Już w gnieździe swym zasnął ptak
Już przywiał sny ciepły wiatr
W płatki zamyka się kwiat
Nadchodzącej nocy znak
Świat w zimnym płomieniu lamp
I tylko wiatr, nocny tramp
Śpiewa tak, śpiewa tak
La la la…
Będzie nas dzisiaj znowu wiózł
Po szczęście przez noc Wielki Wóz
La la la…
Poprzez noc, poprzez gwiezdny kurz
Aż tam, gdzie się rodzi cień
Gdzie mgła kryje nowy dzień
Zawiezie nas znów Wielki Wóz
Mówi nam o tym co dzień
Szum rzeki, brzozowy cień
Szepcze nam klonowy liść
Że jak wczoraj będzie dziś
Wie o tym na polu mak
A w chmurze zgubiony ptak
Śpiewa tak, śpiewa tak
La la la…
Do szczęścia niełatwo iść
Przed szczęściem trudno się skryć
Wczoraj bzu kiście, a dziś
Już babiego lata nić
Lecz takim przecież jak my
Takim, co pragną jak nikt
Śpiewa tak każdy świt....
Na końcu sali, gdzie walc nie dobiegł
Gdzie w szklankach białe płyny lśnią
Stoją samotni, smutni mężowie
Bardzo uroczych, urodziwych żon
A wokół gwar wielkiego świata
Pochlebny słychać szept
"Ten pan to jest mąż pani X.
Ten pan to jest mąż pani Z."
Na końcu sali stoją zaspani dobrzy mężowie
Bardzo pięknych żon
Na dobre i na gorsze związani dobrym słowem
Wyrozumiali nadzwyczajnie są
Bo nie jest źle, panowie
Jest dobrze, każdy powie
Być mężem pięknej żony…
Częstują papierosem, kieliszek przy niedzieli
Wyrozumiali nadzwyczajnie są
I cicho wspominają, jak kiedyś bardzo chcieli
Być mężem pięknej żony…
Na środku sali, gdzie tłum szaleje
Zmysłowe walca tony brzmią
Co tam się dzieje, co tam się dzieje
Bawią się żony mężów pięknych żon
Mężowi zarost szybciej rośnie
Na skronie pada szron
A pod ścianami siedzące skromnie
Panienki się nie śmieją doń
Na środku sali bawią się dalej wspaniałe żony
Najpiękniejsze z żon
Na dobre i na gorsze związane dobrym słowem
Wyrozumiałe nadzwyczajnie są
Bo wyobraźcie sobie
Niełatwo, każdy powie
Być taką piękną żoną…
Częstują papierosem, kieliszek przy niedzieli
Wyrozumiałe nadzwyczajnie są
I cicho wspominają, jak kiedyś bardzo chciały
Być taką piękną żoną...
Na dobre i na złe
Bułat Okudżawa - Берегите нас, поэтов Jan Pietrzak - Chrońcie nas poetów Agnieszka Osiecka
Chrońcie, chrońcie nas poetów, ochraniajcie nas
Chociaż minie wiek pół wieku, cóż tam dla was czas.
Dwie minuty, trzy minuty – wciąż na przekór złu.
Chrońcie, chrońcie nas poetów – za jednego stu.
Ochraniajcie nas z grzechami, w śmiechu i wśród łez,
Może gdzieś tu między nami młody Dante jest.
Nie zapomniał on minionych zbrodni ani burz
Ale nabrał wody w usta, tak to trzeba już…
Płacze żołnierz ołowiany i wspomina krew
Wiele strzelał i zabijał – zbrzydł mu śmierci śpiew
Ale tak już widać każe nasz XX wiek
I odlana już ta kula i zabity ćwiek.
Chrońcie, chrońcie nas poetów – jak się chroni las.
Tylko na śmierć się starajcie – nie zagłaskać nas.
Tylko nas inaczej chrońcie, niż zwierzynę psy,
Tylko nas inaczej brońcie, niż zamknięte drzwi.
Chrońcie, chrońcie nas poetów od nieczystych łap,
Od oszczerstwa, od obmowy i od ślepych map.
Będą dla was wiersze pieśni i nie jeden raz
My was w porę ostrzeżemy, strzec będziemy was….
