Anna Jantar
Jak w taki dzień deszczowy
Andrzej Kudelski
Na dworze deszcz, ulewa
Że nie wygoń psa
Wilgotnym płaszczem drzewa
Przygiął wiatr
I dzwonek telefonu
Jakby deszczem drży
Twój mokry głos
Też inaczej brzmi
Jak w taki dzień deszczowy
Rozpalić płomień serc
Gdy smutek deszcz przemienia
W krople łez
Jak w taki dzień deszczowy
Otulisz słońcem mnie
Jak w taki dzień
Rozpalić płomień serc
Gdy pada deszcz
Na jeden słońca promyk
Smutny czeka świat
Na uśmiech oczu twoich
Czekam ja
Za chmurnym horyzontem
Jasny wstaje dzień
A u nas wciąż
Jeszcze pada deszcz
Lidia Stanisławska
Z moich przeczuć
Marek Skolarski
Z przeczuć mych zjawiasz się
Skądkolwiek byś tu przyszedł dziś
Z przeczuć mych zjawiasz się
Spełnionym echem moich marzeń
Bo też zjawiasz się z uśmiechem
Jakbyś od lat mnie już znał
Z przeczuć mych zjawiasz się
Czyżbyś zostać miał
Weź moją miłość
Nie krócej niż na wieczność
Jakby to była i szansa i konieczność
Weź to kochanie
Jak szczęście i powołanie
Weź tak jakbyś brał cenne coś
I w pamięci zawsze noś
Kiedy pójść będziesz chciał
Mój smutek weź, jak zdołasz nieść
Kiedy pójść będziesz chciał
Nie zmienisz tego, że tu będziesz
Wciąż szedł koło serca mego
Choćbyś najdalej miał zajść
Kiedy pójść będziesz chciał
Obyś szczęście miał
Anna Jantar
Mój świat zawsze ten sam
Janusz Kondratowicz
Mój świat – zawsze ten sam
Mój świat – ulic to psalm
Mój świat – miasta wśród miast
Zostawia nagle
Mój świat – ludzie i dni
Mój świat – słowa u drzwi
Mój świat - morza wśród mórz
Napięte żagle
Czas mija mnie w pośpiechu
Zbliża twarze, zmienia zdarzeń treść
Uczy serce między ludzi nieść
Najgładszą przyjaźń
Nim spojrzę wstecz
Przystanę
Zrównam tętno
Wstrzymam pościg lat
I niech wraz ze mną
Żyje ten mój świat
Niech ze mną mija
Zawsze ten sam
Mój świat – światło i dźwięk
Mój świat – kroki we mgle
Mój świat – drogi wśród dróg
Toczony kamień
Nieba pół i ziemi pół
Z zielonych wzgórz przyniosłam tu
Aby rozdać pomiędzy was
Tańczy cień na szybach aut
I tylko w tle znajomy kształt
Moje miasto jak piasku garść
Jak piasku garść
Przyjaźnie z tylu lat
Pozornie prosty świat
Gdzie radość i łza, i serca ład
Jak piasku garść obrazy z tylu miejsc
Szalony jeszcze deszcz
I muzyka, i biały wiersz
Tamten brzeg za rzeką już
I podniósł się, i opadł kurz
Śpiewam siebie i własny czas
Światło mknie w niepewną noc
Mogę je w ramiona wziąć
Moje światło jak piasku garść
Jak piasku garść
Przyjaźnie z tylu lat
Pozornie prosty świat
Gdzie radość i łza, i serca ład
Jak piasku garść obrazy z tylu miejsc
Szalony jeszcze deszcz
I muzyka, i biały wiersz
Borem nie zaszumi równina podmiejska
Człowiek nie zrozumie, co mówi mu wiatr
A w moich stronach ogień w izbie mieszka
Pod czapą śniegu niedźwiedź, borsuk śpi
Na każdym kroku biały jeszcze pejzaż
Kapliczki dzwonek liczy krótkie dni
Światła nie pogasną na gwarnej ulicy
Nie umilknie miasto, choć zbliży się świt
A w moich stronach żuraw cicho skrzypi
I drzewa idą drogą pośród pól
Dąb, brat najstarszy, brzozom liści życzy
Na gości czeka zastawiony stół
Niebo nie opadnie na sady zimowe
Z klatki domów nagle nie wyrwie się ptak
A w moich stronach jabłoń tuż za progiem
Dzień jak gospodarz chodzi z kąta w kąt
Rok, choć niemłody, znowu rusza w drogę
Choć pewnie jeszcze nie chce odejść stąd...
