie,
A wzdłuż tej drogi wciąż nie tak!
A w końcu jak zwykle!

I ani cerkiew, ani bar,
Nic świętego nie ma!
Ech, chłopaki, coś nie tak!
Coś nie tak, cholera!

Ech, raz…

Włodzimierz Wysocki, Paweł Orkisz
Aleksandr Malinin, Grigorij Leps


👉TUTAJ w przekładzie Marleny Zimnej

Vechernaya zastolnaya - Aleksandr Rozenbaum

Вечерняя застольная

Черт с ними
За столом сидим, поем, пляшем
Поднимем эту чашу за детей наших
И скинем с головы иней
Поднимем, поднимем.

За утро, и за свежий из полей ветер,
За друга, не дожившего до дней этих,
За память, что живет с нами,
Затянем, затянем.

Бог в помощь всем живущим на земле людям,
Мир дому, где собак и лошадей любят,
За силу, что несут волны,
По полной, по полной.

Родные, нас живых еще не так мало,
Поднимем, поднимем за удачу на тропе шалой,
Чтоб ворон да не по нам каркал,
По чарке, по чарке.

Josif Kobzon, Aleksandr Rozenbaum, Grigorij Leps

Natali - Grigorij Leps


Grigorij Leps - Натали

В старом парке пахнет хвойной тишиной,
И качаются на ветках облака.
Сколько времени не виделись с тобой?
Может, год. А, может, целые века.
Ни за что теперь не отыскать следов
В дальний край, где мы друг друга не нашли.
Я пришел к тебе из позабытых снов,
Как приходят в свою гавань корабли.

Натали, утоли мои печали, Натали.
Натали, я прошел пустыни грусти полземли.
Натали, я вернулся, чтоб сказать тебе: "Прости".
Натали, от судьбы и от тебя мне не уйти.
Утоли мои печали, Натали.
Натали.

Потерял я где-то в бездорожье лет
Безоглядную влюбленность и покой.
Брал от жизни все, что мог и не секрет -
Я не свят, я виноват перед тобой.
Целовал я струи многих родников
И томился одиночеством вдали.
Мои волосы от зноя и ветров,
Побелели, как степные ковыли.

Wysocki - Zimna - On o niej wciąż rozmawiać chce


Włodzimierz Wysocki, Grigorij Leps
Твердил он нам: "Моя она!" (Счетчик щелкает)

Marlena Zimna

On o niej wciąż rozmawiać chce,
I o niej mówi: “Teraz jest już moja!”
No przestań już, upiłeś się...
Jak nie przestaniesz, sam cię uspokoję.

A on mi o niej mówi jeszcze raz.
“Taksówkę bierz! Po mieście pojeździmy!”
A licznik stuka, stuka cały czas,
Jak wysiądziemy, to się policzymy.

On blady jest i cały drży,
I opowiadać o niej chce na nowo.
Takich jak on nie szkoda mi -
Zapłaci dziś za każde swoje słowo.

Z zadumy wyrwał mnie swym głosem, jak ze snu,
I krew w mej głowie się zmieszała z winem.
Zdławionym głosem powiedziałem mu:
“Jak wysiądziemy, to się policzymy”.

Popluję w dłoń, zacisnę pięść,
Nie wzruszą łzy i prośby mnie niczyje.
I chcesz czy nie, i chcesz czy nie,
Zapłacisz dzisiaj za to, co mówiłeś.

Taksówkarz kaszle i naciska gaz,
Życie się toczy niczym w niemym kinie.
A licznik stuka, stuka cały czas.
Jak wysiądziemy, to się policzymy.

Fot.2 - Grigorij Leps

Wysocki - Jagiełło - Rozstrzelanie górskiego echa


Włodzimierz Wysocki, Grigorij Leps
Расстрел горного эха - Rozstrzelanie górskiego echa

Michał B. Jagiełło

Piosenka o rozstrzelanym echu

Na górskiej przełęczy, w sąsiedztwie obłoków i smreków,
Wśród skał niedostępnych i stromych, gdzie nie wspiął się nikt,
Mieszkało wesołe, wesołe, figlarne, śmiejące się echo,
Gotowe jak druh odpowiedzieć na krzyk, ludzki krzyk.

Gdy jesteś samotny i widzisz, że szlak się urywa,
Gdy jęk o ratunek w kamienną potoczy się toń,
Pochwyci go echo, uniesie, zaniesie troskliwie
Do tych, którzy ruszą na pomoc, by podać ci dłoń.

I co jest przyczyną, czy szalej, czy piołun, czy blekot,
Że obłęd ogarnia w człowieku i serce, i mózg?
Zjawili się ludzie, by zabić wesołe, przyjazne im echo,
Związali je mocno, i knebel wcisnęli do ust.

I mieli zabawę, i mieli mordercy uciechę,
A ono milczało, choć klęli i bili do krwi:
A rankiem, gdy poszli rozstrzelać bezbronne, ucichłe już echo,
Ze skał poranionych trysnęły kamienie, jak łzy...