Wiesława Orlewicz Jak poznać miniony czas Roman Sadowski
Znów idę, jak codziennie
Znów idę niezmiennie
Choć wiem, że to dziś już nie ma sensu
Samotnie pod księżycem
Przemierzam ulice
By odnaleźć ślad tamtego dnia
Znów idę, choć nie wiem
Czy dzień ten był gniewem
Czy może gałązką byłbzu
Czy smutkiem wśród zieleni
Że wszystko się zmieni
Czy szeptem twych jedynych słów
Tylko ty, tylko ty
Szkoda słów, uwierz mi
Płynie dzień, piękny dzień
Uwierz mi, kocham cię
Jak znaleźć ślad, ślad tamtego dnia
Zapach kwitnących wtedy łąk
Jakże dziś odszukać wiatr, tamten wiatr
Zatrzymać tu i zamknąć w pieszczocie rąk
Jak poznać wypalony dawno las
Jak poznać czas, na zawsze miniony czas
Więc wracam w tamto lato
Oglądam pod światło
Ten dzień, tego dnia zatarte chwile
I znowu, znowu nie wiem
Czy minął nam w śpiewie
Czy był tylko snem na smutku dnie...
Protest song
Włodzimierzowi Majakowskiemu - cywile
Ja nie mam rakiet ani bomb
Posiadam tylko dwoje rąk
I dlatego tymi rękami
Napisałem protest song
Trzeba czołgi przerobić na spinacze
Na plasterki armaty pokroić
Miast granatów żyletki raczej
By i dziecko się mogło ogolić
Albo zebrać to żelastwo
Na parę wielkich kup
I od razu do morza - chlup
Że co? Że nie można?
Że ja naiwnie rozumuję?
To ja nie nalegam
Przepraszam, dziękuję
Ale protestuję
Ja nie mam posad ani szarż
Nie mam obrotów ani marż
I dlatego mogę śmiało
Spojrzeć każdemu z was w twarz
Czas, by demon mamony odszedł
Za pieniądzem nie czas się uganiać
Czas, by każdy miał według potrzeb
A potrzeby - wedle uznania
Albo zebrać tę forsę
Na parę wielkich kup
I od razu do morza - chlup
Że co? Nie można?
Że to nie tylko mnie dolega?
Przepraszam, dziękuję
Niewątpliwie, protestuję
Ale nie nalegam
Nie jestem posłem Izby Gmin
O tak, o tak - nie jestem nim
I dlatego mi nie grozi
Wielkich tego świata spleen
Parlamenty, bawcie się w jojo
Dyktatorzy - w czarnego luda
Gdy się żądze władzy ukoją
Coś nam może wreszcie się uda
Albo zbierzcie się, panowie
W parę wielkich kup
I na "hop" do morza - chlup
Jerzy Połomski Menuet dla króla Stasia Jonasz Kofta
Jak od lat z zachodzącym słońcem
Gdy dozorca zagra na trąbce
Gdy ostatnie wycieczki
Wezmą śmiechy i teczki
Do hotelu pójdą spać
Kiedy brama w Łazienkach zamknięta
Kiedy noc już dnia nie pamięta
I sen zieleń poczernił
Kiedy senny odźwierny
Cały park ciszą zasiał
Menueta dla króla, menueta dla Stasia
Coś po chmurach zaczyna grać
Najjaśniejszy Panie, ta noc ma piękny ton
Najjaśniejszy Panie, już sezon, róże są
Koło oranżerii kwitną od niedzieli
Niech Pan spojrzy na nie przez lorgnon
Niech Wasza Wysokość raczy spojrzeć tam
Złotem cieszy oko, pałac wciąż ten sam
Wiele huraganów, wielu różnych panów
Ale stoi, przypomina króla nam
Nagle atłasu błysk w salonach
Jakaś świeca już zapalona
Zaszeleści jedwabiem
Pluśnie karpiem na stawie
Coś się tam musiało stać
To król Staś znowu w Warszawie
To król Staś znowu w Łazienkach
Pozytywkę trzyma w rękach
Coś w koronkach i dźwiękach
Coś z piosenki słyszeć da się
To menuet dla Stasia, to menuet dla króla
W kuluarach i chmurach gra
Najjaśniejszy Panie, ta noc ma piękny ton
Najjaśniejszy Panie, jak Pan znajduje ją
Noc po tylu latach, tylu poematach
Niezmienioną jak ten stary dom
Najjaśniejszy Panie, znajomy alej bieg
Najjaśniejszy Panie, pan nimi często szedł
Jakieś piękne granie w zielonej altanie
Skąd te damy, kto tu dzisiaj przywiódł je
Najjaśniejszy Panie, toć to dwanaście Muz
Na Twe powitanie gra do pierwszych zórz
Ale już za chwilę skończą swoje tryle
Aby o północy zacząć znów
Najjaśniejszy Panie, już wstaje nowy dzień
Najjaśniejszy Panie, ukłonem żegnam Cię
Ale dziś wieczorem, w umówioną porę
Zacznie w parku znowu grać menuet ten
Jerzy Połomski Nie żałuj dni Zdzisław Gozdawa, Wacław Stępień
Znów jestem sam
jak swój własny cień,
może to już rok,
może tylko dzień,
może nigdy z tobą,
może wiecznie sam,
tak jak dziś, tak jak dziś.