Kiedy byle wiersz koi serca ład
Gdy ostatni klakson kończy koncert aut
Starczy ledwie myśl, abyś znów był tu
Książę trudnych serc, choć z banalnego snu
Byle co, prawie nic - śródmiejski bar
Parę zdartych płyt i muśnięcie ust - po prostu żart
Byle co, prawie nic - gdzieś, kiedyś, ktoś
Dramat jednej łzy, romans jak za grosz
Trochę ze mnie drwi taniec nocnych nut
Już nie grzeje kawa i nie ziębi lód
Ale to już ty mówisz: Pora spać
Jutro tyle spraw, tak wcześnie musisz wstać
Byle co, prawie nic - śródmiejski bar
Parę zdartych płyt i muśnięcie ust - po prostu żart
Byle co, prawie nic - gdzieś, kiedyś, ktoś
Dramat jednej łzy, romans jak za grosz
Stanisław Wenglorz
Z nieba zejdź
Wojciech Jagielski
Kto miewa serca pełne burz
Nie lada w duszy chłód
Nie byle czego głód
To być kimś innym chce
Za kogoś podać się
Na nic mu przepisy cnót
Na które mnie stać tylko już, cóż
Kto na wyrywki życie zna
Kto wie, co komu dać
Kto przed kim umie grać
Kto po kim, a kto z kim
Za ile, gdzie i z czym
Nie zbieraj gdzie się da
Świętych praw, póki masz życia fart
Z nieba zejdź
Gdy przestrzeni masz lęk
Gdy masz coś, kogoś, gdzieś
Albo jesteś na nie
Z nieba sfruń
Skrzydła zwiń albo skróć
Zdobądź się na ten ruch
Będzie to życia clou
Kto w nawias wciska znaną treść
Kto z tego chce coś mieć
Kto swoją bierze część
Kto za co, a kto z kim
Za ile, gdzie i z czym
Nie zbieraj gdzie się da
Świętych praw, póki masz życia fart
Stanisław Wenglorz
W złym teatrze
Janusz Kondratowicz
Obudź mnie, już najwyższy czas
Jeszcze błądzę w obcym śnie
Lecz dłużej już nie mogę spać
Więc obudź mnie, z nudnych wyjmij ram
Bo odetchnąć głębiej chcę
I dość mam małych kłamstw
Przecież w złym teatrze grałem ponad rok
Długo i nie z tobą
Teraz sam już w chmury robię pierwszy krok
Chcę być, chcę być sobą
Obudź mnie, idzie nagły maj
Miasto plącze się gdzieś w tle
I mieni się jak okruch szkła
Więc obudź mnie, bo telefon śpi
Sąsiad też zapomniał, że
Rok temu u mnie był
A ja w złym teatrze grałem ponad rok
Długo i nie z tobą
Teraz sam już w chmury robię pierwszy krok
Jestem, jestem sobą
Stanisław Wenglorz
Mój warszawski dzień
Józef Lewiński, Andrzej Zaniewski
Tu są moje horyzonty
I pierwszych odkryć lądy
Bramy, place, cały świat
Bo przecież wiem
Jestem tylko cieniem
Zamyśleniem i marzeniem
Mego miasta nocy, dnia
Mój warszawski dzień
Najpiękniejszy ranek
Wokół słychać dziewcząt śmiech
Codziennie tak zaczyna się
Mój warszawski dzień
Dobry i słoneczny
Mój najpiękniejszy dzień
Który idzie przez Nowy Świat
I tak chcę iść Wisły cichym brzegiem
Stać się dawnych czasów echem
I Syrenie patrzeć w twarz
Chcę przy niej być
Zawsze obok blisko
Śpiewem, krokiem, gestem, myślą
W srebrnej nocy, w dobrym dniu
Ta albo ta
Albo ona albo tylko ja
W jednej z dwóch mieć ołtarz musisz swój
Z żeńskich cnót tę jedną zwolnij
Męski fach swój uprzytomnij
Udowodnij, jaki z ciebie niezły zuch
Ten albo ten
Facet, fagas, gach, panisko, man
Z każdym z nich mieć warto jakiś styk
Tu w płaszczyźnie zawodowej
Tam z potrzeby finansowej
Chyba tego mi nie weźmie za złe nikt
Tylu o mnie śni i marzy
Galeria wprost niezwykłych osób dość
Funkcjonariusz, trzech lekarzy
Popyt wyższy od podaży
Nawet jeden z dygnitarzy
Smutny gość
Tylu mnie względami darzy
Galeria wprost niezwykłych osób dość
Kto wytrzyma, kto się złamie
Co się z nimi z inną stanie
Czy na wieki tak zostanie
Czy na rok
Z tą albo z tą
Z którąkolwiek kiedykolwiek bądź
Tak czy nie - wybieraj ją lub mnie
Może to cię zdopinguje
Do poświęceń zobliguje
Zapanuje w tobie trwałych uczuć trend
W przód albo w tył
Do wyboru jedno z dwojga wyjść
Tak czy siak - zdecyduj sobie sam
Czy być kimś, czy zostać nikim
Żyć samopas czy też przy kimś
Wiedząc przy tym, że się żyje tylko raz
Tylu o mnie śni i marzy...
Tylu mnie względami darzy
Galeria dość niezwykłych osób wprost
Lecz daleko do ołtarzy
O weselu nikt nie gwarzy
A z nas każdej tak się marzy
Raz na rok
Lubię nasze poddasze
Kiedy wita nas ranek
Kiedy w kuchni przyrządzasz
Nasze pierwsze śniadanie
Gospodynie, staruszek
Z białym kotem na rękach
A na krześle rzucona
Leży twoja sukienka
A na naszym poddaszu
Życie mija tak prosto
Miłość płynie bez gniewu
Wyglądając przez okno
A za oknem akacje
I bielizna na sznurze
Twoje czułe zaklęcia
Dzikie wino na murze
Lubię zegar z kukułką
Stół dębowy, patefon
W tym pokoju pod niebem
Wynajętym na miesiąc
Wrzosy stoją w wazonie
Ty podajesz mi talerz
Na poddaszu smakują
Nawet płatki owsiane
A na naszym poddaszu….
A gdy zima nadejdzie
Srebrem gonty przyprószy
Najzwyczajniej siądziemy
Gdzieś na ławie przy kuchni
(….) wiosną znów zagram
Przygotuję śniadanie
I na naszym poddaszu
Zostaniemy na stałe
Każdy z nas w swym życiu ma
Namiętności czas
Bo w niejednej duszy macho siedzi
Ale wiedz, za każdy grzech
Przyjdzie płacić nam
Gdyż hazardem bywa czasem seks
Kolory grzechu w tonacji blue, kolory grzechu
Bo kolory grzechu są jak kolce róż
Są w nich łzy, nerwowy śmiech
Opętanie, dreszcz, nagle głucha cisza
Bo kolory grzechu są w tonacji blue
Milion złotych gwiazd i Wielki Wóz
Oddam za twój gest, muśnięcie twoich ust
Powiedz mi, co w tobie tkwi
Że tak pragnę cię
Na twój widok miękną mi kolana
Jedno wiem, że miłość ta
W więźniów zmienia nas
Niebo czyni piekłem, piekłem - raj
Felicjan Andrzejczak Zapach kobiety Krzysztof Logan Tomaszewski
Czuję już nocny puls
Po grzbiecie gdzieś
Wędruje dreszcz
Słodki dreszcz
Przytul się
Zanim brzask
Rozłączy nas
I kołysz mnie
Kołysz tak
I tylko zapach twego ciała
W erotycznej grze
Uskrzydla mnie to, wręcz zniewala
Wręcz zniewala
Bo twoja miłość mnie unosi
Jest w niej życia sens
Zapach kobiety to narkotyk
Mój narkotyk
W każdym z nas
Płonął żar
A potem łzy
Zacząłem kpić
Dziś mi wstyd
Jedno wiem
Grałem chłód
Jak zwykły tchórz
Jak nędzny clown
U twych stóp
Lecz tamten zapach twego ciała
Prześladuje mnie
Gdy rankiem w lustrze wiążę krawat
Czuję ciebie
Bo twoja miłość mnie unosi
W żyłach burzy krew
Zapach kobiety to narkotyk
Mój narkotyk
Cały świat
W gruzach legł
Straciłem cię
Przez głupi blef
Głupi blef
Lecz tamten zapach twego ciała
Prześladuje mnie
Na nowo płomień wciąż zapala
Wciąż zapala
Bo tamta miłość mnie unosi
W żyłach burzy krew
Zapach kobiety to narkotyk
Mój narkotyk
Cały świat w gruzach legł
Straciłem cię
Przez głupi blef
Głupi bluff
Jeden ruch, którego żal
A dziś serce łka, cicho łka
Felicjan Andrzejczak, Krzysztof Cugowski
Ecstasy - Ekstaza - Nie okłamuj, że to miłość
Krzysztof Logan Tomaszewski
Kiedy spalasz się w ekstazie
Krzyczę jak schwytany ptak