Za oknem deszcz
migocących gwiazd
tak jak w tamtą noc,
jakby stanął czas,
jakbyś całą sobą
była przy mnie obok
– tylko po co przysłałaś ten list?
Nie żałuj dni
i noce z serca wykreśl,
zniszcz najdrobniejszy ślad
przeżytych wspólnie lat.
Nie żałuj słów,
tych, które mówią zwykle
poeci do swych muz
i zakochani.
Nie zmienisz dróg,
jakimi iść musimy,
nikt nam nie wybrał ich,
niczyjej nie ma winy,
widocznie trzeba było
zmarnować nam tę miłość,
wymazać z życia tamten czas
– a szkoda.
Dziś nas już nikt
nie powróci nam,
bo i ty nie ta,
i ja nie ten sam,
i noc każda inna,
i nasz każdy dzień
już nie ten, już nie ten.
Nie próbuj więc
szukać nowych dróg,
przecież każde z nas
swój spłaciło dług,
tylko powiedz czemu
jednak bardzo chcemy,
żeby tamto ktoś nam wrócić mógł?...
Jerzy Połomski Wszystko dla pań Jonasz Kofta, Adam Kreczmar
Gdy w gąszczu drzew ptaków śpiewanie,
wiatr niesie siana woń od stogu,
zwykle zadaję sobie pytanie:
dla kogo to wszystko, dla kogo?
Owocem ciężkim wonne lato
toczy się w trawę soczystą,
czy jest odpowiedź jakaś na to:
dla kogo, dla kogo to wszystko?
Wszystko dla pań – konsumentek miłości,
wszystko dla pań – a wszystkiego nie dość im,
taki los, więc użalam się nań – wszystko dla pań.
Wszystko dla pań – sprawnych matrymonialnie,
wszystko dla pań – a dlaczego nic dla mnie,
losie zły, trochę lepszy się stań,
wszystko dla pań, wszystko dla pań.
Urody życia jasne pejzaże,
gdy nie ma ich, na ogół bledną
i ulegamy pań zwiewnym szantażom,
wciąż mając w pamięci to jedno,
więc kłaniam się, tańczę, całuję rączki,
pełen zachwytu i werwy,
choć z nóg mnie zwala atak gorączki,
ja muszę, ja muszę bez przerwy.
Wszystko dla pań – ta wiosenna nadczynność,
wszystko dla pań – na gorąco, na zimno,
z życia licznych przekąsek i dań – wszystko dla pań,
wszystko dla pań – czego chcą, czego dotkną,
wszystko dla pań – nawet moja samotność
i te noce bezsenne wśród łkań,
– wszystko dla pań, wszystko dla pań.
Jak to się stało, że cię sercem szczerem
tak pokochałem jeszcze przed weselem,
jak to się stało, że nim meble wnieśli,
tyś tylko o mnie, i w sercu, i w pieśni?
Tyś jest skrzypem bramy zamkniętej do rana,
tyś jest bezlitośnie, okrutnie ta sama,
tyś jest bzu zapachem i liści szelestem
tyś jest – ale czy ja na pewno jestem?
Jak to się dzieje, że żal serce nieci,
choć przyszła nuda, a za nią i dzieci,
jak to się dzieje, dolo nieszczęśliwa,
że tyś jest zawsze, a ja tylko bywam?
Tyś jest łyżką cukru w herbacie codziennej,
tyś jest, choć nie widzę nie słyszę, a nie mniej:
tyś jest myszą w ścianie, co nocą chroboce,
tyś jest moim światłem, poduszką i kocem.
Tyś jest tym, czym byłbym,
gdy byłbym w tym lepszy,
tyś jest – tylko oczu, już oczu tak nie trzyj,
tyś jest – moja muza, kochanka i temat
tyś jest – zdaje się, że jej już nie ma…
Jerzy Połomski Taką cię mam, jakiej cię chciałem Adam Kreczmar
Kiedy samotność letnią strugą
odpływa dzień po dniu
i kiedy wszystko trwa za długo
oprócz snu,
pytam zdumiony,
pytam skruszony,
pytam w pokorze:
jak to być może?...
Taką cię mam, jakiej cię chciałem,
a już nie wiosna, tylko jesień.
Taką cię mam, jakiej cię chciałem,
a innej chce się, a innej chce się.
Coś przegapiłem, zapomniałem,
nie strzegłem, nie dopilnowałem,
nie wyczytałem nic ze spojrzeń
i już nie zdążę, i już nie zdążę.
W bezbrzeżnym morzu wyobraźni
każdy coś złowić chce
i ludziom z tym na ogół raźniej,
a mnie nie.
Nic już nie myśląc,
z lekką walizką
biegnę na dworzec,
jak to być może?...
Takiego masz, jakiegoś chciała,
ale mnie po peronie nie goń.
Takiego masz, jakiegoś chciała,
a chcesz innego, a chcesz innego.
Coś przegapiłaś, zapomniałaś,
nie strzegłaś, nie dopilnowałaś,
aż spadło to w pustkę i ciszę…
Pisz, ja napiszę, pisz, ja napiszę.
Jerzy Połomski Miłujcie tedy ile chcecie Adam Kreczmar
Komu zależeć może na tem
Żeby kobiety nie bić kwiatem
Żeby całować ją po rękach
Włóczyć po wierszach, po piosenkach
Żeby ją stawiać na piedestał
Na którym nie wiem kto już nie stał
I żeby czci podarkiem płonym
Darzyć kobiety, dziewki, żony
Miłujcie tedy, ile chcecie
Miłujcie tedy, ile w mocy
Bo na tym nierozważnym świecie
Tyle się pustych zbywa nocy
Miłujcie tedy, ile chcecie
Miłujcie tedy, ile wola
Bo na tym nierozważnym świecie
Jedna dla mężów, niewiast dola
Komu zależeć może na tem
Żeby kobiety nie bić kwiatem
Żeby ją kochać słowem pustym
Zapomnieć oczy, ręce, usta
Tęskniąc troszeczkę - wolną chwilą
Równać ją z kwiatem czy z motylem
Prowadzić w pusty park jesieni
Dziewczyny, które chcą się żenić
Miłujcie tedy, ile chcecie...
Komu zależeć może na tem
Żeby kobiety nie bić kwiatem
By na miłości krzew kolczasty
Patrzeć niechętnie jak na chwasty
Hodować kwiaty i płeć słabą
Bo róża różą - baba babą
By piął się męski gniew jak powój
Wyżej i wyżej - do rozwodu
Miłujcie tedy, ile chcecie
Miłujcie tedy, ile w mocy
Bo na tym nierozważnym świecie
Tyle się pustych zbywa nocy
Miłujcie tedy, ile chcecie
Miłujcie tedy, ile siły
Bo na tym nierozważnym świecie
Trzeba coś robić, by był miły
Moja – bo jak cię nazwać w taką noc bezsenną,
Moja – bo przecież czyjaś musisz być na pewno,
Moja – bo kto tak chodzi za tobą po ciemku,
Moja – wystarczy sięgnąć, by cię dotknąć ręką.
Niebo nad nami za małe,
Za ciasne nasze pokoje,
Ja już o ciebie nie stoję,
Ja już cię przecież dostałem.
Nie ma już nocnej tęsknoty,
I nie ma powodów do smutku,
Pod naszym oknem cichutko
Koty się włóczą po nocy
Moja – a to ma znaczyć, że nie wyjdziesz stąd dziś,
Moja – chyba wiesz o tym, chyba się pogodzisz,
Moja – bo przecież każda czyjaś w końcu bywa,
Moja – czy mi cię wolno tak teraz nazywać?
We śnie tym cichym i białym
Przeglądam się niby w lustrze,
Ja już cię przecież dostałem,
Ja już cię przecież nie puszczę.
Nie ma tęsknoty i głodu
I białej nocy już dość mi,
A jeszcze nie ma powodu
Do tej największej radości
Czy moja?
Adam Kreczmar Daj, czego ci nie ubędzie, byś najwięcej dała
Daj, czego widać żadna przedtem dać nie chciała
Daj, co mi wzrok sczerwieni i serce połechce
Daj, czego chcę od ciebie, a od innych nie chcę
Daj mi to miejsce na dłoni, którego nikt nie całuje
Daj, co zostało ci po nim, po tym, którego żałujesz
Daj mi to miejsce na twarzy, gdzie szminki ci nie starczyło
Mnie to zupełnie wystarczy, ja z tego zrobię miłość
Daj, rankiem daj niebieskim, daj wieczorem długim
Daj, przecież zawsze możesz nie dać po raz drugi
Daj, czego już nie oddam, daj mi prosto w ręce
Daj, czego ci nie zabraknie, choćbym wziął najwięcej
Daj mi to miejsce przy sobie, na które patrzysz po nocy
Daj sobie czasem dopomóc, choćbyś nie chciała pomocy
Daj mi to miejsce przy sobie, które jest puste o świcie
Ja sobie z tego zrobię długie ciekawe życie...