Wokół lampy tańczy ćma
Potem rankiem pijąc kawę
Czuję jak zadrwiła z nas
Tylko chemia naszych ciał
Gdy dotykam twoich warg
Opętanie w oczach masz
Tylko nie mów, że to miłość
Każdy musi po swojemu
Znaleźć w sercu swoim ład
A niepokój zmienić w treść
Co innego żyć we dwoje
Co innego znaczy seks
Każde dziecko o tym wie
A ty nowy wzniecasz płomień
Ciała znów przeszywa dreszcz
"Och pomocy” - śmiejesz się
Gdy dotykam twoich warg
Ty ekstazę w oczach masz
Nie okłamuj, że to miłość
Każdy musi po swojemu
Znaleźć w sercu swoim ład
A niepokój zmienić w treść
Kiedy pieszczę twoją pierś
Gdy całuję końce rzęs
Nie okłamuj, że to miłość
I nie wmawiaj mi kochanie
Że po nocy przyjdzie dzień
Czas niepokój zmienić w treść
Poranny wiatr w otwartych oknach
Odsłania nam ten sam krajobraz
Dzień dla nas ma świąteczny program
Jak dawniej znów świat składa się
Z najprostszych spraw
Mój stały ląd, spokojny port strzeżony przez ciebie
Najlepiej stąd oglądać to, co jest marzeniem
Mój stały ląd, rodzinny dom, gdzie wszystko znajome
Z najdalszych stron pod wiatr, pod prąd powrócę tu
Do ciepłych mórz dość stąd daleko
A u nas znów pogodne niebo
Z uśmiechów, słów i snów na eksport
Z domowych scen powstaje nasz najlepszy film
Mój stały ląd, spokojny port strzeżony przez ciebie…
Mój stały ląd, spokojny port strzeżony przez miłość
Najlepiej stąd oglądać to co jest, co było
Mój stały ląd, rodzinny dom, gdzie wszystko znajome
Z najdalszych stron pod wiatr, pod prąd powrócę tu
Odpłynął już z ekranu snów tęczowy jacht
Nagle znów nie masz nic oprócz mnie
Jak Zorba tańcz, graj tak jak ten, co wszedł na dach
Lepiej być razem, niż dużo mieć
Złote obrączki i róże płonące
Rozmowy, które są jak małe słońca
Złote obrączki, nasz cały majątek
Ruchome święto dwóch serc, magicznych rąk
Nie planuj nam podróży do kosztownych miast
Kochaj tu wszystkie dni, każdą noc
Nasz pokój to nasz wielki świat, a my high life
Przytul mnie tak jak ty umiesz to
Anna Jantar Zgubiłam klucz do nieba Janusz Kondratowicz
Jeszcze tańczy cień
I nieruszona stygnie kawa
Jeszcze świat za szkłem
Kolorowy jest jak karnawał
Jeszcze skrzypią drzwi
I telefon czasem dzwoni
Nieczytany list
Tak jak monet garść ważę w dłoni
Zgubiłam klucz do nieba
Wśród ludzi, w środku dnia
I rozbiły się kolorowe szkła
Zgubiłam klucz do nieba
Nieważne, gdzie i jak
Z tobą zerwę się, jak do lotu ptak
Jeszcze spieszę się
I do domu wracam wcześniej
Jeszcze wierzę, że
Drzwi otworzysz i nagle wejdziesz
Liczę krótkie dni
Mogę tak już żyć od biedy
Spójrz, to nowy film
Pewnie kupię znów dwa bilety
Zgubiłam klucz do nieba...
Zgubiłam klucz do nieba
Wśród ludzi, w środku dnia
I rozbiły się kolorowe szkła
Zgubiłam klucz do nieba
Nieważne jak i gdzie
Z tobą znajdę go i na piekła dnie...